Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 października 2015

Chłopaki nie płaczą. A krokodyle? - Paul Heiney




Jestem ciekawska. Wsadzam nos tam, gdzie (nie) trzeba. Myślę jednak, że to ciekawość zdrowa. I naprawdę chciałam wiedzieć czy krokodyle płaczą.

Żeby rozwiać swoje wątpliwości sięgnęłam do książki Paula Heineya, będącego kolejną publikacją z jednej z moich ulubionych „serii”.

Nie ma takiej siły, która powstrzymałaby mnie przed sięgnięciem do kolejnej książki będącej zbiorem odpowiedzi na pytania kłopotliwe, drażniące, niegłupie i rzadko zadawane.
Dzięki autorowi i Wydawcy mogłam część faktów sobie odświeżyć (jestem bowiem rasowym poszukiwaczem podobnych ciekawostek, stąd gros wiadomości stanowiło dla mnie powtórkę – jakże miłą!) i poszerzyć horyzonty.

Heiney uraczył mnie ciekawostkami z kilku nadrzędnych kategorii: magii zwierząt, ciała człowieka, krańców Ziemi, nauki wokół nas, kosmosu, jedzenia, ruchu i ostatniej – naprawdę ważnych pytań.

W ich obrębie znajdziecie między innymi odpowiedzi na pytania o to dlaczego psy się nie pocą, koty mają dwie powieki, jak daleko widzą mrówki, ile oczu ma dżdżownica, z jaką siłą krokodyl zaciska szczęki, rozwiążecie także odwieczny konflikt: kto jest mądrzejszy: psy czy koty?, dowiecie się czy krety naprawdę są ślepe, dlaczego ludzie kłamią, a nastolatkom wyskakują pryszcze, czy hipnoza może zastąpić sen, jak szybko rosną mięśnie, dlaczego papierową serwetkę łatwiej rozerwać gdy jest mokra,  jak działa lampa halogenowa, kiedy obchodzone jest Boże Narodzenie na biegunie północnym, dlaczego nie możemy latać samolotem w kosmos, dlaczego lód przywiera do skóry, dlaczego  trzeba podgrzać brandy, zanim poleje się nią pudding i podpali i wiele, wiele, wiele innych.

Ta publikacja to prawdziwy ocean nowinek i z wielką radością postawię ją na półce koło jej podobnych. A wiecie co ujmuje mnie najbardziej? Że mimo powstawania tak wielu książek z tej kategorii, zawarte w nich ciekawostki prawie nigdy się nie powtarzają! Oto świadectwo wielkości pola do popisu dla badaczy i miejsca pracy dla dociekliwych.


Lubicie się dobrze bawić i pozyskiwać wiedzę w przyjemny sposób? Polecam czytanie!

piątek, 3 kwietnia 2015

Uczmy się na błędach. Cudzych. (Na błędach! Poradnik-odradnik – Paulina Młynarska)




Na błędach! Poradnik-odradnik Pauliny Młynarskiej, to – jak sugeruje sam tytuł – książka dwuczęściowa. Do jej lektury zachęciły mnie bardzo miłe wspomnienia z publikacji napisanej przez autorkę wspólnie z  Dorotą Wellman Kalendarzyka niemałżeńskiego.  Tam wydała mi się ona osobą o wielkiej życiowej mądrości, od której można wiele zaczerpnąć, wiele się nauczyć.

I taką formę – nauki czy też raczej przestrogi – przybiera poniekąd jej najnowsza książka. Jej budowa jasno wskazuje na to, co znajduje się wewnątrz. 

Pierwsza, „jasna” strona, to poradnik, a w  nim przykład życiowych fuksów Młynarskiej ze szczegółowym ich omówieniem. W  części tej autorka dzieli się swoimi życiowymi powodzeniami, radzi co robić, by przeżyć swoje życie równie obficie i w pełni.


Druga, „ciemna” strona książki, to z  kolei odradnik, a więc lista nieudolności, nieszczęść, złych wydarzeń i koincydencji w życiu pisarki. Co ciekawe – to co stanowiło fuks dziennikarki, było jednocześnie jej pechem – i tak wielokrotnie. Takie zarysowanie życia pokazuje, że wiele zależy od naszego spojrzenia na własną tożsamość i to, co nas spotyka: to, co dobre, może być jednocześnie złe, a to, co złe, może równocześnie nieść jakieś dobro. Świetne, racjonalne podejście. 


Nie była to dla mnie lektura komfortowa – w  wielu, naprawdę wielu punktach mój światopogląd nie styka się ze światopoglądem Młynarskiej. Choć w  kilku miejscach się z  nią zgadzam, w  ogólnym rozrachunku wiem, że nigdy byśmy się nie dogadały: pomijam już różnicę wieku (która w  wielu miejscach była znacząca, bo o problemach z  dziećmi póki co nic mi nie wiadomo), lecz właśnie kwestię radykalnych różnic w kwestii fundamentalnych spraw, takich jak aborcja, religia itd.
Nie chodzi o to, że czytanie wypowiedzi osób, z  którymi się nie zgadzam jest dla mnie przykre – nie jest, z  tym stykam się na co dzień, nie jest to dla mnie żadne novum, nic dziwnego, nic, co wprawiałoby mnie w  zakłopotanie, nic niekomfortowego – raczej standard.

