Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lipca 2019

Gliniany most - Markus Zusak



Grube książki to dla mnie zawsze obietnica wielkiej przygody. Tym większej, gdy autor powieści przez lata utrzymywał fanów w abstynencji czytelniczej od swych książek, a ni stąd, ni zowąd powraca, dzieląc się ze światem kolejnym tekstem.


Markus Zusak, za sprawą fenomenalnej Złodziejki książek zyskał czytelników na całym świecie. Nie jest on jednak autorem, który rokrocznie bombarduje odbiorców swoimi publikacjami - pisarz każe na siebie czekać, rozbudzając apetyt i niepohamowaną ciekawość, gdy tylko wieść o jego nowej książce obiegnie czytelniczy świat. 

Pojawienie się Glinianego mostu to święto dla fanów jego twórczości. Oto długo wyczekiwana opowieść dedykowana - co mogę stwierdzić już po lekturze - czytelnikowi wytrwałemu, cierpliwemu i gotowemu na chwile niekomfortowe, które należy przetrzymać, by dotrzeć do serca powieści. 

Pierwsze dwieście stron to bowiem wyboista droga znaczona irytacją, złością, chęcią rzucenia książką w kąt i zżymaniem się na autora. W Gliniany most bardzo trudno się wgryźć - autor zdecydował się na przeplatanie czasów obecnych z retrospekcjami, jednak w wielu miejscach zamiast  opowiadać chronologicznie, za nic miał linearność, powodując u czytelnika narastające rozdrażnienie, ewokowane przez mnogość wydarzeń i splatających się wątków. Tak naprawdę bowiem przez 1/3 książki odbiorca nie ma pojęcia dokąd ta opowieść tak naprawdę zmierza i czemu służy. Poznaje Claya i jego braci, krok za krokiem odsłaniane są ich rodzinne karty, jednak tym, co stanowi jedyną wiedzę, jest świadomość ważności mostu, który ma stanowić formę oczyszczenia, pracy żałoby i odkupienia. Zusak wcale nie ułatwia czytelnikowi lektury - język powieści jest bardzo specyficzny - w wielu miejscach myśli bohaterów zostają urwane, zawieszone, niedopowiedziane, to zaś w połączeniu z formą jaką przybrała opowieść, może wielu odbiorców zrazić i zmusić do porzucenia książki - nieważne, jak wielkim był dotąd miłośnikiem autora.

Warto jednak wytrzymać, bowiem po przekroczeniu 190 strony, wszystkie brakujące elementy zaczynają wskakiwać na właściwe miejsca, a powieść staje się zrozumiała i... wciągająca. Irytacja i wściekłość  bezpowrotnie mijają, a czytelnik może odtąd oddawać się lekturze wielowarstwowej, śledząc losy niezwykłej rodziny Dunbarów, w której miłość przeplata się ze złością, czułość z przemocą, a relacje między braćmi do końca pozostają zagadką. 

Polecam tę książkę czytelnikom wymagającym (od twórcy i od siebie samych), niestrudzonym, wrażliwym i spokojnym. Po niełatwym początku znajdziecie w niej wiele wzruszeń, a nade wszystko opowieść inicjacyjną o próbie uporządkowania chaosu powstałego po rozpadzie rodziny i konieczności szybkiego stania się mężczyzną. Warto, choć może to być jedna z najtrudniejszych do przebrnięcia i najbardziej angażujących lektur lata.




piątek, 22 marca 2019

Tysiąc i jedna mrówka - Joanna Rzezak



Tysiąc i jedna mrówka to nowość spod pióra Joanny Rzezak, wprowadzająca młodego odbiorcę w fascynujący świat mrówek.

Zwierzęta te fascynowały mnie od zawsze, jednak od czasu, gdy kilka gatunków mogę obserwować w warunkach domowych, moje zainteresowanie jeszcze bardziej wzrosło.

Książka Rzezak w sposób skrótowy przedstawia najważniejsze informacje o świecie mrówek - prezentuje ich sposób i stadia rozwoju, w formie ciekawostek zaznajamia z typowymi zachowaniami niektórych gatunków, a wszystko to przy asyście cudnej szaty graficznej. Na każdej stronie roi się od wędrujących mróweczek, wśród których jedna się wyróżnia - młody czytelnik może zatem nie tylko zapoznawać się z fascynującym światem tych owadów, lecz dodatkowo trenować spostrzegawczość, rozwijaną podczas odnajdywania tej jednej wyjątkowej, pośród setek innych. 

