Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedza. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 października 2015

Chłopaki nie płaczą. A krokodyle? - Paul Heiney




Jestem ciekawska. Wsadzam nos tam, gdzie (nie) trzeba. Myślę jednak, że to ciekawość zdrowa. I naprawdę chciałam wiedzieć czy krokodyle płaczą.

Żeby rozwiać swoje wątpliwości sięgnęłam do książki Paula Heineya, będącego kolejną publikacją z jednej z moich ulubionych „serii”.

Nie ma takiej siły, która powstrzymałaby mnie przed sięgnięciem do kolejnej książki będącej zbiorem odpowiedzi na pytania kłopotliwe, drażniące, niegłupie i rzadko zadawane.
Dzięki autorowi i Wydawcy mogłam część faktów sobie odświeżyć (jestem bowiem rasowym poszukiwaczem podobnych ciekawostek, stąd gros wiadomości stanowiło dla mnie powtórkę – jakże miłą!) i poszerzyć horyzonty.

Heiney uraczył mnie ciekawostkami z kilku nadrzędnych kategorii: magii zwierząt, ciała człowieka, krańców Ziemi, nauki wokół nas, kosmosu, jedzenia, ruchu i ostatniej – naprawdę ważnych pytań.

W ich obrębie znajdziecie między innymi odpowiedzi na pytania o to dlaczego psy się nie pocą, koty mają dwie powieki, jak daleko widzą mrówki, ile oczu ma dżdżownica, z jaką siłą krokodyl zaciska szczęki, rozwiążecie także odwieczny konflikt: kto jest mądrzejszy: psy czy koty?, dowiecie się czy krety naprawdę są ślepe, dlaczego ludzie kłamią, a nastolatkom wyskakują pryszcze, czy hipnoza może zastąpić sen, jak szybko rosną mięśnie, dlaczego papierową serwetkę łatwiej rozerwać gdy jest mokra,  jak działa lampa halogenowa, kiedy obchodzone jest Boże Narodzenie na biegunie północnym, dlaczego nie możemy latać samolotem w kosmos, dlaczego lód przywiera do skóry, dlaczego  trzeba podgrzać brandy, zanim poleje się nią pudding i podpali i wiele, wiele, wiele innych.

Ta publikacja to prawdziwy ocean nowinek i z wielką radością postawię ją na półce koło jej podobnych. A wiecie co ujmuje mnie najbardziej? Że mimo powstawania tak wielu książek z tej kategorii, zawarte w nich ciekawostki prawie nigdy się nie powtarzają! Oto świadectwo wielkości pola do popisu dla badaczy i miejsca pracy dla dociekliwych.


Lubicie się dobrze bawić i pozyskiwać wiedzę w przyjemny sposób? Polecam czytanie!

poniedziałek, 28 września 2015

Wiedza nie całkiem bezużyteczna [Bezużyteczna.pl]



Przed Wami wiedza wcale nie bezużyteczna, którą od jakiegoś czasu zadręczam wszystkie napotkane osoby. A wiesz, ze…? A słyszałeś o tym…? Wiedziałeś, że…? Czy wiesz co…? I tak dalej, i tym podobne. Niekończąca się opowieść, której centrum stanowią ciekawostki.

Uwielbiam i namiętnie śledzę profil Wiedzy bezużytecznej, stąd jedynie kwestią czasu było dopadnięcie wersji książkowej, zawierającej jeszcze większą dawkę informacji zupełnie (nie)zbędnych. I to w całkiem niezłym wydaniu. 


Najważniejszy jest porządek. Całość została elegancko podzielona na główne kategorie, wśród których pojawiają się między innymi: Tego nie było w szkole, wiem, co mam w środku, spójrz inaczej na swoje oczy, wszystko, czego nie wiedziałeś o zwierzętach, tym razem wiedza użyteczna, można? Można!, przypadek? Nie sądzę, rozwiązane zagadki wszechświata, głupi i głupszy, ta informacja zmieni Twoje życie, co zrobisz? Nic nie zrobisz czy Mistrz zła.

