Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog recenzencki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog recenzencki. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 sierpnia 2018

Na plaży Chesil - Ian McEwan


Na plaży Chesil to powieść dotykająca tematu, który dziś wydaje się czymś niepojętym.

Rok 1962. Czasy, w których Wielka Brytania wolna była już od pruderii wiktoriańskiej, wciąż jednak wiele osób było nią naznaczonych. Zawieszeni między czasem zakazów i fałszywej wstydliwości a rewolucją seksualną, która jeszcze nie nadeszła, młodzi małżonkowie docierają do hoteliku na południowym wybrzeżu Anglii, gdzie spędzić mają swą noc poślubną.

Wydawać by się mogło, że Florence - utalentowaną skrzypaczkę - oraz Edwarda - zdolnego absolwenta historii - czeka świetlana przyszłość, radość typowa dla młodych małżeństw.

Tymczasem ich myśli zaprząta jedynie niepokojąca myśl o konieczności skonsumowania związku. Ich obawy wynikają z różnych pobudek - on obawia się, że może nie sprostać zadaniu, ona zaś z coraz większym przerażeniem myśli o fizycznym zbliżeniu, które wydaje jej się czymś niestosownym, niepotrzebnym i niechcianym. Żadne z nich swych obaw nie wypowiada głośno, bariery narastają, a czytelnikowi pozostaje jedynie obserwacja tego, co jeszcze się nie zaczęło, a już wyraźnie zmierza ku tragedii... 

Kameralna opowieść, podczas czytania której czytelnik wciąż zastanawia się, jak to w ogóle mogło się wydarzyć? Jak doszło do tak brzemiennych w skutkach wydarzeń? Jak to się stało, że pod płaszczem tej prostej opowieści, kryje się tak głęboki opis ludzkich emocji? Od niedopowiedzeń, cichych żali aż do wybrzmiewającej pod koniec eksplozji uczuć - tylko McEwan potrafi sprawić, by to co niewypowiedziane odbiło się tak wielkim echem, niczym potężny dzwon. 

Bardzo jestem ciekawa, jak ów wstyd, lęk i dumą zostaną oddane w ekranizacji, którą od niedawna można oglądać w polskich kinach. 

Polecam - nastawcie się jednak na to, że najwięcej dzieje się tutaj tam, gdzie pada najmniej słów. 




Polecam również kapitalną Pokutę - klik.


piątek, 1 grudnia 2017

Lagom - Lola A. Åkerström


W Szwecji wszystko musi być w sam raz. Ani za dużo, ani za mało. Ani za często, ani za rzadko. Umiar jest tym, co dla Szwedów stanowi podstawę dobrego życia. Lagom, to dokładnie tyle ile trzeba. Wszystkiego: pożywienia, pracy, wolnego czasu, relacji międzyludzkich, szacunku okazywanego sobie, bliskim oraz naturze. Szwecja dąży to równowagi i tym dążeniem chce zarazić cały świat. Nie po to, by kogoś czegoś pozbawić, ale po to, by zapewnić mu pełniejsze i szczęśliwsze życie.

Ile bowiem razy nadmiar rzeczy wokół; zadań do wykonania; czasu wolnego; jedzenia; imprez spowodował u Was dyskomfort albo frustrację? Wszystko podawane w nadmiarze, szkodzi. Naszym zadaniem jest umiejętne i zrównoważone życie, mające w rezultacie czynić nas ludźmi spełnionymi.
Temu właśnie szwedzkiemu sekretowi dobrego życia poświęcona jest książka Lagom spod pióra Loli A. Åkerström. Całość skoncentrowana jest na kilku podstawowych dziedzinach, w których zachowanie umiaru wydaje się najbardziej znaczące. Są nimi: kultura i emocje; jedzenie i święta; zdrowie i dobre samopoczucie; moda i uroda; design i urządzanie wnętrz; życie towarzyskie i zabawa; praca i biznes; pieniądze i finanse oraz natura i stabilny rozwój.

Autorka jest zdania, że wprowadzenie lagom w życie może je skutecznie zmieniać na lepsze, sprawiając, że wreszcie przestaniem gonić za tym, by mieć więcej, więcej i więcej, koncentrując się na teraźniejszości i budowaniu silnych więzi, a także na środowisku, o które należy dbać, by nam samym żyło się lepiej, a nasze zdrowie było niczym niezmącone.

Bardzo ładna szata graficzna, a także cytaty, którymi przeplatane są wiadomości, pozwalają na cieszenie się książką tak ze względów wizualnych, jak i merytorycznych.


Ciekawe ujęcie, w sam raz na jedno popołudnie mijającego powoli roku – może stać się impulsem do przedefiniowania własnych wartości i zapisania wstępnych planów na nadchodzący czas – ku lepszemu życiu. 

wtorek, 29 sierpnia 2017

Piękne życie - Shauna Niequist





Miałam świadomość, że gubię gdzieś to, czego tak bardzo pragnę: więzi, sens, spokój. Coś jednak kazało mi przeć naprzód – system przekonań i odruchów, które wciąż mnie pchały i pchały, nawet wtedy, gdy marzyłam, by odpocząć. [1] 

Są takie nowości wydawnicze, od których próbuję się opędzić – bo za dużo, za szybko, bo przecież nie mogę przeczytać wszystkiego bez zaniedbania innych dziedzin życia. Książka Shauny Niequist chodziła za mną od dawna, ja jednak dzielnie starałam się oprzeć jej urokowi, podkreślanemu przez cudowną okładkę. Ona jednak za nic miała sobie moje próby rezygnacji z lektury, kusząc coraz intensywniej. W końcu uległam.

Jeśli miarą dobrej książki, jest ilość założonych w niej karteczek, to Piękne życie spełnia wszystkie kryteria publikacji doskonałej. Mój egzemplarz mieni się od różnobarwnych zakładek znaczących ważkie dla mnie fragmenty, cytaty, czasem całe rozdziały.


Wiem już, że książkowe przyciąganie, które poczułam w jej przypadku, nie było bezzasadne. Było koniecznością i szansą na otrząśnięcie się z marazmu (w tym lekturowego) w jaki wpadłam. Publikacja ta okazała się dla mnie kubłem zimnej wody, wylanym prosto na rozgrzaną do czerwoności od setek niepotrzebnych myśli głowę.

