Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowotwór. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowotwór. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 listopada 2016

Jeszcze jeden oddech - Paul Kalanithi


Jeszcze jeden oddech to opowieść autobiograficzna spisana w większości przez Paula Kalanithiego – wybitnego neurochirurga, który pewnego dnia usłyszał straszną diagnozę – rak płuc.

Był młody, nie przekroczył jeszcze czterdziestki, jego głowa wypełniona była planami i marzeniami – dotąd nie doczekał się dziecka, a jego najwybitniejsze osiągnięcia zamykały się za szpitalnymi drzwiami – tam był mistrzem, a dla wielu także i aniołem. W dniu śmierci miał 37 lat i osierocił ośmiomiesięczną córeczkę, która narodziła się już po usłyszeniu przez mężczyznę diagnozy.

Choć może się wydawać, że książka ta będzie wyłącznie zapisem czasu choroby Kalanithiego i jego prób radzenia sobie z nią – jest czymś innym. W  dużej mierze stanowi świadectwo jego pracy i poświęcenia – zadecydował on bowiem, że będzie pracował tak długo, jak długo starczy mu sił.
Kalanithi jako lekarz doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jaka czeka go przyszłość i z czym wiąże się choroba, z którą przyszło mu się zmagać – miał świadomość coraz silniejszego bólu, który będzie mu towarzyszył każdego dnia, wiedział, że choroba ta nie daje nadziei na wyleczenie, a jedynie na wydłużenie życia i zwiększenie jego komfortu. Miał świadomość, że na końcu tej drogi czeka go śmierć.

Odnalezienie się w nowej sytuacji zajęło mu sporo czasu – mimo że miał ogromne wsparcie ze strony bliskich i współpracowników. Książka ta bardziej niż zapisem jego zmagań z chorobą, swoistym dziennikiem czy kroniką – czego wielu, w tym ja, oczekiwało – jest zapisem jego pracy lekarza. Autor wspomina jak znalazł się w obecnym miejscu, jak wiele kosztowało go zdobycie tytuły neurochirurga i z jak wieloma dramatami zmagał się w swojej pracy zawodowej, której oddawał się z ogromną pasją i poświęceniem.

Lekarzy takich jak Kalanithi życzę każdemu – jeśli już przyjdzie Wam zmierzyć się ze służbą zdrowia, spotkanie tak mądrych ludzi może okazać się drogocenne.

Trudnością, którą każdy czytelnik napotka podczas lektury tejże książki, jest świadomość jej zakończenia. Czym bliżej ostatniej strony, tym trudniej brnąć dalej, wiedząc, co nas czeka.

Całość jest nieukończona i urwana – śmierć autora nie pozwoliła mu na dokończenie książki. Uczyniła to w jego imieniu jego żona, odsłaniająca jak wyglądały jego ostatnie chwile i nietracąca głębokiej wiary w powodzenie projektu literackiego swojego męża. Projektu, który ujmuje odwagą, doświadczeniem, mądrością i godnością.

Jeśli nie boicie się trudnych lektur – znajdziecie w niej wiele dobrego.




środa, 8 czerwca 2016

Promyczek - Kim Holden



Kate Sedgwick to najbardziej pogodna osoba jaką udało mi się spotkać na kartach literatury. Gdy ktoś ją zrani – martwi się jego stanem, nie sobą. Gdy ktoś na nią nakrzyczy – uspokaja go. Nie chowa urazy, nie unosi się, zaciekle broni swoich przyjaciół, jest lojalna do szpiku kości i żyje intensywnie, nie marnując czasu na smutki, troski, złość czy zwady.  Dla wszystkich ma otwarte serce, podnosi na duchu, pomaga, wspiera, obdarza szerokim uśmiechem.

Nikt, oprócz jej najbliższego przyjaciela nie wie jednak, jak wielki ciężar niesie na swoich barkach.

Gus był z nią od zawsze. Od najmłodszych lat spędzali razem każdą wolną chwilę, wspierali się, kibicowali sobie i cieszyli się ze swoich sukcesów. Także w obliczu tragedii zawsze stali ramię w ramię. Po bolesnych doświadczeniach jakie stały się udziałem Kate, Gus jeszcze silniej się do niej zbliżył. Stał się depozytariuszem jej wspomnień, cierpienia i smutku. Nigdy nie przestał jej kochać i podziwiać, od zawsze mieniąc dziewczynę Promyczkiem, bowiem Kate, pomimo wszelkich bolesnych doświadczeń, emanowała większą pogodą ducha niż gros spotykanych przez nią ludzi, wnosząc jednocześnie radość wszędzie tam, gdzie jej brakowało. Wiedziała jak cenne jest życie i czerpała z  niego garściami. Jedyne w nie potrafiła uwierzyć, to romantyczna miłość.