Nie jestem entuzjastką wiedzy kosmicznej, toteż rozdziały tej poświęcone były dla mnie najmniej zajmujące, jednak cała reszta – super!

Dla mnie to lektura świetna i pożyteczna, kopalnia drobiazgów, o których można debatować godzinami i nigdy nie mieć dosyć. Cenię ludzi ciekawych świata i doceniam tych, którzy swoją wiedzą potrafią się dzielić i którzy są specjalistami w wyszukiwaniu nieoczywistości.  A za takich mam autorów tejże publikacji i strony na Facebooku.

Od zawsze lubiłam ciekawostki, drążyłam, dopytywałam, kupowałam czasopisma mogące rozwiać moje wątpliwości i poszerzyć horyzonty. Teraz swoją pasję wiedzy przenoszę na aplikacje pozwalające ją wykorzystać i poszerzyć (ktoś jeszcze nie zna Quizwania?!). W odkrywaniu nowych niusów wielce pomocna jest mi bezużyteczna, bez dwóch zdań.

I w sekrecie zdradzę Wam, że nie tylko mi – u lekarza jeden młody pacjent podczytywał ostatnio Wiedzę bezużyteczną i miał z tego wielką frajdę.


Jeśli więc jesteście ciekawi świata – do księgarni marsz.

poniedziałek, 18 maja 2015

Dlaczego oczy kota świecą w nocy? – Dorota Sumińska



Swego czasu byłam wielką, wielką fanką książek popularnonaukowych, których tytuł zaczynał się od ‘Dlaczego…?’ Zaspokajały one mój głód ciekawostek i wiedzy ogólnej, takiej, której w  szkole nie przekażą, jeśli już to z rzadka i niekoniecznie w zadowalający sposób. Namiętnie zaopatrywałam się wówczas w  tytuły takie jak Dlaczego pingwinom nie zamarzają nogi?, Czy niedźwiedzie polarne czują się samotne?, Czy jest coś co jada osy?, Dlaczegokaczki nie przymarzają do lodu? i inne.

Były to jednak książki kierowane do czytelnika dorosłego, brakowało mi czegoś utrzymanego w  tym samym tonie dedykowanego dzieciom (kilka tytułów się znalazło, ale zawsze coś szło nie tak – a to pytania nieciekawe, a to szata graficzna niezachęcająca) i przy tym dobrej jakości, czegoś takiego, co przyciągnie uwagę także dorosłych, którzy będą ją swoim pociechom czytać.

I oto jest! Pięknie wydana, na poziomie, napisana z  humorem, przekazująca tyle, ile trzeba, czasem ciut mniej, po to tylko, by rozbudzić ciekawość i zachęcić odbiorcę do własnego pogłębiania tematu.
Dlaczego oczy kota świecą w  nocy? Doroty Sumińskiej jest odpowiedzią na dziecięcą ciekawość świata i niezaspokojone pragnienie wiedzy, które z  wiekiem jest niestety zabijane przez system edukacji. Świetna rzecz, także na prezent. 



Nie musimy bać się przekłamań, bo nikt nie zna się na zwierzakach, będących tematem wiodącym książki, lepiej niż Sumińska – ceniona lekarz weterynarii i pisarka, która w lekki, przystępny i dowcipny sposób przekaże wiedzę ze swojej dziedziny, ratując tym samym skórę rodziców, nie raz i nie dwa zaskakiwanych przez dociekliwe pytania dzieciaków – Dlaczego jamnik jest taki długi?, Dlaczego rak chodzi do tyłu?, Dlaczego komary gryzą ludzi?, Dlaczego żaba jest mokra?, Dlaczego kot lubi ryby? I wiele, wiele podobnych.
Książeczka ta jest o tyle wartościowa, że uczy nie tylko małych, ale też dużych – sama pary rzeczy się dowiedziałam, kilka odświeżyłam, w wielu się upewniłam.

