Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubimy czytać. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubimy czytać. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 listopada 2018

Poczet królowych polskich - Anna Kaszuba-Dębska



Poczet królowych polskich to jedna z wersji herstory przeznaczona dla młodych czytelników. Jest ona odpowiedzią na Poczet królów polskich Matejki, napisaną i rozrysowaną w nowoczesnym stylu, nie zaś formą stylizacji. 

Ta niezwykła podróż w przeszłość, w którą porywa czytelnika Anna Kaszuba-Dębska, otwiera szereg drzwi, które dotąd były zamknięte. Umówmy się bowiem - nie każdy jest tak zakochany w historii, by wiedzę podręcznikową rozbudowywać o inne dostępne źródła. Tym bardziej, że dla większości uczniów od wieków (sic!) jest to przedmiot nużący, choćby nie wiem jak nauczyciel stawał na głowie. Dzięki autorce jednak, wiedza historyczna może być uzupełniona o to, co w podręcznikach się nie zmieściło, a co może okazać się prawdziwie interesujące i niewymagające nużących poszukiwań - szczególnie dla dziewczyn, które w historii pragną widzieć silne kobiece postaci, dzięki którym nasz kraj wygląda dziś tak, jak wygląda. Kobiety dumne, śmiało dążące do celu, zdeterminowane i pewne siebie, nie zaś eteryczne księżniczki: Rzepicha, Rycheza Lotaryńska, Kinga Apardówna, Elżbieta Bośniaczka i wiele, wiele innych.

Poznacie oblicza 25 polskich władczyń - mniej lub bardziej znanych - i to dosłownie, bowiem obraz łączy się tu ze słowem.


Pomysł na książkę nie jest żadnym novum, znamy wszak opracowania chociażby Bożeny Czwojdrak czy Marka Urbańskiego, jednak poczet królowych w wersji przystępniejszej dla młodszego czytelnika, to świeża odsłona. Ciekawym zabiegiem jest także oddanie głosu samym władczyniom - to one bowiem opowiadają same o sobie, nie ma tu żadnego wszechwiedzącego narratora, co z pewnością pozwoli czytelni(cz)kom wejść w skórę wypowiadających się postaci.

Jedynym mankamentem (choć może być on również czytany jako niewątpliwa zaleta) jest fakt, że notki biograficzne są stosunkowo krótkie, a ich jedyna funkcja to tak naprawdę rozbudzenie w czytelniku ciekawości postacią i zachęcenie go do dalszych poszukiwań źródłowych, by ją zaspokoić. Same opisy zawarte w książce są bardzo ogólnikowe, nierzadko oparte wyłącznie na legendach, przekazują tylko garść najważniejszych informacji, nad słowem dominuje zaś obraz. Sądzę jednak, że tak właśnie miało być - po to, by młodego odbiorcy nie zanudzić, lecz rozmiłować w historii i zachęcić do dalszych badań.

Polecam - warto tę pozycję mieć, wertować, posyłać dalej. 

piątek, 24 sierpnia 2018

Ach, jak cudowna jest Panama! - Janosch



Miś i Tygrysek to przyjaciele zamieszkujący chatkę w dolince nad rzeczką. Wiodło im się dobrze - mieli własną łódkę, jeden gotował, drugi łowił ryby. Najważniejsze było to, że mieli siebie. Wydawało się, że niczego im nie brakuje. Do czasu, gdy na ich drodze stanęło Marzenie, objawiające się pod postacią znalezionej przez Misia skrzynki po banach z Panamy.
Przyjaciele wyobrazili sobie, jak cudowne musi to być miejsce i postanowi wyruszyć w podróż w poszukiwaniu kraju ich marzeń.

I o tym właśnie jest ta historia - to dedykowana dzieciom (o)powieść-droga, pokazująca, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, a dom jest tam, gdzie są nasi bliscy. Z nimi bowiem niczego nie musimy się bać.

Ukazuje ona także, że warto wychylić nos poza swój płotek, po to, by zawrzeć nowe przyjaźnie, zobaczyć nieco świata i uświadomić sobie, jak wielkim darem jest mieć dokąd i do kogo wracać.

Janosch stworzył bohaterów niezwykle prostolinijnych, czerpiących radość z codzienności, doceniających swoją obecność i bliskość. Rozumieją się, troszczą się o siebie - ot, najlepsi przyjaciele, którzy choć różni - uzupełniają się wzajemnie. 