Gdy wyjeżdża z San Diego na studia, po raz pierwszy musi poradzić sobie całkiem sama. Gus jest dostępny pod telefonem, jednak właśnie nagrywa debiutancką płytę swojego zespołu i co najważniejsze – nie ma go na miejscu. Studia w Grant, w  Minnesocie to wielki skok dziewczyny na głęboką wodę.

Niemalże zaraz po przyjeździe poznaje Kellera – podobnie jak ona uzależnionego od kofeiny chłopaka oraz Claytona i Pete’a – sąsiadów z pokoju obok.

Nowe znajomości wstrząsną jej życiem na nowo, pokazując, że miłość naprawdę istnieje i nawet jeśli mamy wiele do stracenia i niewiele do ofiarowania – warto kochać.

Promyczek to opowieść o tym, jak mimo ogromnych przeciwności losu i cierpienia wciąż być osobą radosną i swoją pogodą ducha zarażać innych. O tym, jak wielkim darem jest z dar siebie, chociażby się wiedziało, że to ofiara na krótki czas.

Jeśli przygniata Was ciężar życiowych doświadczeń – poznajcie Kate zwaną Promyczkiem i zaczerpnijcie z jej pokładów optymizmu i wiary w ludzi. Uzbrójcie się jednak w zastępy chusteczek, bowiem ta historia może Was rozbić i pozostawić w stanie wewnętrznego rozpadu jeszcze na długo.

Poruszy nawet najtwardsze serca. Historia, którą zapamiętacie na długo.  I mimo że jak dla mnie – emocji było znacznie mniej niż się spodziewałam, poznanie Kate było prawdziwym zaszczytem i przyjemnością, a jej postawa w mig ustawiła mnie do pionu. Wielki szacunek dla Kim Holden za stworzenie tak dobrej postaci, za jej przykład życia i świadectwo przyjaźni oraz miłości – takich relacji można głównym bohaterom zazdrościć. 

Promyczek udowadnia, że dobro przyciąga dobro, a bezwarunkowa miłość jest nie tylko możliwa, ile realna! Wystarczy, że będziemy jej pragnęli (a przecież każdy od najmłodszych lat niczego nie pragnie bardziej!) i okazując innym cierpliwość skupimy się na tym co naprawdę istotne, a nie błahe – a nasze życie będzie piękne mimo upadków, z których dzięki silnym ramionom bliskim z  łatwością będziemy umieli się podnieść, by znów z  uniesionym czołem i uśmiechem na ustach iść przez życie.

Po tej lekturze – paradoksalnie – Wasze troski i zmartwienia pójdą w niepamięć. I za ten przekaz cenię tę książkę najbardziej.

Polecam! 




Książkę w korzystnej cenie kupisz na;


poniedziałek, 27 lipca 2015

Ile radości może dać rak?



Jakiego koloru jest Twój świat i otaczający Cię ludzie?

Rzeczywistość Alberta Espinozy jest żółta. Ta niewielkich rozmiarów, rażąco pogodna i optymistycznie nastrajająca książka to jego autobiografia – autobiografia człowieka, który chorował na raka od czternastego do dwudziestego czwartego roku życia i przez ten czas nauczył się znacznie więcej niż większość z  nas kiedykolwiek dostrzeże. Wiele też stracił: nogę, płuco i część wątroby. Wiele jednak zyskał: żółtych, otaczających go ze wszystkich stron.

Bez obaw! To wcale nie książka o raku, ale o tym ile radości ze sobą przyniósł do życia autora – o tym, czego się dzięki niemu nauczył (o sobie i codzienności). Zresztą jej wartość docenił sam Steven Spielperg, kupując prawa do filmu, którego scenariusz został napisany na jej podstawie (Polseres vermelles emitowany w  Hiszpanii i we Włoszech). Wiele w  niej optymizmu, ogromne pokłady humoru i przede wszystkim afirmacji życia. Uwierzycie? Rak tego uczy. 