Gorąco polecam!

piątek, 4 kwietnia 2014

Wszechświat kontra Alex Woods – Gavin Extence


Tytuł: Wszechświat kontra Alex Woods
Autor: Gavin Extence
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-05342-3
Ilość stron: 424
Cena: 39,90 zł

Często zdarza się, że książki wybierają nas, a nie my ich, a ich treść na skutek nierzadko przykrej koincydencji koresponduje z naszymi przeżyciami lub stanowi ich zapowiedź. Tak stało się ze mną i Alexem Woodsem – spotkaliśmy się 2 kwietnia, a już następnego dnia, w premierę, jego i moje losy połączyła wspólnota doświadczeń, która nakazała mi książkę poświęconą jego losom traktować nader osobiście.
Nie sposób nie dostrzec wyjątkowości opowieści snutej przez Gavina Extence’a. Książka ta stanowi bowiem nie tylko zapis arcyciekawej historii, ale może także pełnić funkcję swoistego przewodnika po astronomii i szerzej – po życiu.
Alexa znają wszyscy. Odkąd w jego głowę trafił odłamek meteorytu, stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób na świecie, o której losach rozpisywały się światowej renomy pisma. Jego niezwykłość nie kończyła się jednak na przypadkowym wypadku, który zainicjował cały szereg związanych z nim następstw. Woods był chłopakiem o ponadprzeciętnej inteligencji, zafascynowanym astronomią, z ogromną specjalistyczną wiedzą i pędem do nauki, ale też z niebywałą zdolnością do wpadania w tarapaty. Przez jedno niefortunne wydarzenie poznaje on weterana wojennego - pana Petersona, z którym znajomość stanie się początkiem inspirującej przygody.
Książka ta zaczyna się nietypowo, bo… od końca. Najpierw poznajemy wydarzenia finałowe, które pozornie stanowią niespotykaną mieszankę niefortunności, po to, by cofnąć się o siedem lat i kolejno śledzić losy bohaterów, zmierzające równomiernie ku zakończeniu, które zrozumieć możemy dopiero po zapoznaniu się z trasą ku niemu wiodącą.
Inwersja czasowa pomaga w tym procesie i co ważne – pełni funkcję zaciekawienia: początkowy fragment jest bowiem jednym z najbardziej intrygujących  w całym tekście.

Oto pewnej nocy Alex zostaje zatrzymany przez celnika w dość nietypowym położeniu – na tylnym siedzeniu znajduje się urna z prochami, zaś w schowku spora dawka marihuany. Sam chłopak zaś, odmawia wyjścia z pojazdu, przeżywa bowiem właśnie atak padaczkowy, który próbuje zneutralizować, słuchając muzyki klasycznej na cały regulator.
Jeśli już teraz wydaje Wam się, że Alex mógł być traktowany przez rówieśników jak prawdziwe kuriozum, nie zapomnijcie do jego bagażu doświadczeń dodać matki tarocistki, trudniącej się handlem między innymi magicznymi przedmiotami, a zarysuje Wam się pełniejszy obraz.

Na skutek urazu spowodowanego uderzeniem meteorytu, Alex nie tylko stał się depozytariuszem ogromnej wiedzy, ale też epileptykiem, tykającą bombą, zdolną wybuchnąć w każdym momencie.

Choć na pierwszy rzut oka wydawać się może, że powieść ta posiada zbyt wiele smutnych elementów, tak naprawdę jest historią pełną brytyjskiego humoru, dowcipną i krzepiącą. Pokazuje proces dorastania Alexa, jest swoistym przekrojem jego dojrzewania, szukania własnej tożsamości, poszerzania horyzontów, niezwykłej przyjaźni z mężczyzną w podeszłym wieku, zdeklarowanym pacyfistą. Prezentuje młodzieńcze niezdecydowanie i ogromny zapał, opisuje Alexa-astrofizyka, Alexa-neurologa, wreszcie Alexa-bibliotekarza, zdolnego od najmłodszych lat poświęcić się dla nauki, a także – jak się okazuje – dla drugiego człowieka, w imię przyjaźni i szacunku dla jego woli.

