Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 maja 2016

Korytarzem w mrok - Lois Duncan




Kit wraz z czterema wybranymi podczas rekrutacji dziewczętami rozpoczyna naukę w nietypowej szkole z internatem, mieszczącej się w wysokim, dwupiętrowym budynku, niegdyś zajmowanym przez prywatnego właściciela, lecz po tragicznych wydarzeniach mających w nim miejsce, odrestaurowanym i przemianowanym na placówkę edukacyjną. Doskonałym słowem oddającym charakter miejsca jest „złowieszczy”. Blackwood to przede wszystkim ciemne, kręte korytarze i pokoje umeblowane w starym stylu, zamykane jedynie z zewnątrz.

Kit od początku czuje się w nowym miejscu nieswojo, które to wrażenia zostają spotęgowane, gdy zaczyna mieć ona dziwne sny, a wszystkie pozostałe uczennice nie dość, że odkrywają w sobie dziwne talenty, to jeszcze zachowują się coraz bardziej nienaturalnie. Sytuacji nie poprawia wyjątkowa małomówność nauczycieli, ewidentnie wiedzący znacznie więcej, niż są skłonni wyznać…

Korytarzem w mrok bardziej niż pełnowymiarową powieść stanowi opowiadanie z wątkiem tajemnicy, którego centrum zajmuje próba jej obnażenia.

Szalenie ciekawy koncept i doskonały materiał na wielowątkową powieść młodzieżową, który został niestety zredukowany do minimum, a tym samym w  dużej mierze zaprzepaszczony. Krótka forma nie do końca mnie przekonała – zagadka została rozwiązana zbyt szybko, a atmosfera napięcia nie została należycie wykorzystana. Mimo wartkiej akcji i języka stanowiącego dobre tło dla całości, bo w żaden sposób się niewyróżniającego, całość potoczyła się zbyt prędko. Od rozpoczęcia nauki w szkole i pierwszych podejrzanych wydarzeń, w zawrotnym tempie przeskoczono do rozwiązania zagadki.

Z całą pewnością cenne będzie to dla tych czytelników, którzy do słowa pisanego dopiero się przekonują – tajemnica i nieduża objętość powieści stanowić będą motywację do czytania. Doświadczony czytelnik będzie jednak zawiedziony – ma się wrażenie, że w miejscu zakończenia coś dopiero powinno się rozpocząć, a lektury starcza maksymalnie na dwie godziny.


Lekka, do podczytania pomiędzy kolejnymi angażującymi tekstami, adresowana szczególnie do młodzieży – starsi mogą być nieusatysfakcjonowani. Z całą pewnością nie przesadzałabym jednak z porównaniami do Harry’ego Pottera, które nie są niczym innym, jak zwykłym nadużyciem. Mimo że pojawiają się w powieści elementy magii i zdolności paranormalnych, nie pozostaje to w żadnym związku (chociażby intertekstualnym) z serią o młodym czarodzieju. Jako samodzielna opowieść jest interesująca, choć niedopracowana i zdecydowanie zbyt krótka. Przypomina raczej szkic, niż finalną wersję.

piątek, 11 września 2015

Nosisz okulary? Bądź dumny! (Okularki – Ewa Madeyska)



Ilu z  Was nosi okulary? A z  ilu Was śmiano się z  tego powodu w podstawówce?

Mnie na szczęście się to nie przydarzyło, ale potrafię sobie wyobrazić ten koszmar. Codzienne stawanie przed dylematem: ubrać okulary, widzieć i narazić się na śmieszność czy nie ubierać i narazić się na przykre wydarzenia z powodu niedowidzenia?

Ewa Madeyska w sposób przystępny dla dzieci i z ogromną mądrością podejmuje temat okularników w  swojej najnowszej książce dedykowanej najmłodszemu pokoleniu.

Frania to czterolatka, która jest wyśmiewana w przedszkolu przez swojego kolegę - nazywa on ją okularnicą i wyzywa zarówno wtedy, gdy ma okulary, jak i wtedy gdy ich nie zakłada. Dziewczynka jest tak przestraszona, że sama nie wie co ma robić - nie chce być obiektem docinków, ale też chciałaby widzieć wyraźnie. Wszystko to sprawia, że z wielką niechęcią idzie do przedszkola. Zastanawia się jak to możliwe, że jej tata bez skrępowania i cieniu smutku nosi okulary do każdej wykonywanej czynności i że nikt nigdy się z niego nie śmieje. Gdy jednak pewnego dnia jego okulary znikają, sprawa się wyjaśnia, a dziewczynka dostaje do taty cudowną lekcję.

Piękna, edukacyjna, pozwalająca odkryć piękno w  sobie samym i nauczyć się mądrze bronić przed docinkami. Wytyka tych, którzy naśmiewają się z innych, bo sami są niepewni własnej wartością, ranią, bo są zranieni. Pozwala pochylić się nad ich cierpieniem i skutecznie oduczyć wyżywania się na innych.

Okraszona cudownymi wprost ilustracjami imitującymi rysunki dzieci, robi doskonałe wrażenie i nadaje się zarówno do czytania domowego, jak i w  warunkach szkolnych i przedszkolnych – gdzie problem wyśmiewania inności – bez względu na to jakiej – wciąż jest powszechny, a nierzadko brakuje słów i materiałów, by z nim skutecznie walczyć.
Zwróćcie uwagę na tytuł - rozedrgany, jakby widziany oczami tego, kto powinien ubrać okulary.


