Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Dolnośląskie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 lutego 2018

Strzały nad jeziorem - Marta Matyszczak


Po Tajemniczej śmierci Marianny Biel i Zbrodni nad urwiskiem nadszedł czas na Strzały nad jeziorem. Po irlandzkich perypetiach wydawało się, że wszystko powoli się unormuje. Solański z Guciem nie muszą się już martwić o pieniądze, Róża została odnaleziona – życie wróciło na właściwe tory. Niestety, Kwiatkowska długo nie wytrzymała i w wielkiej tajemnicy znów wyjechała. Dokąd? Po co? Mimo że Solański głowił się nad tą kwestią nie raz, nic nie wywnioskował.

Sprawa wyjaśniła się sama, gdy bohater odebrał telefon od rzeczonej Róży. Kobieta dzwoniła prosto z więzienia, bowiem podczas pobytu na obozie odchudzającym znalazła zwłoki swojego trenera, w związku z czym została z miejsca oskarżona o morderstwo. Miejscowa policja nie miała wątpliwości, że to właśnie przyjezdna jest winna śmierci wybitnego archeologa podwodnego, tym bardziej, że w  dzień poprzedzający jego zgon dokonała z nim niezwykłego odkrycia na skalę światową.

Róża może zaufać jedynie Solańskiemu, który natychmiast udaje się nad Jezioro Barlineckie, by tam dowieść niewinności kobiety. Niestety, sprawa jest nad wyraz skomplikowana, bowiem dowodów nie ma żadnych. Czy Gucio i Szymon wspólnie podołają rozwiązaniu sprawy?

Strzały nad jeziorem to kolejny kryminał pod psem, który łączy w sobie sporą dawkę humoru i grozy, starannie wyważonych tak, by jedno nie przysłaniało drugiego. Napisany nad wyraz sprawnie (pisarka chyba coraz lepiej czuje się w swoim fachu i coraz śmielej eksperymentuje słowem), z ciekawym wątkiem, zmyślnie zawikłany, jednak pozwalający czytelnikowi na samodzielne główkowanie i (być może!) rozwiązanie sprawy. Grunt to szare komórki!

Nie sposób nie skomentować także okładki – dotąd starałam się, by nie przysłaniała mi ona treści i nie zaciemniała obiektywnego spojrzenia na warstwę merytoryczną, jednak seria ta ma tak urokliwą warstwę graficzną, że pozostaję pod jej nieustannym wrażeniem. Kapitalnie wyróżnia ona cykl na sklepowych półkach, a to już pierwszy klucz do sukcesu, który niewątpliwie stał się udziałem Matyszczak.

Autorka wciąż dochowuje wierności Królowej Kryminału, Agacie Christie, do której ochoczo nawiązuje – tak rozwiązaniami, jak wspomnianym en passant Poirotem, czym u mnie rzecz jasna plusuje. Właściwie nie ma tutaj niczego, do czego mogłabym się przeczepić, jak rzep psiego ogona (sic!). Widać, że pisarka ma sprawny warsztat i głowę pełną pomysłów. Oby tak dalej!

Bardzo sprawnie napisana i wciągająca opowieść kryminalna, którą serdecznie polecam. 




poniedziałek, 29 stycznia 2018

Zbrodnia nad urwiskiem - Marta Matyszczak



Oto prywatny detektyw, Szymon Solański, znajduje się w nieciekawej sytuacji – Róża zniknęła bez śladu, pozostawiając go z pytaniami bez odpowiedzi, a pieniądze kończą mu się w zastraszającym tempie. Po rozwiązaniu sprawy Marianny Biel, jego życie diametralnie się zmieniło, z czym bohater nie do końca umie sobie poradzić. Gdy Gucio – psi detektyw – zaczyna widzieć ich przyszłość w ciemnych barwach, na parę spada nieoczekiwane zlecenie – mają odnaleźć zaginioną wnuczkę pewnego bogatego mężczyzny, płacącego krocie za podjęci się sprawy. Ślad za nią wiedzie aż na irlandzką wyspę Inishmore, na którą to udaje się nasza nietypowa para.

Na miejscu – wbrew oczekiwaniom Solańskiego – odnalezione zostają zwłoki. Bohater, który liczył na prostą sprawę – wyrwanie Kasi Walasek z imprezowego ciągu i odstawienie jej do dziadka – otrzymuje kolejną zagwozdkę z morderstwem w tle. Podejrzanymi w sprawie stają się mieszkańcy Kelly’s Bed&Breakfest – miejsca, w którym pracowała dziewczyna. Solański musi przesłuchać skąpą właścicielkę pensjonatu, która wielu osobom zaszła za skórę, Francuza o dość ekscentrycznym zachowaniu i innych podejrzanych znajdujących się w pobliżu. Na miejscową policję nie ma co liczyć – zajęta jest nie czym innym, jak romansowaniem z… Różą Kwiatkowską.

Zbrodnia nad urwiskiem pokazuje nie tylko, jak mały jest świat, ale także jak przypadek może zdeterminować czyjeś życie, czyniąc z niewinnych istot ofiary.

Przed Solańskim i Guciem wcale nie łatwe dochodzenie, tym bardziej, że emocje buzujące w bohaterze i wspierającej go w akcji Róży nie gasną, podgrzewając atmosferę śledztwa. W  irlandzkich warunkach słoty i mgły, takie buchające żarem relacje dodają życiu pikanterii.