Choć docelowo nie jest to książka propagująca minimalizm, lepiej niż którakolwiek z poświęconych temuż zachęca do życia prostego i oddanego idei mniej znaczy więcej. Nie jest ani sztucznie moralizatorska, ani przegadana. Jest swoistym świadectwem życia osoby przytłoczonej przez nadmiar i w konsekwencji nie znajdującej już miejsca dla takiej wersji siebie, jaką chciałaby być, nie mającej szans na życie według marzeń, lecz jedynie według obowiązków i surowych list rzeczy do zrobienia, które wciąż się nawarstwiały, powodując frustrację i nerwowe wyżywanie się na bliskich (polegające nierzadko na zwyczajnym byciu daleko myślami).

Jeśli w Twoim słowniku dominuje „tak”, mówione wszystkim, dysponowanie zdolnościami i czasem tak, że brakuje Ci już chwil na oddech – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli widzisz ile masz zobowiązań i chce Ci się płakać, a mimo wszystko bierzesz na siebie kolejne – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli szukasz kogoś, kto powie Ci, że nie musisz być idealna, że nie musisz pracować ponad siły, że masz prawo do odpoczynku – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli pasja stała się dla Ciebie przykrym obowiązkiem i nie wiesz jak z tego wybrnąć – ta książka jest dla Ciebie.

Jeśli wreszcie nie potrafisz uwolnić się od presji – ta książka jest dla Ciebie.




Niequist pokazuje, że fakt, iż mamy możliwość zrobienia czegoś (dysponujesz talentem, zdolnością, jesteś miły i uczynny) wcale nie oznacza, że musisz to zrobić. Autorka dążenie do wydajności przyrównuje do wyniszczającego narkotyku, zastanawiając się naprawdę musimy zadowolić wszystkich, czy musimy angażować się w bylejakość, po to, by ktoś się na nas nie obraził, czy musimy przyjmować odpowiedzialność za porażki i niepowodzenia innych?

Piękne życie to katartyczna lektura, wypełniona gotowymi materiałami na sentencje, niosąca nadzieję i realne narzędzia do pracy z wyniszczającej presją. Trzeba jedynie uzbroić się w cierpliwość, bo wino, którego sobie nawarzyliśmy do tej pory, nie może zostać wypite naraz, bez negatywnych konsekwencji dla zdrowia (z których kac i zawroty głowy to pestka).  Dzięki przewodnictwu Niequist i jej świadectwu, możemy jednak tego dokonać, bez względu na to, jak bardzo uwikłaliśmy się w niepotrzebne zobowiązania. Autorce drastyczna zmiana życia niosąca pokój zajęła 3 lata. A Ty? Jesteś gotowy na taką przemianę i życie w pełni?


Nie chcę więcej. Tylko mniej. Mniej wszystkiego. Mniej stresu. Mniej płaczu. Mniej hałasu. Mniej telewizji. Mniej wina. Mniej zakupów online. Mniej „jeszcze to, jeszcze to, jeszcze to”, nieważne czy „to” dotyczy wycieczki, filmu, rejsu łódką czy imprezy dla dzieci. [2]




[1] Piękne życie, Shauna Niequist, Kraków 2017, s 16.
[2] Tamże, s. 30

wtorek, 1 sierpnia 2017

Tatarka - Renata Kosin



Ksenia, to młoda kobieta, której pragnieniem jest zgłębienie przeszłości dziadka Ignacego, utrzymującego, że ma tatarskie pochodzenie. Próby dowiedzenia się czegokolwiek od mamy i babki, kończą się niepowodzeniem – bohaterki za nic nie chcą rozdrapywać przeszłości.

(..)

Najciekawszym punktem i osnową dla całej akcji jest nie tylko rodzinna tajemnica głównej bohaterki, ulokowana w odległej przeszłości, lecz przede wszystkim wątek tatarski. Większą przyjemność niż wędrowanie śladem Kseni i jej przodków,  sprawia odkrywanie niezwykle bogatej kultury Tatarów – ich historii, zwyczajów, świąt, obrządków religijnych, tradycyjnych potraw.

Mimo niewątpliwego potencjału powieści, odnoszę wrażenie, że nie został on należycie wykorzystany. Gdyby nie wątek historyczny i wspomniane wplecenie do całości kwestii tatarskich, całość byłaby dość siermiężna.

(...)

Niestety, nie ma w tej powieści niczego poza ciekawym opisem obyczajowości tatarskiej (możliwej do poznania za pomocą innego medium), dzięki czemu mogłabym ją polecić jako idealną lekturę na wakacje.


Z  pewnością spodobać może się ona tym, którzy cenią sobie literaturę obyczajową, za to nie przepadają za ckliwymi wątkami romansowymi – od tych bowiem, jako że zostały potraktowane niezwykle płytko, książka ta jest niemalże wolna. Tym jednak, którzy poszukują opowieści ciepłej, bardziej niż na odkrywaniu tajemnic przeszłości skupionej na relacjach pomiędzy bohaterami, dla których sekret tego, co minione byłby jedynie tłem, proponuję poszukać czegoś innego. W przypadku Tatarki jest bowiem dokładnie na odwrót. 


Czytaj całość:


poniedziałek, 3 lipca 2017

Trzecia - Magda Stachula



Magdę Stachulę polski czytelnik miał okazję poznać rok temu, kiedy to rynek wydawniczy szturmem podbiła doskonała Idealna. Idąc za ciosem, autorka napisała kolejny thriller psychologiczny, również rozpisany na kilka głosów.

I tak oto zaprasza nas dziś do świata Elizy, Lilianny i Antona.

Eliza próbuje odbudować swoje życie po druzgocącym rozstaniu ze zdradzającym ją mężczyzną. Pracuje jako psychoterapeutka, jednak sama wciąż jeszcze nie uporządkowała swoich myśli i emocji, bojąc się zaufać nowo poznanym ludziom. Na domiar złego odnosi wrażenie, że jest śledzona i prześladowana przez nowego sąsiada.

Lilianna od dwu lat nie potrafi pogodzić się ze swoją stratą. Po rozstaniu z kochankiem, dla którego porzuciła męża, nie umie na nowo poukładać swojego życia. Ciągle wspomina ich wspólne chwile, nie mogąc zrozumieć, dlaczego tak nagle i bez uprzedzenia zniknął on z jej życia.

Anton od lat żyje, nigdzie nie mogąc zagrzać dłużej miejsca. Pochodzi z Rosji, jednak uciekając przed swoją przeszłością, przyjeżdża do Polski, do Krakowa.
Losy tej trójki splatają się, choć sami jeszcze oni nie wiedzą, do jakich konsekwencji może doprowadzić ich spotkanie i jak wiele będą sobie zawdzięczać oraz jak wiele przez siebie wycierpią – oni oraz otaczający ich ludzie.