To w  formie było coś, co budziło moją niechęć – być może właśnie zbytnie nagromadzenie spraw, o których jeśli nie chcę, czytać wcale nie muszę, lecz trudno byłoby je ominąć bez konieczności opuszczania sporych ustępów tekstu. Przeczytałam tę książkę niezwykle szybko, ale też niewiele z  niej we mnie pozostało: tym, co na pewno udało się Młynarskiej to zachęta do podróżowania, samorealizacji, doceniania swoich potrzeb, dzielenia się obowiązkami, wielokrotnego zastanawiania się zamiast podejmowania pochopnych decyzji w ważkich kwestiach.

Myślę, że książkę tę o wiele bardziej docenią rówieśniczki autorki – dla mnie zbyt wiele było tu kwestii, których póki co nie rozumiem, nie są one moimi problemami, nie jestem w  stanie się do nich ustosunkować. Zdarzały się już w  moim czytaniu podobne sytuacje, ale wówczas autor(ka) zawsze potrafiła pisać w  taki sposób, by dotrzeć do kilku pokoleń, nie tylko swoich równolatek. W  przypadku tej pozycji jednak, powinna się pojawić gwiazdka informująca o docelowej grupie odbiorców.

Dla mnie – bez zachwytu.
Premiera 7 kwietnia.


sobota, 15 listopada 2014

Książka do kolorowania – Herve Tullet


Tytuł: Książka do kolorowania
Autor: Herve Tullet
ISBN: 9788328103832
Wydawnictwo: Egmont
Cena: 34,99 zł
Ilość stron: 208


To co mam Wam dziś do zaproponowania, może wydać się Wam dziwne, ale… mnie sprawiło wielką frajdę i – jak sądzę – doskonale nada się na prezent świąteczny (pora się rozglądać!) dla dzieciaków pasjonujących się kolorowaniem, gryzmoleniem, dobieraniem barw,  mieszaniem ich, krócej – tworzeniem.
Książka do kolorowania, to nic innego jak… książka z kolorowankami.
Ale, ale! Nie jest to wydany na kiepskim papierze zbiór znanych i oklepanych szablonów, prawie wcale nie poruszających wyobraźni.
Jest to doskonałej jakości, duża książka, w skład w której wchodzą niesztampowe wzory do wypełnienia barwami, uzupełnione słowem. Część z nich przypomina kleksy, gryzmoły, mazy, wariacje po przypadkowym rozlaniu farby na papier, część zaś to doskonale znane szablony, m.in. zwierzątka czy owoce.
Dzięki publikacji tej dziecko dowie się, co stanie się po złączeniu odpowiednich barw, będzie w stanie uporządkować kolory według tonacji, łączyć rozsypane elementy, zmyślnie tworzyć nowe wzory i połączenia.



Sposób formułowania wypowiedzi, rozbudza ciekawość odbiorcy, zachęca go do własnych badań, działań i eksperymentów, pobudzając kreatywność i twórcze myślenie. Ponadto to doskonałe ćwiczenia pobudzające sprawność obu półkul mózgowych, świetna nauka poprzez zabawę, doskonała stymulacja, zachęta do tworzenia oryginalnych rozwiązań i lekcja szybkości, umiejętności analizowania barw i ich znaczenia, wychodzenia poza schematy myślowe i prototypowe rozwiązania, a także… koordynacji (część ćwiczeń odbywa się przy zamkniętych oczach, ha!) oraz alfabetu i matematyki. Mało tego – mały odbiorca nauczy się kolorów poszczególnych flag państw (a  może stworzy własne?), znaków drogowych, nada miastu barw, stworzy miasta przyszłości.
Dziecko raz będzie architektem, budowniczym, projektantem,  innym razem kierowcą samochodu wyścigowego, to znów człowiekiem, próbującym wydostać się z labiryntu, a czasami także i sobą samym, piszącym graficzny list do św. Mikołaja.
Żeby nie było nudno (czy to w ogóle możliwe?), w książeczce tej dziecko spotka się także z superbohaterami, kosmitami, czerwonym kapturkiem i… kroworybą oraz krowowężem.

I drodzy rodzice, nie myślcie, ze w tej książce maluje się tylko kredkami czy farbkami – co to, to nie. Barwy uzyskuje się także dzięki trawie, ziemi, czekoladzie, truskawkom i wszystkim innym, co tylko przyjdzie nam do głowy.

Wiele przygód czeka dzieciaki, które obdarowane zostaną tą książką. To wspaniała podróż szlakami dziecięcej, wybujałej wyobraźni i fantazji, której nie możecie swoim pociechom nie zafundować.
Gwarantuję popis inwencji!
Polecam gorąco.