Co byś zrobił, co zrobiłaby większość z  nas, gdyby w  tak młodym wieku utraciła nogę? Może przyjęcie pożegnalne na jej cześć? To nie żart, Espinoza swoją nogę nawet pochował, dzięki czemu dziś z  uśmiechem na twarzy może szarżować zdaniem „jestem jedną nogą w  grobie!”. Co za człowiek, co za dystans! Jego książka jest dowodem na to, że poczucie humoru może ocalić życie i człowieczeństwo. 

Autor wraz z  dziećmi, z  którymi przebywał na oddziale – z  Jajogłowymi – zawarł umowę na całe życie: mieli dzielić się życiem tych, którzy już odeszli. Wierzyli oni, że ci, którzy zmarli osłabili raka i ułatwili reszcie wygraną z  chorobą. Espinoza przejął 3, 7 życia, ma więc go teraz dokładnie 4,7. I te życia opisuje na kartach tejże książki.

Uroczo ironiczna, torpeduje doskonałym humorem i radością płynącą z przeżywania każdego kolejnego dnia. Z  niej trzeba się uczyć!

To książka, którą się przeżywa, której ocenianie byłoby chyba nie na miejscu – ostatecznie jakie mamy prawo, by oceniać cudze życie?

***
Książkę zdobyłam dzięki cudnej akcji promocyjnej Znaku – wystarczyło podejść do przedstawicieli wydawnictwa czekającymi z  książkami na krakowskim rynku o odpowiedniej  godzinie, w odpowiednim dniu i dodać selfie z  książka na Facebooka. I już – książka była mojaJ Świetny pomysł na masową promocję. Oby więcej takich akcji!

piątek, 15 maja 2015

Życie na pełnej petardzie – ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka



Ks. Jan Kaczkowski to postać nietuzinkowa – zapewne nie raz mieliście okazję go oglądać czy to w  telewizji, czy to w  Internecie (szczególnie strona Rak’N’Rolla). Ja sama kilkakrotnie mu się przyglądałam, po to, by teraz zainteresować się kolejną z  jego książek, wywiadem-rzeką przeprowadzonym przez Piotra Żyłkę, pod rzucającym się w  oczy tytułem – Życie na pełnej petardzie.

Kaczkowski mówi o sobie, że jest onkocelebrytą – a więc postacią znaną z tego, że ma raka (u niego ‘celebryta’ kojarzy się także z  celebracją Mszy Św., nie jest to zatem określenie jednoznaczne). I owszem – ma. Najpierw zmagał się z  nowotworem nerki, później zaś zdiagnozowano u niego IV stopień glejaka wielopostaciowego.

 Mimo tak trudnych doświadczeń w tak młodym wieku i właściwie na przekór wyrokowi śmierci (choć prognozowany przez lekarzy czas przeżycia dawno już przekroczył) ks. Jan ma w sobie ogromne pokłady optymizmu. Nie poddał się zwątpieniu, nie pozwolił lękowi przejąć kontroli nad swoim życiem. Wciąż prężnie działa jako duszpasterz puckiego hospicjum, które sam powołał do istnienia i wspiera przebywające w  nim osoby.

Z  Żyłką rozmawiał o wszystkim: od dzieciństwa naznaczonego chorobą oczu, przez dojrzewanie, bunt, późniejsze odnalezienie powołania i odrzucenie przez jezuitów, a wreszcie seminarium, święcenia i drogę kapłańską. O Kościele mówi z  dystansem i odwagą, mając pełną świadomość jego wad, ale też w  duchu posłuszeństwa i pokory. Z  jego wypowiedzi płynie wielka mądrość – nieważne czy mówi o papieżu, czy swojej chorobie, widać, że posiadł wielkie doświadczenie i obdarzony został darem wymowy. To piękne świadectwo bogatego życia, które poznało co to wytykanie palcami z powodu różnienia się od innych, to opowieść o konieczności zanurzenia w kulturze, uczenia się dyskutowania o niej, wyrażania swojej opinii, poszerzania słownictwa, by nie cofnąć się do epoki kamienia łupanego, to kurs głoszenia dobrych i złych kazań, to lekcja pokory, modlitwy o cud, to wreszcie debata o bioetyce: eutanazji, aborcji i wielu innych zagadnieniach, które wciąż bolą i prowokują społeczeństwo do agresywnej wymiany zdań (czy raczej: narzucania własnego stanowiska). To także historia miłości do Eucharystii, o tym, że cierpienie fizyczne ma zerową wartość etyczną. Wiele w niej humoru, nieraz gorzkiego (np. gdy mówi o katolicyzmie kucanym, niezwykle przykrym widoku).