źródło: materiały wydawnictwa
Ta książeczka może być sposobem i wielką szkołą wiary w siebie i dumy z  tego kim się jest dla okularników.

Polecam serdecznie!

piątek, 12 czerwca 2015

Koszmarna dwójka – Jory John, Mac Barnett



Jako dziecko każdy marzył o innej roli w  szkole: jedni chcieli być przewodniczącymi, skarbnikami, inni łącznikami, jeszcze inni dyżurnymi czy wzorowymi uczniami. Byli jednak także tacy, których ambicje skupiały się wokół innych ról: ci najczęściej pragnęli zostać… kawalarzami.

Bohater książki, Miles, był właśnie takim kawalarzem. Mało tego – on był mistrzem. Nie miał sobie równych, a jego dowcipy przyniosły mu ogromną popularność, w  pełni zaspokajając jego pragnienie bycia znanym i lubianym.

Niestety, pewnego dnia jego rodzina musiała się przeprowadzić. Wówczas chłopiec stracił nie tylko kolegów, sprawdzone miejsca i sposoby robienia żartów, ale przede wszystkim reputację. Jak się bowiem okazało, w  nowym miasteczku najlepszy kawalarz już był. Dolina Ospała co rusz pobudzana była żartami tajemniczego bohatera, wnoszącego się na szczyty mistrzostwa. Aby całkowicie nie oszaleć w nowym miejscu, Miles musi odebrać tytuł najlepszego kawalarza temu, który dotąd go piastował, a który wciąż pozostaje nieuchwytny.

Sprawa nie będzie łatwa, bowiem jak to w  nowej szkole, na chłopca od razu czekały kłopoty – nieżyczliwy dyrektor oskarżający go o całe zło wyrządzone w  budynku i jego obejściu; jego syn, nieznośny Josh i wreszcie przydzielony mu szkolny asystent – nad wyraz irytujący Niles.

Jory John i Mac Barnett stworzyli świetną książkę dla młodego czytelnika, którą nie dość, że fantastycznie się czyta (a to dopiero pierwszy tom!) to jeszcze, która podejmuje trudną tematykę dopasowywania się w nowym miejscu zamieszkania, obcości, pragnieniu asymilacji i zaistnienia, a także odnalezienia przyjaciół i ponownego, mozolnego budowania reputacji, robiąc to w prawdziwie lekki i przystępny sposób. Czytelnik nawet nie zorientuje się z  jak poważną materią się zmaga, bo już zostanie wciągnięty w  wir wydarzeń. Autorzy pokazują, że wszędzie można się dogadać, wszędzie znaleźć bratnią i duszę, jeśli tylko otworzymy się na sprzyjające okoliczności i że w  dwójkę zawsze raźniej i pełniej wykorzystać można talenty.

Świetna, zabawna, obfitująca w  ciekawostki o krowach książka, która wciąga na tyle, że jej zakończenie sprawia przykrość – żal rozstawać się z bohaterami i ich przygodami.

Mam nadzieję, że drugi tom pojawi się bardzo szybko, a tymczasem Wam – przyszli i obecni kawalarze oraz ich ofiary – serdecznie polecam lekturę.

czwartek, 18 grudnia 2014

Time to say goodbye...:)

Część I ga - najbardziej chętni do pracy i realizacji wszystkich moich szalonych pomysłów ludzie jakich znam:)
I jacy radośni!

Ufff! Cztery miesiące cudownej pracy za mną - premiera jako nauczyciela, mam nadzieję, zdana.
Było wspaniale, choć nierzadko wymagająco. Wiele razy zastanawiałam się czy to co robię w ogóle ma sens i do kogokolwiek dociera, ale po dzisiejszym dniu wiem, że było warto - i jest mi bardzo, bardzo smutno, że ta przygoda (bo to była niezwykła przygoda!) dobiegła właśnie końca, ale jednocześnie jestem ogromnie wdzięczna za to, że w ogóle było mi dane ją przeżyć.
Od zawsze marzyłam, by uczyć, od jakiegoś czasu, by uczyć w tej szkole i ostatnie kilka miesięcy były spełnieniem tych właśnie marzeń i utwierdzeniem w przekonaniu, że moje studia to nie był błąd, bo poprowadziły mnie w doskonałe miejsce do fantastycznych młodych, zaangażowanych ludzi:) Poświęciłam wiele czasu i serca na przygotowanie lekcji, na ludzkie, ale rzetelne sprawdzanie wiedzy i umiejętności, wiele się uśmiałam, mam wrażenie, że moje życie stało się pełniejsze, z misją:) Czułam się naprawdę spełniona. I wiem, że to bardzo górnolotnie brzmi - ale tak właśnie czuję.
I dziś, gdy ten czas dobiegł już końca, przyszedł moment trudnych pożegnań z klasami, z którymi, jako że (miałam je tylko dwie) bardzo się zżyłam i którym mogłam poświęcić bardzo dużo czasu i uwagi - łez, przytulań, zdjęć, wymiany ciepłych słów nie było końca: szalenie to motywujące.
Wiem, że coś się skończyło i coś się na nowo zacznie - powrót do niespiesznych lektur, wieczorów z książką zamiast toną sprawdzianów i cudownych (naprawdę!) prac, ale tak sobie siedzę i myślę: co ja właściwie będę bez moich gimnazjalistów robiła?:) Póki co zapowiada się na niezłą tęsknotę;)
A dlaczego to piszę, po co ta prywata na blogu? Bo głęboko wierzę i mam wielką nadzieję, że chociaż część uczniów (o niektórych wiem, inni jeszcze się nie  ujawnili:P) udało mi się przekonać, że naprawdę warto czytać, że nic nie zastąpi wieczoru z lekturą, a pisanie o tym co przeżyło się podczas pisania, może być doskonałą drogą do samopoznania. I taką funkcję ma dla mnie w dużej mierze ten blog.
Nie ukrywam,że cudownie słucha się, że ktoś polubił dzięki mnie polski albo wreszcie zobaczył, że on nie musi być ani nudny, ani trudny, że książki są fajne, że czytanie ma sens, że uczy wykorzystywania swoich mocnych stron - to były cudne chwile, które na długo we mnie zostaną:)
I same te słowa z ust uczniów - one wystarczyłyby mi zupełnie.
Ale żebym na 100% nie uroniła z nich ani kawalątka, zostały przelane na papier i poparte małym prezentem od każdej z klas. No jestem wzruszona. I chciałam się tym z Wami podzielić:)


