Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 sierpnia 2018

Cisza i spokój - Natalia Sosin-Krosnowska



Pewnie każdy z nas, mieszczuchów, na pewnym etapie życia zamarzył o życiu w głuszy, w towarzystwie szemrzącego strumyka, beczących owiec i  ćwierkających ptaków. Tam, gdzie powietrze nie jest skażone spalinami, a ciszy nie przecina hałas dochodzący z dróg szybkiego ruchu.

Harmonia i spokój. Wolność od zgiełku.

Czy jednak życie na wsi, to tak naprawdę realizacja tego sielankowego obrazka, którego namiastkę otrzymujemy, korzystając z dobrodziejstw agroturystyki?

Natalia Sosin-Krosnowska przeprowadziła niemalże setkę rozmów z osobami, które z różnych powodów, na różnych etapach życia przeniosły się z gwarnego miasta na wieś. Wykupiły stare, często podupadłe domy wymagające generalnego remontu lub postawiły nowe od podstaw. Za różną cenę - zrezygnowały z dobrze prosperujących firm, dochodowej pracy, szybkiego życia i uczestnictwa w kulturze, po to, by kosztem nieraz ogromnych nakładów finansowych oraz ciężkiej pracy stać się mieszkańcami wsi, gdzie choć pracy nie brakuje od świtu do zmierzchu - energii jakby więcej.

Autorka pokazuje blaski i cienie takich wyprowadzek i zaczynania od nowa. Jej rozmówcy decydowali się na różne formy życia na wsi - jedni stawiali na agroturystykę, inni hodowlę zwierząt i produkcję żywności, jeszcze inni zajęli się uprawą roślin i permakulturą, zaś pozostali postawili na rzemiosło. Decydując się na przeprowadzkę i zmianę życia, byli bombardowani dobrymi radami, które - jak tylko przejrzycie kilka relacji - nieraz diametralnie się od siebie różnią.

Łączy je jedno - świadectwo tego, że życie na wsi to nie sielankowe popijanie herbatki na tarasie i wieczny odpoczynek w towarzystwie śpiewających ptaków.
To ciężka, fizyczna praca, walka z żywiołami, niedogodnościami, nierzadko samotnością, której efektem końcowym jest najczęściej... szczęście. Bohaterowie tej książki pokazują jak puste życie korpopracowników przemienili w obfitość doświadczeń i bliskości - z naturą, z drugim człowiekiem, z Bogiem, z sobą samym. Prezentują plusy i minusy życia na wsi, udowadniając, że cisza jest czymś rzadko spotykanym - na wsi praca wre od samego rana. 

Jeśli gdzieś na dnie Twego serca tli się marzenie o przeprowadzce na wieś, koniecznie przeczytaj. To opowieści o ludziach, którym się udało, bądź nie; którzy zaryzykowali, by spełnić swe pragnienia; a także zbiór porad niezwykle cennych dla kogoś, kto na serio myśli om przenosinach. 

Polecam. 

piątek, 21 lipca 2017

Niespokojni zmarli - Simon Beckett



David Hunter powraca. I to w naprawdę dobrym stylu.

Piątek wieczór, a przed antropologiem i konsultantem policyjnym wizja weekendu spędzonego ze znajomymi zaburzona została właśnie nagłym wezwaniem. Oto na wybrzeżu znalezione zostały zwłoki, które (prawdopodobnie) na skutek długiego przebywania w wodzie, znajdować się będą w stanie głębokiego rozkładu. Miejscowa policja, mająca na głowie najbardziej wpływowego mężczyznę w mieście, którego to syna ciało prawdopodobnie właśnie odnaleziono, prosi o pomoc Huntera, by udowodnić, że zrobiła wszystko najlepiej, jak tylko mogła. Bogacz nie potrafi przyjąć do wiadomości informacji, że jego syn podejrzany o romans z mężatką, zamordował ją, po czym sam popełnił samobójstwo. Aż do tego piątkowego wieczoru bowiem, ciało ani jednego z nich, nie zostało odnalezione. Dla rodziny Villersów wszystko to staje się ogromnym skandalem, który – być może – maskować ma jeszcze gorsze grzeszki, i który chcą oni jak najszybciej wyciszyć.

Gdy do sprawy dołącza Hunter, wszystko się komplikuje. Na skutek feralnego splotu wydarzeń musi się on zatrzymać u rodziny zaginionej Emmy, o której zamordowanie podejrzany był Leo. Postój ów pozwoli mu się nie tylko przyjrzeć sytuacji z nowej perspektywy, ale także nawiązać wielce przydatną relację i… odnaleźć kolejne ciało. Śledztwo nabiera rozpędu, ale też przybiera obrót jakiego nikt nie podejrzewał i jakiego nikt by sobie nie życzył. Hunter jednak, wolny od miejscowych zależności, żądny jest tylko jednego – prawdy.

Beckett za sprawą Niespokojnych zmarłych potwierdza, że nie wyszedł z pisarskiej wprawy i wciąż jest specjalistą od tworzenia zmyślnych kryminałów, zmuszających czytelnika do intensywnej pracy szarymi komórkami.

Umiejętnie dozuje on napięcie, zaciera ślady, wprowadza nowe wątki, komplikuje relacje, bawi się makabrycznymi opisami i wykorzystuje wiedzę, którą czytelnik zdobył podczas lektury poprzednich tomów.

Językowo i fabularnie wspina się chyba na wierzchołek swoich możliwości – całość jest bardzo przemyślana, każdy szczegół pasuje do poprzedniego, nie ma momentów postoju, powieść wolna jest od dłużyzn i niepotrzebnie wprowadzonych elementów rozpraszających czytelniczą uwagę. Widać, że Niespokojni zmarli to tekst dojrzały i przemyślany, w którym upodobanie znajdzie każdy wierny czytelnik powieści kryminalnych – intryga jest zbudowana na poziomie, o jakim wielu pisarzy marzy i w niczym nie rozczarowuje.