środa, 17 września 2014

Jak uczyć? Wszystko, co musisz wiedzieć, by zostać supernauczycielem - Phil Beadle


Tytuł: Jak uczyć? Wszystko, co musisz wiedzieć, by zostać supernauczycielem.
Autor: Phil Beadle
Wydawnictwo: Publicat
ISBN: 978-83-245-1893-7
Ilość stron: 256
Cena: 39,90 zł
Wrzesień zdążył już w pełni rozkwitnąć, a wraz z nim moja nowa rola – praca w zawodzie nauczyciela. Choć przez gros osób wybór moich studiów, a w konsekwencji szkoły jako ośrodka spędzania większości czasu uważany był i jest za głupi i nierozsądny, dla mnie wciąż stanowi spełnienie marzeń. W szkole po prostu czuję się jak ryba w wodzie, a przygotowanie inspirujących i ciekawych lekcji – choć jest bardzo czasochłonne i wymaga wielu poświęceń –  daje mi wiele radości, podobnie jak widok zaangażowanych w pracę młodych ludzi.
Tak jak w każdym zawodzie, wiążącym się z przebywaniem z ludźmi, należy jednak poznać w nim pewne zasady współżycia i triki, które umożliwią nam pełniejsze wykorzystanie możliwości swoich i klasy, a także utrzymanie dyscypliny w nawet najbardziej ekstremalnych sytuacjach.
Studia i praktyki dają nam bazę wyjściową, ale dopiero praca, daje sposobność skutecznego i mozolnego wypracowania sobie programu postępowania z różnymi typami klas, trzeba dodać praca wieloletnia. Książek, które mają młodemu nauczycielowi ułatwić poruszanie się po nierzadko trudnym terenie, pełnym wybojów i min jest bez liku. Mało która jednak, wynika z osobistego doświadczenia autora i jest zapisem jego doświadczeń, a znacznie częściej stanowi kolejną próbą teoretyzowania, która cudownie brzmi na papierze, ale w rzeczywistości jest nie do zrealizowana.
Podobnych książek naczytałam się już wiele – podczas ostatnich lat studiów sięgałam po nie z czystej ciekawości, próbując na własną rękę zdobyć szereg pomysłów, które później będę mogła dowolnie wykorzystywać i modyfikować.
Oczywiście wiele z nich jest autorstwa amerykańskich autorów, co każe szereg inspiracji, ale też kłopotów, z którymi oni musieli się zmagać, przefiltrować przez naszą rzeczywistość, co w konsekwencji skraca rady i ewentualne projekty do minimum.
Książka Phila Beadle’a, uznawanego za nauczyciela z charyzmą, bardzo ciężką do naśladowania, już po oczyszczeniu z fragmentów, które nie dotyczą polskich nauczycieli i ich problemów (wiele miejsca poświęcono na omówienie trudności wynikających z nauczania młodzieży czarnoskórej), wciąż pozostało sporo ustępów i propozycji, które z powodzeniem możemy wykorzystać w szkole – testowanie niektórych idei, dotąd mi obcych, zaczynam już od dzisiaj – efekty mam nadzieję będą wymierne w stosunku do wysiłku, który będę musiała włożyć w ich wdrożenie. 
W książce Jak uczyć? oprócz porad, mniej lub bardziej pedagogicznych (grożenie uczniom, że połamie się im palce ciężkim przedmiotem jeśli nie będą cicho, a następnie realizacja jej – w polskich realiach chyba z miejsca zostałabym zwolniona dyscyplinarnie, gdyby już wpadł mi do głowy tak durny pomysł) znajdziemy w niej szereg anegdot i konkretnych przykładów z życia – są to nie tylko zaświadczenia o skuteczności działania jakiejś metody, ale też wypowiedzi uczniowskie, ich komentarze, reakcje na pewne idee.
Poruszanie w obrębie publikacji ułatwia jej przejrzysty podział na części dotyczące panowania nad uczniami (tutaj propozycje usadzania młodzieży, walki z gumą do żucia, negatywną aktywnością, kilkuetapowych sposobów udzielania reprymendy, reagowania na bójki, używania pochwał), wiedzy i rozumienia (a w nim o pracy z pasją, wzbudzaniu zainteresowań),  metod i organizacji pracy (tutaj propozycje wielu ćwiczeń – znane, ale warto je sobie przypomnieć i może unowocześnić), planowania lekcji (przede wszystkim określanie jej celów i indywidualizacja) oraz oceniania.
Ponadto książka ta zawiera na końcu polecaną bibliografię oraz aneks, który sprawdza się świetnie, jeśli tylko szukamy czegoś „na szybko”.
Jak uczyć? to tekst, który pochłonęłam jednym tchem, czerpiąc z niego ile zdołałam i dostosowując zawarte w nim rady do polskiej rzeczywistości szkolnej. Mam nadzieję, że czas poświęcony na lekturę zaowocuje nowymi pomysłami i – przede wszystkim – trwałą wiedzą jak radzić sobie w klasach trudnych, na które z pewnością w niedługim czasie trafię.