Mało mieliśmy czasu, żeby się poznać, ale w kwestii upodobań
chyba można ze mnie czytać jak z otwartej księgi:))



środa, 17 września 2014

Jak uczyć? Wszystko, co musisz wiedzieć, by zostać supernauczycielem - Phil Beadle


Tytuł: Jak uczyć? Wszystko, co musisz wiedzieć, by zostać supernauczycielem.
Autor: Phil Beadle
Wydawnictwo: Publicat
ISBN: 978-83-245-1893-7
Ilość stron: 256
Cena: 39,90 zł
Wrzesień zdążył już w pełni rozkwitnąć, a wraz z nim moja nowa rola – praca w zawodzie nauczyciela. Choć przez gros osób wybór moich studiów, a w konsekwencji szkoły jako ośrodka spędzania większości czasu uważany był i jest za głupi i nierozsądny, dla mnie wciąż stanowi spełnienie marzeń. W szkole po prostu czuję się jak ryba w wodzie, a przygotowanie inspirujących i ciekawych lekcji – choć jest bardzo czasochłonne i wymaga wielu poświęceń –  daje mi wiele radości, podobnie jak widok zaangażowanych w pracę młodych ludzi.
Tak jak w każdym zawodzie, wiążącym się z przebywaniem z ludźmi, należy jednak poznać w nim pewne zasady współżycia i triki, które umożliwią nam pełniejsze wykorzystanie możliwości swoich i klasy, a także utrzymanie dyscypliny w nawet najbardziej ekstremalnych sytuacjach.
Studia i praktyki dają nam bazę wyjściową, ale dopiero praca, daje sposobność skutecznego i mozolnego wypracowania sobie programu postępowania z różnymi typami klas, trzeba dodać praca wieloletnia. Książek, które mają młodemu nauczycielowi ułatwić poruszanie się po nierzadko trudnym terenie, pełnym wybojów i min jest bez liku. Mało która jednak, wynika z osobistego doświadczenia autora i jest zapisem jego doświadczeń, a znacznie częściej stanowi kolejną próbą teoretyzowania, która cudownie brzmi na papierze, ale w rzeczywistości jest nie do zrealizowana.
Podobnych książek naczytałam się już wiele – podczas ostatnich lat studiów sięgałam po nie z czystej ciekawości, próbując na własną rękę zdobyć szereg pomysłów, które później będę mogła dowolnie wykorzystywać i modyfikować.
Oczywiście wiele z nich jest autorstwa amerykańskich autorów, co każe szereg inspiracji, ale też kłopotów, z którymi oni musieli się zmagać, przefiltrować przez naszą rzeczywistość, co w konsekwencji skraca rady i ewentualne projekty do minimum.
Książka Phila Beadle’a, uznawanego za nauczyciela z charyzmą, bardzo ciężką do naśladowania, już po oczyszczeniu z fragmentów, które nie dotyczą polskich nauczycieli i ich problemów (wiele miejsca poświęcono na omówienie trudności wynikających z nauczania młodzieży czarnoskórej), wciąż pozostało sporo ustępów i propozycji, które z powodzeniem możemy wykorzystać w szkole – testowanie niektórych idei, dotąd mi obcych, zaczynam już od dzisiaj – efekty mam nadzieję będą wymierne w stosunku do wysiłku, który będę musiała włożyć w ich wdrożenie. 
W książce Jak uczyć? oprócz porad, mniej lub bardziej pedagogicznych (grożenie uczniom, że połamie się im palce ciężkim przedmiotem jeśli nie będą cicho, a następnie realizacja jej – w polskich realiach chyba z miejsca zostałabym zwolniona dyscyplinarnie, gdyby już wpadł mi do głowy tak durny pomysł) znajdziemy w niej szereg anegdot i konkretnych przykładów z życia – są to nie tylko zaświadczenia o skuteczności działania jakiejś metody, ale też wypowiedzi uczniowskie, ich komentarze, reakcje na pewne idee.
Poruszanie w obrębie publikacji ułatwia jej przejrzysty podział na części dotyczące panowania nad uczniami (tutaj propozycje usadzania młodzieży, walki z gumą do żucia, negatywną aktywnością, kilkuetapowych sposobów udzielania reprymendy, reagowania na bójki, używania pochwał), wiedzy i rozumienia (a w nim o pracy z pasją, wzbudzaniu zainteresowań),  metod i organizacji pracy (tutaj propozycje wielu ćwiczeń – znane, ale warto je sobie przypomnieć i może unowocześnić), planowania lekcji (przede wszystkim określanie jej celów i indywidualizacja) oraz oceniania.
Ponadto książka ta zawiera na końcu polecaną bibliografię oraz aneks, który sprawdza się świetnie, jeśli tylko szukamy czegoś „na szybko”.
Jak uczyć? to tekst, który pochłonęłam jednym tchem, czerpiąc z niego ile zdołałam i dostosowując zawarte w nim rady do polskiej rzeczywistości szkolnej. Mam nadzieję, że czas poświęcony na lekturę zaowocuje nowymi pomysłami i – przede wszystkim – trwałą wiedzą jak radzić sobie w klasach trudnych, na które z pewnością w niedługim czasie trafię.