Extence stworzył historię, która dotyka swoją nietuzinkowością – jest słodko-gorzka, taka jak życie i choć zdawać by się mogło, że dominują w niej zdarzenia niemożliwe, okazuje się, że takowe nie istnieją – prawdopodobne jest wszystko, podobnie jak wszystko jest przypadkiem, który możemy umiejętnie wykorzystać.

Doskonały debiut!

sobota, 1 marca 2014

Basia. Łap kolory! - propozycja gry






Basia. Łap kolory! to świetna propozycja dla graczy, którzy ukończyli 5 rok życia i chcieliby w dwu-, trzy- lub czteroosobowym składzie spędzić 15 minut jednej rozgrywki, a następnie wprowadzić nową grę w kanon swoich ulubionych.

To nie szachy, gdzie liczy się spokój, opanowanie i wcale nie szybkość, lecz właśnie gra dla osób, ceniących sobie energiczność i pragnących zaprezentować swoje umiejętności w zakresie szybkiego reagowania po to, by wygrać.

Łap kolory to gra dla prawdziwych mistrzów szybkości! Oprócz tej zdolności muszą oni jednak posiadać także pewną wiedzę: z zakresu barw rzecz jasna.
Wydaje się proste?
Wcale nie! Gdy w grę wchodzą emocje i pragnienie zwycięstwa, może się nagle okazać, że nasz rozum proponuje nam fałszywy obraz łabędzia w kolorze… zielonym. A wtedy – przykro mi, punkt nie zostaje przyznany.
Warto być zatem nie tylko szybkim, ale i czujnym – tylko połączenie tych dwu cech zapewni nam zwycięstwo.

Polecam serdecznie! Zdaje się, że to proste i banalne, ale to właśnie takie gry najczęściej okazują się najlepszymi towarzyszami spotkań z przyjaciółmi.


W opakowaniu znajduje się dwanaście kart Basi, pięćdziesiąt obrazków i czterdzieści żetonów.

Cena rynkowa gry to około 70 zł, ale z całą pewnością można kupić ją taniej – wystarczy przeszukać internetowe okazje albo poszukać na stronie wydawcy.
Warto wspomnieć, że do gry dołączone są dwie książki z serii o Basi – Basia i pieniądze oraz Basia i taniec.







środa, 25 września 2013

Kupa gównianej wiedzy. Ze skatologią za pan brat.


Tytuł: Kupa wiedzy. Książka do toalety opływająca w mądrości
Autor: Paul Kleinmann
Wydawnictwo: Pascal
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788376420752
Ilość stron: 352
Cena: 39,90 zł