Inspirująca, mądra, ważna rozmowa, do której chętnie będę wracała, gdy nadmiernie skupię się na swoich porażkach i urojonym lęku. Gorąco polecam! Trzeba nam tak budujących rozmów, bez względu na poglądy czy wyznanie – to świadectwo życia człowieka, którego naśladować warto.

środa, 22 października 2014

Walcz z rakiem! – dr Andrea Flammer


Tytuł: Walcz z rakiem!
Autor: dr Andrea Flemmer
Wydawnictwo: Esprit
ISBN: 978-83-64647-02-4
Cena: 29,90zł
Ilość stron: 248

Mimo że zachorowalność na raka rokrocznie wzrasta, możliwości jego całkowitego wyleczenia staja się coraz bardziej realne. Nie od dziś słychać zapewnienia, że „rak to nie wyrok”, napływające przede wszystkim z mediów, starających się zachęcać nie tylko do profilaktyki, ale też odpowiedniego stylu życia już po usłyszeniu diagnozy.
Dla wielu pomocą obok medycyny konwencjonalnej, wsparcia bliskich oraz psychologów, a także modlitwy stają się zbierane co jakiś czas w różnych publikacjach zalecenia dotyczące diety, mającej skutecznie przeciwdziałać chorobie lub pomagające ją zwalczać.

Podobny charakter ma publikacja dr Andrei Flemmer, znanej biolożki i dietetyczki, zwracającej szczególną uwagę na zdolności organizmu do samodzielnej obrony przed chorobami nowotworowymi, które należy wspomagać poprzez stosowanie odpowiedniej diety, aktywność fizyczną oraz przyjmowanie naturalnych specyfików (niestety w Polsce wcale nie tak łatwo dostępnych).
W momencie, gdy chemioterapia leczy nas, jednocześnie wyniszczając nasz organizm, możemy (za zgodą i wiedzą lekarza) wspomagać go poprzez przyjmowanie naturalnych produktów spożywczych, będących wielkim wsparciem nie tylko w walce z rakiem, ale też wspomożycielem w kuracji przeciwnowotworowej, do stosowania przed pojawieniem się niepokojących objawów.

W publikacji tej odnajdziemy podstawowe informacje na temat raka – trójstopniowy model jego powstawania, wpływ hormonów i wolnych rodników, tempo rozwijania się raka, czynniki mogące go wywołać, wpływ sposobu odżywiania na zachorowalność, typy nowotworów, którym możemy zapobiec za pomocą zdrowej diety.

Obok wiedzy ściśle naukowej, znajduje się w niej także spis substancji przeciwrakowych, występujących w produktach spożywczych – autorka wyjaśnia, co chroni przed rakiem i w jaki sposób.  Na kartach tej publikacji znajdziecie takie naturalne bronie, jak żeń-szeń brazylijski, koci pazur, kataranrus rózowy, smoczą krew, herbatę papacho, ostryż długi, shittake i in.
Brzmi egzotycznie? Miałam podobne wrażenia podczas lektury – obce brzmienie od razu budzi we mnie wątpliwości, powoduje obawy o cenę i wiele innych pytań, na które niestety nie znalazłam odpowiedzi.

Książka ta to jednak nie tylko poradnik i wykaz produktów, po które warto sięgać przy konkretnym rodzaju nowotworu, ale też liczne przepisy oraz sugestie terapii wspomagających leczenie, a także lista środków zapobiegających działaniom ubocznym leczenia, takim jak mdłości, obciążona wątroba, zaburzenia depresyjne, zaburzenia snu, zakrzepica żył głębokich i in.

Flemmer postarała się, by jej książka mimo stosunkowo niewielkiej objętości, była kompleksowym źródłem wiedzy o naturalnych metodach walki z rakiem.
Niestety, mam wrażenie, że nie do końca sprawdzi się ona w polskich realiach – wydaje mi się, że niewielu zdecyduje się na kurację smoczą krwią, choćby nie wiadomo jak była ona przekonująca. Być może jednak się mylę.
Jeśli jesteście zainteresowani, próbowaliście już wszystkiego i powoli tracicie nadzieję – sięgnijcie! Może to właśnie ta książka zawiera poradę, której tak pilnie potrzebujecie.

poniedziałek, 20 października 2014

Św. Hildegarda z Bingen. Leczenie chorób duszy- dr Wighard Strehlow


Tytuł: św. Hildegarda z Bingen. Leczenie chorób duszy.
Autor: Dr Wighard Strehlow
Wydawnictwo: Esprit
ISBN:978-83-63621-82-7
Ilość stron: 408
Cena: 34.90 zł