Polecam wszystkim młodym nauczycielom, jako ciekawy starter, ale także weteranom, jako odświeżenie pewnych idei, a być może także i inspirację.

wtorek, 11 marca 2014

Darth Paper kontratakuje – Tom Angleberg


Tytuł: Darth Paper kontratakuje
Autor: Tom Aneglberger
Wydawnictwo: Media Rodzina
Udostępnienie: TaniaKsiążka
ISBN: 9788372787941
Ilość stron:
176
Cena: 25 zł


Tom Angelberger jest twórcą powieści dedykowanych dzieciom i młodszej młodzieży, w tym książki Dziwny przypadek papierowego Yody – pierwszej części przygód tytułowego bohatera, wyrosłej z fascynacji autora Gwiezdnymi wojnami i jego umiłowania do składania papierowych postaci znanych z tego filmu. Zresztą sami zerknijcie: www.origamiyoda.com – ta strona to prawdziwa kopalnia projektów ludzi z pasją.
Bohaterami publikacji Darth Paper kontratakuje są Dwight i jego papierowy Yoda oraz Harvey i jego papierowy Darth Paper.
Odkąd Yoda sprawił, że jego dobre rady wpłynęły na jakość życia w gimnazjum McQuarriego, a większość uczniów zaakceptowała jego mądrość płynącą z Mocy, jednemu z nich zaczęło być to zupełnie nie w smak. Decydując się na stworzenie Darta Papera, otworzył on szkołę na nadejście mrocznych czasów, których pierwszym skutkiem było zawieszenie Dwighta i groźba umieszczenia go w poprawczaku. Uczniowie, którzy nie chcieli zgodzić się na nowy porządek, zdecydowali się na stworzenie akt, mających zostać odczytanymi na Radzie Kuratorium, po to, by oczyścić twórcę papierowego Yody z zarzutów i przywrócić w szkole ład. Ich droga do normalności nie będzie jednak wcale taka łatwa, czego dowodem jest archiwum spisane ręką Angelbergera.

Tym, co fascynuje jest niezwykła szata graficzna tej książki: okładka jest wierną kopią oryginału i już sama wystarczy, by sprowokować do bliższego przyjrzenia się tej pozycji. A w niej…. każda kolejna stronica imituje pognieciony papier, na którym zapisywano archiwum, mające ocalić jednego z bohaterów. Tytuły kolejnych rozdziałów przypominają (mimo tonacji czarno-białej) zapis kredowy lub kredkowy i ujęte zostały w ramkę, notatkom towarzyszą zaś rysunki umieszczane na marginesach, a także na początku i końcu każdego z nich. Nie są to jednak zwykłe ilustracje, uzupełniające treść – są to szkice komentujące kolejne wzmianki, imitujące realne akta – z bieżącymi dopiskami, strzałkami, podkreśleniami ważnych kwestii, a często także pozornymi paratekstami (część wypowiedzi ujęta została w tzw. „dymki”, prowadzące do ilustracji postaci ją werbalizującej).  Każdy rozdział opatrzony został komentarzami Harveya i odpowiedziami na nie, a tym co wieńczy książkę są instrukcje origami, pokazujące jak (w pięciu zgięciach) wykonać rezerwowego Yodę i w jaki sposób (za pomocą dziesięciu zgięć) stworzyć własnego Dartha Papera (uwaga, by nie przejść na ciemną stronę Mocy!).
Koniec jest to? Nie! Za pośrednictwem tej książki autor proponuje czytelnikom pewną grę, będącą ekwiwalentem tych komputerowych.
Wiele w książeczce tej cytatów z Gwiezdnych wojen, włożonych w usta Yody (charakterystyczny szyk znany jest na całym świecie) i reszty bohaterów.
Całość jest niezwykle dopracowana – w dbałości tej ujawnia się ogromna pasja autora i szacunek do uwielbianych przez niego filmów. Wykorzystując swoje hobby, wydał książkę, która niejednemu fanowi Mistrza Yody może zagwarantować uśmiech nieschodzący z twarzy.
Świetna propozycja, której pełnię dostrzegą zwłaszcza zapaleńcy od lat zmagający się z ciemną stroną Mocy – będą oni mogli podjąć wyzwanie wraz z bohaterami.
Choć docelową grupą odbiorców są dzieci i młodsza młodzież, mam wrażenie, że publikacja ta spotka się także z ogromnym entuzjazmem dorosłych, którzy na Gwiezdnych wojnach się wychowali.
Oprócz ponownego spotkania ze swoimi ulubionymi postaciami, będą oni bowiem mogli mimochodem przypomnieć sobie o troskach i zmaganiach młodości.
Polecam!
A gdyby było Wam (za) mało, zachęcam do lektury pierwszego tomu - Dziwnego przypadku papierowego Yody.

http://www.taniaksiazka.pl/darth-paper-kontratakuje-drugi-tom-ksiazki-o-papierowym-yodzie-tom-angleberger-p-356061.html

środa, 26 lutego 2014

Tajemnica szkoły dla panien – Joanna Szwechłowicz


Tytuł: Tajemnica szkoły dla panien
Autor: Joanna Szwechłowicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 9788378396918
Ilość stron: 344
Cena: 32 zł


Kryminały retro spisane chociażby wprawną ręką Marka Krajewskiego zawsze budzą moje uznanie i wielką fascynację.