Nie ma w Trzeciej żadnego bohatera, z którym czytelnik chciałby się utożsamić – są oni wyrachowani, działają z premedytacją, są niesieni zemstą lub zranieniem. Nie można jednak powiedzieć, by byli oni źli – każdemu wszak towarzyszy miłość, przywiązanie, a ich wybory są jedynie konsekwencją wydarzeń, jakie zdominowały ich życie, nadwątlając osłabioną już wcześniej psychikę i pchając do zachowań nieprzemyślanych, choć w i ich mniemaniu – koniecznych.

Książki Stachuli cechuje prosty język, a narracja pierwszoosobowa pozwala na dokładnie wniknięcie w psychikę każdego z bohaterów. Mimo to jednak, po lekturze został mi spory niedosyt – zakończenie wydaje mi się urwane, brakuje jeszcze jednego rozdziału,który niekoniecznie by wszystko wyjaśniał – wszak tego nie chcemy – ale który byłby jakimś spoiwem. Odniosłam wrażenie, że końcówce przyświecał niepotrzebny pośpiech.

Ostatecznie jest niestety słabiej niż w przypadku Idealnej, powieść ta nie udźwignęła ciężaru poprzedniej, rozkręca się bardzo długo, nie powodując aż takiego ewokowania napięcia jak debiutancka książka Stachuli. Nie oznacza to jednak, że jest źle. Gdyby wymazać z pamięci doskonałą Idealną, Trzecia jawiłaby się jako dobry, sprawnie napisany i spójny thriller psychologiczny, w którym wszystko jest przemyślane, poukładane, logiczne i prowadzące do zaskakującego, choć niedopracowanego zakończenia. To lektura na jedno popołudnie, podczas którego chcielibyśmy się zagłębić w meandry ludzkiej psychiki i zrozumieć, co powoduje takie, a nie inne reakcje, a także jak silnie jedno wydarzenie może naznaczyć całe nasze życie.


Polecam rozpoczęcie znajomości z prozą Stachuli właśnie od Trzeciej – po to, by najlepsze wciąż mieć jeszcze przed sobą. Autorce zaś nadal kibicuję.

W księgarniach od 5 lipca 2017.

___________________

Debiutancka powieść Autorki:


niedziela, 18 czerwca 2017

Za płotem z ostów - Agnieszka Frączek



Za płotem z ostów Agnieszki Frączek to zbiór dwudziestu utworów wierszowanych dla dzieci, zilustrowanych przez Elżbietę Wasiuczyńską i wydanych przez Wydawnictwo Debit.

Rymowane utwory z pewnością przykują uwagę każdego młodego odbiorcy, który zachęcony ich rytmem, wsłuchiwać się będzie w opowieści o spacerach z kotem, krasnalach wchodzących na głazy, tajemniczej roślince stacjonującej w ogródku, przyczynie opadów, żabce w bikini, gołąbeczce pozującej do zdjęć i wielu innych, zdominowanych przez naturę historiach, bawiących się językiem, podobieństwem brzmieniowym oraz rytmem. Wszystko to zachęca do wspólnej lektury i aktywności.

Ciekawa szata graficzna, oparta na prostych formach wykonanych z papieru, nadaje książce charakteru i wyróżnia ją spośród innych, zachęcając jednocześnie młodego czytelnika do samodzielnych prób tworzenia ilustracji do przeczytanych wierszy przy użyciu papieru.

Publikacja zatem nie tylko bawi i rozwija dzięki warstwie tekstowej, ale także rozbudza dziecięcą kreatywność, pozwalając na wyzwolenie twórczej mocy. Mamy zatem gwarancję obcowania z tekstem pisanym, jak i obietnicę prac manualnych, rozwijających motorykę małą dzieciaków.

Polecam. 

środa, 14 czerwca 2017

Moraliści - Katarzyna Tubylewicz



Katarzynę Tubylewicz poznałam dzięki doskonałej publikacji Szwecja czyta, Polska czyta obrazującej rodzimą oraz zamorską sytuację i kondycję czytelniczą. Tym razem, autorka ponownie zabiera nas w podróż do stolicy Wikingów, by pokazać kraj jawiący nam się jako kraina mlekiem i miodem płynący, jako państwo borykające się z podobnymi jak i my problemami.

Tytuł, jak wskazuje sama Tubylewicz, ma wydźwięk podwójny. Po pierwsze, jest lekko ironicznym wytknięciem Szwedom ich podwójnej moralności – wzniosłe ideały nie zawsze mają bowiem pokrycie w rzeczywistych wyborach dnia codziennego. Są jednak Szwedzi mimo wszystko moralistami oraz idealistami – dążą do równości, braterstwa i jedności w każdej dziedzinie życia, a że zdarzają się wyjątki oraz uchybienia – cóż, ciągle pozostają oni tylko ludźmi. Autorka nie ocenia, lecz prezentuje kraj, w jakim żyje od lat, pozwalając czytelnikowi na samodzielny osąd. Jedno jest pewne – po lekturze tej książki Szwecja przestanie jawić nam się jako idylla, stanie się bardziej przyziemna i nie tak odległa.

Tubylewicz bardzo wiele miejsca poświęca w książce rozmowom o uchodźcach, szwedzkiej wielokulturowości, dążeniach do odosobnienia, rasizmie, terroryzmie i jego współczesnym obliczom oraz sposobom zapobiegania, a także konfliktom religijnym. Mimo że publikacja tworzona była jeszcze przed sztokholmskim atakiem terrorystycznym, znajdujące się w niej rozważania są aktualne także i po nim. Całość ma znamiona uniwersalności.

W wielu miejscach jej rozmówcy zastanawiają się na ile przybywające do ich kraju osoby są uchodźcami, a na ile poszukiwaczami lepszego życia w kraju, o którym słyszy się jako o niezwykle otwartym i przyjaznym, i który króluje na internetowych listach najlepszych wyborów dla osób pragnących uciec z własnego kraju. Przeprowadza autorka wywiady z różnymi osobami, przedstawicielami różnych środowisk i głosicielami różnych poglądów, dzięki czemu jej książka stanowi prawdziwy przekrój szwedzkiej społeczności. Rozmowy dotyczą także kwestii solidarności, praw kobiet, feminizmu, tolerancji, człowieczeństwa, równości, integracji, a także uniwersalności, a więc wszystkich tych tematów, przez pryzmat których patrzy się na Szwecję jak na raj już na ziemi. Wokół nich się ogniskuje, jednak dygresjami dociera także dalej, pogłębiając te kwestie, które dla interlokutorów były szczególnie ważkie.