U Becketta czytanie o zbrodniach staje się perwersyjnie przyjemne. Czyż to nie najwyższy komplement dla gatunku?

***

Poprzednie książki autora:

Chemia śmierci / Szepty zmarłych/ Zapisane w kościach  / Wołanie grobu / Rany kamieni / Zimne ognie

niedziela, 18 grudnia 2016

Pułapka - Melanie Raabe


Linda Conrad to zbliżająca się do czterdziestki, nieszablonowa i budząca zainteresowanie autorka bestsellerów. Na jej nietuzinkowość wpływa zasadnicza kwestia – od lat nie wychodzi ona z  domu. Wszystko za sprawą traumy, którą przeżyła dwanaście lat wcześniej, kiedy to znalazła zwłoki swojej siostry i spojrzała w oczy jej mordercy, nie wiedząc, dlaczego ją oszczędził, skoro spostrzegł jej obecność. Zabójca nigdy nie został schwytany, co dodatkowo napędzało strach Lindy. Kobieta popadła w depresję, z której w żaden sposób nie potrafiła się  wydostać. Wszystko zmienia się, gdy przypadkowo Linda widzi w telewizji mordercę – okazuje się, że jest nim znany dziennikarz, Victor Lenzen. Wszystkie wspomnienia odżywają, a jej jedynym celem staje się pomszczenie siostry. W tym celu postanawia wykorzystać swoją sławę i umówić się na wywiad z  zabójcą, tuż po napisaniu książki, w której szczegółowo opisuje morderstwo, którego dokonał. Spotkanie ma odbywać się na jej warunkach.

Niestety, emocje nie były tak wielkie, jak można by oczekiwać.  Koncept książki kapitalny, wykonanie dobre. Oczekiwałam jednak realizacji na poziomie znacznie wyższym, stąd moje rozczarowanie. Do samego końca całość poprowadzona jest niezwykle zmyślnie. Odnoszę jednak wrażenie, że autorka tak bardzo skupiła się na rzetelnym poprowadzeniu głównego wątku, że zupełnie straciła z oczu troskę o budowanie emocji – tych niestety zabrakło i to jest mój główny – i jedyny zarzut.  Dobrym zabiegiem było przeplatanie głównej narracji rozdziałami książki głównej bohaterki – dzięki temu zabiegowi czytelnik krok po kroku mógł śledzić minione wydarzenia.

Cieszy mnie, że wykupione zostały już prawa od ekranizacji – być może to, czego nie udało się osiągnąć literacko, da się nadrobić w filmie, korzystając z dostępnych technik skupiania uwagi i budowania emocji. Może powstać kapitalna, klaustrofobiczna ekranizacja.

Póki co – jest w miarę sprawnie napisana opowieść, która nie budzi jednak większych emocji.



poniedziałek, 21 listopada 2016

Szczęście to... [Hygge. Klucz do szczęścia - Meik Wiking]



Gorąca herbata, miękki koc, ciepłe światło płynące od świec lub / i kominka, grube skarpety, wygodny fotel, delikatne dźwięki (strzelającego ognia, skrzypiącego drewna i in.), ktoś bliski obok i coś słodkiego pod ręką – czujecie ten nastrój? Na samą myśl o nim czuję się spokojna i zrelaksowana. To właśnie hyggejedno z najpiękniejszych duńskich słów, a zarazem przyczyna, dla której ten naród od lat uchodzi za jeden z najszczęśliwszych na świecie. Bo obok horrendalnie wysokich podatków i wiecznie niesprzyjającej pogody, Duńczycy wypracowali sobie sposób myślenia i dostrajania się do trudnej rzeczywistości tak wspaniały, że zadziałałby na każdego.

Hygge to styl życia, o jakim wielu marzy, do jakiego wielu dąży i jaki wielu praktykuje, nawet nie wiedząc, że wpisuje się w  duńską tradycję. Szukając swojej oazy, robimy wszystko, by wytworzyć uczucie ciepła, szczęścia, wyciszenia, komfortu i bezpieczeństwa. Czym innym są pojawiające się często w Internecie grafiki przedstawiające książkowego mola wyposażonego w kubek gorącego napoju, ogromny koc, kota pod pachą, dobrą książkę i wełniane skarpety? To wszystko ilustracje hygge.

Meik Wikind, dyrektor Instytutu Badań nad Szczęściem mieszczącego się w Kopenhadze, od lat szuka przyczyny i źródła szczęścia. Wynikami swoich badań dzieli się w  książce Hygge. Klucz do szczęścia. W  publikacji omówione zostaje niemalże wszystko – sama idea hygge; światło; zbawienne skutki bycia razem; wpływ potraw i napojów na szczęście; ubrania; dom – niezwykle istotny element; szukanie hygge poza nim, o każdej porze roku i za niewielkie pieniądze; Boże Narodzenie; pięć wymiarów hygge i inne. Na pierwszy plan wysuwa się znaczenie obecności drugiego człowieka - jego bliskość, wsparcie, dotyk, którego tak często sobie szczędzimy, a który przecież redukuje stres i ma ogromny wpływ na jakość naszego życia. Więcej nie zdradzę, nie chcąc kraść Wam przyjemności lektury i samodzielnego odkrywania na nowo (bo przecież to wszystko znane fakty!) kwintesencji szczęścia.

Dodatkowym atutem publikacji jest poręczne wydanie i kapitalne grafiki oraz fotografie, które ją wypełniają – już one tworzą odpowiedni nastrój i skłaniają do wyciszenia. Coś wspaniałego.