Nowe nazwisko – Joanna Szwechłowicz – zupełnie nie zwróciłoby mojej uwagi, gdyby nie stylizowana na retro okładka oraz opis, podkreślający charakter tekstu.

Pod względem językowym nie można książce tej niczego zarzucić – dobrze oddaje mowę lat 20-tych XX wieku, sprawnie posługuje się popularnymi podówczas frazami, jak odchodzące już dziś do lamusa „Bogiem a prawdą”. Autorce udało się zbudować klimat opisywanych lat nie tylko dzięki precyzyjnemu oddaniu warstwy lingwistycznej, ale też dzięki bogato i wiarygodnie zarysowanym realiom społeczno-obyczajowym.
Oto w Mańkowicach 1922 roku, w szkole dla dziewcząt, wiesza się jedna z uczennic. Sprawa ma zostać wyciszona, po to, by „nie zrobić większych szkód”. Choć wydarzeniu towarzyszy niemały skandal, wszystko wskazuje na to, że śledztwo uda się zamknąć bardzo szybko. Okazuje się to jednak niemożliwe, gdy niewiele później odnalezione zostają kolejne zwłoki, wyraźnie powiązane z pierwszą śmiercią.  Śledztwo prowadzi podkomisarz Hieronim Ratajczak, któremu nie w smak jest zajmowanie się tak poważną sprawą – daleki jest on bowiem od znanych z innych kryminałów detektywem: nie posiada owego instynktu łowcy, tak ważnego podczas prowadzenia dochodzenia w sprawie wyższej rangi niż kradzież cukru.

Sprawa śmierci Marianny jest dla niego tym trudniejsza, że wszystko wskazuje na zamieszanie w nią największych miejscowych osobistości: dyrektora szpitala, dyrektora gimnazjum męskiego, a także większości wpływowych kobiet, mających wielki dar obserwacji i subiektywnego wyciągania wniosków.

Mimo oddania klimatu miasteczka, mającego wielkie aspiracje a niewielkie możliwości rozwoju, powieść tę czyta się z mieszanymi uczuciami. Charakterystyczna postać podkomisarza raczej nie fascynuje, jego śledztwo nie nadaje się do filmów akcji i choć wydarzenia nabierają tempa, to tak naprawdę wcale nie jest ono odczuwalne. Niestety – spora część to przestoje i dłużyzny, w których dominantę stanowią: opis miejskich konszachtów i wpływów, a także próby ominięcia głównego toru śledztwa i wyjścia z niego obronną ręką, bez konieczności wskazywania na winnych.

Choć książka ta jawnie flirtuje z kryminałem retro, daleko jej do wybitnych tekstów tego gatunku: jest to raczej próba wkomponowania się, wprawka literacka, która – choć ma potencjał – nie wykorzystuje go w pełni budując napięcie, lecz skupiając się raczej na wątkach humorystycznych czy właśnie: społeczno-obyczajowych, zakreślając drobnomieszczański świat, nic sobie nie robiąc z czytelników, którzy z napięciem oczekują czegoś, co można by dalej nazwać „wartką akcją”.
Zamiast wciągającej sprawy morderstwa jest doskonale zarysowana mentalność ludzi okresu międzywojnia, ich uprzedzeń, lęków i obaw, a także – co niezmiernie ważne – opis silnych postaci kobiecych, które nie dość, że istnieją w miasteczku, to jeszcze całkowicie nim rządzą, sterując decyzjami mężów i kochanków. Szwechłowicz podkreśla swoim tekstem zmieniającą się w owym okresie rolę kobiet, które nie dość, że otrzymały prawo do głosowania, to jeszcze coraz odważniej zaczęły mówić o swoich pragnieniach i aspiracjach – w uczennicach szkoły zarysowane zostało przyszłe, silne pokolenie kobiet.  Książką tą zatem szczególnie zainteresować mogą się osoby zaintrygowane obyczajowością na krótko po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.
To nie zbrodnia jest tu najważniejsza – i nie wiadomo czy minus to, czy plus. A rozwiązanie – cóż, najprostsze jest najlepsze. Szkoda, że komplikując – nikt nie bierze go pod uwagę.

niedziela, 12 stycznia 2014

Sklepik Okamgnienie. Walizka pełna gwiazd – Pierdomenico Baccalario

Tytuł: Sklepik Okamgnienie. Walizka pełna gwiazd
Autor: P.D. Baccalario
Wydawnictwo: Olesiejuk
ISBN: 9788378449713
Ilość stron: 238

Wyobraź sobie, że przyszło Ci spędzać dzieciństwo w miasteczku tyleż spokojnym i sprzyjającym braku rozproszeń, ileż nudnym. Tak nudnym, że decydujesz się na rezygnację z nauki, by w pełni cieszyć się słonecznymi dniami, spędzonymi z wędką w ręku nad brzegiem jeziora. Oczywiście, nic nikomu o tym nie mówiąc.