Przy tym wszystkim jest to również opowieść o bogactwie natury - obok mrówek autorka opowiada bowiem również o grzybach, wspomina o ślimakach, owocach drzew, mieszkańcach wód - jest to zatem swoisty przegląd wiadomości ze świata widzianego oczami mrówki - śledzimy wszystko, na co może się ona natknąć, nie ograniczając się do najbliższej i najbezpieczniejszej przestrzeni jaką jest mrowisko. Dowiemy się, kto i czemu mrówkom zagraża, kto im pomaga i jak te maleńkie stworzenia radzą w sobie w świecie pełnym niebezpieczeństw.

Polecam - każdy mały odbiorca zachwyci się światem tych pracowitych owadów i na pewno wraz ze zbliżającą się wiosną postanowi przyglądać się ich pracy i codziennym wędrówkom. Kto wie, może nawet podejmie się ich zliczenia lub rozpoznania gatunku?:)

Dobry wstęp do kształcenia przyszłego myrmekologa:) 

niedziela, 14 października 2018

Mały atlas motyli Ewy i Pawła Pawlaków



Kojarzycie przepięknie wydany Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków? Dziś przedstawiam Wam nowość spod pióra tegoż duetu - Mały atlas motyli Ewy i Pawła Pawlaków.  

Pomysł na książkę jest świetny - oto para ilustratorów, postanawiając opowiedzieć o ponad dwudziestu gatunkach polskich motyli, które z łatwością spotkamy w każdym ogrodzie, stawia na zaprezentowanie ich w niezwykłej formie. Kolejne strony nie będą bowiem zwykłymi grafikami, lecz efektami wykorzystania różnych technik plastycznych. Podczas gdy z jednej spojrzy na nas motyl będący wynikiem kolażu bazującego na wielorakich tkaninach; w tym samym czasie z drugiej 'wyfrunie' kraśnik sześcioplamek narysowany dziecięcą ręką. 

W publikacji tej fotografie, akwarele, dziecięce rysunki, kolaże z tkanin przeplatają się z modelami stworzonymi z patyków i listków, ubogaconych materiałowymi elementami. Całość robi kapitalne wrażenie, przykuwając uwagę odbiorcy swoją nietuzinkowością.

Nie ma drugiej takiej książki, która dzięki wykorzystaniu tak wielu technik plastycznych zdołała stworzyć spójną, a co najważniejsze - przyciągającą czytelnika całość. Mimo że obraz jest tu warstwą dominującą, staje się on zachętą do poznawania kolejnych gatunków - nie tylko ich wyglądu, ale także specyficznych zachowań, upodobań, sposobów odżywiania.

Dzięki kartonowym stronom, książka idealnie będzie leżała w rękach maluszka, który nie zniszczy jej tak łatwo, nawet przy wielokrotnym kartkowaniu. Kartkować zaś będzie na pewno!

Ewie i Pawłowi Pawlakom po raz kolejny udało się stworzyć cudowną publikację, która zachwyci pewnie niejednego dorosłego. Sama jestem pod ogromnym wrażeniem wydania. Cudowna, nieszablonowa, a przy tym niezwykle pouczająca książka, którą polecam każdemu z Was - nieważne, ile macie lat.




poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Uczciwa oszustka - Tove Jansson





Uczciwa oszustka Tove Jansson nie stanowi nowości, jest jednak kolejnym pięknym wznowieniem znanego już tekstu.

Autorka znana przede wszystkim z cyklu Muminki, to pisarka, której twórczość - bez względu na to czy dedykowana jest dzieciom, czy dorosłym - cechuje pewna niespieszność wyrażana na różne sposoby, odczytywana zarówno na poziomie języka, sposobu prowadzenia narracji, usposobienia postaci, jak i włączeniu przyrody w poczet bohaterów.

Nie inaczej jest w przypadku tejże pozycji. 

Przenosimy się do małej miejscowości znajdującej się nad skutą lodem zatoką, Västerby. Zima nie odpuszcza, śnieg sypie od miesięcy, a surowy klimat daje się we znaki mieszkańcom.

Miasteczko zamieszkuje pewna zamożna ilustratorka książek dla dzieci, specjalizująca się w rysowaniu królików. Stąd też jej willa nazywana jest przez sąsiadów Króliczym Domem. 

Chrapkę na niego ma Katri - była pracownica sklepiku, która mieszka wraz z bratem i owczarkiem niemieckim, do którego tylko ona może się zbliżać. Bohaterka uknuła cały misterny plan, którego celem jest zdobycie zaufania Anny, zamieszkania wraz z nią, a z czasem także zdobycie potrzebnych środków na spełnienie marzenia Matsa, jakim jest posiadanie własnej łodzi. Dotąd bowiem jej brat zajmował się jedynie ich budowaniem, pracując w szkutni braci Liljebergów. 