Marta Matyszczak po raz kolejny trafiła w moje upodobania i zamiłowania – pierwsza część serii tocząca się w moich okolicach urzekła mnie swojskością; druga zaś – irlandzka – to odpowiedź na moje marzenie podróżnicze. Do Irlandii tęsknię od lat i bardzo się cieszę, że Zbrodnia nad urwiskiem połączyła zarówno to pragnienie podróży, jak i jeden z moich ulubionych gatunków literackich. A że przy okazji się pośmiałam, a wizerunek chłodnej i deszczowej Irlandii został –  paradoksalnie – ocieplony – tym większe brawa dla autorki, która zdecydowanie wyróżnia się stylem na wielkiej scenie polskiego kryminału.

Polecam!


czwartek, 20 kwietnia 2017

Powrót w wielkim stylu [Pragnienie - Jo Nesbø]


Twój szef ma serce z  kamienia, chłopcze, zapamiętaj to sobie. A teraz znów odczuwa pragnienie.  Tak jak ten, który krąży na zewnątrz. To ich pragnienie jest jak pożar. Właśnie dlatego mówi się o gaszeniu pragnienia. Dopóki się go nie ugasi, będzie pochłaniać wszystko, z czym tylko się zetknie.

Jo Nesbø powraca w wielkim stylu.

Po serii opowiadań jakimi były Krew na śniegu oraz Więcej krwi, stanowiących widoczny spadek formy norweskiego autora bestsellerowych kryminałów, powraca on z kolejnym, jedenastym już tomem z cyklu, którego głównym bohaterem jest Harry Hole – legenda policji.

Tym razem jest tak, jak lubię – krwiście, mocno, mrocznie, soczyście, doskonale warsztatowo oraz językowo, spójnie i co najważniejsze – wciągająco. Choć w przypadku tego tytułu, stosowniej byłoby napisać – zasysająco.

Gdy po odbyciu internetowej randki młoda kobieta, nosząca specyficzne ślady po ugryzieniu, odnaleziona zostaje martwa we własnym mieszkaniu, media nie zostawiają na policji suchej nitki – siejąc zamęt i ewokując strach wśród społeczeństwa, generują ogromną presję, z którą niewielu potrafi sobie poradzić. Wtedy to Harry Hole, już na policyjnej emeryturze, realizujący się zawodowo jako wykładowca, wezwany zostaje do sprawy, z  którą – jak się zdaje – jedynie on będzie sobie w stanie poradzić, i która ma być jego nemezis, powrotem do tego, czego nie udało się zamknąć przed laty. I choć były śledczy początkowo ani myśli wracać do pracy, poświęcając dobro swojej rodziny, decyduje się na podjęcie rękawicy, gdy uświadamia sobie, że brutalna zbrodnia łączy się z nierozwiązaną sprawą z przeszłości. Sprawą, która ciągnie się zanim niczym mroczny cień, niedający spokoju.

Gdy Hole wkracza do gry, rozpoczyna się pościg. Kto jednak jest zwierzyną, a kto łowcą w tej nierównej grze? Nesbø porywa czytelnika, igrając z nim i podsuwając mu różne, nierzadko mylne tropy. Krew leje się (dosłownie) strumieniami, a coraz to bardziej wyrafinowane morderstwa każą się zastanawiać czy autor aby na pewno to wszystko wymyśla i czy wszystko w porządku z jego psychiką. Sam Harry ukazany zostaje (znów) jako postać wielowymiarowa: skłonna do poświęceń, oddana bliskim, ale także walcząca z własnymi demonami, uzależniona od pracy śledczej i całkowicie zafiksowana na punkcie sprawy, którą się zajmuje, zdolna oddać za jej rozwiązanie wiele, jeśli nie wszystko, nawet za cenę bezpieczeństwa (niekoniecznie i nie zawsze własnego).

Choć książka ta jest częścią większej całości, z powodzeniem możecie po nią sięgać nawet wówczas, gdy nie znacie poprzednich tomów – wątki obyczajowe bardzo szybko poukładają Wam się w głowie, tworząc obraz głównego bohatera, a sama intryga wciągnie Was na tyle, że  –  gwarantuję – ochoczo nadrobicie wcześniejsze braki lekturowe.

Zwyrodniały morderca, którego ścigać będziecie wraz ze śledczymi w tym tomie, to doskonały przykład chorego, wypaczonego i zmanipulowanego umysłu, którego portret psychologiczny – tak jak portret Hole – zarysowany został bardzo precyzyjnie, zmuszając do refleksji nad kondycją ludzkiej psychiki i źródłem zła.

Doskonały warsztat, dopracowana fabuła i mistrzowskie wykonanie. Najlepszy kryminał ostatnich czasów.

Czytelnicy (ja) byli wygłodniali Harry’ego tak, jak zabójca kolejnej niewinnej krwi. Oto jest – rewelacyjna kontynuacja serii, dla której warto zarwać noc.

P O L E C A M !



[1] Pragnienie, Jo Nesbø, Wydawnictwo Dolnośląskie , s.156.

wtorek, 31 stycznia 2017

Burza. Czarci pomiot - Margaret Atwood


Felix od wielu lat pełnił funkcję dyrektora artystycznego festiwalu w Makeshiweg. Wyreżyserowane przez niego spektakle zapisały się w historii jako nowatorskie i wizjonerskie. Gdy więc pewnego dnia, zostaje on podstępem usunięty ze stanowiska, w jego żyłach kotłuje się pragnienie zemsty. Jego podwładny, wykorzystując słabość mężczyzny wynikłą wskutek prywatnych zawirowań, postanawia pozbyć się go póki czas i bezceremonialnie zająć jego stanowisko.