U mnie książka trafia na półkę honorową – ilekroć zauważać będę spadek nastroju, będzie pierwszą, po którą sięgnę. A umieszczony w niej manifest, od dziś wisi w widocznym miejscu mojego domu.

Niech świat stanie się bardziej hyggeligt, nawet tutaj, w Polsce, tak często ponurej, chmurnej, narzekającej i nieszczęśliwej. Szczęście jest w nas i w naszym nastawieniu. 

niedziela, 13 listopada 2016

Jak nie umrzeć przedwcześnie? Co jeść, aby dłużej cieszyć się zdrowiem


Dążenie do długowieczności jest wpisane w pragnienie niemalże każdego współcześnie żyjącego człowieka. Co zrobić jednak, by jak najdłużej zachować zdrowie w świecie, w którym coraz częściej nawet bardzo młodzi ludzie zapadają na śmiertelne choroby?

Oczywistym jest, że nieodpowiednia dieta jest tym, co staje się najpopularniejszą przyczyną zachorowań, a jednocześnie jedną z najłatwiejszych do wyeliminowania. Dzięki odpowiedniemu odżywianiu i stylowi życia jesteśmy w stanie zminimalizować (lub całkowicie wyeliminować) ryzyko zapadnięcia na najpopularniejsze choroby XXI wieku, między innymi na chorobę wieńcową, raka płuc, astmę, udar mózgu, a także dziesiątkujące ludzi na całym świecie nowotwory jelita grubego i trzustki.  

Przyczynkiem do powstania książki było obserwowanie przez autora rozwoju choroby, a później powrotu do zdrowia jego babci – kobiety, której nie dawano żadnych szans na przeżycie ze względu na zaawansowaną chorobę wieńcową i brak możliwości dalszego leczenia. Tam jednak, gdzie pojawiła się słabość medycyny, rozpoczęła się siła natury i diety roślinnej. Kobieta miała umrzeć w wieku 65 lat, dożyła jednak sędziwego dziewięćdziesięciosześciolecia. Zdrowa dieta nie tylko uratowała jej życie, ale także przedłużyła je o 30 długich i szczęśliwych lat. Wszystko dzięki profilaktycznemu oraz leczniczemu działaniu produktów promowanych przez autora w tejże publikacji.

Na kartach tego opasłego tomu doktor podejmuje zagadnienia przypadłości zbierających w ostatnich latach największe żniwo – chorób serca, płuc, mózgu, układu trawiennego, wątroby, nerek cukrzycy, nadciśnienia, nowotworu krwi, piersi, depresji, Parkinsona.

W  drugiej części prezentuje te elementy diety roślinnej, których zbawienny wpływ na zdrowie został naukowo udowodniony, a więc między innymi: rośliny strączkowe, kapustę, jagody, produkty pełnoziarniste, orzechy i inne.


Autor wykonał dużą pracę badawczą, poświadczoną przez bogata bibliografia umieszczoną na końcu publikacji. Aby ułatwić czytelnikowi poruszanie się po tekście, książka posiada nie tylko spis treści, ale również indeks najważniejszych haseł, niezwykle cenny przy publikacji tego typu.

Jak nie umrzeć przedwcześnie? Co jeść, aby dłużej cieszyć się zdrowiem to opracowanie kompletne i rozwiewające wiele wątpliwości, mogące spełnić oczekiwania każdej osoby, której na sercu leży zdrowie jej i jej bliskich. Warto się z nią zapoznać, warto przyjrzeć się swojej diecie i wprowadzić do niej te czynniki, które mogą mieć zbawienny wpływ na nasze samopoczucie. 


środa, 21 września 2016

Zimne ognie - Simon Beckett



Nie jest to Beckett jakiego znamy z serii rozpoczynającej się naturalistyczną Chemią śmierci, lecz poziom pisarstwa został utrzymany. Fani mający w pamięci poprzednie książki pisarza mogą być rozczarowani, bowiem podobnie obrazowych opisów zbrodni tu nie znajdziemy – rzecz bowiem zbrodni jako takiej nie dotyczy.

Kate Powell to samowystarczalna singielka. Wykształcona, odnosząca sukcesy zawodowe, spełniona w pracy i przyjaźni, coraz częściej jednak myśląca o dziecku. Jako że w związek nie chce się wikłać, jedynym sensownym rozwiązaniem sprawy wydają jej się kliniki oferujące opcję sztucznego zapłodnienia nasieniem nieznanych kobiecie, choć przebadanych i gruntownie sprawdzonych – tak fizycznie jak psychologicznie – dawców. Bohaterce nie podoba się jednak wizja ojca, którego nie widziała, i którego nie może sprawdzić na własną rękę. Tak jak i we wszystkich dziedzinach życia, tak i tu decyduje się przejąć kontrolę. Postanawia zamieścić anons w specjalistycznych czasopismach. Dzięki temu, w swojej opinii, będzie miała pewność, że jej ogłoszenie trafi jedynie do mężczyzn wykształconych i na poziomie, czytujących fachowe magazyny.

Na notkę odpowiada Alex Turner – zdawałoby się, dawca doskonały. Przystojny, zawstydzony całą sytuacją psycholog, którego bogata historia pracy w zawodzie przekonuje Kate, że znalazła odpowiedniego kandydata. Kobieta wbrew pierwotnym planom, spędza z  mężczyzną coraz więcej czasu, chcąc, nie chcąc, angażując się emocjonalnie…

Szybko okazuje się, że nie nad wszystkim – mimo chęci i zaangażowania – można w życiu zapanować, a każda drobna pomyłka może prowadzić do prawdziwego nieszczęścia.

To co wydawca nazywa thrillerem psychologicznym, zaczyna nim być bardzo późno, tym bardziej jak na tak krótką powieść – mniej więcej po lekturze ¾ książki. Wcześniej mamy do czynienia z bardzo długim, aczkolwiek koniecznym wprowadzeniem do sedna sprawy, nakreśleniem kontekstu i zarysowaniem całej sytuacji ze wszystkich niezbędnych stron.