Samotna kobieta śpiąca na pieniądzach wydaje się łatwym celem. Katri zrobi wszystko, by w jej oczach stać się osobą godną zaufania.


Jansson po raz kolejny utkała powieść do lektury niespiesznej, której bohaterowie tak bardzo odstają od tego, co znamy, że nie sposób określić ich inaczej jak tylko dziwakami, na co niewątpliwy wpływ ma wyobcowanie i osamotnienie wynikające z położenia ich miejscowości. Każdy stara się tutaj grać pod siebie, nie zdradzając jednocześnie zbyt wiele, sporo kwestii załatwiając półsłówkami, by czasem nie powiedzieć zbyt wiele. Bohaterowie są złożeni, ich motywacje - poza Katri - niejednoznaczne i niepewne. 

Nie zrezygnowała również autorka z typowego dla siebie stylu, rozpoznawalnego zawsze i wszędzie, pozbawionego ozdobników, przegadania i przepychu. Sukces Jansson tkwi w prostocie, w umiłowaniu minimalizmu - w formie i treści. 

Polecam tę opowieść o kobietach, z których jedna zbyt ufnie podeszła do drugiej, a druga z łatwością wkupiła się w jej łaski, przyjmując rolę uczciwej oszustki. 




Inne ksiażki Tove Jansson na blogu:

Może Ci się również spodobać:
Szwecja okiem Polki - Muminkowy raj

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Lato - Tove Jansson




Tove Jansson już dawno przestała kojarzyć się szerszemu gronu odbiorców jedynie z Muminkami, które, co tu kryć, przyniosły jej największy rozgłos i popularność, rokrocznie zapewniając jej kolejne pokolenia miłośników.

Nowych wydań doczekały się już kierowane do dorosłego odbiorcy Wiadomość,Córka rzeźbiarza i Słoneczne miasto, zaś Lato jest nieuniknioną, jakże przyjemną konsekwencją szerzącej się w Polsce miłości do pisarki, zwanej dziś #tovelove.

Książka ta stanowi zapis scen z życia babci i wnuczki. Sophie to sześcioletnia, rezolutna i zadziorna dziewczynka, który sporo czasu spędza ze starszą, charakterną kobietą, dzieląc z nią nie tylko tajemnice, ale także opowieści, które razem snują, dając popis swojej wyobraźni. Kobiety – młodziutka, wchodząca w życie i starsza, będąca już u jego kresu – spędzają lato na jednej z fińskich wysepek – w miejscu przyjaznym, obłaskawionym i cierpliwie wysłuchującym ich rozmów o życiu, śmierci, Bogu, lękach, miłości, otaczającym świecie, szacunku do zwierząt, nawet tych najdrobniejszych, braku zgody na powolne umieranie. Wraz z nimi jest tam również tata – ten jest jednak jedynie tłem, elementem opowieści, który nie wysuwa się na pierwszy plan, widnieje gdzieś na horyzoncie, jako ten, przed którym obie mają sekrety. Bohaterki – obserwowane z daleka – mogą sprawiać wrażenie wiecznie skłóconych, ich relacja jest bowiem nietypowa. Sophie jawi się jako dziecko niewychowane – kłótliwa, obrażalska, pyskata, nie zawsze (rzadko) grzecznie odzywająca się do babci. Starsza pani zaś z pobłażliwością traktuje te jej odzywki, dając na nie przyzwolenie.  Jansson zarysowuje świat, w którym bohaterki uczą się od siebie wzajemnie – babcia przekazuje młodszej swoje sekrety, które ta odkrywa z dziecięcym entuzjazmem, zaś młodsza odkrywa przed starszą swoje tajemnice, swoje obawy i tęsknoty, z których nikomu innemu się nie zwierza. Ich relacja wydaje się czysto koleżeńska – nie jest to babcia znana z baśni, zasiadająca w bujanym fotelu, lecz wiekowa, aczkolwiek energiczna starsza pani, która pozwala wnuczce na wiele wcale nie po to, by ją rozpieszczać, lecz po to, by poznać jej ukryte obawy.

(...)