Upokorzony Felix zmienia nazwisko i zaszywa się gdzieś, gdzie nikt go nie odnajdzie. Po latach życia w samotności postanawia jednak wrócić do zawodu, choć w nieco innym charakterze – podejmuje się prowadzenia zajęć teatralnych w więzieniu. Liczy, że Szekspir nigdzie nie znajdzie takiego zrozumienia, jak wśród zbirów, łotrów i oskarżonych. Niespodziewanie jednak, po czasie, nadarza się okazja do zemsty jakiej nie mógłby sobie nawet wymarzyć. Angażując swoich uczniów, Felix planuje swój najdoskonalszy spektakl….

Szalenie podoba mi się koncept tejże książki. Teatr przestaje mieć tutaj znaczenie metaforyczne, a funkcja katartyczna przeniesiona zostaje ze sztuki na rzeczywistość. Margaret Atwood oferuje swoim bohaterom prawdziwe oczyszczenie i zemstę. Teatr staje się jedynie narzędziem w ręku mężczyzny pragnącego wyrównać rachunki, narzędziem doskonałym, bo przecież każde jego użycie można wytłumaczyć jako sztukę – nikt nie będzie podejrzewał drugiego dna, możliwego do odczytania jedynie dla wtajemniczonych. Staje się on zatem formą zemsty doskonałej.

Burza. Czarci pomiot to najlepsza, jak dotąd, powieść cyklu Projekt Szekspir, fantastycznie korespondująca z treścią oryginału, wykorzystująca szekspirowski tekst i teatr jako miejsce, w którym rozgrywa się cała akcja, a przy tym niezwykle sprawna językowo. Bohaterowie – podobnie jak u dramaturga – kierowani są pierwotnymi instynktami, impulsami i pragnieniem zemsty oraz sprawiedliwości wymierzanej na własny rachunek. Mimo że są osadzonymi, bardzo łatwo się z nimi zidentyfikować – wszak emocje są uniwersalne i towarzyszą każdemu człowiekowi, bez względu na życiowe okoliczności. A zemsta jest cierpliwa.

Felix wykorzystuje szekspirowskie narzędzia, dając czytelnikowi prawdziwy spektakl intryg i zwodniczych scen. Wyborna lektura spod pióra doskonałej pisarki, od której nie będziecie się mogli oderwać.

Gorąco polecam.

***

Projekt Szekspir - z okazji przypadającego w 2016 roku 400-lecia śmierci Szekspira brytyjski wydawca Hogarth Press zaprosił do współpracy bestsellerowych pisarzy. Powierzył im opowiedzenie na nowo najbardziej znanych dzieł wielkiego dramaturga. Owocem ich pracy i talentów literackich jest kolekcja współczesnych powieści, które zostaną wydane w kilkunastu językach na całym świecie. W Polsce książki ukażą się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego pod szyldem PROJEKT SZEKSPIR.

Cały projekt został objęty patronatem medialnym przez Lubimyczytać.pl, AMS i British Council. Partnerem projektu jest Matras S.A.



Inne powieści z cyklu:



niedziela, 7 sierpnia 2016

Poskromienie złośnicy. Dziewczyna jak ocet - Anne Tyler



Dziewczyna jak ocet to najlepsza moim zdaniem, jak dotychczas, książka wchodząca w skład Projektu Szekspir. Najbardziej wciągająca i – jedna z  najbardziej przeze mnie oczekiwanych (mocniej ciekawi mnie już chyba tylko współczesna adaptacja Nesbø). Cieszę się, że to w czym pokładałam nadzieje, tych nadziei nie rozwiało.

Doktor Battista to naukowiec całkowicie poświęcający się swojej pracy. Zamknięty w swoim laboratorium, wspierany przez błyskotliwego asystenta, staje o krok od przełomowego odkrycia. Lata jego pracy mogą jednak pójść wniwecz, gdyż jego pomocnikowi grozi deportacja, a bez niego badania zostałyby wstrzymane lub w najlepszym wypadku mocno spowolnione, na co mężczyzna nie może sobie pozwolić. Obmyśla zatem szalony plan, w którym istotną rolę ma odegrać jego starsza córka, Kate, wspaniale niczego nieświadoma.

Jako niespełna trzydziestoletnia singielka o trudnym charakterze, jest raczej bez nadziei na przyszły ożenek. Pracuje w przedszkolu, choć dzieci ani niespecjalnie rozumie, ani za nimi nie przepada, co potwierdzają ciągłe skargi rodziców. Posadę dostała po znajomości, i tylko koneksje zdają się ją w  niej utrzymywać. Pasjami za to oddaje się swemu ogrodowi oraz opiece nad młodszą siostrą Bunny, za którą od śmierci matki czuje się odpowiedzialna.

Gdy pewnego dnia ojciec zapoznaje ją z  Piotrem Szczerbakowem, swoim asystentem, którego imienia ani nazwiska nikt nie potrafi wymówić poprawnie, następuje seria dziwnych wydarzeń, które – jak się okazuje – mają na celu zbliżenie do siebie tych dwoje, doprowadzenie do ślubu, a co za tym idzie – zlikwidowanie zagrożenia deportacji i ratunek dla badań doktora Battisty. Ojciec dla dobra nauki postanawia poświęcić córkę, z  której zamążpójściem i tak nie wiąże większych nadziei.