Polecam wszystkim młodym nauczycielom, jako ciekawy starter, ale także weteranom, jako odświeżenie pewnych idei, a być może także i inspirację.

niedziela, 22 czerwca 2014

Drzewo migdałowe – Michelle Cohen Corasanti


Tytuł: Drzewo migdałowe
Autor: Michelle Cohen Corasanti
Wydawnictwo: Sine Qua Non
ISBN: 9788379241941
Ilość stron: 392
Cena: 34,90 zł

Młodziutki Ahmad to Pakistańczyk, który przez całe życie zmaga się z rzeczywistością wojenną. Izraelczycy na jego oczach walczą z Arabami, żywiąc do siebie nienawiść, której on nie potrafi zrozumieć. Mimo ogromnych talentów, bohater dorasta w środowisku, które nie daje mu żadnych szans na samorealizację – dominuje  w nim chroniczny strach i poczucie zagrożenia. Kładąc się spać, nie ma pewności, że rano jego dom będzie jeszcze stał, a rodzina w komplecie zasiądzie do stołu. W dniu swoich dwunastych urodzin przekonuje się na własnej skórze, jak bezlitosna potrafi być wojna – niemalże w jednej chwili ginie jego siostra, a ojciec z jego winy trafia do więzienia, z którego niewielu uchodzi z życiem, a na domiar złego, izraelskie wojska konfiskują jego dom, a cała okolica zaczyna traktować ich jak rodzinę terrorystów. Mimo nauk ojca, brat Ahmada zaczyna pałać nienawiścią nie do poskromienia. Nienawiścią, wokół której zbuduje całe swoje przyszłe życie.
Młody Pakistańczyk musi odtąd zaopiekować się bliskimi i zapewnić im byt, nie mając tak naprawdę nic. By utrzymać rodzinę, musi być ponad nienawiść, która jako naturalna mogłaby toczyć jego serce. Wie, że jego jedyna szansa na lepszą przyszłość to nauka. Z tym jednak nie jest się w stanie pogodzić jego rodzina. Ahmad, mający wsparcie jedynie w ojcu, musi podjąć decyzję – zostać w kraju bez przyszłości czy rozpocząć studia, które pozwolą zaistnieć jego geniuszowi i za parę lat zapewnić rodzinie życie, jakiego nigdy nie mogliby sobie nawet wymarzyć.
Ogromne wrażenie zrobiła na mnie ta książka. Człowiek przewraca ostatnią stronę i w jego głowie kłębią się setki myśli, zarówno o charakterze ogólnoludzkim, pytania o pochodzenie zła, o źródło konfliktów i realne szanse na ich zakończenie, aż po rozważania indywidualne: ile we mnie siły do walki o lepszą przyszłość, co mnie zniechęca, dlaczego nie daję z siebie wszystkiego, nie wykorzystuję talentów, nie potrafię uwierzyć w swoje możliwości i zawalczyć o świat, jaki chciałbym oglądać. Nierzadko gorzkie refleksje mogą sprowokować do konkretnych działań, bowiem książka ta pokazuje, że kropla drąży skałę, że każdy, nawet najmniejszy wkład nie będzie zmarnowany, że każda myśl przełożona na czyn ma szansę na konkretne zmienianie rzeczywistości, żee przemiany i wiedza są ponad podziałami, ponad wyznaniami, ponad konfliktami, ponad narodami – wystarczy wiara w siebie, upór i cel i motywacja tak silne i skonkretyzowane, że nie pozwolą nam zaprzestać wysiłku nawet w sytuacjach wyglądających na bezsensowne. To książka o wielkiej mądrości, ucząca tolerancji, ale też pokazująca bezsens wojen i naszą niewiedzę o tym, co dzieje się naprawdę i jak dalekie jest to od przekazów medialnych. Mocna powieść, której nie sposób traktować jak kolejnej powiastki niosącej nadzieję. Ta książka jednocześnie nadzieję niesie i jej pozbawia, pokazuje ofiary, które musimy ponieść, by coś osiągnąć. Wskazuje, że to co wielkie w oczach świata, nie zawsze znajdzie uznanie w oczach bliskich, lecz nie należy się tym przejmować bardziej niż to konieczne. Świat będzie próbował łamać nasze dusze, pozbawiać je życia, a my nie możemy się poddać. Musimy walczyć bez względu na wszystko.
Przejmująca lektura, pełna obrazów trudnych, widm wojny, zmasakrowanych ciał i skrajnej biedy. Konflikt jest tutaj jedynie tłem do pokazania tego, jak wielką moc kryje w sobie człowiek. Krew, łzy, mieszają się na kartach tej powieści z bogactwem natury: świeżymi morelami, jabłkami, drzewami migdałowymi, wspaniałymi zapachami, które gdy już prawie wdzierają się do nosa, mieszają się ze słodkim odorem krwi, tworząc synestezyjną mieszankę nie do zignorowania. Wielka siła narracyjna, ogromna moc oddziaływania.
Choć należę do osób zupełnie polityką nie zainteresowanych, po lekturze tej książki w jednej chwili sytuacja ta odwróciła się – i chociażby miał to być efekt tylko czasowy, spełniła ona swoje zadanie.