Autor bardzo sprawnie zarysowuje portrety psychologiczne bohaterów i gra z czytelnikiem – choć po jakimś czasie możemy już spodziewać się rozwiązania, niewątpliwą przyjemność sprawia dochodzenie do niego wytyczonym przez pisarza szlakiem.

Mimo że Beckett wciąż pozostaje mistrzem kryminału, do perfekcji w budowaniu napięcia na miarę rasowego thrillera psychologicznego wiele mu brakuje. Książka napisana jest sprawnie i gwarantuje rozrywkę na poziomie, doskonałą na jeden z coraz dłuższych jesiennych wieczorów.



środa, 3 sierpnia 2016

Rzeka podziemna - Tomasz Jastrun



Nieba prawie nie widać, czeluść chłodna i ciemna,Niech się sypią lawiny kamieni!I niech łączą się zbocza bezlitosnych wąwozów,Bo cóż drąży kształt przyszłych przestrzeniJak nie rzeka podziemna? [1]


Rzeka podziemna okazała się książką niezwykle mi bliską. Za sprawą wspólnoty doświadczeń z bohaterem, przeżyłam ją intensywniej, a towarzyszące mi podczas lektury zostały zwielokrotnione.
Szczera, prawdziwa i gorzka to lektura. Jako żywo opisująca życie człowieka mierzącego się z depresją, nerwicą hipochondryczną, inteligentnego i ze zbyt dużą świadomością siebie, by dać sobie pomóc. Wie, że choruje, ale nie daje się też oszukać, mimo że z rozpaczy sięga po najbardziej szalone formy radzenia sobie z depresją – na kilku psychoterapeutach poczynając, na przeganiaczach kończąc. Xanax jest tutaj wcinany jak pyszne landrynki, a na szczęście i radość nie ma miejsca, poza chwilami ułudy, kiedy postać myśli, że wszystko wróciło do normy.

By zapomnieć o bólu oddaje się uciechom cielesnym, do czasu jednak, gdy nie dopada go to, co nazywa męskim klimakterium, a co może być jedynie skutkiem przyjmowania niesłychanej ilości leków mających sprawić, że świat stanie się przestrzenią bezpieczną i na powrót kolorową.
Oprócz tego, że powieść ta jest krzykiem osoby chorej, jest także świadectwem trudnego współżycia z  takimi osobami – umierającymi kilka razy do roku, cierpiącymi katusze, co rusz wynajdującymi nowe choroby, których objawy realnie ich dotykają. Prawdziwa męka, z której wielu sobie drwi, i z której się podśmiechuje tutaj została obnażona i zdemaskowana.

Depresja bohatera zlewa się z czasami stanu wojennego, transformacji ustrojowej, Solidarności, które zdają się chorobę potęgować – raka duszy, jak określa ją Jastrun, doskonale oddając jej sedno. Podczas gdy świat pędzi, człowiek nie nadążą. Popada w konsumpcjonizm, zdobywa, kupuje więcej, by czuć się potrzebnym i na czasie. W imię pogoni za pieniądzem (czy raczej – za swoimi czasami) traci siebie, która to utrata, powodując wyrwę w duszy, zrzuca go z klifu wprost w ramiona bezlitosnej i wciąż niezrozumiałej choroby. Tam, gdzie brakuje mu wsparcia najbliższych, kumuluje się strach – o siebie, o swoje zdrowie, o zdrowie najbliższych. Strach paniczny, paraliżujący, którego ma świadomość, ale któremu nie potrafi zapobiec. Bohater doskonale wie, że jest chory, przerażają go własne nieprzystające do rzeczywistości reakcje, ale boi się tak bardzo, że nie potrafi ich powstrzymać.

Intensywna, kapitalna opowieść o takim stanie duszy, którego samemu nie sposób już zmienić, pokazana na tle codzienności, na tle społecznym i kreślona latami – wraz z bohaterem grzęźniemy w jego codzienności, z mozołem posuwając się naprzód, dokładnie tak, jak on brnie przez życie.

Ogromnie polecam – szczególnie ku zrozumieniu.



[1] Jacek Kaczmarski, Źródło

środa, 27 lipca 2016

Księga wieszczb - Erika Swyler




Księga wieszczb to klimatyczna opowieść o rodzinnych sekretach, pełna unoszącej się wokół niej magii, kart tarota, klątw i niespełnionych miłości.

Simon Watson, młody (były) bibliotekarz, który właśnie utracił pracę z powodu cięć budżetowych, mieszka samotnie w domu, który z dnia na dzień coraz bardziej niszczeje i któremu grozi osunięcie się z klifu. Mężczyznę nie stać na renowację, a opuścić go nie jest w stanie – dom należał bowiem do jego ukochanych rodziców, którzy już nie żyją. Matka, mimo posiadanych umiejętności wielominutowego przebywania pod wodą, utonęła, ojciec zaś zmarł z żalu kilka lat później. Siostra, Enola, uciekła do cyrku, kontynuując rodzinną tradycję i zostawiając Simona samego. Pewnego dnia opuszczony bohater otrzymuje tajemniczą przesyłkę – wiekową księgę, będącą uszkodzonym przez wodę dziennikiem cyrkowym sięgającym schyłku XVIII wieku. Zastanawiające dla mężczyzny jest to, skąd na okładce książki znalazło się nazwisko jego babki i jakim sposobem tak wartościowy wolumin trafił w  jego ręce…

Czym bardziej Simon zaczytuje się w księdze, tym więcej frapujących ustępów w niej znajduje. Odnotowano w nim bowiem między innymi utonięcie cyrkowej syreny – dokładnie w tym dniu, w którym zginęła jego matka. Zdaje się, ze dziennik łączy się z dziejami jego rodziny, a newralgiczna data – 24 lipca – niepokojąco się zbliża. Na dodatek obarczona – jak sądzi bohater – klątwą siostra, zachowuje się coraz bardziej osobliwie…

Czy mężczyźnie uda się ocalić życie Enoli? Jakie jeszcze sekrety skrywa tajemnicza księga?