Niezwykle ciepła, pozytywna historia, która od pokoleń gromadzi nowych czytelników w wygodnych fotelach.

Czas, by porwała i Was.


czwartek, 23 sierpnia 2018

Cisza i spokój - Natalia Sosin-Krosnowska



Pewnie każdy z nas, mieszczuchów, na pewnym etapie życia zamarzył o życiu w głuszy, w towarzystwie szemrzącego strumyka, beczących owiec i  ćwierkających ptaków. Tam, gdzie powietrze nie jest skażone spalinami, a ciszy nie przecina hałas dochodzący z dróg szybkiego ruchu.

Harmonia i spokój. Wolność od zgiełku.

Czy jednak życie na wsi, to tak naprawdę realizacja tego sielankowego obrazka, którego namiastkę otrzymujemy, korzystając z dobrodziejstw agroturystyki?

Natalia Sosin-Krosnowska przeprowadziła niemalże setkę rozmów z osobami, które z różnych powodów, na różnych etapach życia przeniosły się z gwarnego miasta na wieś. Wykupiły stare, często podupadłe domy wymagające generalnego remontu lub postawiły nowe od podstaw. Za różną cenę - zrezygnowały z dobrze prosperujących firm, dochodowej pracy, szybkiego życia i uczestnictwa w kulturze, po to, by kosztem nieraz ogromnych nakładów finansowych oraz ciężkiej pracy stać się mieszkańcami wsi, gdzie choć pracy nie brakuje od świtu do zmierzchu - energii jakby więcej.

Autorka pokazuje blaski i cienie takich wyprowadzek i zaczynania od nowa. Jej rozmówcy decydowali się na różne formy życia na wsi - jedni stawiali na agroturystykę, inni hodowlę zwierząt i produkcję żywności, jeszcze inni zajęli się uprawą roślin i permakulturą, zaś pozostali postawili na rzemiosło. Decydując się na przeprowadzkę i zmianę życia, byli bombardowani dobrymi radami, które - jak tylko przejrzycie kilka relacji - nieraz diametralnie się od siebie różnią.

Łączy je jedno - świadectwo tego, że życie na wsi to nie sielankowe popijanie herbatki na tarasie i wieczny odpoczynek w towarzystwie śpiewających ptaków.
To ciężka, fizyczna praca, walka z żywiołami, niedogodnościami, nierzadko samotnością, której efektem końcowym jest najczęściej... szczęście. Bohaterowie tej książki pokazują jak puste życie korpopracowników przemienili w obfitość doświadczeń i bliskości - z naturą, z drugim człowiekiem, z Bogiem, z sobą samym. Prezentują plusy i minusy życia na wsi, udowadniając, że cisza jest czymś rzadko spotykanym - na wsi praca wre od samego rana. 

Jeśli gdzieś na dnie Twego serca tli się marzenie o przeprowadzce na wieś, koniecznie przeczytaj. To opowieści o ludziach, którym się udało, bądź nie; którzy zaryzykowali, by spełnić swe pragnienia; a także zbiór porad niezwykle cennych dla kogoś, kto na serio myśli om przenosinach. 

Polecam. 

wtorek, 14 sierpnia 2018

Będzie bolało - Adam Kay



Po ogromnej fali popularności książki Mali bogowie moda na teksty lekarzy / pacjentów / dziennikarzy podejmujących temat pobytów w szpitalu nie maleje. Czytelnicy, a co za tym idzie - pacjenci - są głodni wiedzy na temat tego, jak wygląda prawdziwe życie lekarza, co dzieje się za drzwiami, do których nie mamy dostępu, co tak naprawdę myślą lekarze, kiedy każą nam siedzieć długie godziny na izbie przyjęć.

Oto naga prawda, podana jednak zupełnie inaczej niż u Pawła Reszki. Będzie bolało to podszyte sporą dawką humoru i ciętej ironii zapiski byłego lekarza, który piął się latami po ścieżce lekarskiej kaiery, aż wreszcie dotarł do punktu, w którym powiedział "stop".

Gdybym nie przeczytała ostatniego rozdziału, mogłabym powiedzieć, że książka bawi do łez i powoduje skurcze brzucha wywołane eksplozją śmiechu. Epilog jednak - odmiennie niż całość, utrzymany jest w zupełnie innym tonie, co sprawia, że dramat Kaya wybrzmiewa niesamowicie,a całość pozostaje w naszej głowie na dłużej, niż pozostała by zabawna opowieść o ginekologicznych anegdotkach.

