sobota, 9 marca 2019

Zakręty losu - Agnieszka Lingas-Łoniewska



Pamiętacie szum jaki miał miejsce wokół pierwszego wydania serii Zakręty losu Agnieszki Lingas-Łoniewskiej? Ja doskonale. Wówczas jednak nie miałam okazji sięgnąć po cykl, tym bardziej, że nie przekonywały mnie (odstraszały wręcz) okładki. Na szczęście seria doczekała się wznowienia, a nowe wydawnictwo Autorki - Burda - postarało się o to, by szata graficzna była o wiele przyjemniejsza dla oka.

Jeśli jeszcze nie znacie tego cyklu, zostawiam Was z krótkimi informacjami o kolejnych tomach i zachęcam do odwiedzenia najbliższej księgarni:)



PREMIERA: 27.02.2019

Tom 1. „Zakręty losu”

Dwie przyrodnie siostry, dwóch rodzonych braci. Zaplątani w sieć rodzinnych zobowiązań, potężnych namiętności i układów narkotykowego świata. Wydaje się, że wreszcie wszyscy dobili do spokojnej przystani: Piotr i Anka, którzy znajdują swoją dojrzałą miłość, oraz ich córki – Kaśka i Gośka, które zostają przyrodnimi siostrami. Od teraz ma być tak, jak powinno być: ciepło, spokojnie, bezpiecznie. Jednak kiedy w ich życiu pojawiają się dwaj bracia: Krzysztof i Łukasz, odmienni jak dzień i noc, na jaw wychodzą mroczne sekrety, a historia z przeszłości odżywa. Nowa rodzina, która miała wszystkim dać szczęście, uruchamia lawinę dramatycznych zdarzeń, nad którymi trudno zapanować. Co jest ważniejsze: więzy krwi czy wybory serca?  Gdzie się kończy wolna wola, a zaczyna przeznaczenie? Co wybrać, gdy każda decyzja będzie zła?

Tom 2. „Braterstwo krwi”

Czasem jeszcze im się to śniło. Wracało w koszmarach, zrywając z łóżka w środku nocy. Ale to tylko zły sen: wszystko zostało załatwione, sprawa zamknięta. Rany już się zabliźniły, czekała ich dobra przyszłość. Do czasu… Najpierw była miłość – jak grom z jasnego nieba. Potem rodzinna tragedia, która rozdzieliła ich na trzynaście lat. Ona straciła siostrę, on musiał zapomnieć o bracie. Gdy znów się spotkali, postanowili być ze sobą już na zawsze, na dobre i na złe. Bardzo chcieli nie pamiętać o przeszłości, ale ona się o nich upomniała. „My nie zapominamy” – trzy słowa zapisane na białej kartce znów wywróciły ich życie do góry nogami. Krzysiek kocha żonę do szaleństwa, a ona niedługo ma urodzić ich dziecko. Kaśka chciałaby wymazać przeszłość, ale Krzysiek wciąż myśli o swoim bracie.  Łukasz wie, że zrujnował im życie, ale przecież nawet największy grzesznik może odkupić swoje winy – a on bardzo tego chce.  Okazuje się, że są sprawy, które trudno ostatecznie zamknąć, a przeszłość zawsze wystawia słony rachunek. Czy tym razem wreszcie im się uda przechytrzyć zły los?

Tom 3. „Historia Lukasa”

Był zwykłym chłopakiem, który chciał przeżyć życie według swojego scenariusza. Kiedy najbliżsi odebrali mu marzenia, zszedł na drogę zła. Półświatek, wymuszenia, narkotyki – to była jego codzienność. Na powierzchni trzymała go tylko miłość. Gdy ona umarła, on stracił ostatni powód, by próbować ocalić w sobie dobro.  Po latach los stawia go przed wyborem: zerwać z przeszłością i stawić czoło mafii lub dalej tkwić w przestępczym bagnie. W tę sytuację zostaje wplątany jego brat wraz ze swoją dziewczyną: on ma go bronić jako adwokat, ona oskarżać – jako prokurator. Unika więzienia, ale cena jest bardzo wysoka – musi zmienić tożsamość i na zawsze zniknąć. Po kilku latach mafia uderza ponownie, a uśpione demony się budzą. Tym razem jednak Łukasz walczy nie tylko z nimi, ale także ze sobą – by z ciemnego świata wrócić na jasną stronę mocy. Czy mu się uda?


czwartek, 28 lutego 2019

Lwowski ptak - Piotr Tymiński



Rok 1918. Lwów. Oto Ukraina zaczyna rościć sobie prawa do polskiego miasta. W jego obronie staje wielu, szczególnie wsławiają się zaś Orlęta Lwowskie -  młodzież chcąca wyrazić swój patriotyzm poprzez czynną walkę. Wśród nich znajduje się piętnastoletnia Antonina - dziewczyna, która po kilku odmowach ze strony dowództwa i sugerowania jej przyjęcia roli sanitariuszki, postanawia ściąć włosy i przybrać imię Hipolit, by w ten sposób podstępem  znaleźć się wśród tych, którzy o Lwów zawalczą z bronią w ręku. Udaje jej się dostać do oddziałów liniowych.