Św. Hildegarda z Bingen zasłynęła nie tylko jako doktor Kościoła katolickiego, kompozytorka i psychoterapeutka ale także – a może przede wszystkim – jako sławna uzdrowicielka, propagatorka metody holistycznej, według której ludzkie ciało i duszą są ze sobą połączone i wzajemnie na siebie wpływają – gdy choruje jedno, drugie również niedomaga i odwrotnie – leczenie chorób ciała, należy połączyć z uzdrawianiem duszy, której bolączki stanowią źródło późniejszych dolegliwości.
To dzięki jej radom tysiące ludzi na całym świecie ponownie cieszy się doskonałym zdrowiem – zarówno psychicznym jak i fizycznym – a także wyleczeniem z chorób według medycyny konwencjonalnej nieuleczalnych, jak nowotwory o różnej etiologii.
W poczet świętych wpisana ona została oficjalnie dopiero przez Benedykta XVI, który rozszerzył jej kult przez kanonizację równoważną (proces kanonizacyjny rozpoczął się w 1227 roku, ale nie został zamknięty) na cały Kościoł oraz mianował doktorem Kościoła, jako czwartą kobietę w historii.
Życiorys tej arcyciekawej świętej obfituje w wiele tajemnic i niespodziewanych wydarzeń, jednak to nie one są tematem ksiązki dra Wigharda Strehlowa.
Autor, wybitny badacz nauki św. Hildegardy, podczas swojej praktyki przystosował mądrości średniowiecznej mniszki do współczesnych realiów i ich najczęstszych chorób. Wiedzę Hildegardy ,wynikającą z objawień, wzbogacił o zalecenia medyczne i dietetyczne, tworząc pełnię wskazówek, dla osób zmagających się z takimi chorobami i zaburzeniami jak depresja nerwica, lęk, bezsenność, choroby żołądka, choroby reumatyczne, choroby śledziony, tarczycy i in.
Tym, co w publikacji tej podkreślane wielokrotnie jest zwrócenie uwagi na leczenie kompleksowe – poczynając od źródła, aż do efektu.
Hildegarda opisuje wnętrze naszej duszy pod postacią miasta, w którym trzydzieści bożych sił i pięć sił kierowniczych wykonują swoją pracę. Są to duchowe siły (czy też  mocne strony naszej duszy, cnoty), pozostające w sporze z trzydziestoma pięcioma kontrsiłami, pochodzącymi ze świata materialnego (wadami).
Dzięki książce tej zobaczymy jak nasze konkretne zachowania i skłonności, wpływają na funkcjonowanie naszego organizmu i jak często prowokujemy go do „samobójstwa”, czyli schorzeń autoagresyjnych. Zobaczymy też drugą stronę medalu: jak łatwo zapewnić sobie zdrowie i pogodę ducha.
Św. Hildegarda dzieli życie na pięć stacji: chlew, tłocznię do wina, jamę ze smokami i węzami, wejście na szczyt oraz złoty namiot,  za pomost między duszą i ciałem uznaje wegetatywny układ nerwowy.
Wszystkie mocne i słabe strony wraz ich psychofizycznymi odpowiednikami zebrane zostały w tabeli otwierającej rozważania (np. słaba strona: cynizm, mocna strona: tęsknota za życiem, umiejscowienie: kręg c7, narządy: tarczyca, śledziona, wpływ duchowych czynników ryzyka na organizm: choroby tarczycy, depresje, lęki, przewlekłe przeziębienia itd.)
Pomocny w walce z opisywanymi przez świętą chorobami ma być post, uniwersalny środek leczniczy dla duszy i ciała, do stosowania nawet przez całe życie, oparty na naturalnych metodach i produktach. Hildegarda podaje także przykłady terapii dla konkretnych dolegliwości, odsłaniając ich przyczynę.
Porady średniowiecznej świętej po dziś dzień cieszą się dużym powodzeniem, o czym poświadczyć mogą m.in. umieszczone z tyłu książki świadectwa. Choć w wielu czytelnikach książka ta może spotkać się ze sceptycznym odbiorem (np. jak praca na rzecz chorych może pomóc uporać się z atopowym zapaleniem skóry?) nie sposób przecenić jej wartości jako szerzycielki idei zdrowego stylu życia i dążenia do zharmonizowanej kondycji psychicznej.
Polecam – być może nawet Ci powątpiewający znajdą w niej coś dla siebie. Z całą pewnością jest dobrym rachunkiem sumienia i rozliczeniem się z samym sobą.