Zanim jednak dotrzecie do tego rozdzierająco smutnego momentu, czeka Was lektura ukazująca życie lekarzy w Wielkiej Brytanii, którzy już w wieku 14 lat muszą zadecydować o ścieżce swojej kariery. Rzuceni najpierw w wir trudnych studiów, a później na głębokie wody stażu i rezydentury, mogliby z łatwością zwariować z przemęczenia, odpowiedzialności spoczywającej na ich barkach i braku zrozumienia nawet wśród bliskich. Ludzie, którzy spędzają kilkadziesiąt godzin na nogach, operując non stop i decydując, który nagły przypadek jest ważniejszy od drugiego; osoby, które nie potrafią wziąć wolnego dnia na własny ślub; których związki rozpadają się, bo nie mają szans trwać. Kay o swoim lekarskim życiu, o ginekologicznych przypadkach z jakimi przyszło mu się mierzyć, o porodach, które nie zawsze przebiegały tak, jakby chciał, o pacjentach, których zachowanie często przyprawiało o dreszcze opowiada z taką swadą i humorem, że czyta się go z nieskrywaną przyjemnością, zastanawiając się nierzadko, co ludzie mają w głowach dokonując pewnych "zabiegów" na własnym ciele. 

Bawiłam się przednio, uśmiałam się szalenie, powtykałam do książki dziesiątki karteczek indeksujących, by co ciekawsze fragmenty podsuwać gościom. I w takim tonie mogłabym lekturę zakończyć, bardzo szybko o niej zapominając. To jednak, co serwuje autor na koniec, co stanowi gwóźdź do trumny jego decyzji o odejściu z zawodu, do tej pory we mnie rezonuje, dyskwalifikując jednocześnie książkę jako literaturę faktu o charakterze humorystycznym. 

To lektura, która jednocześnie bawi, wzrusza, przeraża i zasmuca. 

Bardzo dobra. Polecam! Na pewno nie jest odcinaniem kuponów od popularności książek w tej tematyce, lecz kandydatką na kolejny bestseller.



niedziela, 12 sierpnia 2018

Żywego ducha - Jerzy Pilch


Żywego ducha Pilcha to - chciałoby się powiedzieć - wariacja na temat apokalipsy i czasów postapokaliptycznych.

Oto on, dziewięćdziesięcioletni mężczyzna, zostaje na świecie sam. Budzi się na całkowitym pustkowiu, wokół niego żywego ducha, kotów przejmujących władzę nad światem nawet nie uświadczysz. W takiej sytuacji nie sposób uciec od refleksji i pytań bombardujących głowę, poczynając od oczywistych: "Gdzie się wszyscy podziali?" poprzez "Dlaczego tylko ja przeżyłem?", a na "Cóż może robić ostatni człowiek na świecie i właściwie po co ma to czynić?".
Pilch wkłada w głowę swojego bohatera (w wielu aspektach wykazującego czytelny rys autobiograficzny) szereg zagwozdek egzystencjalnych. O sens istnienia w ogóle, o sens istnienia w pojedynkę, o to jak przebiegała zagłada, czemu jej uniknął i dlaczego nawet jej nie zauważył; dlaczego nie pozostawiła ona żadnych śladów? Bohater musi wreszcie pogodzić się z  tym, że został na ziemi całkiem sam - jak sobie z tym poradzi? Czy owa samotność stanie się wyzwoleniem czy brzemieniem, radością czy udręką?

Wyobraźcie sobie świat, w którym każdą rzecz możecie robić bezkarnie, a do Waszej wyłącznej dyspozycji pozostaje wszystko - najdroższe hotele, najlepsze restauracje, produkty z wyższej półki, markowe ubrania, wszystkie dostępne książki, przekąski - wszystko. Czy życie ma jeszcze sens, gdy na wyciągnięcie ręki jest dosłownie każda zachcianka, a radością z jej posiadania nie można dzielić się z innymi, bo innych najzwyczajniej nie ma? Czy człowiek istnieje bez drugiego człowieka?

Wyjątkowo wiele pytań rodzi ta pozornie błaha i pozornie sztampowa historia. Pozornie, bo w sztampie nie byłoby miejsca na nawiązania do Boscha i wielu innych artystów, których możecie na stronicach tej książki rozpoznać, a na których dzieła po jej lekturze spojrzycie zupełnie inaczej.

