Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 kwietnia 2019

Stary Testament w malarstwie - Bożena Fabiani



Bożena Fabiani, to autorka znana z takich publikacji jak Gawędy o sztuce, Biblia w obrazach czy Antyk w malarstwie. Dziś w ręku mam Stary Testament w malarstwie, książkę rozbudzającą ciekawość i podejmującą wątek tradycji starotestamentowej w sztuce sakralnej.

Autorka, jako specjalistka, w swej publikacji prześledziła ciągłość wątków od pokoleń przejawiających się w szeroko pojętej sztuce: tak malarstwie, jak grafice i rzeźbie. Malarstwo sakralne niemalże od zawsze budziło zainteresowanie, a same sceny biblijne były bardzo nośne i chętnie wykorzystywane jako kontekst, ale też jako główny temat dzieła sztuki.  Fabiani z wielką uważnością przygląda się temu, jak przez lata twórcy radzili sobie nie tylko z przedstawianiem samych wydarzeń znanych ze Starego Testamentu, ale też z ich ładunkiem emocjonalnym - szczególnie z uczuciami bliskimi nienawiści, frustracji, mściwości i zawiści. 


Fabiani bardzo sprawnie analizuje nie tylko sam przekaz i treść obrazu w kontekście epoki w jakiej powstał, ale bada także jego powiązanie z indywidualnymi cechami artysty, jego sposobem tworzenia i podejściem do tematu, co stanowi wielką wartość. Każdy rozdział składa się z dwu części: streszczenia tekstu, który malarz miał zilustrować i z zestawu obrazów wraz z ich interpretacją, nierzadko wraz z ciekawostkami dotyczącymi życia artysty.


Zamawiając tę książkę, spodziewałam się albumowego wydania w formacie a4, kredowego papieru i kolorowych reprodukcji. Otrzymałam tymczasem wersję niemalże kieszonkową, podręczną, co bardzo szybko doceniłam. Dzięki takiemu wydaniu po książkę sięga się o wiele chętniej, wydaje się przystępniejsza, a fakt wykorzystania reprodukcji czarno-białych (z wyjątkiem tych zamieszczonych z tyłu książki) wcale nie ograbia ich z jakości.

Całość uporządkowana została chronologicznie - autorka rozpoczyna od malarstwa inspirowanego Księgą Rodzaju (stworzenie świata, stworzenie Adama i Ewy, grzech pierworodny, Noe, dzieje patriarchów izraelskich itd.), przechodzi przez Księgę Wyjścia (dzieje Mojżesza), Księgę Sędziów (historia Samsona) i Księgę Rut, Pierwszą i Drugą Księgę Samuela (historia Dawida i Goliata), Pierwszą Księgę Królewską (Salomon) aż do bohaterów biblijnych czasu niewoli babilońskiej (tu m.in. Jonasz, Judyta, Tobiasz) i Księgi Hioba.

Stary Testament w malarstwie to przejrzyste połączenie słowa z obrazem, z którego zadowolony będzie każdy laik. Poręczne wydanie, dobra jakość reprodukcji, spójne i zwięzłe informacje. 
Polecam serdecznie każdej osobie zainteresowanej tematem - nie pożałujecie, a wręcz przeciwnie - nabierzecie ochoty na więcej.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Art Naif Festiwal - skandynawska sztuka naiwna


Wraz z początkiem sierpnia zrobiłam sobie akcję-kulturę i w końcu - po wielu miesiącach postu od galerii (sztuki, rzecz jasna:P) - wybrałam się na wystawę na Nikiszowiec, jedno z najlepiej zachowanych i odrestaurowanych katowickich osiedli. 
Tematem wiodącym była skandynawska sztuka naiwna, choć - rzecz jasna - pojawił się także szereg obrazów oraz instalacji innego pochodzenia, które dodawały całości smaczku.


Chłopaka sztuką naiwną nie udało się zainteresować, ale co przedpołudnie z kulturą, to jednak przedpołudnie z kulturą;) I przywiozłam zakładkę - bo nikt mi nie zabronił:P


A Was zapraszam na szybką podróż wehikułem czasu - niestety wystawa była otwarta jedynie do 14 sierpnia, więc już pojechać Wam się nie uda, ale zachęcam do podziwiania tutaj. Na sztuce nie do końca się znam, mogę je jedynie odbierać emocjonalnie i estetycznie - a tu mi się podobało!;)



















piątek, 13 lutego 2015

My – David Nicholls


Tytuł: My
Autor: David Nicholls
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 9788379438549
Ilość stron: 480
Cena: 36,90 zł