Tubylewicz wykonała kawał dobrej roboty, obłaskawiając i uładzając oraz odzierając z łatki „wzorowego i idealnego” kraj, wydający się nie do doścignięcia, szczególne nam, Polakom. Pokazuje jednak, jak różni się myślenie Szwedów piastujących różne stanowiska od myślenia przedstawicieli tych samych grup wywodzących się z Polski. Dzieli nas nie tylko morze wody, ale także morze ufności i sposobu patrzenia na drugiego człowieka. Te jednak wynikają u nas w dużej mierze z historii, jak i z sytuacji gospodarczej. Warto przyglądać się naszym sąsiadom i uczyć – od nich oraz na ich błędach, które przecież popełniają.

Moraliści to obraz Szwecji kolorowej, nie jedynie żółto-niebieskiej, lecz mieniącej się feerią barw, niejasności, problemów do przepracowania i błędów, z  których trzeba wyciągnąć wnioski. To bardzo dobre świadectwo życia w państwie uchodzącym za idealne, pokazujące jak wiele zależy tak naprawdę od nas samych i naszego sposobu myślenia – gdybyśmy mieli wpojone poczucie równości i braterstwa, wielu problemów – tak gospodarczych, jak społecznych – moglibyśmy uniknąć. Tam bowiem, gdzie to nie pieniądz i pragnienie jak najszybszego dorobienia się gra kluczową rolę, żyje się przyjemniej. I podobno – dłużej.

I o tym między innymi jest ta książka, którą szczerze polecam Waszej uwadze. 


sobota, 1 kwietnia 2017

KONKURS - "Gdzie jest skrzynia z karabinami?"



KONKURS

Jeśli chcesz wygrać książkę Gdzie jest skrzynia z karabinami?:

1. Bądź obserwatorem bloga.

2. W komentarzu odpowiedz na pytanie zawarte w tytule książki.

3. Udostępnij post konkursowy.

Konkurs trwa do 07.04.17. Wygrywa jedna osoba - ta, której odpowiedź uznam za najciekawszą.

Konkurs trwa równolegle na Facebooku i Instagramie - tam do wygrania dodatkowe egzemplarze.



czwartek, 16 marca 2017

Śpij, Króliczku - Jörg Mühle



Śpij, króliczku Jörga Mühle to pełna uroku książeczka wspomagająca usypianie małego dziecka.
Dzięki niej, młoda mama / młody tata, będą mogli wykonywać ze swoją pociechą te same czynności, które w  chwili czytania wykonuje króliczek. Dziecko zaś, widząc, że ten grzecznie kładzie się do łóżka, z pewnością będzie chciało mu towarzyszyć i pomagać. Nie będzie już bowiem odgórnego „do spania”, tylko przyjemne, oswojone zasypianie z milusińskim bohaterem.


Króliczkowi trzeba poprawić poduszeczkę, podrapać go w  uszko, pogłaskać po pleckach, przykryć, dać buziaka i zgasić światło. I już, gotowe! Króliczek i dziecko śpią. Prawda, że proste?;)

Ilustracje są barwne, duże, a dzięki kartonowym kartkom, maluch z  łatwością będzie mógł książkę chwycić i przewracać kolejne stronice. Tekstu jest niewiele – w  sam raz, by nie rozpraszać dziecka, lecz wspierać jego proces zasypiania i naśladowania.

Usypianie dziecka jeszcze nigdy nie było tak proste i przyjemne.

No, chyba że Wasza pociecha zamiast zasypiać, zacznie bawić się w najlepsze. Wtedy jednak będziecie mogli u niej rozwijać zdolności naśladowcze, a przez to wspierać procesy poznawcze. A więc żadna strata, same plusy;)

Polecam przegorąco! To jedna z moim ulubionych dziecięcych książeczek ostatnich miesięcy. I nie, wcale nie ze względu na króliczka. No, może troszeczkę...:)



poniedziałek, 13 marca 2017

Sekrety roślin - Anne-France Dautheville


Sekrety roślin Anne-France Dautheville ze wstępem Jeana-Marie Pelta, to publikacja wyrosła z fascynacji światem roślin.

Autorka przez lata gromadziła ciekawostki i krótkie wiadomości dotyczące flory. Książka ta jest niczym innym, jak zgromadzonymi w jednym miejscu dwustoma faktami z życia roślin. Część zaskakuje, część bawi, gros przyprawia o dreszcz przerażenia. Jeśli myślicie, że człowiek zbadał już wszystko, a natura nie ma żadnych tajemnic – sięgnijcie po tę krótką, acz bogatą w wiadomości kompromitujące waszą niewiedzę publikację.

Dowiemy się między innymi co krety sądzą o naszych próbach wytępienia ich; komu biją dzwoneczki; skąd pochodzi tradycja bożonardzeniowej choinki; poznamy fakty na temat pewnego prehistorycznego morderstwa, a także co robią niektóre rośliny, gdy zanosi się na deszcz, a im nie w smak moknięcie. Różnorodność tematów przyprawia o zawrót głowy, a jest to jedynie wierzchołek góry lodowej. Prawdziwe smaczki pozostają jeszcze do odkrycia.

Żałuję, że wiadomości nie są rozbudowane i choć dla mnie jest to minusem (choć przecież książka nie ma być w założeniu opracowaniem kompletnym), ma to jednak swoje zalety – czytelnik zainteresowany jakimś poruszonym wątkiem (a tych prawdziwy urodzaj!) będzie sprowokowany do sięgnięcia po kolejne teksty, analizujące dane zagadnienie bardziej szczegółowo. Jako wstęp do dalszych badań jest to zatem książka idealna.

Wydaje się, że zainteresowanie światem fauny i flory przeżywa prawdziwy renesans, a mnogość książek poświęconych tej tematyce i zalewająca właśnie rynek wydawniczy i księgarski raduje serce i rodzi nadzieję, że człowiek zainspirowany wrażeniami płynącymi z lektury, na powrót odwróci się w stronę środowiska naturalnego. Gdyby wpływ książek na zachowania ludzi, w tym także Sekretów roślin, mógł być tak wielki, byłoby wspaniale. Trzymam kciuki, a Was zachęcam do czytania.

Jej premiera zaplanowana jest na 16 marca – parę chwil przed astronomiczną wiosną, kiedy to zachęceni coraz dłuższymi dniami i ciepłymi promieniami słońca, chętniej wychodzić będziemy na dwór, odwiedzać lasy, parki, ogrody, działki i wylegiwać się na łonie natury. Będzie to doskonała okazja, by przyjrzeć się bliżej otaczającym nas roślinom i na powrót zachwycić się tajemnicami zielonego królestwa flory. 