Erika Swyler spisała opowieść znaczoną magią, przepowiedniami i przypuszczeniami. Zdaje się, że każdy – nawet najbardziej przypadkowy bohater – jest tutaj złączony niewidzialną, tajemną nicią. Podczas odkrywania rodzinnych sekretów, Simon dowie się rzeczy, które na zawsze powinny zostać przemilczane.


Książka ta, mimo fascynującego tematu, jest dosyć nierówna. Czuć tutaj niepewne jeszcze pióro obiecującej debiutantki, a jednak całość wypada zadziwiająco dobrze. Uroku całości niewątpliwie dodaje kapitalna okładka, przykuwająca uwagę każdego miłośnika książek. Obiecuje ona klimatyczną opowieść, którą faktycznie otrzymujemy. Było trochę urzeczeń i trochę rozczarowań – wszystkiego po trochu, z umiarem.

Jeśli ciekawią Was losy rodzinny obarczonej klątwą sięgającą końca XVIII wieku – zachęcam do lektury! Przymknijcie oko na niedociągnięcia i smakujcie tę opowieść...




Polecam także lekturę krótkiego prequela:

środa, 20 lipca 2016

Ross Poldark - Winston Graham


Ross Poldark, po latach krwawej wojny w  Ameryce, niespodziewanie dla wszystkich wraca do rodzinnej posiadłości, gdzie czeka go dość chłodne przywitanie. Większość osób pogodziła się już z jego ewentualną śmiercią na placu boju i nie w smak im ponowne spotkanie.

Powrót nie jest dla bohatera przyjemny także z wielu innych powodów: jego ojciec zmarł, majątek jest zrujnowany, a ukochana, o której myśl towarzyszyła mu podczas każdej bitwy, i której wspomnienie kazało mu trzymać się przy życiu, zaręczyła się z jego kuzynem. Poldark rzuca się w wir pracy, by nie myśleć o miłosnym zawodzie i pogodzić się z porażką. Dokłada wszelkich starań, by kopalnia zaczęła przynosić należyte dochody. Pewnego dnia, wiedziony impulsem, postanawia przygarnąć spotkaną na jarmarku młodziutką dziewczynę, Demelzę, która to decyzja drastycznie zmienia jego życie. Nie dość, że po raz kolejny wystawia się na krytykę ze strony otoczenia, to jeszcze coraz bardziej zaczyna się nią interesować, co może mieć dalekosiężne konsekwencje.

Książkę tę czytałam z wypiekami na twarzy. Styl Grahama przypomina najlepsze klasyczne powieści osadzone w czasach wiktoriańskich. Prawdziwą przyjemnością było śledzenie losów postaci, kibicowanie Poldarkowi we wszystkich jego zamierzeniach, bez względu na osąd postaci pobocznych. Wszystko to okraszone pięknym językiem, przez który płynęłam, płynęłam, płynęłam.

Z bohaterami zżyłam się na tyle, że bezzwłocznie sięgnęłam po drugi tom opisujący ich losy – Demelzę. Mało tego – z  ochotą zabrałam się za oglądanie serialu, by jeszcze choć przez chwilę znajdować się w osiemnastowiecznej Kornwalii. I Wam również to polecam.

źródło


Jedyny element, do którego mogłabym się przyczepić to okładka w bardzo złym guście. Niestety, jest to powielenie wydania zagranicznego, na którym pojawiają się kolejni bohaterowie serialu. Gdyby nie słuszne zwrócenie mi uwagi na tytuł przez koleżankę, książkę odrzuciłabym bez zastanowienia, myśląc, że mam przed sobą ckliwy romans. Nie ma to jednak nic wspólnego z rzeczywistością, dlatego uprzedzam – nie dajcie się zwieść i koniecznie zapamiętajcie ten tytuł.

sobota, 30 kwietnia 2016

Kwiecień w książkach



Pomijając niezwykle obfitą wymianę, w kwietniu byłam wyjątkowo grzeczna.
Niewiele kupiłam, niewiele zamówiłam. Za to maj zapowiada się nieprawdopodobnie :) Jednak ćśśs... może nie ulegnę stosom nowości;)



Tymczasem przywędrowały do mnie:
Tylko Ty [recenzja], Fynf und cfancyś, Mówiąc inaczej [recenzja], Korytarzem w  mrok
Sekretne życie CeeCee Wilkes, Madeline w Paryżu, Ukojenie, Historia pszczół, Pozwól jej odejść (ebook), Fatum i furia (ebook), Poza czasem szukaj (ebook), Koktajle. Klinika soku [recenzja], Chwila szczęścia, Miejsce dla dwojga [recenzja 03.05.16], Dom z witrażem, Pułapka, Sekret Wesaliusza

Większość książek jest wynikiem promocji na stronie Znaku. No cóż, uległam jej kilkakrotnie, grzechem byłoby nie skorzystać;)

A z wymiany:
Zaginiona dziewczyna, Disco, Lawendowy pokój, Dom z papieru, Zakochany Dracula, Ścieżki miłości, Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką, Przygoda z owcą, Księga o niewidzialnym, Śmieszne miłości, Tylko Ciebie chcę, Podróż Bena, Ścieżki miłości, Kasieńka, Second Hand, Uwierzcie w koniec świata.

Zapowiada się arcysmaczna majówka!
A Wy, co macie na tapecie?