David Nicholls zyskał globalną sławę za sprawą książki Jeden dzień, która po ogromnym sukcesie wydawniczym została sfilmowana, by znowuż docierać do coraz szerszego kręgu odbiorców. I to samonapędzające się koło popularności trwa.
Na polski rynek wydawniczy trafiła właśnie najnowsza propozycja autora – My. Książka z  obłędną okładką, od której wciąż nie mogę oderwać wzroku, okładką będącą cichym wyznaniem miłosnym do treści czy też samej formuły bycia z  kimś, bycia razem. Niesamowite jak dobrze zaprojektowana grafika może otwierać nowe pola interpretacyjne – świetnie zagrana sprawa z  ukrytym przesłaniem.
Jestem pod wrażeniem.
Okładka jednak jest jedynie kluczem, pewną zapowiedzią tego co czeka nas dalej – a tam rzeczywiście jest o co powalczyć.
Oto pewnego wieczoru, tuż przez ostatnim planowanym wyjazdem z rodziców synem Albiem po Europie, będącym swoistym chrztem kulturalnym mającym przygotować chłopaka do dalszego życia studenckiego; Douglas słyszy od swojej żony, że ta chyba chce się z  nim rozstać.
W  ten eufemistyczny i dość pokrętny sposób kobieta sieje w  mężczyźnie ziarno niepewności – żadne z  nich do końca nie wie czy rozstanie jest już przesądzone, ale to Connie jest w  tej sytuacji depozytariuszką wszelkich odpowiedzi. Mężczyzna postawiony pod ścianą próbuje wykorzystać ostatni dany im wyjazd na odbudowanie podupadających relacji z  żoną. Z  synem dawno już je utracił albo właściwie nigdy ich nie miał – Douglas i Albie tworzą stereotypowy przykład fatalnych układów ojcowsko-synowskich mających źródło we wczesnym dzieciństwie. Twarda ręka mężczyzny była zbyt twarda, by dać miejsce naturalnej miłości rodzicielskiej.
Wyjazd po największych miastach Europy ma być zatem nie tylko zalewem kulturalnym i podróżą inicjacyjną dla syna, ale też odnowicielskim wojażem dla wszystkich. Nie wszystko jednak pójdzie po myśli głównego bohatera, co z  kolei sprawi, że do samego końca nie będzie wiadomo, w  którym miejscu zakończy się ta eskapada, mająca pierwszy przystanek w  Paryżu, gdzie to Albie poznaje nietuzinkową młodą akordeonistkę, znacząco wpływającą na dalsze losy całej rodziny.
Mówi się, że dopiero podczas wyjazdów, z  dala od domu, poznaje się prawdziwe oblicze bliskich nam osób. W  przypadku tej rodziny ma to znaczenie fundamentalne.
Piękna to historia o wysiłku odnalezienia dawno zagubionej nici porozumienia, o heroicznej próbie odbudowania relacji ojcowsko-synowskiej, ale też małżeńskiej. Historia, w  której na bok muszą zostać odłożone ambicje i własne pragnienia, a głównym celem ma stać się uszczęśliwienie najbliższych w  ich własny sposób – nie w  nasz.
Tytułowi my mogą mieć wiele odczytań – czy to „my” jako ludzie, o których kondycji opowiada ta historia, „my” jako rodzina, najmniejsza komórka społeczeństwa, „my” jako małżeństwo, czy też „my” jako indywidualności, które należy kochać bez względu na wszystko i okazywać tą miłość bez względu na wszystkich (a już najbardziej siebie samych). Każde odczytanie będzie dobre, a uwierzcie mi – można by je wciąż mnożyć.
Polecam tę opowieść wszystkim – jest jak życie: trochę słodka, trochę gorzka, miejscami kwaskowata, nagle zmieniająca bieg wydarzeń, wymagająca natychmiastowego reagowania, często impulsywnego. Nigdy nie wiadomo na co się trafi, do finału nie ma się pojęcia jak rozwinie się całość, mimo że wszystko od początku było skrupulatnie zaplanowane przez głównego bohatera.
Dokładnie jak w  życiu, prawda?
Można rzec, że to opowieść o tym jak plany wzięły w  łeb. My sobie, życie sobie.  

Świetna! 


A oto jak mnie rozpieściło Wydawnictwo:) Były jeszcze naklejki z moim nowym ulubionym motywem:) Pani Zosiu - dziękuję!

piątek, 2 stycznia 2015

Najlepsza oferta – Giuseppe Tornatore


Tytuł: Najlepsza oferta
Autor: Giuseppe Tornatore
Wydawnictwo: Marginesy
ISBN9788363656126
Ilość stron: 143
Cena: 32,90 zł


Najlepsza oferta, to książka nietuzinkowa – stanowi ona bowiem zarys scenariusza filmu Koneser. Napisana jest jednak z  tak wielkim smakiem, że czytanie jej przypomina zgłębianie się w  powieści z  prawdziwego zdarzenia – co prawda oszczędnej w słowa i bardzo detaliczne opisy, za to pozostawiającej miejsce wyobraźni i mocy twórczej.

Zaczęłam ciut nie po kolei – najpierw był film, później lektura. Myślę jednak, że w tym wypadku odwrócony porządek to świetne posunięcie! Dzięki zachowaniu tej nieco nielogicznej konstrukcji możemy z czystą przyjemnością wrócić się do czasów sprzed filmu i obserwować jak słowo stało się obrazem, śledzić proces twórczy, na bieżąco analizować czy wszystkie posunięcia twórców były trafne i w pełni oddające pierwotny zamysł autorski.

We wstępie do tej króciutkiej publikacji autor dzieli się z czytelnikami drogą do stworzenia scenariusza i wcześniej – narodzin pomysłu, stanowiącego zlepek dwu innych idei, od lat zaprzątających głowę Giuseppe’a Tornatore’a, które dopiero zespolone stały się przyczynkiem do stworzenia filmu wysokiej klasy – dla (sic!) koneserów kina.

Samą opowieść trudno streścić tak, by nie powiedzieć za dużo, a jednocześnie skutecznie zachęcić: jej oś fabularna wytworzona została wokół trojga istotnych bohaterów:
– tytułowego konesera, prowadzącego aukcje miłośnika sztuki, o którego skrzętnie skrywanej kolekcji kobiecych portretów krążą już legendy: tym bardziej zagadkowe, że szeroko komentowanych zbiorów nie widział nikt poza ich właścicielem – trzeba dodać, ekscentrykiem, nieustannie noszącym rękawiczki,
– kobiety, pragnącej wycenić zabytkowe wyposażenie domu, którego stała się dziedziczką, a która skrywa równie wiele sekretów jak wybrany przez nią i owinięty wokół palca koneser – mówi ona, że cierpi na bliżej nieokreśloną chorobę, sprawiającą, że nie może opuścić domu,
– młodego chłopaka, doskonale znającego się na funkcjonowaniu wszelakich mechanizmów, przyjaciela głównego bohatera, z  którym dzieli wiele sekretów, jak się okazuje jednak – nie wszystkie.