Zachęcam do korzystania.




niedziela, 5 lutego 2017

Miasteczko Darkmord - Shane Hegarty


Miasteczko Darkmord to pierwszy tom nowej serii dedykowanej młodzieży, w której pierwsze skrzypce (obok ludzi) grają Legendy.

Czym (czy raczej kim) owe Legendy są? To potwory. Potwory, które od lat przez specjalne portale przedostają się do świata ludzi, by siać ferment i zniszczenie. Jednym z miejsc, które upodobały sobie one najbardziej jest właśnie tytułowe miasteczko Darkmord, od lat strzeżone przez rodzinę Łowców Legend.

Finn (jak wcześniej wszyscy mężczyźni jego rodu) ma niedługo stać się oficjalnym Łowcą. Niestety, zupełnie nie wychodzi mu polowanie na potwory. Chłopak nie ma takich zdolności jak jego okryty sławą ojciec. Nie ma nawet minimalnych umiejętności, czym przynosi tacie jedynie rozczarowanie. Wolałby wieść życie normalnego nastolatka, zamiast uganiać się po mieście za kolejnymi potworami napadającymi na wypełnione labiryntami miasto. Życie jednak pisze własne scenariusze i pewnego dnia, Finn staje się świadkiem czegoś, czego powstrzymanie może nie tylko uczynić go prawowitym Łowcą, ale przede wszystkim największym z bohaterów w historii Darkmord.  To jak sobie poradzi, zdecyduje o losach całego miasteczka.

Shane Hegarty stworzył świat pełen tajemnic, ciemnych zakamarków i niebezpieczeństwa czyhającego za rogiem, w którym bez problemu odnajdzie się każdy nastolatek – szczególnie zaś ten, który czuje, że na zrozumienie ze strony dorosłych nie ma co liczyć.

Opowieść jest wciągająca i pełna zwrotów akcji, bohater zaś przemienia się na naszych oczach z  nieco fajtłapowatego chłopca w młodego mężczyznę zdolnego poświęcić się w imię wyższych celów.

Intrygujący wstęp do serii, którą warto mieć na uwadze, szczególnie jeśli niestraszne Wam potwory, a strefa mroku zdaje się kusić.

Polecam.

wtorek, 20 września 2016

Trochę inny dziennik. 52 listy na każdy tydzień roku - Moorea Seal


Odkąd pamiętam, uwielbiałam robić listy. Dzieciństwo, dojrzewanie i teraz, wczesna dorosłość, płynęły i płyną mi pod znakiem planowania, notowania, organizowania, segregowania. Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że listy można znaleźć u mnie wszędzie i dotyczą one wszystkiego – dzięki nim czuję się stabilniej, bardziej komfortowo, trzymam rękę na pulsie na tyle, na ile to możliwe.

Nikogo zatem nie powinno dziwić, że widząc zapowiedź książki Trochę inny dziennik. 52 listy na każdy tydzień roku, nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Przecież sama mogłam ją napisać!

Po części tak też jest – autorka bowiem jedynie sygnalizuje to, czym czytelnik ma książkę wypełnić. Listy podzieliła zmyślnie – porami roku. Do każdej z nich przyporządkowała odpowiednią ilość tematów, których mają one dotyczyć. Nie będzie to zatem książka zabazgrana listami zakupów, lecz nietypowy pamiętnik, notatnik uważności czy też  miejsce, w którym zanotujemy to, co nas w danej chwili inspiruje, sprawia nam przyjemność, przykrość etc.

Kolejność wypełniania jest dowolna – można robić to linearnie, a można zacząć w tym miejscu, w którym właśnie astronomicznie się znajdujemy. Na jesień autorka zaplanowała dla nas między innymi stworzenie list piosenek na poprawę humoru; rzeczy, które nas uspokajają; ulubionych książek czy naszych życiowych osiągnięć. Na zimę: cele i marzenia na ten rok; sprawy, o których wolimy nie myśleć; ulubione cytaty. Na wiosnę: podróże naszych marzeń; to, co nas motywuje; nasze małe dziwactwa czy też rzeczy, które dają nam siłę. Na lato zaś: przeszkody stojące na drodze do spełnienia naszych marzeń; najpiękniejsze rzeczy na świecie, a także najlepsze sposoby na dodanie sobie energii.

Pod każdą listą znajduje się plan do wykonania, dzięki czemu całość staje się nie tylko miejscem zapisu myśli, ale też motywacją do działania.


Mimo że taki zeszyt list każdy z nas mógłby stworzyć samodzielnie, przyjemnie jest korzystać z ładnie wydanego notatnika, mającego inspirować, pomagać porządkować myśli i przeżywać mijające dni z większą świadomością. Mnie się podoba!

wtorek, 23 sierpnia 2016

Cecylka Knedelek przedstawia: zasady bezpieczeństwa nie tylko dla przedszkolaków


Cecylka, to mała, ale niezwykle rezolutna dziewczynka, która doskonale wie, jak radzić sobie w życiu. Swoją wiedzą, przekazaną jej przez mądrych rodziców, dzieli się ze swoją gąską – Walerką – roztrzepanym i ciekawskim zwierzątkiem, które z łatwością wpada we wszelkiego rodzaju tarapaty.

Ta nietypowa para przyjaciół zbierze dla młodego czytelnika cały spis niebezpieczeństw i zaleceń, dotyczących tego, jak sobie z nimi poradzić i jak ich uniknąć.

(...)

Cecylka jako mądra dziewczynka wie, że dorośli zawsze radzą dzieciom dobrze, bo chcą ich chronić, dlatego sama stała się ambasadorką dorosłej wiedzy na temat bezpieczeństwa. Po cichu liczy, że dzieci prędzej posłuchają jej i gąski, niż swoich rodziców.

(...)


Całość recenzji na portalu:


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rachunek - Jonas Karlsson


Jak sądzisz, ile warte jest Twoje szczęście i życie?

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak wysoki przyszłoby Ci zapłacić rachunek, gdyby ktokolwiek zdecydował się podsumować pasmo Twoich życiowych sukcesów i porażek?

Ponad pięć i pół miliona koron. Na tyle wyceniono życie bohatera szwedzkiego hitu wydawniczego, Rachunku. Everymana, któremu wydawało się, że swoją przeciętnością aż bije innych po oczach. Nie ma on bowiem ani żadnych specjalnych ambicji, ani planów, ani marzeń, ani osiągnięć. Wiedzie dość nudne życie, mieszka w wynajmowanym mieszkaniu, pracuje w wypożyczalni wideo, co z pewnością nie jest szczytem marzeń, szczególnie, że to jedynie pół etatu. Nie ma także partnerki, gdyż jego związek właśnie się rozpadł. Duszą towarzystwa nie był nigdy, toteż jego życie wolne jest od różnego rodzaju rozrywek, mogących znacząco wpływać na jego wartość.