PS Zapraszam na kolejną wymianę. Może ktoś z Was ma ochotę i mieszka nieopodal?:)


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Czego najbardziej żałują umierający – Bronnie Ware



Tytuł książki Czego najbardziej żałują umierający jest w mojej opinii zwodniczy. Przywodzi on bowiem na myśl całą grupę publikacji poświęconych świadectwom osób, które żegnają się z tym życiem, znajdują się na łożu świeci i przez swoje confiteor przekazują żyjącym ostatnią lekcję.
Tego się właśnie spodziewałam – prześledzenia przez autorkę najczęściej powtarzających się żalów i zebranie ich w całość, wyłuszczając niemalże w punktach, co w ostatecznym rozrachunku faktycznie liczy się najbardziej.

Otrzymałam jednak coś zgoła innego, notabene lepszego.

Autorka, Bronnie Ware, zaczęła prowadzić niemalże koczowniczy tryb życia. Podjęła pracę jako opiekunka osób w opiece paliatywnej, co wiązało się z tym, że na jakiś czas (a bywało różnie – tygodnie, czasem miesiące) zamieszkiwała u tego, kim się zajmowała. Zajęcie to sprawiło, że kobieta zrezygnowała z posiadania własnego mieszkania, miejsca, do którego zawsze mogłaby wrócić. Nie chciała się osadzać, lecz pragnęła ciągle być w  ruchu, służąc tym, którzy najbardziej tego potrzebują.
Jej praca nie była czymś, co niektórzy nazwaliby depresyjnym czy ciężkim. Ware czerpała z niej pełnymi garściami także dla siebie. Rozmowy z umierającymi osobami otworzyły jej oczy na wiele kluczowych kwestii, odmieniły jej sposób myślenia i postrzegania podstawowych spraw, ubogaciły wewnętrznie i wyposażyły w wiedzę o tym, co w życiu najistotniejsze, popartą przykładami owocnie przeżytego danego nam czasu. Wszystkie historie, których wysłuchała łączył jeden przekaz – żyj pełnią życia, spędzaj czas z bliskimi, nie pracuj tyle.

Krótkie przesłanie, z którym na ustach żegnał się z nią niemalże każdy z  podopiecznych. Dzięki ich obecności Ware (paradoksalnie, wszak odchodzili) odzyskała pokój i sens życia. Doświadczenie pracy i przebywania z ludźmi terminalnie chorymi, było dla niej tak istotne, że postanowiła swoją radość wykrzyczeć światu.

Nie tylko dla własnych celów, ale przede wszystkim po to, by każdy mógł zaczerpnąć z mądrości tych, które swoje życie już przeżyli i mogą pozwolić sobie na rachunek sumienia, stanowiący nierzadko ostrzeżenie dla kolejnych pokoleń.

Czego najbardziej żałują umierający to książka, którą czytałam łapczywie, czując, jak ogarnia mnie coraz większy spokój. Mimo śmierci wyzierającej z każdej stronicy, miałam wrażenie, że równocześnie każda kolejna bardziej obfituje w pełnię życia.  

Nie spodziewałam się tak angażującej lektury, niosącej tak świetlisty przekaz, tak doskonałą naukę, emanującą współczuciem, współcierpieniem, zaangażowaniem i radością. Polecam ją serdecznie – dla każdego będzie to okazja do zastanowienia się nad tym, w jakim kierunku zmierza Wasze życie, a także do zrewidowania lub ponownego uporządkowania poglądów.


Ostatecznie i tak liczy się tylko miłość.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Powiedz to inaczej. 17 zasad rozwiązywania konfliktów – Dana Caspersen



Konflikty na stałe wpisują się w codzienny krajobraz każdego człowieka. Nie sposób ich uniknąć, gdy zderzamy się z  osobami o innych poglądach, temperamentach, sposobach reagowania na krytykę czy niezgodę. Gdy zarzewie konfliktu już jednak zaistnieje – możliwe są dwie opcje: możemy go zaognić albo wyciszyć. Niestety większość z nas wybiera opcję pierwszą, poddając się nieraz silnym emocjom i nie próbując okiełznać uszczypliwych uwag czyhających na końcu języka.

Dana Caspersen ze swojej książki czyni trening dla osób zainteresowanych sztuką unikania konfliktów. Poza wiadomościami teoretycznymi, przedstawia konkretne wypowiedzi sformułowane pod wpływem silnych emocji oraz ich przeciwwagi – spokoju, opanowania i wejrzenia w sedno komunikatu, a nie jego obwarowanie słowne, modulacyjne i gestykulacyjne.

Rady skądinąd słuszne, przyćmione zostały świetną grafiką, wiodącą – niestety – prym. Każda kolejna lekcja jest wyraźnie odseparowana od reszty, komunikaty są zwięzłe i treściwe, lecz jeśliby treść zebrać w całość, nie zostałoby jej wiele. Ogranicza się ona do podstawowych uwag i ćwiczeń własnych, resztę oddając pustemu miejscu na stronach. Udzielone rady są wiedzą podstawową, nie zaś tajemną. Każdy, kto na drodze swego życia choć raz miał do czynienia z podstawiamy psychologii - prezentowaną teorię ma w małym paluszku. Nic odkrywczego zatem nie zostało przekazane, żadna wiedza tajemna nie stała się objawioną.

Jak płachta na byka działała na mnie warstwa kolorystyczna – mówiąc o unikaniu konfliktów, zdecydowano się na połączenie bieli oraz dominującej czerwieni i czerni – kolorów, które u mnie ewokują agresję mocno podświadomie.