Historie tej trójki splatają się, tworząc niebanalną opowieść oszustwa doskonałego, które z  jednej strony – budzi podziw, z  drugiej zasmuca, każąc współczuć temu, który na nim ucierpiał najbardziej.
Jeśli jeszcze nie widzieliście – koniecznie zobaczcie (w  obsadzie mistrzowski Geoffrey Rush), a następnie kupcie i przeczytajcie książkę – dokładnie w  tej kolejności! Naprawdę warto tej niezwykłej formie poświęcić czas.

sobota, 4 stycznia 2014

Upadły anioł – Daniel Silva

Tytuł: Upadły anioł
Autor: Daniel Silva
Wydawnictwo: Muza
ISBN: 9788377585016
Cena: 39,99 zł
Ilość stron: 352

Gabriel Allon, to już nie tyle as, ile joker izraelskiego wywiadu, od kilku lat próbujący osiąść na emeryturze, lecz skutecznie z niej wyciągany kolejnymi zadaniami do wykonania.
Nie tak dawno próbował zaszyć się wraz z żoną Chiarą w Kornwalii, niestety świat potrzebował go zupełnie gdzie indziej – zaczęło się morderstwem w Paryżu, a poprowadziło czytelników i szpiega od Argentyny do Szwajcarii pod kryptonimem Sprawy Rembrandta. Niewiele później Allon podjął kolejną próbę odpoczynku (w jego wypadku to już chyba syzyfowa praca), który zakłócony został przez wezwanie z Waszyngtonu. Naglące, bo dotyczące ataku terrorystycznego. Akcja ta utkwiła w pamięci odbiorców jako Portret Szpiega.
Teraz, Allon znajduje chwilę oddechu w bezpiecznych – zdawałoby się – murach Watykanu, gdzie oddaje się swojej wielkiej pasji – konserwuje wybitne dzieło Caravaggia, Złożenie do grobu. W czasie jego pobytu w Stolicy Apostolskiej, ułuda ochrony zostaje całkowicie zerwana, gdy w Kaplicy Sykstyńskiej odnalezione zostają zwłoki innej konserwatorki dzieł sztuki.
Kaplica Sykstyńska -źródło


Policja watykańska w śmierci kobiety upatruje udaną próbę samobójczą. Innego zdania są zaś Jego Świątobliwość i sam Allon. Sekretarz Pawła VII sugeruje, by poprowadzone zostały dwa śledztwa – publiczne i tajne, na którego czele stanąć ma emerytowany as izraelskiego wywiadu, zdolny do wyśledzenia najskrzętniej skrywanych sekretów. Poufność prawowitego dochodzenia ma zagwarantować uniknięcie kolejnego skandalu z udziałem Kościoła, które mogłoby zachwiać w fasadach i tak ledwie już trzymającą się siatkę zabezpieczającą go przed upadkiem.
Allon podejmuje się wyzwania, rychło odkrywając, że kobieta przed śmiercią wpadła na trop niepokojących braków w zbiorach Muzeów Watykańskich, w które zaangażowana jest najprawdopodobniej międzynarodowa szajka handlująca starożytnymi skarbami na masową skalę, mając przy tym doskonałą przykrywkę i sieć dojść.




Z trzech książek Silvy, które miałam przyjemność czytać, to właśnie Upadły anioł, ma, w mojej opinii, najbardziej dopracowaną linię fabularną.
Świetnie poprowadzone dialogi, misternie skonstruowana intryga, sieć politycznych powiązań, wiodących od pozornie błahego samobójstwa popełnionego w symbolicznym miejscu, aż do serca chrześcijańsko-muzułmańsko-żydowskich wojen religijnych i planowanych ataków terrorystycznych. Silva nie bez przyczyny zwykł uchodzić za jednego z najwybitniejszych współczesnych konstruktorów (nie sposób użyć tutaj innego, odpowiedniejszego słowa) powieści szpiegowskich. Choć zdarzały się w książce tej przestoje, w istocie akcja pędzi w zawrotnym tempie, rzucając nas z jednego miejsca na świecie w drugie, w myśl takijja.
Świątynia jerozolimska - źrodło

Śledząc efektowne pościgi, z domieszką archeologicznych odkryć (wisienka na torcie!), mamy poczucie współuczestniczenia w wyścigu z czasem, którego celem jest zapobieżenie zabójczemu atakowi terrorystycznemu, zdolnemu zniszczyć nie tylko cuda starożytnej sztuki, ale też pozory pokoju, dając pretekst do wszczęcia wojny – prawdopodobnie o zasięgu  światowym.
Z niesamowitą fertycznością prowadzi nas Silva zaułkami swojej wyobraźni, pozwalając na ponowne śledzenie losów tego odznaczającego się niezwykłym kurażem szpiega, któremu – mimo całej sympatii i słabości do jego poczynań – życzę zasłużonej emerytury. I mam nadzieję się jej doczekać – mam wrażenie, że śledzenie jego nieskazitelnych pociągnięć pędzlem może być równie frapujące:)

Polecam ogromnie!