O wielkich tekstach powinno mówić się prostymi słowami, by nie stracić dla nich czytelnika – trudno jednak rzec cokolwiek, co mogłoby dać wyraz głębi tej powieści i jej wpływowi na odbiorcę, bez popadania w pompatyczność i ogólnikowe frazy. Nie chcąc uronić nic z jej wartości, należałoby milczeć i tym milczeniem zyskać jej posłuch. Cisza po zakończonej lekturze dudni bowiem w uszach i każe odwoływać się do emfatycznych porównań niemal bezwiednie. Niech i u was wywoła te same emocje.
Fenomenalna proza.  

piątek, 4 kwietnia 2014

Wszechświat kontra Alex Woods – Gavin Extence


Tytuł: Wszechświat kontra Alex Woods
Autor: Gavin Extence
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-05342-3
Ilość stron: 424
Cena: 39,90 zł

Często zdarza się, że książki wybierają nas, a nie my ich, a ich treść na skutek nierzadko przykrej koincydencji koresponduje z naszymi przeżyciami lub stanowi ich zapowiedź. Tak stało się ze mną i Alexem Woodsem – spotkaliśmy się 2 kwietnia, a już następnego dnia, w premierę, jego i moje losy połączyła wspólnota doświadczeń, która nakazała mi książkę poświęconą jego losom traktować nader osobiście.
Nie sposób nie dostrzec wyjątkowości opowieści snutej przez Gavina Extence’a. Książka ta stanowi bowiem nie tylko zapis arcyciekawej historii, ale może także pełnić funkcję swoistego przewodnika po astronomii i szerzej – po życiu.
Alexa znają wszyscy. Odkąd w jego głowę trafił odłamek meteorytu, stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób na świecie, o której losach rozpisywały się światowej renomy pisma. Jego niezwykłość nie kończyła się jednak na przypadkowym wypadku, który zainicjował cały szereg związanych z nim następstw. Woods był chłopakiem o ponadprzeciętnej inteligencji, zafascynowanym astronomią, z ogromną specjalistyczną wiedzą i pędem do nauki, ale też z niebywałą zdolnością do wpadania w tarapaty. Przez jedno niefortunne wydarzenie poznaje on weterana wojennego - pana Petersona, z którym znajomość stanie się początkiem inspirującej przygody.
Książka ta zaczyna się nietypowo, bo… od końca. Najpierw poznajemy wydarzenia finałowe, które pozornie stanowią niespotykaną mieszankę niefortunności, po to, by cofnąć się o siedem lat i kolejno śledzić losy bohaterów, zmierzające równomiernie ku zakończeniu, które zrozumieć możemy dopiero po zapoznaniu się z trasą ku niemu wiodącą.
Inwersja czasowa pomaga w tym procesie i co ważne – pełni funkcję zaciekawienia: początkowy fragment jest bowiem jednym z najbardziej intrygujących  w całym tekście.

Oto pewnej nocy Alex zostaje zatrzymany przez celnika w dość nietypowym położeniu – na tylnym siedzeniu znajduje się urna z prochami, zaś w schowku spora dawka marihuany. Sam chłopak zaś, odmawia wyjścia z pojazdu, przeżywa bowiem właśnie atak padaczkowy, który próbuje zneutralizować, słuchając muzyki klasycznej na cały regulator.
Jeśli już teraz wydaje Wam się, że Alex mógł być traktowany przez rówieśników jak prawdziwe kuriozum, nie zapomnijcie do jego bagażu doświadczeń dodać matki tarocistki, trudniącej się handlem między innymi magicznymi przedmiotami, a zarysuje Wam się pełniejszy obraz.

Na skutek urazu spowodowanego uderzeniem meteorytu, Alex nie tylko stał się depozytariuszem ogromnej wiedzy, ale też epileptykiem, tykającą bombą, zdolną wybuchnąć w każdym momencie.

Choć na pierwszy rzut oka wydawać się może, że powieść ta posiada zbyt wiele smutnych elementów, tak naprawdę jest historią pełną brytyjskiego humoru, dowcipną i krzepiącą. Pokazuje proces dorastania Alexa, jest swoistym przekrojem jego dojrzewania, szukania własnej tożsamości, poszerzania horyzontów, niezwykłej przyjaźni z mężczyzną w podeszłym wieku, zdeklarowanym pacyfistą. Prezentuje młodzieńcze niezdecydowanie i ogromny zapał, opisuje Alexa-astrofizyka, Alexa-neurologa, wreszcie Alexa-bibliotekarza, zdolnego od najmłodszych lat poświęcić się dla nauki, a także – jak się okazuje – dla drugiego człowieka, w imię przyjaźni i szacunku dla jego woli.

Extence stworzył historię, która dotyka swoją nietuzinkowością – jest słodko-gorzka, taka jak życie i choć zdawać by się mogło, że dominują w niej zdarzenia niemożliwe, okazuje się, że takowe nie istnieją – prawdopodobne jest wszystko, podobnie jak wszystko jest przypadkiem, który możemy umiejętnie wykorzystać.