Rachunek, który otrzymuje pewnego dnia od tajemniczego ministerstwa jest dla niego szokiem tym większym, że każdy z jego znajomych – tych wiodących atrakcyjne, pełne wygód życie – ujrzał kwotę zdecydowanie niższą. Wydaje się, że doszło do fatalnej pomyłki, której padł ofiarą.

Bohater za wszelką cenę próbuje dowieść, że jego życie nie jest warte tyle, na ile zostało wycenione. Jego działania okupione są wielkim wysiłkiem przebrnięcia przez urzędowy język, biurokrację i kolejne szczeble ministerialnych tajników.

Czytelnik towarzyszący głównej postaci, raz za razem zastanawia się czym tak naprawdę jest owo ulotne szczęście, tak często definiowane, a tak rzadko precyzyjnie określane. Lektura niewolna jest od gorzkiej refleksji nad sobą i szerzej – nad ludzką kondycją. Jonas Karlsson dość przekornie i przewrotnie zarysowuje kwestie, zdawałoby się, oczywiste, które po przyjrzeniu się im, jawią się jako niepewne.

Koncept książki jest kapitalny, jednak samo zakończenie – rozczarowujące i potraktowane mocno po macoszemu. Podczas lektury wydawało mi się, że autor nie potrafi przeskoczyć poprzeczki, którą sam sobie postawił i zupełnie nie ma pomysłu na to, jak sfinalizować zakończyć całość, będącą owocem znakomitej idei. Odnoszę wrażenie, że wystarczyło powieść nieco rozciągnąć i dopracować, a mielibyśmy do czynienia z  prawdziwym hitem.

Wciąż jednak uważam, że warto dać książce szansę i poświęcić jej parę chwil, właśnie ze względu na ów fabularny zamysł, który choć nie do końca sprawnie zrealizowany – budzi zainteresowanie i fascynację, a co najważniejsze – zmusza do refleksji nad sobą samym, co podczas lektury niezwykle cenne. 

niedziela, 21 sierpnia 2016

Hirameki - Peng+Hu



Hirameki to książka, którą wykorzysta nie tylko rodzic pragnący zająć swoją pociechę jakąś kreatywną pracą, mogącą znacząco rozwijać jego wyobraźnię, ale także nauczyciel przedszkola, edukacji wczesnoszkolnej, wychowawca świetlicy czy też surdopedagog, pedagog, bądź jakakolwiek inna osoba, zajmująca się rewalidacją czy też opieką nad dziećmi w wieku przedszkolnym lub szkolnym.


Wszystko dlatego, że publikacja ta jest zdolna aktywizować ucznia, pracować nad jego kreatywnością, pomysłowością, imaginacją, a przy tym pomaga ona usprawniać motorykę małą.
Ideą Hirameki jest odnajdywanie w kleksach postaci – ludzi, zwierząt, ale również przedmiotów. Nic nowego, a jednak zebranie w jednym tomie tak wielu różnych plam, stanowi doskonały punkt wyjścia do nauki, zabawy i aktywizacji.

Początkowo dziecko ma przed sobą jedynie zwykłą plamę. Wystarczy jednak chwila pomyślunku, kilka dorysowanych kresek, a zatańczą przed nim krasnoludki, dinozaury, przeleci samolot, przefrunie chmura, zaszczeka pies.

Niezwykle istotne jest to, że mały twórca nie jest tutaj zostawiony samemu sobie. Każda strona zawiera małą podpowiedź, wskazówkę sugerującą, co też można na konkretnej kartce dostrzec, jeśli tylko wysili się wyobraźnię. Część kleksów ma już kilka linii dorysowanych, co ułatwia początkującym pracę i dodaje jej atrakcyjności.



Kapitalna metoda, wykorzystana już przeze mnie podczas zajęć, sprawdzona i spotykająca się z wielkim entuzjazmem uczniów.


Rodzice, nauczyciele, wychowawcy, pedagodzy – zapoznajcie się z tą wyjątkową publikacją i na stałe wprowadźcie ją do swoich zajęć. Warto!




sobota, 13 sierpnia 2016

Miasto cieni - Ransom Riggs


Miasto cieni to kontynuacja kapitalnego Osobliwego domu Pani Peregrine, którego adaptację zrealizowaną przez Tima Burtona, już niedługo będzie można oglądać w kinach, i której wyczekuję jak dawno niczego.

W części tej grupa osobliwych dzieciaków, z Jacobem dopiero poznającym swoje umiejętności na czele, zdeterminowana wyrusza do Londynu, stolicy osobliwości, by tam szukać rozwiązania swoich problemów. Do działania napędzają ich dwie kwestie: po pierwsze muszą uciekać przed goniącymi ich upiorami i głucholcami, próbującymi zawładnąć ich światem i pragnącymi zniszczyć wszystkie istniejące pętle czasowe, z tak wielką troską tworzonymi i strzeżonymi od lat, po drugie zaś – ważniejsze – muszą uratować swoją opiekunkę, która na skutek czarów została przemieniona w ptaka, bez możliwości powrotu do ludzkiej postaci własnymi siłami. Jedynie inna ymbrynka zdolna jest do zdjęcia zaklęcia i przywrócenia pani Peregrine jej ludzkiej postaci. Niebagatelną rolę gra tutaj jednak czas, a większość opiekunek pętli czasowych została już porwana. Czym dłużej kobieta tkwi w  ciele ptaka, tym bardziej się w  niego przemienia, szybko tracąc szansę na odzyskanie człowieczeństwa. Historia zna wiele przypadków ymbrynek na wieki uwięzionych w swoich ptasich ciałach, w niczym nieprzypominających dawnych siebie. Zdaje się, że pozostała tylko jedna opiekunka. Dzieci muszą dołożyć wszelkich starań, by ją odnaleźć i przekonać, że należą do jej świata.

Miasto cieni to kontynuacja na wysokim poziomie, napisana z jeszcze większą pasją niż tom poprzedni. Poza klasycznym klimatem grozy i osobliwości, jej dużym walorem jest ulokowanie akcji w  różnych przestrzeniach czasowych, a co za tym idzie, wprowadzenie do narracji historii, jako jednej z istotnych bohaterek. Ransom Riggs zaprasza na scenę także cały korowód nowych, barwnych osobliwców, których talenty udokumentowane klimatycznymi fotografiami robią ogromne wrażenie. Poznamy dziewczynkę z wielką dziurą w  brzuchu, chłopców połączonych umysłami, psa ćmiącego fajkę, emurafę i wiele innych kuriozów.