Recenzje poprzednich książek dostępne po kliknięciu w okładki.

http://shczooreczek.blogspot.com/2013/01/daniel-silva-portret-szpiega.htmlhttp://shczooreczek.blogspot.com/2012/05/jak-ma-sie-rembandt-do-bogactwa.html













niedziela, 22 września 2013

Minione wieki, tajemnice zabytkowych komnat. Chcesz wejść? - "Posiadłość" - Maggie Moon


Tytuł: Posiadłość
Autor: Maggie Moon
Wydawnictwo: Novae Res
Udostępnienie: Autorka
ISBN: 9788377225721
Ilość stron: 294
Cena: 33 zł



Posiadłość Maggie Moon, to literacki debiut dwudziestotrzyletniej autorki skrywającej się pod tym intrygującym pseudonimem. Chciałoby się dodać – debiut rewelacyjny i bardzo obiecujący. Rzadko zdarza się, by początkujący twórca potrafił swój doskonały projekt literacki przenieść ze sfery wyobrażeń do rzeczywistości, nie czyniąc krzywdy samej historii, która przecież „tak dobrze brzmiała w myślach, a tak źle prezentuje się na papierze”. Moon się udało – dzięki frapującej historii, którą zdecydowała się opowiedzieć, porwała mnie na kilka godzin do świata pachnącego historią i tajemnicą.
Zara Dormer, to utalentowana i obiecująca studentka malarstwa na Wyższej Akademii Sztuk. Dzięki wsparciu rodziców, którzy za punkt honoru postawili sobie dać swojej córce to, co najlepsze, udało jej się pobierać nauki na tej prestiżowej uczelni, zrzeszającej w swoich murach młodych ludzi z wyższych kręgów, mimo że sama pochodziła z nizin społecznych. To właśnie jej proweniencja  stała się przyczyną szykan ze strony znajomych, którzy zaślepieni mamoną, nie potrafili ujrzeć w niej prawdziwej artystki – w ich mniemaniu nie miała prawa należeć do ich towarzystwa, toteż skutecznie ją z niego wykluczyli.
Dzięki wsparciu finansowemu Dory – swojej najlepszej przyjaciółki – młodej malarce udało się wziąć udział w warsztatach organizowanych w posiadłości Debrettów – rodziny tyle inspirującej, co kontrowersyjnej. Wstęp na ich włości mają jedynie nieliczni, toteż ów wyjazd staje się dla Zary szczególną szansą i nobilitacją. Oprócz nauk, które będzie mogła pobierać od jednego z najważniejszych malarzy współczesnych, bohaterka liczy na uporanie się ze śmiercią swojej młodszej siostry.
Pierwsze chwile spędzone w zabytkowej posiadłości upływają jej pod znakiem oczarowania klimatem i magią miejsca, w którym się znalazła. Szybko jednak dziewczyna zaczyna czuć się nieswojo – bynajmniej nie z powodu stałych uszczypliwości dosięgających ją ze strony innych kursantów, lecz przez wzgląd na właścicieli i dziwne wrażenie bycia pod stałą obserwacją.
Umiejętności Zary, takie jak wyjątkowa spostrzegawczość, które w jej artystycznej pracy są atutem, w posiadłości okazały się jej przekleństwem, doprowadzającym do odkrycia sekretów, które nigdy nie miały wyjść na jaw. Dziewczyna przez swoją przenikliwość i zmysł obserwacji, stała się nieproszonym gościem, którego za wszelką cenę należy zmusić do milczenia.
Narracja prowadzona jest dwutorowo, dzięki czemu równolegle poznajemy historię współczesną jak i mamy wgląd w retrospektywne wizje sięgające XIX wieku.
Moon decydując się na poprowadzenie fabuły śladem powieści grozy, strzeliła w dziesiątkę. Misterna tajemnica skrywana od lat w budynku pamiętającym minione epoki, dumni właściciele, wystawne bale, tajemne przejścia, podziemne lochy, legenda o wygłodniałych wilkach i naiwnych dziewczętach zapuszczających się głęboko w las: to elementy, które przywodzą na myśl zarówno wiktoriańskie opowieści, jak i horrory inicjowane przez Poego. Autorce udało się zbudować synkretyczny i formalnie nawiązujący do wielu wcześniejszych tekstów kultury utwór, który zaskakuje i staje się obietnicą pojawienia się na świetlistym niebie polskiej literatury kolejnej gwiazdy – oby świecącej jak najdłużej i jak najjaśniej.

Polecam Wam debiut tej młodej pisarki – jeśli tylko nie boicie się wędrować po minionych epokach i tajemniczych piętrach wiekowych posiadłości.

 ________________
Książka przeczytana w ramach nowych wyzwań Śląskich Blogerów Książkowych.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Lekcje Madame Chic – Jennifer L. Scott



Madame Chic to uosobienie elegancji I luksusu. W każdej, nawet najbardziej prozaicznej czynności odnajduje się doskonale, udowadniając, że życiem można się cieszyć – nawet, jeśli pewne powtarzalne gesty zaczynają nas denerwować.
Jennifer L. Scott w swojej książce przeprowadza czytelniczki  [bo to głownie do nich skierowana jest ta publikacja] przez świat francuskiej elegancji, wytworności, gościnności. Wskazuje, co sprawia, że Francuzkom żyje się dobrze, że są symbolami stylu i szyku oraz że ciągle się uśmiechają i wyglądają nienagannie – bez względu na to czy spotkamy je podczas wyrzucania śmieci, czy na proszonej kolacji.

Autorka przez długi czas była na wymianie studenckiej w Paryżu. Tam też zakosztowała życia pod znakiem wysokiej kultury, niespieszności, delektowania się każdą chwilą. Jej książka stanowi zbiór porad z zakresu diety, aktywności fizycznej, stylu, urody, życia z klasą i pasją. Można uznać je za lekcje, zakończone podsumowaniem najważniejszych wniosków z nich płynących.