Doskonały debiut!

wtorek, 1 kwietnia 2014

Botanika duszy – Elizabeth Gilbert


Tytuł: Botanika duszy
Autor: Elizabeth Gilbert
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788378184003
Ilość stron: 576
Cena: 39,90 zł
DZIŚ PREMIERA
Jeśli sięgając po kolejną książkę Elizabeth Gilbert, liczycie na lekturę lekką, do pochłonięcia w jeden wieczór – porzućcie te nadzieje!
Botanika duszy, jest bowiem powieścią, przez którą należy się przedzierać, niczym przez gąszcz roślin i mchów, którymi od lat zajmuje się rodzina Whittakerów, której losy są przedmiotem narracji.
Nie chodzi li o zagęszczenie literek, od których roi się na każdej stronicy, lecz o obfitość treści, nie do przeskoczenia, nie do powierzchownego i pobieżnego przyswojenia, lecz do niespiesznego zasymilowania.

Opowieść rozpoczyna wczesne dzieciństwo Henry’ego – chłopca, który wraz z ubogą rodziną żyje w otoczeniu ludzi bogatych i sam marzy o zdobyciu majątku. Cechuje go wyjątkowa pomysłowość, żywy umysł i zadziorność, która mogłaby przysporzyć mu wielu kłopotów, jednak to właśnie ona sprawia, że bohater znajduje się w miejscu, które na zawsze zmieni jego życie i da mu szansę na zdobycie odpowiedniego doświadczenia, znajomości i wiedzy.  Dzięki ogromnej determinacji i dużemu wysiłkowi włożonemu w bogacenie się, Henry szybko staje się najbardziej wpływowym i doświadczonym botanikiem, zdobywającym prestiż na całym świecie.
Swoją wiedzą i pasją zaraża on córkę – Almę, od najmłodszych lat zdolną rozpoznawać i badać najrzadsze okazy roślin. Dziewczynka dzięki wychowaniu rodziców, bardzo wcześnie zdobyła doskonałe wykształcenie, wyróżniające ją z towarzystwa, czyniąc z niej rozmówczynię godną śmietanki dorosłych.
Życie tej nieprzeciętnie inteligentnej, choć brzydkiej osoby zmienia się po raz pierwszy, gdy jej rodzice decydują się na adopcję Prudence – pięknej, lecz cichej i – zdaje się – głupiutkiej młodej damy, a po raz drugi, gdy na drodze dziewczyn stanie Rettta - trzpiotka, pragnąca zostać ich przyjaciółką, a reprezentująca zupełnie inny typ osobowości, wkradająca się do ich życia wraz z uśmiechem i radością.

Powieść ta obiera sobie za cel nie tylko przedstawienie burzliwych losów rodziny, słynącej z ogromnego doświadczenia w dziedzinie botaniki, lecz także wykorzystanie działań z nią związanych w opisie dusz głównych bohaterów. Tym co determinuje ich losy jest nauka, której  oddane są zarówno postaci pierwszoplanowe, jak i pojawiające się na ich drodze osoby, przechadzające się latami przez White Acre.
Z kart tej książki wyłania się obraz ludzi zdeterminowanych na realizowaniu raz obranych celów, dumnych i wciąż starających się udowodnić innym swoją wartość, do czego środkiem mają być dla nich dokonania naukowe.
Henry, to człowiek, który już we wczesnym dzieciństwie założył, że będzie bogaty i wpływowy, co starał się utrzymać do ostatniego dnia swojego długiego życia. Alma z kolei, jest kobietą pełną godności, która poprzez skupienie się na botanice, zgubiła gdzieś pragnienia duszy sfokusowane na innych sferach: nie zaznała prawdziwej zmysłowej miłości, wciąż oddając się nauce; nie zdołała zatrzymać mężczyzny, którego pokochała, bowiem ten zapałał uczuciem do kogoś innego.
Losy wszystkich bohaterów naznaczone są cierpieniem i co ważniejsze – ogromnym poświęceniem, o którym miała pojęcie jedynie służąca w White Acre – joker powieści, dzierżący wiedzę o wszystkim i o każdym, od lat wysłuchujący zwierzeń kolejnych bohaterów, drżących na samą myśl o tym, by przed innymi członkami rodziny ujawnić swoją słabość.
Najnowsza powieść Gilbert to prawdziwy rarytas do lektury powolnej, dokładnej, kojarzącej się z wieloletnimi badaniami głównych bohaterów. Przedzierając się przez kolejne stronice, dokonujemy analitycznej obserwacji ich egzystencji, do złudzenia przypominających godziny spędzone przez nich na eksploracji roślin. I choć podobnie jak w przypadku natury, efekty będzie widać dopiero po długim czasie, gwarantuję, że to dociekanie jest tego warte.
Polecam!

czwartek, 6 marca 2014

Basia i pieniądze, Basia i taniec


Tytuł: Basia i pieniądze
Autor: Zofia Stanecka, Marianna Oklejak
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-5368-1
Ilość stron: 26
Cena: 14,99 zł

Ile razy byliście świadkami, kiedy w sklepie jakieś dziecko żądało płaczem, krzykiem i histerią, by rodzic kupił mu to, czego w tej właśnie chwili oczekuje?
Ile razy słyszeliście jak na nic zdawały się tłumaczenia o tym, że nie ma pieniędzy, że to nie jest potrzebne, że dziecko nie musi tego mieć? Ile razy (zwłaszcza gdy dzieci jest więcej) włączał się tryb „A Tomek ma, czemu mi nie chcesz kupić”?