Z  radością muszę powiedzieć, że ta część zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie niż poprzednia, co doskonale rokuje na przyszłość, ale także stawia przed autorem duże wymagania.


Jako wisienka na torcie, całość zakończona jest klasycznym cliffhangerem, tak, aby czytelnik pozostawiony sam sobie tęsknie czekał kontynuacji. Także i ja z niecierpliwością wypatruję tomu trzeciego, oby jeszcze lepszego, który – ku mojej uciesze – jeszcze w  tym roku zawita do księgarń.


Książkę kupisz na:


wtorek, 2 sierpnia 2016

Lipcowe nowości






W lipcu byłam naprawdę grzeczna, przynajmniej jak na moje standardy:) Mam nadzieję, że w sierpniu będzie jeszcze mniej nowości na półkach, bo postanowiłam się ograniczać - czuję się coraz bardziej przytłoczona ilością książek, których nie jestem w stanie przeczytać od razu. Muszę dać sobie i swoim półkom czas na oddech.
Zaczęłam z pompą - nie kupiłam  nic na absolutnie niesamowitej promocji w Biedronce. Nic. Oby tak dalej;)


A w lipcu moje regały zasiliły:
Powrót do tajemniczego ogrodu, Rita i Cosiek [recenzja], Kobiety w kąpieli, Oblany test, Nigdy nie zapomnieć, W  góry [recenzja wkrótce], NIENASYCONY. Robert Lewandowski, Maestra, Miasto cieni, Osobliwe szczęście Arthura Peppera, Mapy [recenzja wkrótce], Muki w podróży dookoła świata [recenzja wkrótce], Anne of Green Gables & Anne of Avonlea, The secret Garden, Pani Dalloway, Rok szczura, Tajemniczy ogród (wyd. 2016), Szum (+ebook), Oto jest ogród [recenzja wkrótce], Jak powietrze, Rzeka podziemna [recenzja jutro, 03.08.16], Okrążyć słońce, Urodzony, by się nie bać, Błąd, Idealna. 

Mam co robić;)
Co polecacie pierwszej lekturze? Z czym warto poczekać?


poniedziałek, 25 lipca 2016

Strażniczka książek - Mechthild Gläser


Kto z Was nigdy nie marzył o tym, by choć na chwilę przenieść się na karty literatury? Kto z Was nie chciał, by u boku Holmesa rozwiązywać najbardziej zawiłe zagadki? Kto nie chciał przejrzeć się w  lustrze Doriana Graya albo kto nie marzył o popołudniowej herbatce u Kapelusznika? O ile jednak my musimy zadowolić się w tej kwestii wyobraźnią, o tyle istnieją ludzie zwani strażnikami książek, którzy od 5 do 25 roku życia, mogą swobodnie wskakiwać do literatury i sprawdzać czy w naszych ulubionych powieściach wszystko przebiega tak, jak należy.

Podobny dar ma także Amy Lennox. Po przykrych doświadczeniach ze szkoły ucieka wraz z mamą i przyjeżdża do rodzinnego domu w Stormsay, gdzie przekonuje się jak wielkim darem i odpowiedzialnością została obdarzona.

Kapitalny pomysł z  nieco niewykorzystanym potencjałem realizacyjnym – tak naprawdę dopiero końcówka nadrabia braki akcji w początkowych fazach książki, nie wystarcza to jednak, by całkowicie zamazać obraz początkowych niedociągnięć. Wystarcza natomiast, by czerpać ogromną przyjemność z  lektury, szczególnie zaś z jej intertekstualnych nawiązań. Spotkać bowiem w jednej książce postacie z Szekspira, Doyle’a, Carrolla, Bronte, Goethego, Wilde’a i innych to czysta przyjemność i nie lada gratka dla oczytanych!

Ponadto książka ta doskonale obrazuje to jak magiczny, (nie)przewidywalny i pełen niebezpieczeństw oraz zagadek do rozwiązania jest świat literatury. Z  całą pewnością zaszczepi to szacunek do słowa pisanego i chęć jego zgłębiania.

Zachęcam do lektury, podsuwajcie młodym czytelnikom – może rozbudzi to w nich chęć sięgnięcia po wspominane w powieści tytuły?:) Strażniczka książek to swoisty przewodnik dla początkujących – osoba rozpoczynająca przygodę z książkami znajdzie w niej mapę z  wytyczonymi najważniejszymi szlakami i punktami docelowymi – dzięki temu kanon literatury znajdzie się na wyciągniecie ręki.
Starsi, rozkochani w  literaturze również będą zadowoleni;)

Lekka młodzieżówka, która choć niewolna od niedociągnięć, zapewni masę świetnej zabawy. Nie jest to Atramentowa seria jednak czy to ważne, gdy po raz kolejny dostajemy szansę dosłownego przeniesienia się do świata literackiego?:) Uwielbiam powieści autotematyczne, uwielbiam. 






sobota, 4 czerwca 2016

Biała Rika - Magdalena Parys



Jeśli wydaje Wam się, że znacie Magdalenę Parys – jesteście w błędzie.

Oto autorka, którą dotąd mieliśmy okazję poznać jako twórczynię kryminałów, kieruje swój wzrok ku polsko-niemieckiej rodzinie, by w niebanalny sposób opisać jej losy.

Dagmara to dorastająca dziewczyna, która pragnie poznać przeszłość swojej rodziny – narysować drzewo genealogiczne, usłyszeć o losach kolejnych jej członków, dowiedzieć się tego, co stanowi jej rodowód i co chociażby niebezpośrednio ukształtowało jej młode życie.

Podczas odkrywania kolejnych kart przeszłości, dociera do bolesnych i długo skrywanych wspomnień, szczególnie tych, dotyczących jej przyszywanej babci – Ruth, zwanej Riką. Białą Riką.
Owa kobieta, córka Maximiliana Korna, właściciela cegielni, bliźniacza siostra Gerdy, zakochała się bez pamięci w Karolu – Polaku wywiezionym do Niemiec na przymusowe roboty. Podobnym uczuciem pałała do niego jej siostra. Obie kobiety różnił jeden pieprzyk, ot. Nikt do końca nie wie, kogo naprawdę kochał Karol. Los chciał, że w 1945 roku to Rika uciekła z  rodzinnego Hamburga ze swoim ukochanym. Podczas powrotu starała się nic nie mówić, by nie zdradzić swojego pochodzenia wśród wracających z nimi Polaków. Po wojnie osiedliła się wraz z mężem w poniemieckim Szczecinie, by w nim na nowo zbudować szczęśliwe życie. Jako babcia była niedostępna – Dagmara odbierała ją jako staruszkę, mimo że miała dopiero 57 lat. Postarzały ją białe jak śnieg włosy i minione cierpienie wypisane na twarzy.