Czytaj dalej:


poniedziałek, 12 grudnia 2016

Miś Uszatek - Czesław Janczarski



Na Misiu Uszatku wychowały się całe pokolenia. Wymyślony i opisany przez Czesława Janczarskiego, życie zyskał również dzięki fenomenalnemu ilustratorowi – Zbigniewowi Rychlickiemu, który nadał mu ostateczny rys. W  sześćdziesiątą rocznicę od opublikowania pierwszych opowiadań o Misiu (która mija w  2017r.) do rąk czytelnika trafia zbiorcze wydanie trzech pierwszych książek o Uszatku, jakimi są Przygody i wędrówki Misia Uszatka, Nowi przyjaciele Misia Uszatka oraz Gromadka Misia Uszatka.

Opowieści poprzedza krótki wstęp obejmujący informacje o autorach, a także samym Misiu – historii jego porwania, refleksji o jego mądrości i dziecięcej nieporadności, idealnie dopasowanych do czytelnika 4-5 letniego, który podobnie patrzy na świat – z rozczulającą mieszaniną ogromnej wiedzy i niewiedzy.

Powrót do świata Misia Uszatka to wędrówka niezwykle sentymentalna. Ponowne wejrzenie w  jego świat i przeżycie wszystkich przygód na powrót, po wielu latach wciąż sprawia taką samą przyjemność, a jednocześnie tęsknotę za wyidealizowanym dzieciństwem, gdy wszystko było proste i stałe, a pewien czuły Miś zawsze czekał aż po niego sięgniemy i wraz z nim udamy się w  świat, by poznawać nowych przyjaciół.


Piękne wydanie, które stanie na półce niczym eksponat obok zaczytanego wydania z  lat 70-tych. Jest to kapitalny pomysł na prezent zarówno dla tych, którzy z  Misiem spędziły swoje dzieciństwo i teraz z  nostalgią do niego powrócą, jak i dla tych, którzy są jeszcze mali i dobór literackich przyjaciół dopiero rozpoczynają. Nie znajdą lepszego. Pięknie wydana książka

środa, 2 września 2015

Z dala od zgiełku – Thomas Hardy

Thomas Hardy zabiera nas do prowincji dziewiętnastowiecznej Anglii, gdzie wyemancypowana Betsaba Everdene właśnie dziedziczy po wuju farmę, czując, że całkowicie uniezależniła się od mężczyzn i ich wpływów. Jej uczucia jednak nie pokrywają się z przeświadczeniem tychże o prawach do starania się o jej rękę. Chętnych nie brakuje. w  szranki staje odrzucony przez bohaterkę Gabriel Oak – farmer, który po utracie własnego majątku zatrudnia się u Betsaby przez lata będąc jej oparciem; William Boldwood – ziemski właściciel, dotąd gardzący wszystkimi kobietami i odrzucający ich zaloty, całkowicie opętany miłością do Everdene oraz Franciszek Troy – bawidamek, hulaka, zupełnie nieodpowiedzialny i nieodpowiedni dla bohaterki mężczyzna, który jednak jako jedyny potrafi ją – dosłownie – zawłaszczyć.

Moją uwagę zwróciły w tej powieści przede wszystkim uczucia – Oakowi kibicowałam od samego początku, Boldwooda było mi żal, a Troya nie cierpiałam od chwili jego pojawienia się na kartach opowieści. Burzliwe związki i huragan emocji właściwie tutaj nie ustają – sama Betsaba również na naszych oczach się zmienia: ta, którą uważamy za niezwykle mądrą i obdarzoną niebywałą dojrzałością, nagle, pod wpływem uczucia staje się głupkowatą trzpiotką, niezdolną sprzeciwić się mężowi, ulegającą każdej jego zachciance. Zdaje się, że ma za swoje – odrzucając odpowiednich kandydatów, w  końcu pokutuje w związku nie do pozazdroszczenia. Nie sposób jednak jej nie lubić – wzbudza ogromny żal. Wydaje się postacią tragiczną, której nic dobrego nie może spotkać, bez względu na to, jaką podejmie decyzję.

Hardy podjął tematy, które jemu współczesnym, ze względu na konwenanse, na pewno wydały się kontrowersyjne i niegodne opisywania na kartach literatury takie jak romans oraz nieślubne dziecko. To one jednak nadają tej historii rumieńców, podkręcają i tak już rozpaloną atmosferę.