Dziewczyna jest zdeterminowana, zawzięta i waleczna, dzięki czemu nie wzbudza podejrzeń kolegów. Podejmuje się najtrudniejszych i najniebezpieczniejszych zadań, byle tylko czynnie włączyć się w walkę. Widzi rzeczy, których żadna wrażliwa nastolatka nie chciałaby oglądać, nie łamie to w niej jednak ducha. Bohaterka jawi się jako wyjątkowo dojrzała i świadoma tego, o co walczy. Jej niezłomności pozazdrościć mógłby jej niejeden chłopak wojujący wraz z nią o wolny Lwów. My zaś, przez dwadzieścia dwa literackie dni, mamy szansę przyglądać się temu, jak młodzież występuje przeciwko wrogom, nie dbając o swoje wygody, lecz poświęcając swe życie w imię wyższych idei. 

Piotr Tymiński, z wykształcenia historyk, swoją wiedzę historyczną doskonale ubrał w zbeletryzowaną opowieść o tym, co działo się w Lwowie od 1 do 22 listopada 1918 roku. 

Sięgając po tę książkę, nie spodziewałam się, że tak bardzo zaangażuję się w historię. Lwowski ptak okazał się lekturą, której nie sposób odłożyć, bowiem chęć poznania dalszych losów bohaterów bierze tu górę nad jakimikolwiek obowiązkami. Zaangażowanie czytelnika spotęgowane jest przez narrację pierwszoosobową, sprawiającą, że ma się wrażenie współuczestniczenia w opisywanych wydarzeniach. Istotne dla zrozumienia tego, co kierowało bohaterką są także listy, które pisze ona do brata. Te epistolograficzne wstawki doskonale uzupełniają samą akcję. Nie bez znaczenia dla jakości tekstu jest także talent autora do snucia opowieści - od pierwszych stron ma się wrażenie przeniesienia się w czasie, stania u boku głównej bohaterki i towarzyszenia jej w codziennych zmaganiach, tak różnych od tego, co my samy przeżywamy każdego dnia. Rzeczywistość wojenna, choć tak odległa, staje się nam na moment bliska, wręcz namacalna.

Jeśli szukacie dobrej książki, która byłaby jednocześnie formą uczczenia pamięci tych, którzy kształtowali historię - Lwowski ptak to coś dla Was. Sprawnie napisana, wciągająca, a przy tym czerpiąca z tego, co napisało życie i będąca ośrodkiem pamięci o roku 1918. 

Polecam.

wtorek, 26 lutego 2019

Madame Pylinska i sekret Chopina - Eric-Emmanuel Schmitt


Osoby, które regularnie zaglądają na mój blog, wiedzą już, że jednym z moich ulubionych autorów zawsze był Eric-Emmanuel Schmittt - pisarz, z którym miałam ogromną przyjemność spotkać się 7 lat temu i po którego książki sięgam bez zastanowienia. Mimo że kilka ostatnich tekstów mnie zawiodło, wciąż z niecierpliwością wypatruję następnych. 

Madame Pylinska i sekret Chopina stanowi książkę, którą koniecznie musicie przeczytać, będąc Polakami i fanami pisarza. Jest to bowiem krótka, osobista opowieść o tym, jak autor pokochał muzykę. Gdy po raz pierwszy usłyszał Chopina, którego z wielką pasją grała jego ciocia, Eric nie mógł przestać o nim myśleć. Fascynacja zaczęła przeradzać się w obsesję, a uczący się gry na pianinie mężczyzna nie potrafił wydobyć z instrumentu zapamiętanych dźwięków. Wszystko miało zmienić się, gdy rozpoczął on lekcje u pewnej Polki - pani Pylinskiej. Kobieta żyła Chopinem, a jej miłość do jego twórczości promieniowała na Erica. Kobieta była jednak nauczycielką specyficzną - jej metody nie należały to standardowych. Miast przesiadywać godzinami przed pianinem, nauczycielka zalecała uczniowi spędzać czas na łonie natury, by tam delikatnie zrywać liście i kwiaty, zważając na to, by nie strącić rosy, a także po to, by wsłuchiwać się w szum gałęzi. Na tym jednak nie poprzestała - nalegała, by przed każdą lekcją Eric uprawiał miłość, bowiem jedynie wiedziony prawdziwym pożądaniem, będzie potrafił oddać się muzyce tak, jak na to zasługuje. Zachęcała go również do lektury - po to, by poznając życie Chopina, zrozumiał jego ekspresję.