Kupa wiedzy Paula Kleinmanna miała być w zamyśle, wedle wielce znaczącego podtytułu, książką dla czytających w toalecie. W jej wnętrzu znaleźć miały się białe plamy historii, twarda matematyka, ustępy o językach obcych, lekkostrawne fakty naukowe i tym podobne.
Chwytliwy tytuł, znaczące podteksty, naprawdę przykuwające wzrok wydanie – to wszystko miało zapewnić sukces.
Jak się jednak okazuje, nawet w czasach, gdy często sięgamy po prawdziwe odpady kultury, swoistą literacką i pseudoliteracką biegunkę, nie wystarczy wykorzystanie skatologicznych, nośnych porównań, by uzyskać marketingowy sukces.
Za formą, powinna kryć się treść, dobrze, gdyby była wartościowa. Powinna, a nie kryje się.
Nie ukrywajmy, wielu z nas, udając się tam, gdzie król chodzi piechotą, wyposaża się w krzyżówki, interesujące artykuły czy też książki z serii „czy wiesz, że…”.W toaletach piętrzą się stosy czasopism, bo to właśnie tutaj skupiamy się najbardziej [szybko się uczę:)]. Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniom konsumenta, Paul Kleinmann wystosował do czytelnika publikację, mającą być jedyną prawidłową lekturą na czas czterdziestu toaletowych posiedzeń. To dzięki niej, mieliśmy czas spędzony w odosobnieniu przekuć w konkretną wiedzę, ujawniającą się w ciekawostkach, którymi moglibyśmy po takowych lekcjach sypać jak z rękawa. W zamyśle autora było więc połączenie przyjemnego z pożytecznym [lub odwrotnie, jak kto woli, w upodobania nie wnikam:)]. Z żelazną konsekwencją twórca zachęca nas do odbycia edukacyjnej podróży na tronie w świątyni dumania, prosi, by samemu sobie dogodzić wiedzą w wygódce, proponuje, by okupować terytoria wiedzy, propaguje upodobnienia się do papieru toaletowego, chłonącego i rozwijającego się [sic!].
Co kryje się za tymi poniekąd zabawnymi, choć średnio apetycznymi zachętami?
Otóż nic. Zawiodłam się i to srogo. Zamiast konkretnej wiedzy, otrzymałam strzępki informacji, które miały służyć nie wiem czemu. Szczerze wątpię, by ktokolwiek w tym kraju nie wiedział czym jest kropka i wymagał tłumaczenia sobie tego w sposób tak uwłaczający inteligencji, że aż opadły mi ręce podczas lektury. Pozwolę sobie zacytować [być może ktoś z Was, drodzy czytający, nigdy z kropką się do tej pory nie zetknął, proszę więc być czujnym!]:  kropka – znak ten stosuje się przede wszystkim na końcu zdania lub równoważnika zdania, aby zaznaczyć jego zakończenie. Kropka ma jednak wiele innych zastosowań. Pojawia się np. po skrócie wyrazu, jeżeli tworząc ten skrót, odrzucamy końcową część skracanego wyrazu (…).[i]

Jak widać, autor nie odkrył kolejnej Ameryki, stworzył raczej coś-nic dla osób, które nie mogą wejść do Media Marktu. Być może, publikacja ta zdałaby egzamin, gdyby jej grupą docelową były małe dzieci, stawiające pierwsze edukacyjne kroki. Niestety tak nie jest.
Nie mogę być jednak aż tak surowa: kilka wiadomości rzeczywiście było mi dotąd nieznanych, dość ciekawych, a jednak w świetle tego, co je otacza, straciły swoją moc oddziaływania. Zgubiły się w tłumie informacji niekoniecznych, śmiesznych, iluzorycznie mających mieć jakieś znaczenie. Naprawdę, naprawdę, głęboko przeciętna publikacja, której zakup raczej bym odradzała. Chcesz przeczytać – wypożycz.
Zapomniałabym dodać, że każdy z rodziałów, przeznaczonych na jedno posiedzenie, zakończony jest testem. Tak więc strzeżcie się Ci, którzy nie zdajecie sobie sprawy czym jest myślnik, lękajcie się niedoświadczeni. Oto Paul Kleinmann Was oświeci.
W myśl poetyki przyjętej przez twórcę, mogę podsumować w jedyny poprawny, choć wulgarny sposób: do du….



[i] Kupa wiedzy, Paul Kleinmann, Bielsko-Biała, s.3.



środa, 24 lipca 2013

Matematyka dla opornych - Przygody Alexa w krainie liczb



Tytuł: Przygody Alexa w krainie liczb. Podróże po cudownym świecie matematyki
Autor: Alex Bellos
Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 9788376597638
Ilość stron: 544