Plastyczne opisy, rwący nurt narracji, zjawiskowa umiejętność zawłaszczania uwagi czytelnika, piękno języka i wreszcie dbałość o detale – w  każdej dziedzinie. Hardy jako przedstawiciel naturalizmu nie tylko szczegółowo nakreślił powierzchowność swoich bohaterów, ale przede wszystkim ich przywary i każdą najdrobniejszą cechę, wyjaskrawioną później. Także natura jest tutaj równoprawnym bohaterem, a jej opisy niczym nie ustępują opisom ludzi. W powieści wyczuwa się prawie namacalnie krytykę obyczajów wiktoriańskich, z której słynął pisarz, a opisy wiejskiego życia są utkane tak malowniczo, że podczas lektury ma się wrażenie przebywania w  tym samym miejscu, co bohaterowie.

Język tej książki – którego nie mogę zbyć milczeniem – był jak masaż dla moich zwojów mózgowych – dziś już nikt tak nie pisze, próżno szukać autorów, którzy nawet podejmowaliby podobną pracę lingwistyczną. Zdarzają się czasem mniej lub bardziej udane próby imitacji, lecz takie poziomu nie osiągnie nikt. Język, który jest prawdziwą muzyką i od pierwszych stron całkowicie porywa, jednocześnie uspokajając. Coś niezwykle rzadkiego i cennego – u Hardy’ego mamy to gwarantowane.


Polecam również i film. Nie wiem czy lubicie takie produkcje, ale ja wprost uwielbiam! Nie ma chyba nic lepszego w  kinie.

Książkę kupisz tutaj:


wtorek, 17 grudnia 2013

Moja pierwsza mitologia – Katarzyna Marciniak


Tytuł: Moja pierwsza mitologia. Księga pierwsza
Autor: Katarzyna Marciniak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 978-83-10-12428-9
Ilość stron: 280
Cena: 49, 90 zł

Mity przeżywają dziś swoisty renesans. Mnogość filmów odtwarzających i reinterpretujących żucie starożytnych bogów, tytanów i herosów zalewa rynek, ciesząc się przy tym ogromnym powodzeniem. Wystarczy wspomnieć niedawny Gniew Tytanów i jego poprzednika, a także Percy’ego Jacksona, którego kontynuację jeszcze kilka tygodni temu mogliśmy obserwować na dużym ekranie. Stanowią one jednak wyłącznie pojedyncze realizacje w świetle całej famy produkcji, która zdaje się nie mieć końca.
Coraz rzadziej sięgamy dziś do mitologii spisanej, woląc posiłkować się gotowymi przedstawieniami treści.

Będąc dziećmi jednak, woleliśmy wysłuchiwać opowieści o Zeusie, Herkulesie i Posejdonie, które powoli spływały z ust rodziców, a które ci odczytywali z książek.
Moja pierwsza mitologia Katarzyny Marciniak, to wydanie zjawiskowe: przyciąga oko subtelną, pastelową, w duchu minimalizmu, piękną okładką, a ta jest jedynie zaproszeniem do o wiele bardziej uwodzącego wnętrza.
W krótkim słowie wstępnym autorka tłumaczy młodemu czytelnikowi czym są mity i mitologia, wyjaśnia jak żyło się w czasach sprzed ery Internetu i komputerów, jak przekazywano sobie wiadomości i opowiadano historie. Wspomina okres, kiedy ludzie dali się słowom czarować, bowiem ci, którzy się nimi posługiwali, robili to tak doskonale, że samym tylko mówieniem wywoływali głębokie emocje u audytorium. Streszcza ona także główne zagadnienia poruszane w książce, sygnalizuje kto będzie opowiadał i dlaczego akurat on.

Sama publikacja podzielona jest na dwie części, dotyczące innej problematyki. Są to: dzieciństwo bogów i ludzi (a w niej opowieść o Zeusie – jego narodzinach, później umizgach do przyszłej żony i in.; Posejdonie, Atenie, Artemidzie, Apollu, Aresie, Afrodycie i in.) oraz przygody herosów (a tutaj Herakles ze swoimi dwunastoma pracami, Tezeusz, Perseusz, Bellefront, Kadmom i Jazon).
Książka pisana jest bardzo prostym językiem, przez co będzie dla dziecka zrozumiała (co trudniejsze słowa zostały wyjaśnione). Starsi czytelnicy z powodzeniem mogą czytać ją samodzielnie, bogacąc przy tym swoją wiedzę o mitologii.
To, co cenne,to fakt, że opowieści te niczego nie przemilczają – jak np. zjadania przez Kronosa własnych dzieci – lecz wiele spraw eufemizują, przez co nie jawią się one jako brutalne, a wciąż oddają pożądane treści. Wszystko zostało dostosowane do odbiorcy, tak, by niczego nie uronił, ale też nie musiał się bać.
Każdej kolejnej historii towarzyszą dwa „dodatki”, którymi są: wyjaśnienie wyrażenia mającego źródło w mitologii (np. pyrrusowe zwycięstwo, tytaniczna praca, proteusz, argusowy wzrok i wiele, wiele innych), a także konkretne jego użycie, wyrażone poprzez króciutką opowiastkę osadzoną we współczesności, w którą wpleciony został omawiany związek frazeologiczny. Dzięki temu dziecko nie tylko poznaje znaczenie nowych słów i poszerza swoje słownictwo bierne, ale też automatycznie jest uczone jak przekuć je w czynne, poprzez konkretne zastosowania.