Niezwykle przyjemnie czyta się tę książkę! W okamgnieniu zapragnęłam stać się osobą, potrafiącą na wzór Francuzek cieszyć się każdą chwilą, koneserką życia, cieszącą się z tego co ma, a nie ślepo podążająca za wymogami konsumpcjonizmu. Co rusz odkładałam poradnik na półkę, by zastosować się do zawartych w nim rad. I przyznaję – były one dla mnie zbawienne!
Zawarte w niej porady stosowałam tym chętniej, że daleko książce tej do formuły znanej z tradycyjnych poradników: to raczej snucie opowieści zachęcającej do podejmowania zmian i pokazującej co można zrobić, by życie przypominało te rodem z francuskich filmów: kolorowe, wypełnione przyjemnymi rytuałami, nadającymi mu sens. To prawdziwie inspirująca historia, pisana z myślą o kobietach, które pragną żyć szykownie i z umiarem, dbających o dobre maniery, ceniących sobie dyskusje o sztuce, mających dom otwarty, a przy tym wyglądających jak milion dolarów, bez wielkiego nakładu sił. Brzmi zachęcająco?
Do lektury!

piątek, 31 maja 2013

Trudna sztuka (prawie) nicnierobienia – Denis Grozdanowitch


Tytuł: Trudna sztuka (prawie) nicnierobienia
Autor: Denis Grozdanovitch
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 9788375544091
Ilość stron: 300
Rok wydania: 2012

Trudna sztuka (prawie) nicnierobienia w pierwszym rzędzie skusiła mnie tytułem, który stanowił dla mnie kuszącą i obiecującą zapowiedź poznania sekretów tego, co jak mi się wydawało, opanowałam do perfekcji. Okazał się on jednak dla mnie mylący – spodziewałam się bowiem pozycji mającej znamiona poradnika czy też esejów w całości poświęconych tytułowemu nicnierobieniu. W istocie są to niepowiązane ze sobą felietony, które łączy motyw przewodni, jakim jest zdolność do zatrzymania efemerycznych chwil szczęścia.
Denis Grozdanovitch dzieli się ze swoimi czytelnikami osobistymi doświadczeniami, zdobytą wiedzą i zasłyszanymi mądrościami. W książce tej zgrabnie połączono rozważania mające swoje źródło w chińskiej mądrości tao z osobistymi, często naiwnymi czy wręcz dziecięcymi spostrzeżeniami autora, które ten poczynił zatrzymując się w pełnym gonitwy życiu, by kontemplować naturę, cieszyć się błogą chwilą odpoczynku i ciszy.

Autor za pośrednictwem swoich felietonów pragnie ukazać, jak ważne staje się w świecie ukierunkowanym na konsumpcję i hałas, chwila dla nas samych, w której połączymy rytm swojego serca z rytmem natury i wystąpimy na przekór pogoni za tym co lepsze, nowsze, głośniejsze.
Grozdanovitch pokazuje, że w świecie nastawionym na ustawiczny ruch i rozwój, naprawdę ciężko nicnierobić, prawdziwie nicnierobić. Podkreśla jednocześnie, że gdy uda nam się to uczynić – staniemy się autentycznie szczęśliwi i spełnieni, a także - spokojni. Jego publikacji patronuje książka – w przeróżnym wydaniu. Autor co rusz odwołuje się do innych tekstów kultury, cytuje słowa wyrażające miłość do czytania i płynące z niej korzyści, a jednocześnie stara się unaocznić problem z jakim dziś się zmagamy: nie umiemy słuchać, zarówno ludzi, jak i książek. Skupiamy się na retoryce, miast skoncentrować swoją uwagę na prawowitym przekazie – przez co sami sobie czynimy krzywdę.
Refleksje Grozdanovitcha utrzymane są w tempie, jakie ten afirmuje – myśli snują się powoli, flegmatycznie, sennie, spokojnie przepływają jedna do drugiej, czyniąc książkę tę niezwykle poetycką, a nas samych niejako zmuszając do zachwytu nad najprostszymi przyjemnościami.
Publikacja ta jest jednak nierówna – o jej sile stanowią pierwsze felietony: czym dalej tym robi się mniej strawnie. Przestaje być wciągająco i inspirująco, a zaczyna… pusto? Nieinteresująco? Wynika to pewnie z moich preferencji czytelniczych. Wolałam czytać o książkach niż o meczach tenisowych, bardziej zajmowało mnie przyglądanie się myślom zapomnianych twórców niż prozaicznym wydarzeniom z życia, które tak naprawdę niczego nowego mi nie przekazały.
Bardzo podoba mi się odautorska wizja świata idealnego, w którym, by osiągnąć pełnię szczęścia i trwale się nią cieszyć wystarczy całymi dniami wylegiwać się na hamaku, podczytywać książki, pałaszować pyszne ciasta, a wszystko to w ogromnym ogrodzie, by nie zapomnieć o kontakcie z naturą. Wspaniale, ale… kto na to zarabia? Realia zostały przez autora chyba całkowicie pominięte, zapewniając nam oniryczną wędrówkę w sferę pragnień i niespełnionych marzeń;) A mimo to… było warto na chwilę się wyciszyć i oddać błogiemu nicnierobieniu.
Polecam tym, którzy lubią marzyć;)

czwartek, 17 stycznia 2013

Rodzina na pokaz - Kevin Wilson


Tytuł: Rodzina na pokaz
Autor: Kevin Wilson
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN:978-83-7839-400-6