Podobną decyzję podjął Finley Mc Phee, spędzający siedemdziesiąt jeden dni poza murami szkoły, narażając się tym samym na niezdanie do kolejnej klasy. W niczym mu to jednak nie przeszkadzało – najważniejsze było chwilowe upojenie na łonie natury.
Konsekwencje jego zachowania, były dużo bardziej dalekosiężne niż mógłby przypuszczać. Gdyby nie wagary, prawdopodobnie nigdy nie znalazłby się w centrum wydarzeń, które lada dzień miały rozegrać się w, na pozór nużącym i sennym, miasteczku Applecross.
Zaczęło się na pozór niewinnie: wizytą dyrektora w domu, który poinformował rodziców Finleya o zaistniałej sytuacji, kilkudniowym gniewie tychże, po których nastąpił ciąg reperkusji. Młodzieniec został wysłany do wielebnego Prospera, który to miał narzucić na niego stosowną karę. Imał się Finey różnych prac, aż w końcu został pomocnikiem listonosza. I to własnie ta praca, pozwoliła mu natknąć się na nową dziewczynę w mieście – Aiby Lily.

Spotkanie z nią było dla niego jak rażenie piorunem – zaskoczony jej niezwykłością, uległ obezwładniającemu go uczuciu zakochania, wierząc, że nieprzypadkowo los zetknął ich ze sobą.

Wówczas jeszcze nie wie, jak znaczącą rolę w jej życiu przyjdzie mu odegrać.
Dziewczyna bowiem, to potomkini tajemniczego mieszkańca miasta – Ricarda, który niemalże dwa stulecia wcześniej zginął, roztrzaskując się wraz z czerwonym, legendarnym już statkiem, na którym wówczas przebywał.
Dziś, po wielu latach, jego spadkobiercy wracają do miasteczka, by otworzyć sklepik „Okamgnienie”. W ślad za nimi podążają jednak wrogowie, którzy mają swoje własne cele.

Fineyowi przyjdzie zmierzyć się ze światem, którego istnienia nigdy by nie podejrzewał, skonfrontuje swoje wyobrażenia z rzeczywistością, pozwalając ponieść się czarodziejskiej fali.

Opowieść snuta przez Baccalaria, to podróż pełna magii i niezwykłości. Przez książkę przemierzają duchy, strachy, olbrzymy, a bohaterowie na każdym kroku stykają się z magicznymi przedmiotami: peleryną niewidką, złotym atramentem, pająkiem reperatorem, spodniami ze szkockiej żywej wełny, kijem podróżnym, czy też siecią tkaczy snów.
Magia snuje się za bohaterami niczym cień, sprawiając, że ich życie wyrwane zostaje z rutyny i przewidywalności.
W okamgnieniu stają się uczestnikami wydarzeń nieprawdopodobnych. Ci, którzy do niedawna narzekali na senność i nudę miasteczka, dziś zmagają się z postaciami rodem z baśni  i bajek. Stają oko w oko z niebezpieczeństwami, by dać świadectwo swojej mężności i gotowości do poświęcenia.
Wszystko to w fantastycznej oprawie graficznej, będącej uciechą dla oka. Fantastyczne szkice wieńczą każdy kolejny rozdział, ilustrując to, co wymagające zobrazowania. Iacopo Bruno wykonał kawał świetnej roboty, szkicując – jak mówi – ołówkiem magicznym. Nie ulega to wątpliwości.

Gwarantuję, że przy tej lekturze ani Wy, ani Wasze dzieci nie będziecie się nudzić. Spędzicie za to szare, jesienne popołudnie w atmosferze przypominającej najwspanialsze chwile z dzieciństwa, kiedy to Wasza wyobraźnia pracowała na tyle silnie, że była w stanie wygenerować obrazy dziś czytane na kartach książek.
Dajcie się skusić!

niedziela, 5 stycznia 2014

Szukając Alaski – John Green


Tytuł: Szukając Alaski
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788362478934
Ilość stron: 320
Cena: 34,90 zł
John Green cieszy się ogromną popularnością oraz serią hurraoptymistycznych recenzji w sieci. Gwiazd naszych wina oraz Papierowe miasta wzbudziły prawdziwą eksplozję pozytywnych doznań czytelniczych, przeniesionych na testy opiniotwórcze, a te kolejno – na wzrost i tak ogromnej sprzedaży.
Takie literackie fenomeny zawsze mnie ciekawią – co sprawia, że tysiące ludzi sięga po tę, a nie inną książkę i odnajduje w niej dokładnie to, czego wymaga od literatury?
Zaintrygowana dałam się ponieść fali entuzjazmu i pochylić nad najnowszym wydanym w Polsce „dzieckiem” Greena – tekstem Szukając Alaski.

Miles Halter to typowy nastolatek, mający jednak nietypowe hobby – nie słucha głośnej muzyki, nie ugania się za dziewczynami, nie spędza nocy na imprezach ani nie szuka tanich rozrywek – jego pasją jest zapamiętywanie ostatnich słów ludzi.
Chcesz wiedzieć co na łożu śmierci powiedział Walt Diney czy Araham Lincoln? Nie daje Ci spokoju myślenie o ostatnich wypowiedziach Picassa? Zwróć się do Milesa – na pewno zna odpowiedź.
Życie bohatera było do tej pory naznaczone nudą, która w jego przekonaniu miała się zmaksymalizować po wstąpieniu do szkoły z internatem. Tam jednak spotyka on Alaskę Young – dziewczynę tyleż energiczną, co nieprzewidywalną.
Ta niewyobrażalnie smutna i głęboko nieszczęśliwa osoba, skrywająca się za kpiącym uśmieszkiem, stała się ilustracją jego wyobrażeń o pięknie, inteligencji, zabawności i seksowności. Nie trudno było jej sprawić, by Miles robił wszystko, o co tylko go poprosi.
Ten z kolei, nie myślał wcale o tym, co dzieje się naprawdę w sercu jego nowej towarzyszki – skupiony był bowiem na poszukiwaniu Wielkiego Być Może oraz znalezieniu odpowiedzi na pytanie dręczące Alaskę, wywiedzione z jednego z dzieł Marqueza – I jakże ja wyjdę z tego labiryntu?