Zamiast skupić się na tym, co autorzy chcieli przekazać, denerwowałam się barwami, które mi towarzyszyły podczas lektury. Zamiast uczyć się formułowania komunikatów bez uciekania się do agresji, czułam budzące się we mnie pokłady złości, niemożliwej do opanowania. Może był to zabieg specjalny – wywołać złość, jednocześnie dając materiał służący do jej poskromienia.

Przesłanie książki całkowicie rozminęło się zatem w moim przypadku z efektami. 17 lekcji zamieniło się w ciągłe powtórzenia i tak niewielkiej treści.

Jeśli zatem również jesteście uczuleni na podobne zestawienie kolorów i bardziej niż grafikę cenicie wartościową treść – niekoniecznie polecam.

Jeśli jednak takie połączenie barw nie ma dla Was znaczenia, a graficzne wyróżnienie poszczególnych elementów ważniejsze niż treść – być może znajdziecie w  niej cenne rady dla siebie. Choć tak jak mówię – wiele ich nie ma, a całość stanowi zgrabne zagranie formą.

Jak dla mnie książka jest spalona. Rozeźliła mnie okrutnie.



czwartek, 1 października 2015

Kiedy nadejdą dobre wieści? – Kate Atkinson



Kiedy nadejdą dobre wieści jako całość nieco mnie rozczarowała. Przez większość książki brnęłam z trudem, przedzierałam się przez narrację, czekałam na rozwój akcji i niestrudzenie oczekiwałam emocji wbijających w fotel. Mniej więcej po przekroczeniu połowy powieści, coś drgnęło. Napięcie zaczęło wzrastać, akcja się komplikować, ciemność niejasności rozpraszać – książka zaczynała nabierać kształtów.

Powieść otwiera brutalne morderstwo, którego świadkiem jest sześcioletnia dziewczynka. Po trzydziestu latach od wydarzenia, sprawca wychodzi na wolność, a dorosła już kobieta znika bez śladu. Niestety nikt, poza opiekunką jej dziecka, nie jest zainteresowany tym faktem. Dziewczyna postanawia na własną rękę wszcząć poszukiwania. Do pomocy namawia Jacksona Brodiego – śledczego wezwanego do morderstwa przed laty, po którym to zawiesił swoją karierę. Teraz ma szansę odnaleźć tamtą dziewczynkę w dorosłej już kobiecie.

Atkinson zaczyna z pompą – scena mordu robi ogromne wrażenie i od początku wysoko podnosi poprzeczkę. Później napięcie nieco opada, by wzmóc się dużo dalej. Zanim jednak do tego dojdzie, dość ślamazarnie będziemy poznawać kolejnych bohaterów i ich wzajemne związki, co – niestety – bywa dość nużące, mimo frapującej fabuły i pomysłu na całość. Przez długo czas powieści brakuje iskry zdolnej przykuć naszą uwagę.

Moją ulubioną wstawką jest intertekstualne wspomnienie odcinka CSI, który doskonale pamiętam – ucieszył mnie ten kulturowy dialog, który nie miał jednak większego znaczenia dla całości – był raczej ciekawostką, oczkiem puszczonym w stronę fanów tegoż. Dodatkową frajdę sprawiły mi rozważania na temat nużącego czytania o seksie, jakże na czasie w momencie wydawania kolejnych tomów literatury erotycznej, które to prześcigają się w coraz bardziej strywializowanych opisach aktu seksualnego. 

Te dwa „momenty” książki dodają jej smaczku, w nich bowiem wyjaskrawione jest inteligentne i krytyczne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, co jest dziś rzadkością, tym bardziej w literaturze skądinąd kryminalnej. Wtrącenia te nie są jednak clue powieści, a jedynie perełkami znalezionymi w całości, trzeba dodać – skarbami, dla których warto było tę książkę wziąć do rąk.


Fanów Atkinson namawiać do lektury z pewnością nie muszę – reszcie polecam rozpoczęcie od innej książki. Tę zachęcam zostawić sobie na później, co by apetyt nie zmalał. Wymaga ona bowiem nieco więcej cierpliwości.

piątek, 3 lipca 2015

Pogromca lwów - Camilla Läckberg

Pogromca lwów to dziewiąty już tom bestsellerowej serii Fjällbace Camilli Läckberg – pisarki, która osiągnęła światowy sukces literacki i wciąż prze do przodu. Jej fanów z dnia na dzień przybywa, a autorka nie osiada na laurach, tworząc teksty na coraz wyższym poziomie. 

Ich wykładnikiem jest nie tylko kryminalna intryga, ale także szerokie tło obyczajowe, zarysowane bogato i barwnie. Nikt inny nie opisał szwedzkiej prowincji tak jak Läckberg, nikt inny też przez tak długi czas nie zajmuje czołowych miejsc na listach najlepiej sprzedających się książek i wreszcie chyba na niczyje książki fani gatunku nie czekają z taką niecierpliwością.

Tym razem, na przekór polskiej aurze, przeniesieni zostajemy do serca fjällbackiej zimy – mamy styczeń, kiedy wprost pod koła nadjeżdżającego samochodu wbiega dziewczyna, ginąc na miejscu. Bardzo szybko okazuje się, że to poszukiwana nastolatka, której zaginięcie cztery miesiące wcześniej zgłosili rodzice. W  trakcie śledztwa okazuje się, że dziewczyna była okaleczona – pozbawiona zmysłów, by nie móc orientować się w tym, co dzieje się wokół niej. Porywacze nie przewidzieli jednak jej wielkiej woli walki. Zaginięcie dziewczyny przypomina bliźniacze sprawy z  innych rejonów Szwecji, z  których żądna nie została rozwiązana, a sprawcy nie zostali ujęci. Jedynym elementem, który zdaje się łączyć zaginione dziewczyny jest fakt trenowania przez nie jazdy konnej. Śledztwo prowadzi Patrik Hedström.