Matematyka zawsze była jednym z tych przedmiotów, który wymagał ode mnie największego wysiłku, by dobrze się do niego przygotować. Nigdy jej nie lubiłam i najchętniej większość jej działów wykreśliłabym z programu nauczania. Owszem, zawsze wiedziałam, że jest niezbędna, ale i tak nie widziałam celowości w przyswajaniu czegoś, co mi się kompletnie nie przyda.
Przygody Alexa w krainie liczb były więc dla mnie sporym wyzwaniem – przede wszystkim przekroczeniem pewnych wpojonych od zawsze przeświadczeń o tym, że matma jest nudna i usypiająca. Podtytuł Podróże po cudownym świecie matematyki wydał mi się mocno przesadzony i adresowany jedynie do entuzjastów tejże dziedziny nauki. Wiedziałam, że książka ta może stać się moją kulą u nogi i uwięzić mnie między swoimi okładkami na długie dni, utwierdzające mnie w przekonaniu, że to przedmiot, którego nigdy nie polubię. Poniekąd tak się stało – ugrzęzłam na długo, ale to chyba właśnie dlatego, że takich publikacji nie da się i nie powinno czytać przez jedno popołudnie. Alex Bellos ukazał mi się jako prawdziwy człowiek z pasją, który mógłby o niej opowiadać godzinami – a takich ludzi uwielbiam, bez względu na to czy rzecz, której są amatorami zajmuje mnie w równym stopniu, czy też nie.  Z prawdziwą przyjemnością więc – choć nie ukrywam, że i z trudnością – przeczytałam jego książkę, którą stara się agitować innych do pokochania matematyki – na przekór jej złej sławy.
By tego dokonać nie zasypuje czytelnika setkami liczb i teorii, które nic nie znaczą, a jedynie nudzą, ale stara się całość ująć w konwencję zabawy i ciekawostek, przez co automatycznie jego tekst staje się przystępniejszy i atrakcyjniejszy oraz o wiele bardziej zajmujący.
Starając się przybliżyć nas do samego serca matematyki, pokazuje doniosłość i ważkość wielu odkryć, o których dziś nie pamiętamy, a które zdeterminowały współczesną matematykę – i nie tylko. Za punkt honoru stawił sobie Bellos rozkochanie czytelnika w dziedzinie, do której sam pała ogromną miłością. Stara się to uczynić przez wszystkie trzynaście rozdziałów, gdzie w oryginalny i dowcipny, a  przy tym niezwykle rzetelny sposób prezentuje najważniejsze w jego odczuciu elementy.
Ogromnym atutem tej książki jest jej przystępność i – paradoksalnie – lekkość. Oczywiście, osobom, które tak jak ja, nigdy nie były hobbystami matematyki, może ona początkowo sprawiać trudność, jednak szybko okazuje się, że jej lektura wcale nie wymaga specjalistycznej wiedzy. Można być laikiem, można być profesjonalistą, a i tak znajdzie się w niej wiele frapujących fragmentów: ze względu na to, że Bellos pozwala zrozumieć i cieszyć się płynącą ze zrozumienia przyjemnością.
Jeśli do tej pory matematyka była dla Was jednym z przedmiotów wiedzy tajemnej, której poznanie zarezerwowane było w Waszej opinii tylko dla nielicznych – bez ociągania sięgnijcie po tę pozycję. Nauczy Was prawdopodobniej więcej niż wszyscy matematycy przez szereg lat spędzonych w szkolnej ławce. Być może zarazi Was pasją, ale z całą pewnością zaskoczy przystępnością.
Ta publikacja to doskonały pomysł na prezent, rewelacyjna pozycja dla tych, którzy choć za czytaniem nie przepadają, to są rozkochani w matematyce; a także dla tych stojących po drugiej stronie barykady. Jest na tyle uniwersalna, że zafascynuje każdego. Gdyby w szkole uczono matematyki w tenże sposób, bez wątpienia niewielu pozostałoby wobec niej obojętnych.

Polecam serdecznie!

czwartek, 9 sierpnia 2012

Dlaczego kaczki nie przymarzają do lodu?