Książka ta jest o tyle wyjątkowa, że pomimo wielu postaci, wydarzeń i historii fikcyjnych, zawiera w sobie ziarno bolesnej prawdy, związanej z samą autorką. Nie wiemy co i na ile nią jest, a gdzie do całości wkradła się odautorska wyobraźnia i korzystanie z opowieści zasłyszanych. Nie jest to istotne.

Intrygująca to opowieść, pełna niewypowiedzianego żalu, nieuładzona przez redakcję, rozliczająca się z przeszłością, a przy tym z wieloma puszczonymi do czytelnika oczkami, spisana niby na brudno, niby jeszcze nie gotowa, nie do druku, niepewna ostatecznego kształtu. To między innymi nietypowa forma, pełna wtrętów rodziny i redaktorki, czyni z niej powieść wyjątkową, bo wciąż uaktualnianą, wciąż pisaną.

Biała Rika zdaje się krzyczeć o tym, że warto szukać, warto grzebać w rodzinnych historiach, trzeba to robić, by istotne fakty nie zostały zawłaszczone przez bezwzględną niepamięć. 


I choćby to miała być jedyna lekcja, jaką wyciągniemy z  lektury – warto!

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Układ - Elle Kennedy (+niespodzianka dla czytelników)




Hannah Wells jako jedna z nielicznych uczennic zdołała zaliczyć test u nowej nauczycielki. Dla niej to powód do radości, niemający jednak większego wpływu na jej dalsze życie, dla innych jednak, wyniki tegoż miały znaczenie fundamentalne.

Jedną z  takich osób jest Garrett Graham, kapitan drużyny hokejowej, mięśniak, do którego wzdycha połowa szkoły, bawidamek i nieznośnie egotyczny chłopak, mający siebie za półboga. Jego celem jest zawodowa kariera sportowa, jednak szyki te może popsuć mu niebezpiecznie spadająca średnia ocen. Bohater przypadkowo wpadając na Hannah, i widząc jaki wynik testu udało jej się osiągnąć, próbuje wszelkimi sposobami przekonać ją, by udzieliła mu korepetycji. Dziewczyna jednak jest bardzo oporna. Jedynym argumentem jaki ją przekonuje, jest stworzenie niebezpiecznego układu – ona przygotuje go do poprawki, on z kolei umówi się z nią na fałszywą randkę, by wzbudzić  zaciekawienie i zazdrość u chłopaka, na którego uwadze dziewczynie niezwykle zależy.

Zasady wydają się jasne, jednak z każdym kolejnym dniem para coraz bardziej się ze sobą zżywa. Nieskory do tworzenia innych niż seksualne relacji z kobietami Garrett otwiera się przed nową znajomą, ona zaś ufa mu bardziej niż komukolwiek innemu. Nikt nie mógł przypuszczać (oprócz przewidującego czytelnika), że zrządzeniem losu ta dwójka zacznie się w  sobie zakochiwać.
Co jednak z układem?

Mimo że książka Elle Kennedy nie jest zaskakująca, a wręcz banalnie przewidująca, czyta się ją z wielką lekkością. Bohaterowie nie są jednoznaczni – budzą sympatię, tym bardziej, że ich pozorny obraz znacząco różni się od rzeczywistego. Fakt, że kapitan drużyny nie jest głupkiem na jakiego wygląda, skupionym jedynie na seksie z jak największą liczbą kobiet, a kujonka daleka jest od stereotypowego wyobrażenia wcale jednak nie dziwi - jest oczywiste, stanowi bowiem stały element literackich romansów, szczególnie w ostatnim czasie. To klasyczna Piękna i Bestia naszych czasów – pozory mylą, piękno ukryte jest we wnętrzu, a każdy człowiek niesie ze sobą bagaż historii, sprawiający, że buduje wokół siebie taki a nie inny mur, odgradzający go od bolesnej rzeczywistości
.
Nieco zadziwiają mnie hurraoptymistyczne opinie na temat tej książki, bowiem w  żaden sposób nie stanowi ona novum zdolnego zachwycić oryginalnym konceptem, nie jest także spektakularną realizacją znanej konwencji. Stanowi raczej poprawnie opowiedzianą historię, wolną od obscenicznej i wszechobecnej w gatunku nadmiernej wulgarności, którą właśnie z tego powodu, a także ze względu na bardzo szybkie zżycie się z bohaterami, czyta się przyjemnie i z ochotą.  Z  tego również względu bez obaw i większego zastanawiania się sięgnę po kolejny tom cyklu – moja ciekawość została rozbudzona, zastanawiam się jak autorka poprowadzi narrację, jakie jeszcze zawiłości czekają na drodze głównych bohaterów. Nie jest to jednak tego typu książka, po której nie sposób zasnąć, która zniewala i powoduje niemożność sięgania po cokolwiek innego. Nie ukrywam jednak, że bohaterowie na tyle wzbudzili moją sympatię, że z radością będę śledziła ich dalsze losy.

To powieść dobra na jedno lekkie popołudnie lub wieczór – zarezerwujcie je tylko dla siebie, nalejcie do kieliszka szampan (lub wodę – jak ja) i delektujcie się chwilą. 


***
Jako że ostatnio większość konkursów odbywała się na Facebooku, pora na zmianę zasad i wyrównanie rachunków:) Tym razem zabawa przeznaczona jest jedynie dla obserwatorów blogu - w ramach podziękowania i docenienia Waszej stałej obecności.

Co należy zrobić? Poza byciem obserwatorem, napisz w komentarzu jaką książkę o tematyce miłosnej powinnam Twoim zdaniem obowiązkowo przeczytać. Jeśli masz ochotę (a wierzę, że palce będą Cię aż świerzbić!) napisz proszę w kilku zdaniach, dlaczego wybór padł akurat na tę.

Jeśli możesz i chcesz - poinformuj o konkursie na blogu, G+, Facebooku czy gdzie tylko Ci się spodoba.

Ciekawskim zdradzę, że w przygotowaniu drugi tom cyklu, stąd warto zapoznać się z częścią pierwszą:)
Bawimy się do 23.04 - dzień po Światowym Dniu Książki ktoś otrzyma miłą wiadomość uświetniającą tę okazję;)