Pilch w zupełnie nowym wydaniu, jakoby odczuwający już przemijający czas, borykający się z dojmującą samotnością, ba! osamotnieniem nawet i te doświadczenia filtrujący przez swoją artystyczną wrażliwość i przelewający na papier w formie, która nas - stałych czytelników tegoż - zaskakuje. Językowo niepodrabialny, wyróżniający się i do rozpoznania zawsze - mylący może być jedynie temat. Wyjątkowo refleksyjny i inspirujący do przemyśleń nad ludzką kondycją.


Polecam gorąco. 



Inne książki Pilcha na blogu:


sobota, 11 sierpnia 2018

Pani Fletcher - Tom Perrotta



Eve Fletcher przekroczyła już magiczny próg czterdziestki i jak każda amerykańska kobieta na pewnym etapie swojego życia, zawozi właśnie ukochanego syna na studia. Jako że jakiś czas temu rozstała się ze swoim mężem, wyfrunięcie Brandona z rodzinnego gniazda, będzie dla niej nie lada sprawdzianem - zostanie bowiem całkiem sama, za jedyne towarzystwo mając swoich podwładnych, z którymi - jak dotąd - nie chciała się spoufalać. 

W samotności i z nudów ludzie robią różne rzeczy. Eve zaś znajduje się w epicentrum obu tych stanów. Na dodatek, po przypadkowym podsłuchaniu swojego syna odbywającego stosunek i używającego takiego języka, jakiego kobieta nigdy nie chciałaby słyszeć, bohaterka nie może pogodzić się ani z tym, że jej syn nie jest już małym chłopcem, ani z tym, w którą stronę zmierzają jego relacje, o których rozwój na pewno zadba w akademiku. Wychowany na pornografii Brandon daleki jest od czułości i wylewności w stosunku do kobiet. Z tego też powodu niezbyt dobrze idzie mu adaptacja w środowisku studenckim. Życie, którego pragnął, wygląda zgoła inaczej niż w jego wyobrażeniach ukształtowanych na podstawie amerykańskich filmów, pokazujących uniwersytet jako stolicę seksu bez zobowiązań, alkoholu i świetnej zabawy. 

Sama Eve zaś, po otrzymaniu sprośnego SMS-a z niewiadomego źródła, odkrywa pornograficzną stronę mamuśkodajnia.com. Ta odsłoni przed nią zupełnie nowe światy, o których istnieniu nie miała pojęcia, a które powoli ją uzależnią, czyniąc z niej zupełnie nową osobę - otwartą na nowe doznania, nieskrępowaną, wolną od pruderii kobietę na wskroś wyzwoloną, zdolną do kontaktów seksualnych w kolegami własnego syna. Czy jednak życie zdominowane przez uzależnienie od pornografii można uznać za godne pochwały? Jak każdy nałóg, także i ten niepostrzeżenie zabrał całą jej uwagę, zawładnął całym jej życiem, zniekształcił jej sposób postrzegania rzeczywistości i kazał szukać podtekstów tam, gdzie zupełnie ich nie było, skazując jej zdrowe - jak dotąd - relacje na zniszczenie. 

Eve nie była już smutną, spragnioną czułości rozwódką, lecz kobietą, która zaspokojenia szukała w największym internetowym bagnie, które erotyką bombardują na zawołanie, wypaczając związki międzyludzkie, ograniczając je do chwilowej przyjemności. Wędrówką Eve przez mamuśkodajnię towarzyszą refleksje nad kondycją kobiet, które tam widuje - jak się tam znalazły, co sprawiło, że zdecydowały się na nagranie filmów, które kiedyś mogą zobaczyć jej dzieci / znajomi? Czy dziś nie ma już absolutnie żadnej prywatności? Niestety, refleksje refleksjami, zaś nałóg nałogiem. Mimo że początkowo sama uważała pewne sprawy za niemoralne, za deprawujące i godzące w godność człowieka, teraz akt seksualny traktuje wyłącznie jako rozrywkę - choć sama usprawiedliwia się ciekawością. Perrotta pod płaszczem tej na pozór banalnej historii, zdaje się snuć rozważania nad pornografią, wpływem tejże na ludzkie relacje, na obraz samego siebie, na sam mechanizm uzależniania się, szukając wreszcie klucza do jej sukcesu - co sprawia, że nasz voyeryzm osiąga takie szczyty, że chcemy oglądać zupełnie obcych ludzi w sytuacjach najbardziej intymnych?