Tytuł: Dlaczego kaczki nie przymarzają do lodu i inne zagadki codzienności
Autor: Ranga Yogeshwar
Wydawnictwo: Videograf II
Ilość stron: 316
Rok wydania: 2010
ISBN: 9788371838415

 
 
Z czasów dzieciństwa została mi jedna cecha – nieustająca ciekawość świata, skłonność do zadawania pytań na różne, czasem najbardziej błahe albo dziwne zagadnienia. Wielu moich znajomych dostaje furii, gdy po raz kolejny „szukam dziury w całym”, rozdrabniam na czynniki pierwsze rzeczy, na które nikt nie zwrócił zbytniej uwagi, a mi nie dają one spać. Gdy po raz kolejny z moich ust spływa zwrot „a dlaczego… a jak sądzicie… a skąd wiadomo… a kto…” większość osób z otoczenia przewraca oczami. A ja? A ja nadal drążę, szukam, pytam, niestrudzenie gonię za sprawdzonymi faktami, które mogłyby rozwiać moje wątpliwości.
Mojej niezaspokojonej ciekawości wychodzi naprzeciw jedna z książek obierających za tematykę zagadki codzienności. Autor, Ranga Yogeshwar, to człowiek, który podobnie jak ja, od lat najmłodszych szukał odpowiedzi na każdy, nawet na pozór najbłahszy problem. Jego pasja w dążeniu do prawdy zaowocowała tym, że dziś jest wziętym moderatorem telewizyjnym i autorem programów popularnonaukowych, a także twórcą książki Dlaczego kaczki nie przymarzają do lodu i inne zagadki codzienności, która stanowi niezbity dowód na to, że wiele rzeczy, które wydają nam się oczywistymi, stanowią tak naprawdę szereg faktów, o których nie mamy pojęcia.  Jako ludzie mamy tendencje do szybkiego przyzwyczajania się i uznawania wielu spraw za powszechne i niewymagające naszej specjalne uwagi. Co tak naprawdę wiemy jednak o otaczającym nas świecie? Czy potrafilibyśmy odpowiedzieć na pytanie najbardziej dociekliwego dziecka, które pragnie się dowiedzieć czegoś, co go dręczy?
Publikacja ta sprawia, że przestaniemy wierzyć stereotypom, a sami zaczniemy szukać satysfakcjonujących odpowiedzi, bez powielania opinii osób uznawanych powszechnie za autorytety, a tak naprawdę szerzących niesprawdzone informacje. Dzięki tej książce mamy szansę poszerzyć swoją wiedzę z kilku dziedzin, według których została ona usystematyzowana. Noszą one następujące tytuły:
  • Dlaczego kobiety mają zimne stopy? Zmysły i rozum, czyli w jaki sposób działa nasz organizm.
  • Dlaczego gwiazdy migoczą? Bezkresne dale albo kosmos, wiatr i pogoda.
  • Czy winda może się urwać? Technika dla początkujących
  • Dlaczego słonie mają takie duże uszy? Tajemnicze życie zwierząt.
  • Dlaczego kromka zawsze spada masłem na dół? Notatki na marginesie, czyli w krainie codzienności.
  • Czy literatura była dyscypliną olimpijską? Wyżej, szybciej, dalej, czyli wyzwania sportowe.
  • Dlaczego robi nam się niedobrze, kiedy czytamy w samochodzie?  W powietrzu, wodzie i na lądzie, czyli samochody i transport.
  • Skąd się biorą bąbelki w szampanie? Smacznego albo ciekawostki z kuchni, spiżarni i piwnicy.
  • Na czym polega zagadka tańczących kropli wody?  Home, sweet home, czyli co każdy człowiek powinien wiedzieć o gospodarstwie domowym.
  • Dlaczego w totku nie powinno się typować  1, 2, 3, 4, 5 i 6? Proszę liczyć!
Choć  w czasie stechnicyzowanego świata mamy możliwość większość informacji wyszukać w Internecie, tak naprawdę niewielu z nas się na to sili. Ufamy opinii publicznej, nie starając się zdobyć wiedzy samodzielnie. W takim wypadku książka ta wydaje się być prawdziwym wybawieniem! Gwarantuje ona świetnie spędzony czas, dobrą zabawę, a przy tym poszerzanie horyzontów. Prawdziwa gratka dla dociekliwych i ciekawskich!
Jak bowiem pisał Andersen, życie to najbardziej zdumiewająca bajka.
Polecam gorąco!


niedziela, 1 kwietnia 2012

Genialna maszyna. Biografia serca – Thomas Amidon, Stephen Amidon.