Co na to kobieta? Czy będzie skłonna poświęcić się dla taty, którego i tak ciągle nie ma w domu? Czy będzie zdolna wejść w fikcyjny związek z dziwnym Rosjaninem po latach niezależności? Czy pod maską swojej złośliwości, opryskliwości i antypatii do wszystkich, znajdzie się cień ciepła, zrozumienia i poświęcenia?

Tyler kreśli portret kobiety ukształtowanej przez życiowe doświadczenia. To śmierć matki, rozczarowanie studiami, relacje z ojcem i cała masa innych elementów wpłynęła na to, że Kate wciąż chodzi z marsową miną, jest nieprzystępna i nieufna. Zhardziała, bo życie jej nie oszczędzało, co autorka pokazuje na każdym kroku, odsłaniając powoli prawdziwe oblicze bohaterki. I robi to bardzo zgrabnie.

Jedyną uwagę mogę mieć do redakcji / korekty. Kilka miejsc mnie troszkę raziło, z  jednym szczególnym na czele, gdzie poprawa błędów posunęła się tak daleko, że doszło do pewnego rodzaju absurdu:

- (...) i z kim wziąć ślub. - Wziąć - poprawiła ja odruchowo Kate.
Miejsce, gdzie docelowo miał być popełniony błąd, zostało poprawione, tak, że z wymiany zdań niesłusznie wynika, że bohaterka poprawia wzorcową wypowiedź. Nie popadajmy w obłęd, czasem błąd jest niezbędny dla zachowania sensu wypowiedzi.


Poza tym jednak – jestem na tak. Bardzo dobra adaptacja, którą z powodzeniem można polecać dalej.



Pozostałe książki Projektu Szekspir:


wtorek, 9 lutego 2016

Żniwa zła – Robert Galbraith




Gdy do biura Cormorana Strike’a dociera odcięta kobieca noga, zaadresowana na nazwisko jego partnerki – Robin – sytuacja ich biura detektywistycznego robi się dramatyczna. Bohaterowie tracą zaufanie swoich klientów, coraz rzadziej otrzymują nowe zlecenia i z trudem wiążą koniec z końcem. Sytuacja robi się coraz bardziej skomplikowana, co rusz odbijając się na życiu prywatnym bohaterów. 
Robin, jeszcze do niedawna zaręczona, rozstaje się z wieloletnim partnerem, a Cormoran wikła się w coraz mniej interesujący go związek z Elin. Doskonale zdaje sobie również sprawę, że osoba przesyłająca mu kobiecą nogę, a więc grasujący seryjny morderca, zbierający coraz większe żniwo, grozi jego partnerce z pracy, chcąc tym samym jak najmocniej uderzyć w jego firmę. Policja i detektyw wzajemnie się wspierają, chcąc jak najszybciej ująć przestępcę i ocalić niewinne kobiety.
Świetne zakończenie, cliffhanger co prawda spodziewany, a jednak piorunujący.

W sposobie budowania relacji między bohaterami, zauważam pewne podobieństwa do prozy Dennisa Lehane’a – para współpracujących ze sobą detektywów, którzy powinni być razem także w życiu prywatnym (czemu gorąco kibicujemy!), a którzy od lat wikłają się w przedziwne, często toksyczne związki; przyjaciel głównego detektywa pochodzący z półświatka, zawsze gotowy nieść pomoc, wyróżniający się siłą i wyglądem budzącym postrach u każdego, który go nie zna, dochodzący swojego poprzez przemoc. Wszystko to znana mi melodia pochodząca z tekstów ulubionego pisarza, stąd pewnie i moje upodobanie do lektury Galbraith(a). Różnica jest jednak zasadnicza – Lehane mimo wszystko, mocno angażując się w zapis życia osobistego swoich postaci, nie traci rezonu przechodząc na powrót do scen czyniących z jego książek, kryminałów. U autorki czasami wątki sensacyjne, a więc stanowiące oś narracyjną, kuleją i odbiegają od reszty, przede wszystkim poprzez słabą dynamikę. Nie sposób nie zauważyć jednak znaczącego progresu od czasów Wołania kukułki.

Kapitalna zabawa towarzyszyła mi podczas całej lektury, co jedynie dowodzi ogromnego talentu Rowling, którego nie sposób jej odmówić – nieważne czy tworzy ona powieść o czarodzieju dla nastolatków, czy rasowy kryminał – wychodzi jej to przednio (choć jak wiemy, nie od początku tak było). W każdym kolejnym tomie widać drogę jaką przeszła autorka – książka za książką staje się coraz lepsza i bardziej interesująca, a namnożenie wątków coraz lepiej wykorzystane i ujęte w  całość.


Jeśli jeszcze nie znacie tej serii – gorąco zachęcam do lektury. Tym bardziej, że ta część zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie ze wszystkich dotychczas wydanych – zarówno pod względem treściowym, jak i przez uwagę na zdolność wciągania. 




Recenzje poprzednich tomów:




poniedziałek, 28 grudnia 2015

Szekspir dzieje się na naszych oczach [Zimowa opowieść. Przepaść czasu - Jeanette Winterson]





Przepaść czasu  to powieść, która może przejść bez echa, niepostrzeżenie zniknąć z półek nowości i zostać niezauważona. To zaś byłaby niepowetowana strata, rzecz nie do odrobienia.