Poza pornografią pochyla się autor nad gender studies, a także homoerotyzmem. Słowa takie jak ciseksualny, aseksualny etc. przewijają się tu co rusz, każąc zastanowić się nad seksualnością w każdym jej wymiarze. W wątpliwość zdaje się też autor poddawać sens istnienia długotrwałych związków i zabiegania  relacje, skoro ich namiastkę możemy otrzymać w Internecie, a ewentualne potrzeby seksualne załatwić za sprawą setek aplikacji pokroju Tindera oferujących spotkanie i jednorazowy seks z kimkolwiek nam się zamarzy - erotyczna wersja fast-foodów. Fast-sex. 

Zamawiasz, chwilkę czekasz na odbiór zamówienia, konsumujesz, pozbywasz się opakowania. Wartości żadnych, ale za to głód został na chwilę poskromiony, powodując jednocześnie wyrzut endorfin. Po co nam coś więcej? Po co się starać?


Pani Fletcher jako całość stanowi gorzki komentarz do naszych czasów, w których wszystko wydaje się na opak, nic nie jest pewne i każdy może wszystko, emocje spychając gdzieś na samo dno, niczym niepotrzebny balast. Dążenie do czułości, stałości, obecności drugiej osoby, na której można polegać, zdaje się przeżytkiem, reliktem przeszłości. Historia czterdziestoparolatki i jej syna jest jedynie świadectwem tego, jak dziś żyjemy, dokąd zmierzamy i do czego może nas to doprowadzić. 


Myślę, że w Ameryce, gdzie "mama Stfilera" jest już oczywistym elementem popkultury, a słowo MILF nikogo nie burzy i nie dziwi, książka ta czytana będzie inaczej - ot, jako inteligentna powiastka o tym, co znane i stojące niemalże na porządku dziennym, komentarz do rzeczywistości. U nas, wciąż nieco jednak - mimo wszystko - stabuizowanym kraju, książka ta może budzić reakcje skrajne - od oburzenia, poprzez radość z podejmowanego przez nią tematu. Co prawda kobiety oglądają Gotowe na wszystko i często identyfikują się z bohaterkami, czy naprawdę chcą jednak byś nazywane "gorącymi mamuśkami"? Czy naprawdę dążą do takiego zamerykanizowania, jakie prezentują te produkcje?

Wygląda na to, że książka przez swą pieprzność i bezpośredniość zrobi sporo szumu. Może wydać się tak samo niezwykle celną diagnozą współczesnych bolączek, jak obrazoburczą próbą promowania pornografii, homoerotyzmu, zmiany płci oraz przygodnego seksu. Wszystko zależy od punku widzenia oraz interpretacji. Dla mnie to gorzki obraz tego, co nieuchronnie zatacza coraz szersze kręgi - rezygnowania z prawdziwych relacji w imię ich płytkich i egoistycznych namiastek dostępnych online. 

Czytając Panią Fletcher możecie zostać na poziomie rozrywki, możecie zaś sięgnąć głębiej, zastanawiając się, dokąd jako społeczeństwo zmierzamy.





piątek, 10 sierpnia 2018

Woda na sicie. Apokryf czarownicy - Anna Brzezińska


Woda na sicie Anny Brzezińskiej to lektura niepospolita. Wraz z autorką i jej bohater(k)ami przenosimy się do krainy mającej być odbiciem wczesnorenesansowej Italii, kiedy to ośrodkiem zainteresowania były wszystkie kobiety podejrzane o praktykowanie magii i życie podyktowane siłami nieczystymi, których stały się służebnicami.

La Vecchia jest jedną z nich. Tak przynajmniej sądzą przedstawiciele inkwizycji, którzy więżą ją, przesłuchują i poddają torturom, trwając w przekonaniu, że bękarcica odpowiedzialna jest między innymi za śmierć jednego z ich współbraci. I tak oto stajemy się współuczestnikami serii przesłuchań, z których dowiemy się o wiejskim pochodzeniu bohaterki, będącej córką miejscowej ladacznicy, kochanką pewnego ziemskiego dziedzica, siostrą dwu mężczyzn, których nie widziała od pamiętnej nocy, której streszczenie otwiera całą jej opowieść.