Oprócz świetnie opowiedzianych historii, na niepowtarzalność tej książki składają się także fenomenalne ilustracje. Regularne rysy postaci, ciepłe odcienie, dbałość o wizualizację każdego boga i towarzyszących mu atrybutów: o to wszystko zatroszczyła się Marta Kurczewska. Szata graficzna, której jest autorką niebywale przyciąga wzrok i zwiększa przyjemność lektury.
Wydanie jest bardzo dobre – twarda oprawa, świetnej jakości kartki, tradycyjny format. Jedynym minusem może być waga książki, która właśnie na skutek grubości oprawy i stronic, może okazać się dla dziecka bardzo ciężka, szczególnie w porównaniu z innymi publikacjami.
Jest to jednak cena, którą musimy zapłacić za doskonałą jakość, stąd też wcale bym się tym nie przejmowała.

Polecam tę książkę, stanowiącą kopalnię wiedzy o mitologii i języku z niej zaczerpniętym. Choć nie należy ona do najtańszych – zdecydowanie jest warta swojego kosztu.


poniedziałek, 18 listopada 2013

Opowiem Ci mamo. Co robią mrówki – Katarzyna Bajerowicz, Marcin Brykczyński


Tytuł: Opowiem Ci mamo. Co robią mrówki
Autor: Katarzyna Bajerowicz, Marcin Brykczyński
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 978-83-10-12538-5
Ilość stron: 28
Cena: 39,90 zł

Od dziecka miałam bzika na punkcie mrówek. Fascynowało mnie ich szybkie przemieszczanie się z miejsca na miejsce, pracowitość i zdolność do niesienia ciężarów większych, niż zdawałoby się, mogą unieść.
Snułam więc opowieści o ich życiu pod ziemią, zachęcając innych do słuchania moich wymyślonych mrówczych perypetii.
Już lata później, gdy swoje wyobrażenia zweryfikowałam ze zdobytą wiedzą, pozostał we mnie sentyment do tych owadów, a pewne opowieści na ich temat do dziś wspominam z rozrzewnieniem.
Tym większa była moja radość i uciecha, gdy wydawnictwo Nasza Księgarnia, wydało książkę o wielce znaczącym dla mnie tytule – Opowiem ci mamo. Co robią mrówki?
Co prawda, jest to, tak zwana historia prawdziwa, ale we mnie wywołuje ona o wiele głębsze pokłady zaciekawienia, z zupełnie innych względów.

Wspaniała jest już sama szata graficzna, będąca wynikiem podglądania i talentu rysowniczego Katarzyny Bajerowicz, prezentującej świat mrówek jako uniwersum o wielu barwach i odcieniach. To nie tylko czerwone i czarne w ziemi, lecz cała gama kolorów.
Pod powierzchnią znajdziemy bowiem nie tylko szybko przemieszczające się mrówki, lecz także zaróżowione dżdżownice, zielone gąsienice, czerwonawe żuczki, piaskowe tunele, brązowe ściany, sinoróżowe larwy, czekoladowe nasionka, trawiaste skrzypce świerszcza, szare pająki i wiele, wiele innych.
Świat mrówek to jednak nie tylko wybudowana w ziemi sieć korytarzy, lecz także, to co poza nimi: spadające na kopce liście, przemierzająca wzdłuż nich czerwona biedronka, kołyszące się na wietrze kwiaty, srebrzyste pajęczyny i trawa we wszystkich odcieniach zieleni.  Rzeczywistość tych owadów, to prawdziwa plejada rozmaitości: każdy ma swój obowiązek, który pospiesznie wykonuje, dbając o przetrwanie wszystkich pozostałych. Nie narzeka, nie próbuje zmienić przydziału, nie szuka wymówek. Kolonia idealna, prawda?
A wokół niej przyglądający się jej ludzie – nierzadko pragnący te misternie wyżłobione w ziemi sieci tuneli zniszczyć. Czytelnik, dostając do ręki tę publikację, zostaje uwrażliwiony na piękno zbiorowego życia mrówek.
Autorzy, za sprawą ilustracji i wierszyków, pokazują świat tych owadów z bardzo ciekawej perspektywy, zachęcając do sięgnięcia po lupę, by przejrzeć się ich codzienności.
Ukazują jakie czyhają na nie niebezpieczeństwa, jakie prawa rządzą w świecie flory.
Jest to publikacja bogata w szczegóły – wiele ilustracji stanowi pretekst do zabawy: w poszukiwanie różnic, w dostrzeganie najmniejszych szczegółów.
Jest to więc nie tylko książka pisana z myślą o przekazaniu wiedzy na temat mrówek w sposób ciekawy, lecz także rozrywka i przygoda. To książeczka dedykowana dzieciom w wieku od 2 do 6 lat, które to z wielką namiętnością przyglądają się mrówkom i chcą chłonąć wiedzę na ich temat, zanim, wraz z dorastaniem, zupełnie przestaną je zauważać.