Zdaję sobie sprawę, że znajduję się w nielicznym gronie osób wielbiących Szekspira i żyjących współcześnie. Mam świadomość, że poza lekturowym przymusem przebrnięcia przez Romea i Julię oraz z rzadka Makbeta, Hamleta tudzież Otella, niewielu z własnej woli sięga po dzieła Mistrza. Jedną z form zachęty do zapoznania się z dziełami tego wybitnego twórcy, a przy tym brakiem konieczności sięgania do źródła jest nowy cykl – kapitalnie zagrany, zwiastujący niesłychaną frajdę czytelniczą.

Projekt Szekspir został pomyślany z okazji przypadającego w  2016 roku 400-lecia śmierci Szekspira. Brytyjski wydawca – Hogarth Press – zaprosił z  tej okazji do współpracy bestsellerowych pisarzy, zdolnych tchnąć nowe życie w uniwersalne teksty dramaturga. Powierzył on im opowiedzenie na nowo jego najbardziej znanych dzieł – w  tym Zimowej opowieści. Owocem ich pracy jest kolekcja współczesnych powieści, mających zostać wydanych w kilkunastu językach na całym świecie. Cykl rozpoczyna Przepaść czasu inspirowana Zimową opowieścią, a spisana ręką Jeanette Winterson.

Aby nie znaleźć się w próżni bez jakiejkolwiek znajomości kontekstu, książkę otwiera skrótowe przypomnienie fabuły dzieła Szekspira – nakreśleni są bohaterowie i kluczowe wydarzenia, wraz z rozwiązaniem dramatu.  Dopiero po nich następuje współczesna interpretacja, wykorzystująca ograne schematy i motywy działania. U Winterson dodatkowo pojawia się wątek autobiograficzny – autorka nie bez powodu zdecydowała się na aktualizację Zimowej opowieści, sama mając doświadczenia adopcji.

Leo (gra imionami) to porywczy właściciel firmy Sycylia. Przechodzi on zarówno kryzys dojrzałości, jak i wynikający między innymi z niego kryzys małżeński. Jego żona, Mimi, spodziewa się drugiego dziecka – dziecka, którego Leo wcale nie chciał. Gdy bohater targany wściekłością zdaje sobie sprawę z  podejrzanie bliskiej relacji Mimi i jego najlepszego przyjaciela – Ksena – w  jego głowie pojawia się zwodnicza myśl. Leo czuje, że nie jest ojcem dziecka, które nosi Mimi. Wpadając w furię, zaczyna ją śledzić, nagrywać jej poczynania i obsesyjnie kontrolować.

Niestety, jego furia spala wszystkich wokół, pozostawiając jedynie pożogę…

To opowieść, w  której przeszłość promieniuje na teraźniejszość i wykrzywia ją. Widzimy człowieka, który na naszych oczach traci zmysły, na skutek jednej myśli zmaga się z toczącym go szaleństwem. Niszczy siebie, swoje relacje i wszystkim wokół, bo ubzdurał sobie coś, nie bacząc na tłumaczenia i nie słuchając głosu rozsądku.

Doskonała książka, do której wracać będę z sentymentem, znacząca nowy szlak na mojej literackiej półce.


Kolejne w planach są aktualizacje dramatów:

Kupiec Wenecki [Howard Jacobson]
Poskromienie złośnicy [Anne Tyler]
Burza [Margaret Atwood]
Makbet [Jo Nesbo]
Otello [Tracy Chevalier]
Hamlet [Gillian Flynn]

To jedna z  najbardziej wartych uwagi serii najbliższych miesięcy! Koniecznie zróbcie jej miejsce na półkach – zainaugurowana Przepaścią czasu seria zwiastuje literacką ucztę, zdolną zaspokoić apetyt najbardziej wybrednych.






wtorek, 3 listopada 2015

W samotności - Mary Westmacott



Nie wszyscy wiedzą, że Królowa Kryminału – Agatha Christie – poza tym, że trudniła się tworzeniem tekstów w obrębie swego wirtuozerskiego gatunku, pisywała również powieści obyczajowe pod pseudonimem Mary Westmacott, który ujawniono dopiero po 20 latach od publikacji.

Ku mojej uciesze, Wydawnictwo Dolnośląskie zdecydowało się na ich wydanie, znacznie ułatwiając mi do nich dotarcie.

W samotności, uznawana za najlepszą spośród nich, opisuje losy Joan Scudamore. Kobieta ta jest  dojrzałą matką, osobą zadowoloną ze swojego życia, pozycji społecznej, wychowania. Wraca właśnie z odwiedzin u jednej ze swoich córek mieszkających w Bagdadzie. Na nieszczęście z powodu złej pogody, zostaje ona uwięziona na kilka dni w małej gospodzie na granicy z Turcją. Pobyt w samotności (książki bowiem zdążyła już przeczytać) zmusza ją do autorefleksji i retrospekcji – często niepożądanych. Zdaje się, że po raz pierwszy w życiu kobieta zastanawia się nad sobą samą i swoim postępowaniem, szczególnie wobec męża i córek, których zawsze chciała podporządkować swoim wyobrażeniom i chceniom. Czym dłużej Joan pozostaje w gospodzie, tym mniej podoba jej się obraz samej siebie, który się przed nią zarysowuje.

Do jakich wniosków bohaterka dojdzie w ostateczności?

Książka ta – mimo że nie jest kryminałem i absolutnie nic jej z tym gatunkiem (poza osobą autorki) nie łączy – jest nie do podrobienia. Czytając, ma się pewność tego, spod czyjego wyszła pióra. Jest bowiem coś w pisaniu Christie, jakieś jej linie papilarne, które pozwalają z łatwością wskazać teksty jej autorstwa.