Kevin Wilson, mimo, że dotąd mi nieznany, wciągnął mnie w wykreowany przez siebie świat ze starannością mistrza.
Stworzenie realiów, tak dobrze nam znanych, a jednak tak odległych, w których ludzie zmuszeni są do dokonywania wyborów, przed którymi nigdy nie chcieliby stanąć, gdzie miłość do rodziny okazuje się być przeszkodą na drodze miłości do sztuki i pasji – to wszystko sprawia, że Rodzina na pokaz jawi się jako książka niebywale bliska i autentyczna. Każdy z nas stanął kiedyś przed podobnym dylematem, choć przystrojonym w inne piórka, dalece różniącym się od tego przedstawionego na kartach książki, lecz wciąż jawiącego się jako znany z empirii.
Nie dziwi, że książka ta została doceniona przez krytyków i wpisana na listy dziesięciu najlepszych książek roku wielu magazynów, w tym „The Time”, „People”, „Publisher Weekly” i „Esquire”. Nie rankingi stanowią jednak o jej sile, lecz niezwykłe dobrze wykorzystany potencjał i siła oddziaływana na czytelnika: ta opowieść bawi i wzrusza jednocześnie. Jest smakowitym kąskiem, którego chciałoby się połknąć w całości za jednym zamachem i który wciąż chciałoby się mieć.
Jej bohaterami są Camille i Caleb, uważający siebie za artystów. Są to ludzie na tyle osobliwi, że nie zawsze potrafią odróżnić prawdziwe życie od życia scenicznego: wszystko jest dla nich niekończącym się spektaklem. Ich pomysły budzą mieszane uczucia, w dużej mierze stanowią bowiem cienką linię między kontrolowanym chaosem a szaleństwem. Niestety, ich nieobliczalna „sztuka” powoduje, że naruszone zostaje życie ich dzieci, które zostają w działalność rodziców wciągnięci. Pozbawia ich to prawdziwego dzieciństwa, poczucia bezpieczeństwa i jakkolwiek uporządkowanego świata. Wszystko wydaje się być spontaniczne i pozornie kontrolowane. Decydują się oni bowiem na odgrywanie różnych scen w zaplanowanych wcześniej miejscach, a ich widzami stają się przypadkowi ludzie, nieświadomi całego zamieszania. Najczęściej wierzą oni w to, co widzą, przyjmując działania teatralne za prawdziwe. Powodują tym samym satysfakcję Fangów, którzy żyją w przeświadczeniu, że to ich talent spowodował, że grana scena jawiła się jako autentyczna.
Cała rodzina jest niczym objazdowy teatr. Niestety, dla dzieci nie są do warunki dobre do prawidłowego rozwoju. Życie w ciągłym niepokoju i niepewności następujących po sobie wydarzeń sprawia, że daleko im do chcianej normalności i rutyny. Ciągłe życie na walizkach, udawanie, odgrywanie scen zafałszowanych, sprawia, że nie potrafią odnaleźć się w swoich późniejszych życiach.
Swoista trauma z dzieciństwa zupełnie namieszała im w głowach, sprawiając, że jako dorośli zupełnie nie radzą sobie z rozwiązywaniem konfliktów ani problemów każdej natury: osobistej i zawodowej. Próbują rozpocząć nowe życia, Anna jako średniej klasy aktorka, Buster jako nieznany pisarz. Oboje okrywają się niesławą, popadają w nałogi, zostają zapamiętani, jako postaci jednoznacznie negatywne i nieradzące sobie z niczym. Po latach staje się jasne, że nie są oni zdolni do życia w społeczeństwie, przez co zmuszeni są do powrotu do rodziców, którzy poprzez takie, a nie inne wychowanie uzależnili ich od siebie na dłuższą metę.
Okazuje się, że ci szykują już prawdziwy performance, który postawi pod znakiem zapytania ich relacje oraz priorytety. Widowisku, do którego tak skrzętnie się przygotowują, ma być najbardziej spektakularną rzeczą w ich życiu.

Wilson w swojej książce kładzie duży nacisk na problematykę spełniania się kosztem innych, poświęcania dzieciństwa swoich pociech dla własnych, wygórowanych ambicji i często chorych pomysłów. Nietypowe wychowanie jest ostatnio w modzie, nie możemy jednak popadać w skrajności, by nie skazać dzieci na bycie niezdolnymi do życia w prawdziwym świecie.
Sztuka Wilsona, jest sztuką destrukcyjną, która zamiast tworzyć człowieka, niszczy go w samym zalążku. Zamiast rozwijać – przekreśla wszystko, dezorientuje i nie nadaje życiu sensu. Odziera z dzieciństwa, przyczynia się do podejmowania kroków  śmiałych, ale zupełnie nieprzemyślanych.
Autor próbuje podjąć z czytelnikiem dyskusję skupiającą się na istocie sztuki: czym tak naprawdę jest, jak wiele można dla niej poświęcić? Między wierszami stawia pytania uniwersalne: o sens tworzenia.

Wilson przy tak kontrowersyjnej tematyce nie stara się szokować językiem. Zdecydował się na proste opisy, prostą wymianę zdań. W jego powieści nie znajdziemy kunsztownych sformułowań i słownej wirtuozerii. Na plan pierwszy wysuwa się problematyka, nie zaś język, dzięki czemu o wiele skuteczniej dociera do szerokiego grona odbiorców.

Polecam. I lekturę, i głos w dyskusji.