Wykorzystując świat mrówek, możemy zachęcić dzieci do rozwiązywania słownych zagadek, liczenia, szukania, wysilenia wzroku, wyobraźni. Koncentrując się na ilustracjach, możemy budować nowe opowieści, kształtując w dziecku zdolność do twórczego wypowiadania się na zaproponowany temat.
Ta książeczka to jedynie pretekst do lekcji, sięgającej daleko dalej, niż przyroda. Uczy ona spostrzegawczości, ćwiczy myślenie pojęciowe, bawi i uczy w sposób daleki od nachalnego dydaktyzmu. To sposobność to wypracowania zdolności przydatnych na dalszej ścieżce rozwojowej i edukacyjnej.  A tych, których ta przygoda z nauką i przyrodą zafascynuje, zapraszam do odwiedzenia strony, która i dla mnie stalą się niewyczerpanym źródłem inspiracji:

Polecam! Rozbudzajmy w dziecku ciekawość otaczającym światem.

niedziela, 10 listopada 2013

Lilka i spółka – Magdalena Witkiewicz


Tytuł: Lilka i spółka
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788310122346
Cena: 26,90
Ilość stron: 160


Choć Magdalena Witkiewicz najbardziej płodna literacko jest w dziedzinie tworzenia tekstów dla dorosłych, ma na swoim koncie również kilka prób dedykowanych dzieciom – wierszyki i jedną powieść. To właśnie ona stanowi moją propozycję dla Waszych pociech (i dla Was, jeśli tylko niestraszna Wam taka lektura) na długie jesienne wieczory.

Bohaterami tej wciągającej historii są Lilianna, Wiki i Matewka. Oni to, jak co roku mieli wyjechać na wakacje do uwielbianej przez siebie cioci Franki. Niestety, na skutek wypadku, którego konsekwencją jest złamana noga jednej z sióstr, plany rodzeństwa legły w gruzach. Zamiast do ukochanej cioci, rodzice kierują ich do innej – znienawidzonej i osławionej cioci Jadźki, zwaną przez nich, przez wzgląd na imię i charakterystyczny wygląd oraz nieustanne paradowanie z miotłą, Babą Jagą. Lato zarysowuje się w czarnych barwach, toteż Lilka i spółka bardzo się trudzą, by plany rodziców zmienić – niestety bezskutecznie. Lądują u cioci, która od progu przywitała ich kąśliwymi uwagami, nakazami i dziwnymi zachowaniami. Jedynym celem dzieci staje się więc próba przetrwania w tych niewyobrażalnie ciężkich warunkach.  Sprawy nie ułatwia to, że znad morza pojechali… nad morze, a do tego w odwiedziny do cioci Jadwigi ma przyjechać również Wojtuś – znienawidzony, bo według opowieści idealny, członek rodziny.
Szybko okazuje się, że problemy, przed którymi dzieci stanęły do tej pory są niczym w obliczu prawdziwej nadciągającej katastrofy – zdaje się, że Baba Jaga, wraz ze swoim absztyfikantem Anatolem planują napad na bank – i to zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Dzieci stają w obliczu ogromnego wyzwania: muszą przekonać dorosłych, że to wcale nie ich wymysł, a realne zagrożenie. By tego dokonać, zobowiązani są do połączenia sił i wykoncypowania strategii działania, z uwzględnieniem najmniejszych detali.