środa, 11 grudnia 2013

Smutek – Clive Staples Lewis

Tytuł: Smutek
Autor: Clive Staples Lewis
Wydawnictwo: Esprit
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 978-83-61989-01-1
Ilość stron:
120
Cena:
24, 90 zł

Nikt też nigdy nie powiedział mi, że smutek tak rozleniwia człowieka. Z wyjątkiem chwil, kiedy zajęty jestem pracą w biurze – gdzie machina zdaje się toczyć naprzód ta samo jak zawsze – nienawidzę najmniejszego wysiłku. Nie tylko napisanie,a le nawet przeczytanie listu wydaje się zbyt uciążliwe(…)[1]


Książki o tematyce funeralnej mają to do siebie, że nigdy się nie zdezaktualizują. Wystarczy wspomnieć Treny Kochanowskiego, by zrozumieć, że przepracowywanie żałoby, o której tak obficie pisywała Julia Kristeva, jest procesem uniwersalnym i wiecznie żywym.
Ludzie umierają i umierać będą, a próby uporania się ze stratą ukochanej osoby nierzadko dokonywanie są przy pomocy słowa pisanego, pełniącego w tym momencie funkcje katartyczne.
Oczyszczająca moc przelewania traumatycznych doświadczeń na papier, pozwala na szybsze wrócenie do psychicznej równowagi i zaakceptowanie nowej rzeczywistości – już bez bliskiej naszemu sercu osobie.
Za jedną z najlepszych książek dla ludzi przeżywających żałobę uznawany jest Smutek Clive’a Staplesa Lewisa. Powolny proces dochodzenia autora bestsellerowej sagi Opowieści z Narnii do stanu decathexis, jest w niej przedstawiony nadzwyczaj sugestywnie.
Ten znany z traktatów filozoficznych, w których w sposób jednoznaczny wyraża swoje poglądy religijne i wiarę w Boga, pisarz, w książce tej portretuje inne swoje oblicze: złamanego bolesną utratą, cierpiącego i poddającego w wątpliwość wszelkie dotychczasowe wierzenia. Śmierć zawsze stanowi moment przełomowy, w którym przeorganizowujemy dotychczasowy światopogląd i na nowo budujemy hierarchię wartości.
Tym trudniej pogodzić się ze stratą osoby bliskiej, gdy jej cierpienie musiano obserwować przez długie miesiące, kiedy daleka była od ludzkich zachowań, gdyż choroba i paroksyzmy bólu tak dalece przybliżyły jej reakcje do reakcji wijącego się z bólu zwierzęcia, że nie sposób było nie dostrzec tak realnego podobieństwa, a człowiek mimo wszystko miał nadzieję, że to stan przejściowy, wcale nie agonia, lecz powolny proces uzdrawiania. Gdy żona Lewisa po dwu latach walki z rakiem odeszła, pisarzowi nie sposób było się pogodzić z zaistniałą sytuacją. Ich związek był późny i dojrzały. Ze swoją żoną stanowili symfonię dusz i intelektów jaka rzadko się dziś zdarza. Tym trudniej było mu się z pogodzić z jej odejściem, że mieli jeszcze wiele wspólnych planów, które zostały przerwane w półbiegu.
Smutek jest zapisem rozdzierającego cierpienia Lewisa, próbującego za sprawą dziennika oswoić nową rzeczywistość i dać wyraz bólowi, który toczył jego umysł i ciało.
Wejrzenie w jego próbę przepracowywania żałoby i smutku może okazać się zbawienne dla innych, znajdujących się właśnie w podobnej sytuacji. Okazuje się, że nawet tak światły umysł jak Lewis, pokonuje swoje traumy identycznie, jak każdy inny człowiek: przechodzi te same etapy, które tak wyraziście nakreślił już w renesansie Kochanowski: nie dowierza, rozpacza, wątpi w istnienie Boga, po to, by ostatecznie doznać iluminacji, pozwalającej na ponowny powrót do Stwórcy i pogodzenie się ze stratą.  
Jego relacja streszcza w sobie tygodnie pełne niewypowiedzianego bólu, kiedy to Lewis czuł się wyobcowany i zagubiony, kiedy próbował zracjonalizować śmierć żony, oswoić ją i zrozumieć. Jego zapiski są gestem rozpaczy człowieka, który wcale nie chce zwątpić, lecz pozwala sobie na heroiczny gest walki o decathexis, o wyjście ze swojego przetransformowanego wraz z śmiercią żony mikroświata, w przestrzeń ogólnoludzką, dla której ta niewielka, z perspektywy uniwersum, strata jest niezauważalna.
Często po śmierci ukochanej osoby słyszymy od bliskich serię nicnieznaczących komunałów, które nie dość, że nie pocieszają, to jeszcze silniej wpędzają w nastój depresyjny, wyjaskrawiający utratę. Książka Lewisa taka nie jest – jego przemyślenia, mimo ogromu cierpienia, którego na naszych oczach doznaje, są niezwykle precyzyjne i ważne – nie tchną banałem, lecz są drobiazgowym szlakiem wiodącym ku nadziei i pocieszeniu, są monologiem wewnętrznym, modlitwą, która nie dość, że pełni funkcje konfesyjną, to jeszcze stanowi autoterapię. W dzienniku jako gatunku,  od dłuższego czasu  upatruje się tego typu cech, toteż nie inaczej jest w przypadku zapisów człowieka, o tak niezwykłym intelekcie, postawionego w sytuacji końca i przemijalności.