Nie jest to być może literatura wysokich lotów, daleko jej również do mistrzostwa w snuciu intrygi kryminalnej, warto jednak – jak sądzę – poświęcić jej chwilkę i poznać Christie od drugiej strony – zobaczyć jak swój zmysł obserwatorski przeniosła na życiowe refleksje i wejrzenie w głąb dusz swoich bohaterów, a nie na fenomenalne dochodzenie sprawcy, tym bardziej, że książkę tę traktowała ona bardzo osobiście.

Książkę czyta się lekko i z zainteresowaniem, mimo że nie niesie ze sobą żadnych odkryć, poza gorzką prawdą o tym, że najmniej znamy siebie i swoich najbliższych. Ot, wariacja na temat. Na lekkie, sobotnie popołudnie lub podróż pociągiem jak znalazł.

Inne książki Christie i o Christie:

poniedziałek, 26 października 2015

Świat Agaty Chrisie - Martin Fido




Piękne albumowe wydanie, które chłonie się z pasją i zainteresowaniem. Mimo że przeczytałam już wiele publikacji o Agacie i Agaty – kolejna pozycja ukazująca się na rynku ponownie oświetliła zaciemnione dotąd punkty jej życia.

Okazuje się, że dwójka moich ulubionych pisarzy – Christie i Szekspir – mają ogromny związek, nie tylko ten kojarzony z mottami często przez Królową Kryminału wykorzystywanymi, a czerpanymi z jego utworów. Można wręcz powiedzieć, ze gdyby nie przodkowie Agathy, nie byłoby największego dramatopisarza wszechczasów. Ciekawi o co chodzi? Do książki!

Otwiera ją kalendarium i drzewo genealogiczne pisarki – dobrze w końcu wszystko mieć czarno na białym, dobrze wracać do  tegoż w razie wątpliwości czy zagubienia. Rodzina Christie to nie to samo, co rody z Gry o tron, jednak podobne zestawienie zawsze jest przydatne i systematyzujące.
Publikacja ta, to nie tylko opis życia Agathy – krótki zarys jej rodziców i ich życia, zapis jej dzieciństwa, dorastania, miłości, rozczarowania mężczyznami, spacer szlakiem jej zainteresowań, ale także wędrówka śladami jej twórczości, wzbogacona także o przewodnik po szukaniu rozwiązania zagadki w każdej z jej książek.



To także krótki przegląd sztuk i filmów powstałych na kanwie książek Christie, a także aktorów, którzy wcielili się w role Poirota, Marple, Jappa i Hastngsa.

Cały tekst stoi na równi z fotografiami i faksymilami, będącymi niebywale istotnymi elementami publikacji. Jest to bowiem nie tylko książka do czytania, ale także album do oglądania, w którym spotkamy zarówno małą, młodą jak i dojrzałą Christie.

Cudowna rzecz dla entuzjastów autorki, cudowna! Prezentuje się pięknie, czyta się wyśmienicie, stanowi uzupełnienie drobiazgów i odświeżenie całościowego obrazu pisarki.
Polecam zarówno na prezent, jak i jako uzupełnienie kolekcji.


Pyszna lektura!



sobota, 26 września 2015

"Czarny chleb i czarna kawa, opętani samotnością..." [Czarna kawa - Agatha Christie]


 Oto lekka, przyjemna lektura jakiej oczekujecie, kupując moją nową książkę. Ponieważ jednak szanuję wasza inteligencję i mój własny profesjonalizm, zamierzam Was przechytrzyć[1] 
I rzeczywiście. Żaden inny pisarz kryminałów nie wystrychnął mnie na dudka tyle razy ile Agatha Christie.

Przyznać jednak muszę, z nieskrywanym żalem, że Czarna kawa to nienajlepsza książka w dorobku Królowej Kryminału. Brakuje jej pazura, a całość sprawia wrażenie niedopracowanego szkicu, będącego jedynie namiastką czegoś, co miało później stanowić kompletną całość. Jest dość nijako, bezbarwnie i – niestety! – sztampowo.

Całość dzieje się, jak to często bywa u Christie, w małej przestrzeni, właściwie za zamkniętymi drzwiami pokoju, gdzie Herkules Poirot musi wymanewrować złodzieja czyhającego na wzór groźnego materiału wybuchowego, stworzony przez sir Clauda Amory’ego – mężczyznę otrutego we własnej rezydencji. Wiele wskazuje na to, że przyczyną zabójstwa była właśnie chęć wejścia w posiadanie tajemniczego i chronionego wzoru. 

Gdy Mały Belg przybywa na miejsce, już po śmierci wzywającego go Amory'ego, rodzina za wszelką cenę chce się go pozbyć, by uniknąć skandalu i – prawdopodobnie – zdobyć to, czego wielu pożąda, a co także przed najbliższymi było skrzętnie chronione.

Detektyw, próbując się uporać z nietuzinkowym śledztwem, tradycyjnie ma za pomoc Hastingsa, który choć niespecjalnie rezolutny, nierzadko ułatwia rozwiązanie sprawy przez wypowiadane przypadkowo i nieumyślnie uwagi, rzucające na sprawę zupełnie nowe światło. Nie inaczej jest tym razem – wierny przyjaciel Poirota nieświadom swoich zasług, pomoże bohaterowi uporządkować myśli i wpaść na ostateczne rozwiązanie.