środa, 9 maja 2012

3 płatki kamelii – Lara la Voe



Cóż niosą ze sobą 3 płatki kamelii?
Okładka zachwyca i przyciąga. Jest pełna subtelności i … piękna.
A piękno to w tej powieści rzecz najważniejsza i rzecz można, impuls do wszelkich wydarzeń. Zarówno piękno ciała, piękno duszy, jak i próba uchwycenia go w malarstwie.
Bohaterkami powieści są Klara Benett oraz jej przyjaciółka Veronica Angeli.
Kobiety łączy niezwykła nic porozumienia, która niespodziewanie zostaje przerwana  przez przedwczesną śmierć jednej z nich.
Klara, będąca właśnie w kwiecie wieku, dowiaduje się, że jest chora na białaczkę.
Choć jej dni są policzone, dziewczyna za wszelką cenę stara się oswajać myśl o niechybnej śmierci.
8 marca 2004 roku żegna się ze światem i umiera w jednym z paryskich szpitali.
To właśnie ten moment staje się zalążkiem do odpowiedzenia jej historii.
Bohaterkę poznajemy dzięki złączeniu wspomnień trójki bohaterów, których losy splotła – Veroniki, Thomasa i Kathy.
Wydarzenia z ich życia, przywołane retrospektywnie i nie zawsze chronologicznie, tworzą swoisty obraz życia młodej artystki, stworzony tuż po jej śmierci.
Okazuje się, że jak każda niespokojna dusza, także i Klara miała swoje tajemnice, których nie chciała dzielić nawet z najlepszą przyjaciółką. Jej idealny obraz, który nosiła w głowie Veronica Angeli, nagle okazuje się posiadać skazę – i to skazę, która zmienia wszystko.

Wykorzystanie retrospekcji nie pełni funkcji wytwarzającej chaos. Wręcz przeciwnie – taki sposób pisania, całkowicie rezygnujący z linearności, czyni historię Klary jeszcze bardziej fascynującą i nieprzewidywalną, poprzez spotęgowanie wrażenia jej nieprzystawania do żadnej konkretnej rzeczywistości. Co więcej – zabiegiem towarzyszącym przeskokom czasowym są częste paralelizmy nieraz całych fraz. Dzięki temu, niejednokrotnie jakieś wydarzenie możemy odczytywać przez pryzmat kilku spojrzeń, całkowicie zmieniających percepcję konkretnej sytuacji.
Życie Klary wydaje się być wyjęte z rzeczywistości konkretnej i wtłoczone w rzeczywistość uniwersalną – wydarzenia mogłyby mieć miejsce kiedykolwiek i gdziekolwiek. Choć daty są podawane, nie narzucają one odbioru książki ukierunkowanego na jedyne możliwe istnienie czasowe.
To historia mogąca dziać się tu i teraz.
Sama autorka upatruje w konstrukcji swojej powieści podobieństw do sonetu – przy takim widzeniu owej historii brakuje jednak wyraźnego podziału na część opisową i refleksyjną, co niejako przekreślą tę hipotezę. Realizowane nie są również inne elementy charakterystyczne dla tego gatunku. Na usprawiedliwienie można powiedzieć, że największy czas rozkwitu sonetu przypada na epokę romantyzmu, której to cechy są w tej powieści wyraźnie zarysowane: skupienie się na historii jednostki, zwrot ku przeszłości, ważna rola sztuki, tajemniczość, elementy uchodzące za fantastyczne, a tak naprawdę mocno osadzone w rzeczywistości, wielka niespełniona miłość Klary skrzętnie skrywana przed światem, wreszcie – śmierć. Choć nie było to samobójstwo, nosi znamiona tragizmu i przerwania życia młodego człowieka, przed którym roztaczała się wizja wspaniałej przyszłości.

3 płatki kamelii to historia dla każdego – uczy bowiem  trudnej sztuki umierania i radzenia sobie ze śmiercią bliskich oraz ukazuje bolesną drogę do decathexis.
Trudno uwierzyć, że powieść ta wyszła spod pióra tak młodej artystki – dziewiętnastoletnia dziś zielonogórzanka, zaczęła pisać ją mając 15 lat. Taki debiut, bardzo dobrze rokuje na przyszłość. Polecam!

Jedynym minusem jest słaba korekta – w książce zdarzają się liczne błędy fleksyjne, graficzne, a także -  o zgrozo! – ortograficzny!




niedziela, 6 maja 2012

Jak ma się Rembandt do bogactwa wielkiego imperium?

Daniel Silva – Sprawa Rembrandta

Daniel Silva to amerykański pisarz, przez krytykę uznawany za jednego z najbardziej utalentowanych autorów powieści szpiegowskich. Na swoim koncie ma m.in. takie książki jak Angielski zabójca, Książę ognia, Tajny sługa czy Reguły Moskwy
Wytwórnia Universal Picture wykupiła prawa do sfilmowania serii książek o Gabrielu Allonie, który jest głównym bohaterem Sprawy Rembrandta.

Moje pierwsze spotkanie z Silvą uważam za udane, aczkolwiek – wbrew oczekiwaniom – nie  do końca powalające.


Po wydarzeniach poprzedniej części cyklu – Uciekinier – Gabriel Allon rezygnuje z awansu na szefa izraelskiego wywiadu, po to, by wraz z żoną Chiarą zaszyć się w malowniczej Kornwalii. Tam też mają wypocząć, nabrać sił i zapomnieć o traumatycznej przeszłości.