Oto jej matka została zamordowana i wybebeszona, ona sama zgwałcona przez zapijaczonych mężczyzn z zasłoniętymi twarzami, których rozpoznanie - nawet po latach - nie sprawiło jej żadnej trudności. Tej nocy stała się ona świadkiem zabicia smoka - potwora zbiegłego z cyrku, o którym po okolicznych wioskach krążyły niespotykane legendy - jedni dawali im wiarę, nieliczni uważali za podejrzane i wyssane z palca. Czy zabity faktycznie był mitycznym stworem? A może smok, którego widzieli był jedynie wytworem ich wyobraźni, projekcją tego, co wciąż im wmawiano?

La Vecchia, mimo że niepiśmienna, tak zmyślnie snuje swą opowieść, że nikt do końca nie wie - ani inkwizytorzy, ani sam czytelnik - kim tak naprawdę jest ta wyrzucona poza nawias społeczeństwa kobieta, która uchodzi za czarownicę. Jej zeznania są finezyjną próbą opowiedzenia wszystkiego w taki sposób, by nikt nie mógł jej niczego udowodnić. Bohaterka niezwykle kwieciście i szczegółowo tka narrację o tym, co ją spotkało, po to, by za chwilę równie zmyślnie temu zaprzeczyć, wyprowadzając przesłuchujących w pole i obnażając ich własną nieudolność. To oni - mimo że kształceni - jawią się przy niej jako nieporadni nowicjusze. Ona zaś - kobieta, bękarcica, ladacznica i być może czarownica - mami ich słowem i swą opowieścią, zadając kłam każdym oskarżeniom.

Brzezińskiej udało stworzyć się kapitalny zapis przesłuchań, który czyta się z niezwykłą wprost zachłannością - stanowi on bowiem nie tylko świadectwo osławionych praktyk inkwizycji, ale również studium osoby przesłuchiwanej, jej wyrazisty portret, którego nie sposób zniszczyć żadnemu z mężczyzn, będących tu jedynie tłem dla opowieści. Kobiecie gierki, słowna kokieteria, a wszystko to, by ocalić własne życie i wizerunek - i tak już przez wszystkich zdeptany i zszargany, to to, co za sprawą magii języka i nad podziw sprawnego władania piórem udało się osiągnąć autorce. 

Jest to jednocześnie świadectwo jej pisarskiej wprawy, jak i niezwykły prezent dla czytelnika znudzonego sztampowością i rozrywkową pulpą. 

Dobra rzecz, niemalże 400 stron nad wyraz 'smacznej' literatury, którą szczerze polecam. Literatura przez duże "L".

Premiera 5 września.  




wtorek, 7 sierpnia 2018

Ostre przedmioty - Gillian Flynn



Ostre przedmioty Gillian Flynn od lat cieszą się ogromną poczytnością wśród czytelników. Dzięki serialowi wypuszczonemu przez stację HBO, książka po raz kolejny doczekała się wznowienia, a wraz z nim - nowych czytelników.

Sama dość długo wzbraniałam się przed lekturą, uciekając od szumu wokół niej wytworzonego, teraz jednak, chcąc obejrzeć serial, gotowa byłam zmierzyć się z wydawniczym hitem.

Oto Camille Preaker, dziennikarka śledcza, wysłana zostaje przez swojego szefa do rodzinnego miasteczka, z którego przed laty - nie bez powodu - wyjechała. W nim to bowiem dochodzi do dwu bestialskich zbrodni popełnionych na małych dziewczynkach, którym pośmiertnie wyrwano zęby. Podejrzenia padają na kogoś przyjezdnego, bowiem nikt nie chce wierzyć, ze w mieście kryć może się tak okrutny morderca. Camille ma opisać toczące się śledztwo, zdobywając jak najwięcej informacji od ludzi, których już nigdy więcej nie chciała oglądać. 

Wind Gap jest bowiem mieściną niewielką, plotkarską, duszną od wzajemnych oskarżeń i fałszywej sąsiedzkiej dobroci. Bohaterka nienawidzi jej z całego serca, przede wszystkim ze względu na skomplikowane relacje z matką, których nie ułatwia śmierć jej małej, chorowitej siostry mająca miejsce przed laty. 

Gdy wraca do miasta swoich koszmarów, musi zmierzyć się nie tylko z matką, ojczymem i  z drugą, nastoletnią siostrą, ale także z niechęcią miejscowych, przełamywaną właśnie jedynie informacją o tym, kto jest jej matką. Kobieta bowiem niejako trzęsie całym miasteczkiem, gdyż to jej rodzina przed laty dała zatrudnienie większości mieszkańców. Dziś, wiedzeni fałszywą i przebrzmiałą wdzięcznością, otwierają się - mniej lub bardziej - przed Camille, dostarczając jej materiału u do artykułu.