Takich sytuacji w życiu każdego będzie wiele. Jeśli rodzic odpowiednio wcześnie nie nauczy dziecka podstawowych spraw związanych z pieniędzmi, oszczędzaniem, tworzeniem sztucznych potrzeb, to prędzej czy później stanie się uczestnikiem zawstydzających scen sklepowych, które rzadko kończą się dobrze – najczęściej rodzic niestety ustępuje, chcąc jak najszybciej zakończyć przykrą sytuację, a co za tym idzie: uczy dziecko, że wszystko mu się należy.

W bogato ilustrowanej książeczce Basia i pieniądze główna bohaterka wybiera się wraz z mamą i rodzeństwem do sklepu. Niepozorne wyjście kończy się niemalże katastrofą – każde dziecko rozpoczyna swój prywatny koncert życzeń, nic sobie nie robiąc z niewielkich oszczędności mamy, które miały wystarczyć na podstawowe zakupy, nie zaś mnogość dziecięcych zachcianek. Wspólne zakupy stają się dla kobiety okazją do wyjaśnienia dzieciom czym są gratisy, promocje, jakimi zasadami rządzą się sklepy, co wolno, a czego nie wolno w nich robić. Choć wyprawa ta staje się prawdziwą szkołą przetrwania niewolną od ataków histerii, zarówno mama jak i dzieci wychodzą z niej zwycięsko.
Świetna propozycja dla osób, które pragną nauczyć swoje pociechy jak prawidłowo funkcjonować w świecie kuszącym promocjami. Szczerze polecam.

Po sklepowych przygodach sięgnęłam po Basię i taniec – prawdziwy rarytas dla miłośników ruchu. Gdy mama głównej bohaterki postanawia zapisać się na lekcje tańca, w Basi rodzą się uśpione pragnienia, by zrobić coś podobnego. Jej wybór początkowo pada na taniec brzucha, z czasem jednak ewoluuje. Dzięki dwóm Paniom, dom zmienił się nie do poznania: stał się lekki, taneczny i wiecznie zadowolony. Wiadomo – w zdrowym ciele, zdrowy duch.
Książeczkę tę czyta się z prawdziwą przyjemnością, samemu decydują się na okazyjne pląsy i wygibasy. Jeśli chcecie więc zachęcić swoje pociechy (i siebie) do odrobiny ruchu kojarzonego z przyjemnością – ta propozycja wydawnicza może Wam pomóc w osiągnięciu celu.

Seria książeczek o przygodach Basi, to cykl niezwykle pomocny w wychowywaniu i rozmawianiu o sprawach, do których często nie wiemy jak się zabrać, by mądrze i precyzyjnie zrealizować swoje zamierzenia. Zawiera on teksty, które nie dość, że poszerzają wiedzę dziecka, to jeszcze pomagają mu zrozumieć otaczający go świat, ale też radzić sobie w trudnych sytuacjach (nie tylko jemu, ale i rodzicom).

Kolorowa szata graficzna dopełni efektu, pozwalając dziecku na kojarzenie przyjemnych barw oraz ilustracji z poleceniami i prośbami, które przekazane w inny sposób, mogłyby go zniechęcić do ich realizacji.
Polecam!


Tytuł: Basia i taniec
Autor: Zofia Stanecka, Marianna Oklejak
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-5376-6
Ilość stron: 26
Cena: 14,99 zł



sobota, 1 marca 2014

Basia. Łap kolory! - propozycja gry






Basia. Łap kolory! to świetna propozycja dla graczy, którzy ukończyli 5 rok życia i chcieliby w dwu-, trzy- lub czteroosobowym składzie spędzić 15 minut jednej rozgrywki, a następnie wprowadzić nową grę w kanon swoich ulubionych.

To nie szachy, gdzie liczy się spokój, opanowanie i wcale nie szybkość, lecz właśnie gra dla osób, ceniących sobie energiczność i pragnących zaprezentować swoje umiejętności w zakresie szybkiego reagowania po to, by wygrać.

Łap kolory to gra dla prawdziwych mistrzów szybkości! Oprócz tej zdolności muszą oni jednak posiadać także pewną wiedzę: z zakresu barw rzecz jasna.
Wydaje się proste?
Wcale nie! Gdy w grę wchodzą emocje i pragnienie zwycięstwa, może się nagle okazać, że nasz rozum proponuje nam fałszywy obraz łabędzia w kolorze… zielonym. A wtedy – przykro mi, punkt nie zostaje przyznany.
Warto być zatem nie tylko szybkim, ale i czujnym – tylko połączenie tych dwu cech zapewni nam zwycięstwo.

Polecam serdecznie! Zdaje się, że to proste i banalne, ale to właśnie takie gry najczęściej okazują się najlepszymi towarzyszami spotkań z przyjaciółmi.


W opakowaniu znajduje się dwanaście kart Basi, pięćdziesiąt obrazków i czterdzieści żetonów.