Choć nie jest to publikacja wielkich rozmiarów, gromadzi w sobie niepomiernie wiele emocji i refleksji, zdolnych przemienić myślenie ludzi przepracowujących żałobę i próbujących uporać się z własnym smutkiem i wyrwą w sercu po utracie. Nie sposób przejść obok niej obojętnie, nie sposób kiwnąć ręką na to, co właśnie się przeczytało.

To inny Lewis. Już nie tyle Lewis-filozof, Lewis-erudyta, lecz Lewis-człowiek sparaliżowany bólem.
Bardzo polecam, szczególnie tym, którym doświadczenie śmierci nie jest obce.


Na podstawie wydarzeń z życia Lewisa, które zostały opisane w książce, powstał film Cienista dolina z Anthony Hopkinsem i Debrą Winger.

[1]  Smutek, Clive Staples Lewis, 2009, s. 29.



Recenzje innych książek Lewisa:

http://shczooreczek.blogspot.com/2012/03/problem-cierpienia-clive-staples-lewis.htmlhttp://shczooreczek.blogspot.com/2011/01/listy-starefo-diaba-do-modego-cs-lewis.htmlhttp://shczooreczek.blogspot.com/2013/05/koniec-czowieczenstwa-cs-lewis.html
http://shczooreczek.blogspot.com/2013/11/mroczna-wieza-clive-staples-lewis.html
http://shczooreczek.blogspot.com/2011/03/rozwazania-o-psalmach-clive-staples.htmlhttp://shczooreczek.blogspot.com/2012/02/o-modlitwie-clive-staples-lewis.html

 




czwartek, 14 listopada 2013

Na wysokim niebie – Danuta Awolusi


Tytuł: Na wysokim niebie
Autor: Danuta Awolusi
Wydawnictwo: SOL
ISBN: 978-83-62405-30-5:
Cena: 29 zł

Do napisania czegokolwiek o tej książce zasiadałam już kilkakrotnie – każdorazowo bez efektu.
Myśli kotłujące się w mojej głowie po lekturze nie pozwalają mi na ich uporządkowanie.
Choć Na wysokim niebie, to lektura niezbyt długa, dostarcza przeżyć tak silnych, że nawet skreślenie paru linijek na jej temat, wymaga ogromnego wysiłku i siły woli.

Ania to dziewczynka, która ma wszystko o czym każdy z nas marzył w jej wieku – wolność, swobodę w chodzeniu gdzie chce i kiedy chce bez wypytywania. Mimo że chodzi dopiero do podstawówki, rodzice do niczego jej nie zmuszają – na wszystko się zgadzają, nie ingerują w jej życie, nie zadają krępujących pytań, podczas gdy rodzice jej rówieśników namiętnie trzymają ich blisko siebie, notorycznie się zamartwiają, dbają o nich, pytają o każdy szczegół ich życia, interesują się gdzie i kiedy będą.
Niestety, na pozór idealne życie Ani, wcale takie nie jest. Tęskni ona do zdrowych relacji, których nie ma i których brak próbuje sobie zrekompensować, zamykając się w świecie książek. To w nich szuka matczynej i ojcowskiej miłości, zainteresowana, opieki i czułości.
W szkole nie idzie jej najlepiej – zupełnie nie interesuje się ona nauką, a rówieśnicy nie tylko od niej stronią, ale także ją szykanują. Powodów mają, jak się zdaje, wiele. Ania nie dość, że pochodzi z biednej rodziny, to jeszcze dawno temu powzięła decyzję o tym, by się nie myć i niezbyt często przebierać. Rodzice nie zwracali uwagi na smród i brud, który nieodłącznie jej towarzyszył, za to klasowi koledzy za punkt honoru postawili sobie naigrywanie się z niej  tego właśnie powodu. Dziecięca brutalność osiągnęła w jej klasie najwyższy poziom.
Litość i obrzydzenie – dwa typy zachowań, którymi obdarowywali ją otaczający ludzie.