Green prezentuje swoim czytelnikom opowieść o nastolatkach poszukujących szczęścia i odnoszących się do zastanej rzeczywistości z czujnością i ostrożnością. Nie byli oni ślepymi biorcami tego, co przynosi los, lecz myślącymi istotami, pragnącymi poznać sens istnienia i zgłębić odpowiedzi na pytania od stuleci dręczących ludzkość: czym są prawdziwa miłość i przyjaźń, jak odnaleźć szczęście i dokąd tak naprawdę zmierzamy.
W ich poszukiwaniach nie brakowało manifestacji przeciwko władzy i ograniczeniom, bohaterowie byli bowiem mistrzami w robieniu internatowych „akcji”, mającymi być zapamiętanymi i wspominanymi przez kolejne pokolenia uczniów, pragnących wydobyć z życia jego esencję i moc wrażeń, wyrywających ich z codziennej nudy i zogniskowaniu na tym, co przyziemne.

Autor stworzył powieść pisaną językiem współczesnych nastolatków, wolną od narzucających się wulgaryzmów i języka troglodytów. Wydobył za to na światło dzienne przemyślenia grupy dorastających ludzi, negujących wszelkie wyobrażenia o współczesnej młodzieży: zarysował uniwersum osób zdolnych do głębokich refleksji i wzniosłych uczuć, w którym niejeden młody człowiek będzie potrafił się odnaleźć i znaleźć odbicie własnych myśli.


Choć lektura, była dla mnie ciekawym doświadczeniem, obyło się bez fajerwerków, a sam autor nie stał się nagle moim nowym ulubieńcem, deklasując tym samym z podium, okupujących je twórców. Nie czuję się porwana ani niesiona falą wszechobecnego rozgorączkowania na myśl o kolejnych tekstach Greena. Sądzę jednak, że mogłam trafić na złą książkę, której zapowiadana moc na mnie nie podziałała, dlatego z równie wielką ciekawością co początkowo, zwrócę się ku dwu poprzednim znanym polskim czytelnikom tomom, mając nadzieję na to, o czym zapewniają ich okładkowe rekomendacje – geniusz i poruszenie, tak rzadkie dziś w świecie odgrzewanej raz po raz literatury.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Oko w oko z diplodokiem – Joanna Jagiełło


Tytuł: Oko w oko z diplodokiem
Autor: Joanna Jagiełło
Seria: Czytam sobie
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 48

Gdy w szkole znajdujesz się w pozycji ucznia wytykanego palcami i nielubianego – nawet wycieczka klasowa jawi się jako koszmar nie do przejścia. Z podobnymi przeżyciami zmagać się musi Bruno – chłopiec drobny, słaby, a przy tym noszący okulary z grubymi szkłami, co wciąż skazuje go na drwiny ze strony kolegów. Na domiar złego uchodzi on za tchórza. Przez zaczepki innych osób, stal się smutny i zamknięty w sobie.
Jeszcze nie wie, jak bardzo jego sytuację i pozycję zajmowaną  w klasie zmieni wycieczka do Gadolandu, w którym Bruno będzie miał okazję pokazać się z zupełnie nowej, nieznanej dotąd nikomu [nawet jemu samemu] strony.
Książeczka ta bada relacje panujące w klasach, pokazuje, że osoby wytykane, są równie wartościowe jak pozostałe – nie miały po prostu okazji jeszcze się wykazać, ale to pewnego dnia się zmieni.
Joanna Jagiełło snuje opowieść o trudnych relacjach koleżeńskich, dodatnio wartościuje cechy takie jak odwaga, chęć zaimponowania innych i zawalczenia o własną godność, a także miejsce w środowisku klasowym. Wskazuje na zmienność losu i ulotność doświadczeń, a wszystko to w sposób zabawny i lekki.

Na serię składają się teksty pisane przez wybitnych polskich autorów, ubogacone pracami mistrzów ilustracji. Czytanie ułatwia – niezależnie od poziomu – duża czcionka i przyjazny dla oka papier, a także niewielki format.
Oko w oko z diplodokiem należy do serii książek z drugiego poziomu – Składam zdania. W nim to każdy z tekstów zawiera 800-900 wyrazów. Użyte są w nich 23 podstawowe głoski oraz „h”, a zdania są już dłuższe, czasem złożone, zawierające elementy dialogu. Na końcu – podobnie jak w dwu pozostałych etapach nauki czytania – znajduje się słowniczek trudnych wyrazów, ułatwiający zrozumienie i poszerzający słownictwo czytelnika. Ważnym elementem ksiązki są także umieszczone na każdej stronie w ramkach, wyrazy podzielone na sylaby, a także zestaw dołączonych do publikacji naklejek. By sprawdzić poziom zrozumienia przeczytanego tekstu, w każdej książeczce z serii znajdują się pytania, mające posłużyć do dyskusji już po lekturze, a by wzmocnić motywację pozytywną, kolejne tomy wieńczy dyplom sukcesu dla czytelnika, który może samodzielnie lub z pomocą rodzica wypisać oraz opatrzyć wybraną przez siebie naklejką.
Książeczki wpisujące się w poziom drugi, posiadają barwne, żywe ilustracje, uzupełniające opowiadane historie i dodające im walorów estetycznych. Ich autorką jest Joanna Rusinek – wybitna ilustratorka projektantka okładek, autorka filmów animowanych, a prywatnie – siostra Michała Rusinka, autora wielu tekstów dla najmłodszych.
Serdecznie polecam – seria ta to doskonała propozycja dla osób stawiających pierwsze kroki na drodze do opanowania trudnej, ale jakże wspaniałej i otwierającej nowe światy sztuki czytania.
Zachęcam do skompletowania całego cyklu – gwarantuję, że warto! Nie tylko ze względu na walory edukacyjne, ale też  z powodu wysokiej jakości tekstów w niej zawartych – zabawnych i wciągających