Podejrzanych rzecz jasna nie braknie, a ostateczne rozwiązanie można podsumować znaną maksymą: z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach.


Ot, cała zagwozdka.

[1] John Durran, ABC Zbrodni Agathy Christie, Wrocław 2015, s.29.

czwartek, 24 września 2015

ABC zbrodni Agathy Christie - John Curran



Już nie pamiętam jak wyglądało moje życie przed Agathą Christie

A tak, jednak pamiętam – było puste i nijakie, pozbawione dreszczyku emocji i pasji gromadzenia.

Odkąd Królowa Kryminału na stałe rozgościła się na moich półkach, nie narzekam na brak zajęć.

Od tamtego czasu czczę także Wydawnictwo Dolnośląskie, które nie dość, że publikuje, wznawia, odświeża kolejne tomy jej kryminałów, to jeszcze co rusz wypuszcza na rynek woluminy będące miodem na moje opętane przez Poirota serce.

W ABC zbrodni Agathy Christie jest wszystko, czego mogłam pragnąć – niepublikowane dotąd opowiadania lub ich wstępne wersje, kserokopie zapisków Christie, jej pomysły na nowe, często niewykorzystane teksty, reguły rządzące kryminałami spisane przez jej twórców i ich analiza w oparciu o powieści Królowej, kopalnia tytułów, a wszystko to uporządkowane chronologicznie, co pozwala na dodatkowe prześledzenie procesów twórczych autorki i jej postępu oraz ewolucji pisarskiej.

Książkę tę jednak odczytuję przede wszystkim jako hołd złożony Christie, prawdziwe cacuszko i publikację nie do przecenienia. Dla mnie jest cenna jak diamenty, do dbania i wielbienia. Możność zajrzenia do głowy Autorki to niesamowita frajda, a przeglądanie jej rękopisów – prawdziwa przyjemność i zaszczyt.

W edycji tej znajdziecie też Top10 Agathy Christie – autorka oceniła swoje własne publikacje i – o losie – na pierwszym miejscu stawiła tę, którą uwielbiają chyba wszyscy – i nie było już nikogo.

Ta książka to marzenie każdego fana twórczości Królowej kryminału i więcej już nie zdradzę – sami musicie poczuć ten niezrównany smak odkrywania jej tajemnic i nieodkrytych planów. Dowiecie się skąd wziął się Poirot i dlaczego Autorka za nim nie przepadała, skąd pomysł na Jane Marple i jak Christie radziła sobie z procedurami wydawniczymi. A to jedynie zalążek całości!


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Nesbø podszyty ironią (Krew na śniegu - Jo Nesbø)

I oto Nesbø mniej przytłaczający niż zazwyczaj. Dacie wiarę? W krótkiej formie nie zdążył rozplenić pesymizmu tak jak zazwyczaj i muszę przyznać, że… czytało mi się lepiej niż pełnoformatowe powieści!

Oczywiście, pesymizm wszechobecny w jego prozie także i tutaj ma swoje pięć minut, jednak nie jest on na tyle obezwładniający, by lektura miała „przyduszać”, jak zazwyczaj miało to miejsce. I tak – może rozczarowywać, tym bardziej, że… od lektury minął tydzień, a ja właściwie w większości zapomniałam już jej zarys fabularny.  Pozostało jednak coś znacznie więcej, mniej uchwytnego, ale cenniejszego.

Nesbø popełnił rozbudowane opowiadanie pisane z perspektywy Olava – zabójcy na zlecenie, który przyjmując kolejną robotę od swojego szefa, fatalnie zakochuje się w swojej potencjalnej ofierze – żonie zleceniodawcy. Rzecz jasna w tej sytuacji morderstwo nie wchodzi w rachubę, a sprawa jest na tyle delikatna, że należy ją odpowiednio rozegrać.

Fatalne zauroczenie – tak najlepiej i najprościej określić można związek, w  który uwikłał się główny bohater. Paradoksalnie ten, który miał zniszczyć (‘zlikwidować’ byłoby trafniejszym słowem) kobietę, został przez nią omamiony i całkowicie pokonany.

Co dziwne dla mojego odczytywania Nesbø, w tej jednowątkowej opowieści wyczułam więcej ironii niż we wszystkich jego czytanych dotąd książkach razem. Ciekawe to doświadczenie, odświeżające.

Fani autora są w większości zawiedzeni, ja – jako powolna eksploratorka jego twórczości – bardziej niż ukontentowana. Nie jest to kryminał typowy – nie braknie w  nim refleksji likwidatora o życiu, śmierci, przemijaniu, kobietach, nie zabraknie jego wspomnień – to one rzucają na opowiadanie cień melancholii przeplatanej ze wspomnianą już ironią i humorem.

Polecam na wolne popołudnie. Najlepiej tak gorące jak obecne - tytułowy śnieg was ochłodzi.




środa, 15 lipca 2015

Moja podróż po Imperium. Agatha Christie – oprac. Mathew Prichard


Moja podróż po Imperium to kolejna publikacja przybliżająca życie i podróże Agathy Christie, kojarzonej niezmiennie z fenomenalnymi kryminałami, triumfującymi na literackim piedestale od lat.