Niestety, w tym samym czasie w Paryżu zamordowany zostaje konserwator sztuki, z którym swego czasu studiował Allon. Co więcej, skradziony zostaje obraz Portret młodej kobiety autorstwa Rembrandta.
Julian Isherwood, właściciel pewnej galerii, postanawia odnaleźć Allona i zatrudnić go w celu odzyskania utraconego dzieła sztuki, które notabene, nie zostało ubezpieczone, by uniknąć dodatkowych kosztów. Jak się jednak okazuje, obraz to jedynie setna część wartości tego dzieła – ważniejsze okazuje się być to, co zostało w nim ukryte – sekret bogactwa jednego z mocarstw.
Udział w pozornie typowej akcji, okazuje się być trybikiem uruchamiającym skomplikowaną maszynerię działań na skalę międzynarodową. W sprawę zamieszane są bowiem wywiady amerykański, brytyjski oraz izraelski. Allon mimo podjętej próby ucieczki od przeszłości, po raz kolejny stanie się najważniejszym ogniwem całej operacji.
Akcja powieści prowadzi nad od Argentyny do Szwajcarii i nie ogranicza się do wydarzeń z najbliższej przeszłości. Problem sięga znacznie dalej – aż do czasów II wojny światowej, kiedy to obraz po raz pierwszy został okupiony krwią niewinnych.

As wywiadu i doskonały fałszerz, trafia na trop niemieckiego oficera, który wykupywał od Żydów ich majątki i gromadził go, po to, by po wojnie ukryć w szwajcarskim banku. Niestety, dóbr nigdy nie odzyskał, bowiem zostały one przywłaszczone przez właściciela banku. Tym sposobem, po latach Allon trafia na ślad Martina – syna owego skorumpowanego bankiera. Martin, słynie jako niezwykły filantrop, człowiek niemalże bez skazy, dlatego tak trudno komukolwiek wszcząć śledztwo w jego sprawie.

Sprawa Rembrandta to sprawnie napisana powieść szpiegowska – z interesującą fabułą, częstymi zwrotami akcji i niejednoznacznymi bohaterami. Autor nie stroni od ukłonu zarówno w stronę tradycyjnych metod prowadzenia dochodzenia, jak i ku metodom najnowocześniejszym, z inwigilacją komputerową na czele.
Dla fanów dobrze skonstruowanej powieści sensacyjnej z wątkiem kradzieży, broni nuklearnej i oszustwa na masową skalę – będzie to lektura wyśmienita.



wtorek, 15 listopada 2011

Carmine Gallo – Steve Jobs. Sztuka prezentacji




Życie Steve’a Jobsa zostało już otoczone legendą. Na kilka dni przed jego śmiercią na rynek wyszła niezwykła seria o sposobach jego oddziaływania na ludzi i tajemnicach sukcesu.
Od tamtego jednak czasu powstało gros innych pozycji uzurpujących sobie prawo do przekazywania ludziom sekretów jednego z największych innowatorów świata.
Gdy w polskich księgarniach zaczęły się pojawiać Sekrety innowacji i Sztuka prezentacji nikt jeszcze nie przypuszczał, że będą to ostatnie dostępne na rynku książki wydane za życia geniusza, którego opiewają.
Nie zmienia to jednak faktu, że są to pozycje wyjątkowe. Tym bardziej teraz – gdy wiadomo, że Jobs nic więcej już nie powie, niczego więcej nas nie nauczy, a jedynym źródłem wiedzy o jego sukcesie będą książki i prezentacje już dostępne. Te wydane później staną się już jedynie powielaniem schematów, nie wnoszącym nic odkrywczego. Z tego też powodu cena za Sztukę prezentacji nie wydaje się być wygórowana.

Fakt faktem, inaczej czyta się te pozycję ze świadomością niedawnej śmierci osoby, której bezpośrednio dotyczy. Wiedza ta jednak zamiast podcinać skrzydła, dodatkowo motywuje do czerpania z form prezentacji Jobsa jak najwięcej, po to, by być może niedługo samemu stać się jego godnym następcą i nie zmarnować jego dorobku.

Pomysł na książkę, to wykorzystanie toposu teatru: składa się ona z aktów, scen i konkretnych postaci: zarówno szwarccharakterów jak i bohaterów z natury dobrych.

Sztuka prezentacji składa się z trzech zasadniczych części:

  1. Narodziny opowieści – tutaj podczas siedmiu scen, poznamy sposoby na stworzenie angażującej opowieści mającej stanowić reklamę naszego produktu czy też marki.
  2. Dostarczenie doznania – akt ten to sześć scen, które mają przemienić nasze prezentacje w doświadczenie atrakcyjne pod względem wizualności, po to, by każdy chciał wziąć w nim udział.
  3. Szlifowanie i próby – jak sugeruje nazwa, to sceny, których przedmiot stanowią metody prezentowania swojego produktu: od mimiki twarzy, poprzez postawę i całą gamę zachowań składowych mowy ciała. Ważnym elementem tych pięciu scen jest nauczenie zwracania uwagi na detale, takie jak odpowiedni ubiór, fryzura czy charakterystyczne elementy mające stanowić nasz znak rozpoznawczy. Część ta poświęcona jest przede wszystkim próbowaniu się w tym, czego dowiedzieliśmy się z aktów poprzednich, to przenoszenie teorii na praktykę.

Sztuka prezentacji, podobnie jak wcześniej Sekrety innowacji, przepełniona jest tabelkami i wykresami, które zawierają motywujące cytaty oraz przykłady z życia. Każda teza poparta jest dowodem, każdy pomysł udokumentowany jakąś jego realizacją. Nie są to jedynie czcze porady, które mogą nie odnaleźć swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Carmine Gallo prezentuje swojemu czytelnikowi sprawdzone porady, które w połączeniu z nietuzinkową osobowością gwarantują wielki sukces.


Dziś odczytujemy tę książkę inaczej: nie jest to już zwykły poradnik i książkowy nauczyciel. To przede wszystkim hołd złożony geniuszowi Jobsa i wielki ukłon w jego stronę. Miejmy nadzieję, że przygląda się temu z radością.