I choć Schmitt nie został sławnym pianistą, madame Pylinska rozbudziła w nim pasję - pasję do pisania, dzięki której dziś możemy czytać dzieła stworzone przez pisarza ukształtowanego i wiedzącego dokąd zmierza w swej pisarskiej drodze. Polka nauczyła go szacunku do szczegółu, ukazując, że to w drobiazgach mogą kryć się najlepsze inspiracje i że to one pozwalają smakować życie i czynić je wyjątkowym. Uważni czytelnicy pisarza dostrzegą, jak ogromną rolę w jego tekstach odgrywają małe rzeczy - drobiazgi, dzięki którym losy bohatera toczą się tak, a nie inaczej; jak wiele miejsca poświęca on pasji i pożądaniu, ukazanego na wiele różnych sposobów, tak by wyrazić całą paletę emocji, które mogą im towarzyszyć.

W swej najnowszej książce Schmitt niejako odsłania tajniki swojego warsztatu. Podobnie jak w Nocy przebudzenia obnażał przed czytelnikiem swoją duszę, tak tu pokazuje, jak kształtowała się jego droga pisarska, co wpłynęło na jego wrażliwość i ją zbudowało, jak wielki wpływ na jego życie miała muzyka i pewna Polka, dzięki której autor po dziś dzień ma ogromny sentyment do naszego kraju.

Bardzo sprawnie napisana, opowiedziana z delikatnością i czułością historia. Książka ta układa się na ustach jak najpiękniejszy utwór muzyczny, co niewątpliwie stanowi jej dodatkowy atut. To Schmitt w doskonałej formie, pokazujący jak ogromne znacznie w naszym życiu mają inni ludzie.

Jeśli chcecie wsłuchać się w sentymentalną opowieść i przypomnieć sobie, co to znaczy smakować życie - sięgnijcie koniecznie. Bez wątpienia warto w tle puścić sobie Chopina, by zrozumieć każdą z lekcji udzielnych Schmittowi, a przez niego także i nam.

Polecam.






Inne teksty związane ze Schmittem na blogu:

piątek, 22 lutego 2019

Porysuj mnie - Herve Tullet




Porysuj mnie to kolejna książka, której autorem jest Herve Tulllet i po którą z taką samą chęcią sięgają dzieci, jak i ich opiekunowie, widząc ile radości sprawiają one ich pociechom.

Publikacja ta bazuje na podobnym zamyśle, jak poprzednie - wszystkie strony otwarte są na dziecięcą aktywność i wszelkie formy wyrażania artystycznej ekspresji - odbiorca będzie musiał coś domalować, skreślić, narysować, wyciąć, gryzmolić, otoczyć pętelkami, rozwiązać labirynty i wiele, wiele innych. Wszystko to standardowo oparte już na kolorze żółtym, niebieskim i czerwonym w asyście czarnego do gryzmolenia.

Uwielbiam tę serię, bo tym, co ją zasila jest tak naprawdę dziecięca, niczym nieskrępowana wyobraźnia, dla której odautorskie sugestie mają być jedynie drogowskazem, którego zresztą dziecko wcale nie musi się trzymać, jeśli tylko jego imaginacja podpowiada mu inaczej.

Zachęcam do tej kształtującej dziecięcą fantazję interaktywnej książki, która zapewni Waszej pociesze rozrywkę i rozwinie ich motorykę małą.

Dobra propozycja dla każdego rodzica, którego maluch specjalizuje się w pozornie nic nienzaczących bazgrołach - tutaj gryzmoły zyskają na wartości i urosną do rangi dzieła, dając dziecku poczucie spełnienia.

Polecam!


czwartek, 21 lutego 2019

Szklany klosz - Sylvia Plath



Są dwie opcje: albo jestem już całkowicie zgorzkniała, zblazowana i pozbawiona uczuć, albo moje ostatnie doświadczenia życiowe tak bardzo uodporniły mnie na przeżywanie jakichkolwiek emocji, że książki, które powszechnie robią ogromne wrażenie na czytelnikach, mnie ruszyć nie potrafią. Bo chyba to, czego doświadczyła bohaterka, sama miałam okazję w ten czy inny sposób zakosztować.