Urzeka mnie ta seria, bowiem pokazuje mi moją ukochaną pisarkę od strony, od jakiej jej nie znałam i nie miałam możliwości poznać – widzę kobietę odważną (zostawiła swoją córkę na 10 miesięcy!), złaknioną przygód, świata, spektakularnych widoków, nowych kultur, innych światów; karmiącą swoją wyobraźnię i doskonale obracającą się w  świecie mężczyzn (nie licząc kilku drobniejszych wpadek o podłożu kulturowym), a przy tym otrzymuję album pełen cudownych fotografii, które choć czarno-białe i klimatyczne w wyobraźni uzupełniam kolorami opisywanymi przez Christie.

Moja podróż po Imperium to zapis podróży pisarki, która wraz z mężem wyruszyła w trasę przygotowawczą do wielkiej wystawy dotyczącej Imperium. Szlak ich wojaży wiódł przez Afrykę Południową, Australię, Nową Zelandię, Honolulu, Kanadę, Nowy Jork… Czytając tę publikację podczas wakacji, można odnieść wrażenie, że podróżuje się wraz z Christie, tym bardziej, że dziś – dzięki zasobom Internetu – jej relacje można uzupełniać widokami zaczerpniętymi z bazy grafik.

Publikację tej książki umożliwił Mathew Pichard – wnuk pisarki – który zebrał i usystematyzował wszystkie materiały z  podróży babci, pieszczotliwie zwanej Nimą, którą sam, dzięki pracy redakcyjnej, mógł poznać od innej strony, niż ta, którą pamiętał z dzieciństwa i wczesnej młodości.

To opracowanie jest świadectwem tego jak bardzo podróże zmieniają i kształcą człowieka, jak wiele mogą o nim powiedzieć nawet tym, którym wydaje się, że znają podróżnika doskonale.
Świetne wydanie, kawał dobrej roboty, niezwykła frajda dla fanów Królowej Kryminału.
Polecam gorąco!

Inne książki Agathy Christie:


sobota, 11 kwietnia 2015

O życiu archeologa na wykopaliskach (Opowiedz, jak tam żyjecie – Agatha Christie Mallowan)



 
Agatha Christie szerokiej publiczności znana jest jako autorka kryminałów. I dla większości w  tym miejscu znajomość jej tekstów się kończy. A wiecie o tym, że pisząc pod pseudonimem publikowała ona także poczytne romanse? Wiecie, że wydała parę książek o podróżach swoich i męża, w  tym quasi-reportaż czy też jak ona go nazwała – błahostkę z  wykopalisk archeologicznych prowadzonych w  Syrii przez cztery sezony?

Jeśli nie, szczerze Wam radzę – wypełnijcie te luki, bo jest czym!
Na dobry początek proponuję Wam (zwłaszcza tym zainteresowanym historią i archeologią) podróż szlakiem syryjskich wykopalisk prowadzonych przez męża Christie – Maxa Mallowana – i jego załogę. Autorka często zapytywana była o to, jak żyje się podczas prowadzenia takich prac, jak to naprawdę wygląda. W  odpowiedzi na sporą ilość pojawiających się pytań postanowiła wydać publikację, będącą komentarzem do owych wydarzeń.

Wydawać by się mogło, że będzie to książka poważna, drętwa, najeżona fachowym słownictwem, miejscami nudna, bo w  końcu co można powiedzieć o czterech sezonach spędzonych z nosem w  ziemi w  poszukiwaniu zaginionych szczątek dawnych cywilizacji? Jak udowadnia Christie – bardzo dużo! Ta książka bowiem, to nie tylko zapis kolejnych odkryć, ale przede wszystkim przyprawiona humorem (spodziewalibyście się tego?) opowieść o mieszance kulturowo-wyznaniowej, miksie tradycji, wierzeń, zasad, przesądów złączonym jednym celem – eksploracją przeszłości.
Na kartach tej książki spotykają się muzułmanie, katolicy, prawosławni i jazydzi, którzy muszą wypracować wiele kompromisów, by poradzić sobie ze współżyciem i wspólną pracą w  niełatwych warunkach. Przed sporymi wyzwaniami stoi także sam Mallowan, który co rusz musi rozwiązywać konflikty częstokroć dla niego niezrozumiałe, bo wypływające z obcych dla niego zasad religijnych, a także zachęcać swoich pracowników do dalszych poszukiwań, nawet jeśli wciąż przynosili mu bezwartościowe odłamki.

Książka ta oprócz oczywistej rozrywki zapewnia także porządną dawkę kultury i historii opowiedzianej z  innej perspektywy.
Niemalże od dziecka chciałam być archeologiem (to marzenie wygasło, gdy wyparło je pragnienie bycia nauczycielem) i zamiast gromadzić kolejne zabawki, gromadziłam kolejne czasopisma i książki poświęcone starożytności, prehistorii i wykopaliskom – wiele z  tego zapału zostało we mnie po dziś dzień, a książka ta w  jakimś stopniu moje marzenie spełniła – przez krótki czas mogłam wybrać się na wykopaliska, zobaczyć jak wyglądają od podszewki, jak przebiega proces oceniania tego co wartościowe, a tego co niekoniecznie, jak wyglądają podziały pozyskanych dóbr między Muzeum Brytyjskim a miejscowymi władzami, jak odmienną skalę wartości mają ludzie z  Orientu i wreszcie jak ogromną wiedzę, takt i umiejętność godzenia się ze stratą trzeba mieć, by dobrze wykonywać ten zawód.

Mój podziw wzrósł, moja pasja odżyła, Christie objawiła mi swoje nowe oblicze, poszerzyłam horyzonty, pozwiedzałam Syrię – nie jestem w  stanie dostrzec żadnej słabostki tej publikacji.
Świetna!