Serce, jako jeden z najważniejszych narządów odpowiadających za ludzkie życie, doczekało się wielu naukowych publikacji. Nigdy jednak, żadna z książek nie stała się jego pełną... biografią. Aż do teraz. Za sprawą Thomasa i Stephena Amidonów, polski czytelnik ma niebywałą przyjemność poznać historię organu odpowiedzialnego za nasze istnienie, jaka rysowała się od czasów starożytnych aż po dzień dzisiejszy.

Genialna maszyna, to książka, która może odpychać – może, bowiem wielu z potencjalnych odbiorców uzna ją za naukową pracę poświęconą tylko i wyłącznie medycznemu spojrzeniu na ten narząd. Pora rozwiać wszelkie wątpliwości i przełamać bariery. Publikacja ta bowiem, to żaden podręcznik, żaden nudny wykład czy zbiór wiadomości, które interesujące wydawać się mogą jedynie przyszłym lub obecnym kardiologom, lubującym się w tej tematyce.
Genialna maszyna, to napisana rewelacyjnym, żywym językiem, niesłychanie lekkim piórem wciągająca opowieść o maszynie wprawiającej nas w ruch i towarzyszącej nam aż do chwili śmierci. To „literackie dziecko” braci Amidonów jest nie tylko kopalnią wiedzy na temat tego niezbędnego narządu, lecz także nieopisaną przygodą, która wciąga bardziej niż niejedna dobra powieść.

Publikacja podzielona jest na kilka rozdziałów – każdy rozpoczyna się krótką zbeletryzowaną opowieścią o jakimś ważnym wydarzeniu danej epoki, będącą wprowadzeniem do następującego po niej wywodu o charakterze popularnonaukowym.
Nie ma takiego fragmentu w tej książce, który powodowałby znużenie czy zmęczenie tematyką. Nie ma elementów, które byłyby niezrozumiałe czy zniechęcające. Publikację tę czyta się z zapartym tchem, śledząc kolejne losy serca, niczym losy wielkiej gwiazdy. Ciekawym doświadczeniem jest poznawanie stanu wiedzy na jego temat sprzed kilkuset lat, z dzisiejszą świadomością odkryć w dziedzinie medycyny, która rozwija się w niewyobrażalnym tempie.
Autorzy to niezrównani mistrzowie zgrabnie operujący dramaturgią i emocjami, wykorzystujący wszelkie możliwości, by wzbudzić w czytelniku zainteresowanie.

Wiele opisów jest tak sugestywnych, że co delikatniejsze osoby mogą poczuć dreszcze przy czytaniu relacji z dotykania otwartego serca u człowieka, który na skutek wypadku chodził z otwartą klatką piersiową.
Publikacja ta to nie tylko naukowe spojrzenie na serce, lecz także osadzenie go w kulturze. Przedstawiony został w niej rozwój wiedzy na temat tego narządu, jego znaczenie w relacjach międzyludzkich, jego rozumienie zarówno medyczne, jak i społeczne. To nie tylko opowieść o bijącej maszynie, lecz również historia znaku ♥ i jego wpływu na kulturę masową.

Książka, którą każdy powinien przeczytać. Najlepsza biografia, jaką w ostatnim czasie czytałam i zdecydowanie najlepsza książka o tematyce około medycznej jaką dane było mi mieć w ręku. Tytuł prowokujący, trochę przewrotny, ale czym innym jest serce jeśli nie wybitną „postacią”, które losy zostały w tej książce w sposób tak dokładny opisane?

Gorąco polecam.