Cena rynkowa gry to około 70 zł, ale z całą pewnością można kupić ją taniej – wystarczy przeszukać internetowe okazje albo poszukać na stronie wydawcy.
Warto wspomnieć, że do gry dołączone są dwie książki z serii o Basi – Basia i pieniądze oraz Basia i taniec.







niedziela, 16 lutego 2014

Kochanka Freuda - Karen Mack, Jennifer Kauffman


Tytuł: Kochanka Freuda
Autor: Karen Mack, Jennifer Kauffman
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324024926
Ilość stron: 409
Cena: 34,90 zł

Charakter relacji łączącej Zygmunta Freuda i Minnę Bernays – siostrę jego żony, przez ponad siedemdziesiąt lat budził szereg plotek, rodzących się między biografami i historykami, w których podstawową wątpliwością było istnienie bądź nieistnienie romansu między tym dwojgiem. Zastanawiano się czy byli oni jedynie partnerami intelektualnymi, wzajemnymi muzami, czy też parą, za nic sobie mającą koligacje rodzinne i przyzwoitość. Kolejne lata przyniosły jednoznaczne dowody w tej sprawie, przemawiające za wysokim stopniem zażyłości kochanków, których historię każdy chciał odtąd poznać.
Kochanka Freuda stanowi powieść opartą na faktach (wybrana bibliografia została załączona), będącą jednak wyłącznie wytworem wyobraźni autorek, które korzystając z dostępnych informacji, pozwoliły sobie na zrekonstruowanie dziejów romansu, wzbudzającego wciąż szereg kontrowersji.
Gdy Minna Bernays po raz kolejny traci posadę, postanawia szukać schronienia u siostry i jej męża, którego praktyka naukowa staje się coraz poważniejsza, pozwalając tym samym na przyjęcie pod dach kolejnej osoby. Kobieta szybko odnajduje się w nowej przestrzeni – staje się nieocenioną pomocą dla Marthy, opiekunką i pocieszycielką dla jej dzieci, a dla Freuda – muzą i natchnieniem.
Mimo wielu starań poskromienia coraz silniejszej zażyłości, namiętność między tym dwojgiem wybucha jako naturalna konsekwencja ich intelektualnych dysput. Rozmawiając o seksualności i popędach, Minna i Zygmund szybko stali się ich ofiarami. Relacja dotąd czysto intelektualna, stała się odtąd związkiem skrywanym za wszelką cenę i wszystkimi dostępnymi środkami.
Dom Freudów przeobraził się w ośrodek pożądania, którego Martha zdawała się nie zauważać, doskonale znając charakter swojego skorego do uniesień męża.

Autorki nie tylko sprawnie ukazały kolejne etapy romansu, rozkwitłego w Wiedniu końca wieków, ale też zmyślnie wplotły w fabułę kolejne poglądy Freuda, spotykające się z nieufnością a nieraz i szyderstwem innych naukowców. Zaprezentowały naukowca, pragnącego za wszelką cenę dowieść swych racji, nieustępliwego i niezwykle oddanego sprawie (osobie), na której właśnie jest skupiony. Jego teorie na tema histerii czy znaczenia snów stały się doskonałym tłem do zakazanego romansu „kobiety o inteligencji mężczyzny” i człowieka, który ogromną wagę przypisuje ludzkiej seksualności i konieczności zaspokajania popędów.


Po lewej Martha, po prawej Minna
Autorki wykazały także dbałość o precyzyjne nakreślenie tła społeczno-obyczajowego, coraz silniejszej niechęci do środowiska żydowskiego oraz biegłość w portretowaniu swoich postaci.
Minna okazała się osobą nie tylko niezwykle inteligentną, ale też dociekliwą, samodzielną i niełatwo poddającą się sugestiom innych (szczególnie tym, dotyczących jej zamążpójścia).
Freud zaś to osoba tyleż skupiona na pracy i namiętna, co łatwo przerzucająca swoje zainteresowanie na kolejne osoby, którym poświęca się całkowicie, za nic wówczas mając innych. Nie jest postacią wybieloną i chwaloną – wręcz przeciwnie – ukazany został jako stereotypowy przedstawiciel swojego gatunku: zasłaniający prawdziwe rozmowy o problemach swoimi teoriami, nieustępliwy, źle znoszący porażkę, raniący kobiety.
Zadziwiła mnie postać Marthy – kobiety zrezygnowanej i pogodzonej z losem żony kontrowersyjnego naukowca i matki jego dzieci, która ma jedynie być i nie reagować na jego kolejne przygody, co też konsekwentnie robiła, usuwając się niejako w cień.
Jest coś w narracji Mack i Kaufman, co sprawiło, że nie mogłam oderwać się od lektury – jakieś subtelne przyciąganie, naglące do prędkiego poznania losów tej niezwykłej pary kochanków, której losy zostały na zawsze splecione. Nie jest to zwykły romans, oparty na schematyzmie, lecz dobrze skonstruowana powieść, przy której warto zatrzymać się na dłużej.
Wszak najlepsze historie pisze życia, a ile w niej prawdy – wiedzą tylko Freud i Bernays.




http://www.taniaksiazka.pl/kochanka-freuda-p-429673.html