Flynn udało się stworzyć opowieść duszną od małomiasteczkowych skomplikowanych relacji, snuta przez nią historia budzi niepokój, a każda kolejna relacja i wydarzenie są niczym puzzle, które powoli wskakują na właściwe miejsce układanki, dając czytelnikowi szansę na stworzenie własnej teorii dotyczącej morderstw. Wszystko to splecione jest z bieżącymi wydarzeniami, z trudnościami napotykanymi przez Camille niemalże na każdym kroku - z matczyną obsesją, z siostrzanym niezdrowym pragnieniem bycia w centrum zainteresowania i z jej okrucieństwem, które już dawno wyszło poza ramy tego, co dozwolone. Bohaterka mierząc się ze swoimi demonami, mozolnie buduje obraz wydarzeń minionych, odtwarza to, co zostało wyparte i odtwarza mozaikę ludzkich relacji i pragnień zanurzoną w odurzającej atmosferze Wild Gap. Czy ktoś jeszcze musi zginąć, by morderca został ujawniony? Co nim kieruje? Jakie ma motywy? W jaki sposób dobiera ofiary? Choć Camille nie jest detektywem, odpowiedzi, które uzyska, zjeżą jej włosy.

Flynn poza dobrze utkaną powieścią kryminalną, udało się świetnie odtworzyć obraz małomiasteczkowej społeczności, stanowiący bardzo mocną oś książki. Jeśli potrzebujecie oddechu od upałów i chcecie, by choć na chwilę coś zmroziło Wam krew w żyłach, po to, by za chwilę znów ją rozpalić - sięgajcie. Autorka bardzo sprawie gra na czytelniczych emocjach - wrażeń Wam nie zabraknie. 



poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Kocham tylko tak - Kate Sterritt



Kocham tylko tak Kate Sterritt to typowa książka dla kobiet, z którą spędzić będziecie mogli przyjemne wakacyjne popołudnie - oddając się wzruszeniom, czytając o miłości i cierpiąc wraz z bohaterami, po to, by w końcu znaleźć ukojenie. 

Emerson Hart od najmłodszych lat spotykała się z Merekim - najpierw tworzyli parę zgranych przyjaciół, wraz z upływem czasu jednak ich dziecięca przyjaźń przerodziła się w młodzieńczą fascynację, a później miłość. Byli nierozerwalni. Planowali wspólną przyszłość, w której ona miała być wziętą malarką organizującą cieszące się powodzeniem wystawy, on zaś budowniczym wieżowców sięgających nieba. Realizacji ich planów zagroziło jedno spotkanie, po którym nic nie było już tak jak dawniej. 

Po latach, na drodze Emerson staje Josh - mężczyzna, który nie dość, że przypomina jej Merekiego, to jeszcze sprawia, że odżywają wszystkie jej młodzieńcze pragnienia, których nie zdołała spełnić. 
Kobieta jednak nie potrafi zaufać własnemu sercu i pozwolić odejść przeszłości, mimo że wszystko wokół zdaje się wołać, by poddała się temu, co nadeszło. Tym bardziej, że bohaterów łączy pewien niezwykły obraz pochodzący z czasów, gdy serce Emerson było jeszcze otwarte...

Nie jest to literatura wysokich lotów - ot, lekka powiastka na słoneczne dni, idealnie wpasowująca się letnie popołudnia na hamaku i wakacyjny odpoczynek. Niezobowiązująca, dostarczająca wzruszeń, a nawet zaskakująca swym finałem. Na urlop czy ogródek - jak znalazł. Znajdziecie w niej wszystko to, co oferować może literatura kobieca - uczucie, przeszłość naznaczoną cierpieniem i szansę na ponowne szczęście. Kocham tylko tak wybrzmiewa znanym rytmem, niby melodia, którą gdzieś już się zasłyszało i która przywodzi na myśl ciepłe wspomnienia. Z tego też powodu, mimo pewnej sztampowości, chce się ją czytać, chce się do niej wracać i wsłuchiwać w dobrze znany rytm, niczym w ulubioną piosenkę. 

Takich właśnie książek potrzeba na wakacyjny detoks od stresu i codziennego zabiegania - polecam zatem na sierpniowe dni.