Oto Szklany klosz Sylvii Plath, książka obiektywnie rzecz ujmując przejmująco smutna, traktująca o kobiecie, której upadku jesteśmy świadkami strona po stronie. Widzimy jak wpada w otchłań szaleństwa i nie sposób nie odnieść jej chociażby częściowo do biografii samej autorki, która niecały miesiąc po wydaniu tejże książki popełniła samobójstwo.

Esther to młodziutka, wrażliwa, piękna, a przy tym bardzo utalentowana dziewczyna, która przyjeżdża do Nowego Jorku, by odbywać tam staż w jednej z renomowanych redakcji miesięcznika dla dziewcząt. Ma to być dla niej szansa na poznanie zawodu od podszewki, ale też spełnienie marzeń i okazja do zakosztowania dużego miasta tętniącego życiem i okazjami. Niestety, zderzenie z rzeczywistością jest dla bohaterki bolesne. Szybko przekonuje się, że to na czym budowała całe swoje dotychczasowe życie, a więc wiedza i osiągnięcia przeliczone na dobre stopnie, w Nowym Jorku w ogóle się nie liczą. Tutaj kluczem jest wejście w rytm miasta, olśniewanie uśmiechem i czerpanie radości ze wszystkiego. Tego Esther nie potrafi, coraz bardziej zapadając się w sobie...

Albowiem gdziekolwiek bym się znalazła - na pokładzie statku czy przy stoliku paryskiej kawiarni - to i tak w gruncie rzeczy tkwiłabym tylko pod szklanym kloszem własnej udręki, pławiąc się we własnym skisłym sosie [1].

Będziemy świadkami jej powolnego upadku, ale też podejmowanych prób leczenia. Dziewiętnastoletnia bohaterka rozczarowana życiem, które dalekie było od jej wyobrażeń (czyż my nie przeżywamy tego tak samo boleśnie?) nie będzie miała szansy zawalczyć o lepsze życie, bo takiego nie przewidziano. To, co miało być najlepszą z opcji przyniosło gorzkie rozczarowanie, jakżeby można to poprawić? Jak można żyć, wiedząc, że całe nasze życie, wszystkie pragnienia i dążenia zbudowane były na kłamstwie? Jak można cieszyć się codziennością, kiedy widzi się wszechobecne wynaturzenie, zezwierzęcenie, przemoc i podłość? Jak można żyć w świecie, w którym nic nie stanowi wartości?

Plath ustami swej bohaterki zadaje szereg pytań, które dziś co wrażliwsi i mniej znieczuleni na otaczający świat także sobie stawiają - stawiają i znikąd nie otrzymują odpowiedzi.

Polecam, choć nie liczcie na pozytywne wrażenia. Nie nastawiajcie się na rozrywkę ani - Boże, broń! - na poprawę humoru. Oczekujcie gorzkiej refleksji, bo właśnie ją otrzymacie.





[1] Szklany klosz, Sylvia Plath, Warszawa 2019, s. 258.  

środa, 20 lutego 2019

Mały Książę - Antoine de Saint-Exupery



Mały Książę to jedna z tych książek, które na całym świecie doczekały się niezliczonej ilości wydań, a nic nie wskazuje na to, by miał to być już koniec. Dziś chcę zaprezentować Wam wydanie z zupełnie nową szatą graficzną, odbiegającą dość znacząco od tego, co znane i utrwalone w społecznej świadomości, ale właśnie dzięki temu wyjątkowe i przykuwające uwagę.

Duży format, to na pewno element pozwalający "wybrzmieć" grafikom, różniącym się od tych, które znamy przede wszystkim ilością kolorów. Tam, gdzie poprzednio wystarczyła prosta, symboliczna kreska, czerń, biel, sporadycznie żółć, tam teraz znajdziemy wypełnioną barwami ilustrację. Słoń zjedzony przez węża to już nie tylko schematyczny zarys zwierzęcia, ale jego pełnowymiarowy rysunek. Moje pierwsze skojarzenie z samym Małym Księciem zaś, był to serialowy Ludwiczek pomieszany z bohaterami produkcji Beavis and Butthead. Specyficznie, zapadająco w pamięć, ale czy to jest ten Mały Książę, którego chcę zapamiętać?  Książka ta ma dla mnie raczej charakter ciekawostki - warto mieć ją na półce, jednak na pewno nie jako jedyne wydanie. 

A Wy jak sądzicie? Podoba Wam się nowe wydanie z ilustracjami Pawła Pawlaka?