Witkiewicz zaprasza nas w świat rozbrajających przygód dzieci o nieposkromionej wyobraźni. Ich potyczki są na tyle zajmujące, że nawet dorosły spędzi z nimi urocze chwile wytchnienia. Raphacholin, Rutinoscorbin, Witaminka – te nazwy po lekturze nabiorą zupełnie innego znaczenia, wywołując na naszych twarzach uśmiech. Weryfikacji poddać też będziemy musieli swoje dorosłe wyobrażenia o tym, co nielubiane i niechciane – bohaterowie Witkiewicz są niejako odezwą na wieczne narzekanie i niezadowolenie z sytuacji, w której się znaleźliśmy. Uczą oni bowiem, jak znaleźć pozytywne strony w momentach, zdawałoby się, nie do pozazdroszczenia. Ich głowa pełna jest od pomysłów realnie zmieniających nudną rzeczywistość w mieniącą się kolorami przygodę.
Zabawne perypetie tej rodzinki, to doskonały pomysł na jesień, kiedy zaczyna przytłaczać nas pogoda i coraz dłuższe wieczory. Witkiewicz proponuje opowieść, która uczyni je niezapomnianymi maratonami śmiechu i dobrej zabawy. Wszystko to w powieści napisanej językiem zrozumiałym i jasnym, ale też wcale nie dziecinnym.

Polecam serdecznie!

niedziela, 22 września 2013

Targi Książki w Katowicach - jak było?

Na katowickie targi zawsze czekam z ogromną niecierpliwością, licząc na ogrom wrażeń, wspaniałe spotkania, inspirujące wymiany zdań z wydawcami i autorami, książki w atrakcyjnych cenach, eBukę i inne.. W tym roku moje oczekiwanie było tym dotkliwsze, że nasza grupa Śląskich Blogerów Książkowych miała przestać działać jedynie w blogowej i spotkaniowej konspiracji - staliśmy się aktywnymi uczestnikami targów, prowadząc dwa panele dyskusyjne, na które zaprosiliśmy nie tylko przedstawicieli blogosfery, ale też wydawnictw. Jestem ogromnie dumna, że to co do tej pory było jedynie teorią wypadło tak dobrze, a nade wszystko - że w ogóle się odbyło i wzbudziło tak duże zainteresowanie. Cieszę się niebotycznie, że znaleźli się przedstawiciele literackich oficyn [a nie było to proste], którzy chcieliby i mieliby odwagę wejść w dialog z blogerami, odpowiadając na szereg pytań dotyczących współpracy recenzenckiej [opiniowej?:)].
Z tego miejsca ogromnie dziękuję Silaqui i Q. za ich chęć bycia przedstawicielami naszej grupy, a także reszcie członków ŚBK za ogromne zaangażowanie i pragnienie tworzenia czegoś wspólnie, czegoś co może realnie wpływać na rzeczywistość blogerów na Śląsku. Wielkie dzięki także za After Party, na którym mogłam poznać wielu z Was, których do tej pory kojarzyłam jedynie z pseudonimu na blogu - wspaniale jest spotkać się twarzą w twarz i wymienić doświadczeniami.
Troszkę zawiodłam się w tym roku na małej liczbie wystawców, którzy mogliby mnie szczególnie zainteresować. Prawdopodobnie dlatego [i z powodu kary narzuconej samej sobie] wróciłam z nich bez ani jednej książki. Obłowiłam się za to dodatkami, o których ze względu na sobie znane przyczyny muszę na razie milczeć:) Żeby jednak nie kompromitować się brakiem jakichkolwiek zakupów, zaprezentuję stos zgromadzony przez Sebastiana [wyłączając z niego Nową Ziemię, która należy do mnie, a którą właśnie czyta].
Do zobaczenia za rok!

Kluski, mydło i powidło - cudowne!

 Jak to na targach - były kluski, mydło i powidło. Oprócz książek - książkowe gadżety, ręcznie robione zakładki, kalendarzyki, torebki, maskotki, koszulki, koszyczki, zabawki, gry etc. Urodzaj w każdej dziedzinie.
Grzegorz Raczek i tegoroczna eBuka - gratuluję wszystkim laureatom!

Od lewej: Pani Dorota Malinowska-Grupińska - Wydawnictwo MG, pani Agata Napiórkowska - Wydawnictwo Nasza Księgarnia, pani Lidia Miś i pani Magda Rykiel - Wydawnictwo Dreams.

Q. i Silaqui
Ślascy Blogerzy Książkowi  i goście:)

Czy na pewno za darmo? Rola współpracy blogerów z wydawnictwami - panel dyskusyjny ŚBK.

After party - prawe skrzydło przybyłych:)
Zakupy Bastka