W  tym samym czasie Erica Falck, zbierając materiały do książki, bada sprawę przed lat. Przedmiotem jej zainteresowania jest rodzinna tragedia, na której skutek zamordowany został ojciec. Bohaterka odwiedza w więzieniu jego żonę, która zaraz po zdarzeniu przyznała się do winy. Erica ma przeczucie, że za sprawą kryje się coś więcej, a tragiczne wydarzenia mające miejsce w tej rodzinie, to jedynie wierzchołek góry lodowej – szczyt, wieńczący masyw dramatów, o których nikt nie wiedział i których nikt się nie domyślał. Po czasie okazuje się, że obie sprawy – na pozór tak bardzo odległe – coś łączy.
Prawda jest tak trudna do przepracowania, że tylko nieliczni nie przeżyją szoku, docierając do zakończenia książki.


Läckberg po raz kolejny pokazała swoją formę – budując opowieść, w  której tak różne historie ostatecznie płynnie się zazębiają, pokazała jak wielkiej klasy jest pisarką i jak niewiele jej trzeba, by przyciągnąć uwagę wygłodniałego jej powieści czytelnika. Mocna powieść o powielaniu schematów psychopatii, ogromie ludzkiego zła i okrucieństwa. Zmyślna układanka, w której krok po kroku obserwujemy jak kolejne elementy wskakują na właściwe sobie miejsce, a kolejne ciemne strony ludzkiej natury zostają odsłonięte. Przy tym wszystkim  jest to powieść bardzo dobra warsztatowo, na którą warto było czekać. 

wtorek, 10 marca 2015

Jak zbudować harmonię w sobie i w swoim otoczeniu? (Sztuka porządkowania - Dominique Loreau)




Tytuł: Sztuka porządkowania
Autor: Dominique Loreau
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 9788380150133
Ilość stron: 160
Cena: 24,99 zł



Każdy z nas lubi mieć porządek i przebywając w  uporządkowanym pomieszczeniu lepiej się czuje. Nie mam na myśli sterylnie czystych pomieszczeń, bez żadnych oznak życia, lecz takie, w  którym ślady ludzkiej działalności są zauważalne (kubek tutaj, jakaś kartka tam), ale wszystko ma swoje miejsce – słowem, jest uporządkowane. [Loreau zresztą sama zaznacza, że to co pozornie zdawać by się mogło lekkim chaosem, po przyjrzeniu okazuje się przemyślaną strategią porządkującą – przedstawiciele tego typu zachowań, to tzw. pozorni bałaganiarze – chyba odnalazłam się w tej kategorii: mój bałagan jak żaden inny nie jest tak skrupulatnie przemyślany, a niech ktoś tylko wazy się coś ruszyć!:)].

Dominique Loreau, współczesna guru minimalizmu, autorka bestsellerowej i kultowej już Sztuki minimalizmy, wydała nową książkę, mającą pomóc uporać nam się z porządkowaniem przestrzeni wokół nas. I nie są to sławne motta w  stylu „to co zajmie Ci mniej niż 2 minuty zrób od razu”, lecz praktyczne rady dotyczące tego co, gdzie, jak i kiedy schować, by korzystało się z  tego dobrze i często.

Prawdą jest, że to co schowamy głęboko na dnie szafy, będzie bardzo rzadko przez nas wykorzystywane – a to przez to, że wysiłek potrzebny do wydobycia tego z otchłani jest nieopłacalny [wstanie z  łóżka, podejście do szafy, otwarcie szafy, przesunięcie wszystkiego co stoi na drodze do pudła, otwarcie pudła, wyciągnięcie pożądanego przedmiotu, zamknięcie pudła, ponowne ułożenie rzeczy uprzednio przesuniętych, zamknięcie szafy, podejście do miejsca docelowego – ufff! Zmęczyłam się pisząc, a zobaczcie ile czasu stracicie wykonując te wszystkie ruchy!]. 

Sztuka więc w  tym, by albo najistotniejsze i najczęściej używane przez nas rzeczy mieć dosłownie na wyciągnięcie ręki, a pozostałych (czyli niewykorzystywanych, mimo że kiedyś wydawały nam się niezbędne, lecz z  braku miejsca wylądowały niewiadomo gdzie) po prostu się pozbyć. Bez litości, tak by w  szafach stał jeden rządek, z każdą rzeczą banalnie dostępną, bez konieczności przekładania, przenoszenia etc. 
Ponoć nie używamy 90% posiadanych przez nas sprzętów. Przerażające jak daleko zaprowadził nas konsumpcjonizm, prawda? A teraz wyobraźcie sobie, że tych 90% po prostu nie macie – jak dużo przestrzeni zyskaliście! Od razu lepiej się oddycha!

Krótko rzecz ujmując książeczka ta pozwala nam zrozumieć czego należy się pozbyć, co wyrzucić, a co i jak uporządkować, by najlepiej nam służyło. 
Zaprowadzenie ładu wokół nas, ma powodować harmonię w  naszym wnętrzu. 

I choć wiele z  rad zamieszczonych w  tej książce, to tak naprawdę powtórka z  rozrywki, jeśli ktoś nie potrafi sam się zorganizować, z  pewnością może być ona bardzo pomocna: pokaże jak przechowywać drobiazgi, co zrobić z pamiątkami i przedmiotami sentymentalnymi, jak uporządkować książki, dokumenty, jak zaprowadzić ład w  kuchni, jak wykorzystywać tzw. pudełka z  odzysku i jak pożegnać się z  tym, czego przez lata nie chcieliśmy wyrzucić.

W  moim sposobie porządkowania zmieniła niewiele, ale tak jak mówię: większość propozycji była mi po prostu znana. Jeśli zatem właśnie przymierzacie się do wiosennych porządków, a zupełnie nie wiecie jak to zrobić - Loreau przyjdzie Wam z pomocą.