Pan Fortepianek – Dorota Suwalska


Tytuł: Pan Fortepianek
Autor: Dorota Suwalska
Seria: Czytam sobie
Wydawnictwo: EGMONT
Ilość stron: 64
Cena: 14,99 zł


Próbowaliście kiedyś leczyć ból brzucha muzyką?
Nie? Koniecznie musicie to zmienić!
Z podobną propozycją wychodzi Dorota Suwalska w swojej książce Pan Fortepianek.
Gdy nasz mały bohater, Maciek, niefortunnie rozpoczyna tydzień bólem brzucha – skądinąd znanym nam doświadczeniem poniedziałkowego poranka – z pomocą spieszy mu Busia, zapraszając do domu sąsiada, zdolnego uleczyć każdego, u którego objawia się strach przed szkołą, metodami niekonwencjonalnymi. Sympatyczny starszy pan zaaplikował swojemu młodemu pacjentowi serię zabiegów muzycznych – po usłyszeniu w brzuchu chorego odpowiedniej melodii, wydało się to jedynym stosownym rozwiązaniem. Przepisywane recepty miały niebywale oryginalny charakter – ich zapis mógłby zdziwić niejednego doświadczonego farmaceutę. A jednak – szybko okazuje się, że te nieszablonowe metody leczenia, przynoszą doskonałe efekty! Muzykoterapia staje się nie tylko skuteczną formą leczenia, ale też furtką do nawiązywania niezwykłych przyjaźni i otwierania się na nowe doświadczenia i umiejętności. Od czasu poznania Pana Fortepianka, życie Maćka i jego rodziny całkowicie się zmieniło – rozbrzmiały w nim nowe dźwięki, prawdziwa symfonia uczuć.
Odtąd mogli wołać unisono – muzyka to skarb i lek na każdy stres!
Książeczka stanowi jedną z publikacji, wpisujących się w akcję Czytam sobie wspieraną przez sieć McDonald’s, kierowaną do dzieci w wieku 5-7 lat. Jej celem jest udostępnienie czytelnikom trzypoziomowego programu wspierania nauki czytania i dotarcie – właśnie za pośrednictwem sieci restauracji – do jak najszerszego grona odbiorców. Patronat honorowy nad akcją objęła Biblioteka Narodowa.
Na serię składają się teksty pisane przez wybitnych polskich autorów, ubogacone pracami mistrzów ilustracji. Czytanie ułatwia – niezależnie od poziomu – duża czcionka i przyjazny dla oka papier, a także niewielki format.
Pan Fortepianek należy do serii książek z trzeciego poziomu – Połykam strony. W nim to każdy z tekstów zawiera 2500-2800 wyrazów. Użyte są w nich wszystkie głoski, a zdania są już bardziej złożony. Na końcu – podobnie jak w dwu poprzednich etapach nauki czytania – znajduje się słowniczek trudnych wyrazów, ułatwiający zrozumienie i poszerzający słownictwo czytelnika. Ważnym elementem ksiązki są także umieszczone na każdej stronie w ramkach, wyrazy podzielone na sylaby, a także zestaw dołączonych do publikacji naklejek. By sprawdzić poziom zrozumienia przeczytanego tekstu, w każdej książeczce z serii znajdują się pytania, mające posłużyć do dyskusji już po lekturze, a by wzmocnić motywację pozytywną, kolejne tomy wieńczy dyplom sukcesu dla czytelnika, który może samodzielnie lub z pomocą rodzica wypisać oraz opatrzyć wybraną przez siebie naklejką.

O powadze poziomu trzeciego zaświadczać mają czarno-białe ilustracje, podkreślające przechodzenie kolejnych, coraz trudniejszych i bardziej zaawansowanych poziomów.
Etap trzeci przedkłada tekst nad ilustracje, dzięki czemu nie pozwala na niepotrzebne rozproszenia, ale też nie ogranicza wyobraźni czytelnika, który może dowolnie malować w głowie ujrzane ilustracje, uzupełniać je o kolory zgodne z jego indywidualnymi wyobrażeniami.

Serdecznie polecam – seria ta to doskonała propozycja dla osób stawiających pierwsze kroki na drodze do opanowania trudnej, ale jakże wspaniałej i otwierającej nowe światy sztuki czytania.
Zachęcam do skompletowania całego cyklu – gwarantuję, że warto! Nie tylko ze względu na walory edukacyjne, ale też  z powodu wysokiej jakości tekstów w niej zawartych – zabawnych i wciągających