Nie dziw, że Ania zamykała się w świecie fantazji, w którym każdy, nawet tej najbardziej niepozorny, może wszystko. Jej ulubioną serią stała się saga o Harrym Potterze, który tak jak i ona nie miał łatwego życia, a mimo to wyrósł na dobrego czarodzieja i wspaniałego człowieka.
Towarzyszką jej niedoli, jedyną osobą, która nie zwracała uwagę na jej biedę i wygląd, była młoda bibliotekarka – Pani Sabina. Z nią też nawiązała Ania serdeczną nić porozumienia, ona otworzyła dla niej zupełnie nowe światy – nie tylko literackie. Za jej sprawą, dziewczynka zaczęła otwierać się na innych i zupełnie inaczej postrzegać siebie i otaczającą rzeczywistość. Pani Sabina stała się jej rodziną, jedyną ciepłą i dobrą towarzyszką życia. To dzięki niej i jej wsparciu, w życiu Ani pojawili się nowi przyjaciele – Pan Maksymilian, Tobiasz i jego rodzice.

Na wysokim niebie, to powieść o walce o godne życie pełne miłości. Danuta Awolusi zbudowała historię traktującą o znaczeniu dobrych ludzi, których spotykamy na swojej drodze, o braku przypadków i potędze potencjału. Opowieść ta wzbudza nadzieję na o, że mimo kiepskich warunków wzrastania, nie jesteśmy skazani na porażkę i powielenie losów rodziców. Mimo braku miłości w gnieździe rodzinnym, nie jesteśmy zmuszeni do oziębłości w dorosłości. To słodko-gorzka historia o wykorzystanych szansach, panorama życiowych wzlotów i upadków, prowadzących do wypracowania silnego charakteru, relacja z poszukiwania rodzinnego ciepła, miłości i przyjaźni.
Choć pełna serdeczności i czułości, jest jednocześnie powieścią rozdzierającą i bolesną. Przerywa ona tamy nagromadzonego cierpienia, buzuje od emocji i gra na ludzkiej pamięci o śmierci bliskich i żałobie po nich.
Niewolna jest od tematów trudnych, to na nich się koncentruje i wokół nich buduje narrację.
Jeśli liczycie na powieść odprężającą, w niej takiej nie odnajdziecie. To lektura o niewyczerpanym źródle nadziei, zbudowanej na udrękach i zgryzotach. Jest niczym ropiejąca rana, pozostawiająca trwałą bliznę na duszy. Burzy rutynę, powoduje mentalne zjednoczenie z bohaterami, których życie i przejścia stają się niejako odbiciem doświadczeń czytelnika, od których zapewne żaden z nas nie jest wolny.
Jest w tej krótkiej powieści pewna onieśmielająca możliwość przeniesienia przejść postaci na życie odbiorcy, zawiera ona bowiem w sobie tak wiele elementów charakterystycznych dla egzystencji  każdego z nas, że identyfikacja jest nie do uniknięcia.
Słowa autorki nie są kojące, lecz przeszywające. Posiadła ona niezwykłą biegłość w posługiwaniu się językiem, jej opowieść oddycha, pulsuje podskórnym rytmem, wdziera się do życia niczym niechciany, bo wyparty gość.
Choć jest to historia konkretnych ludzi i jednostkowych wydarzeń, odnoszę wrażenie, że tak naprawdę stanowi opowieść uniwersalną, w której każdy przeczyta siebie, przejrzy się w niej jak w lustrze.

Brakuje mi słów, by opisać emocje towarzyszące lekturze. Nie chciałabym niczego uronić, choć wiem, że nie sposób zwerbalizować tego, co działo się w mojej głowie i sercu, gdy czytałam tę książkę. Morze łez, gros rozdrapanych ran, przypomnienie o tym, co wyparte i niechciane – takich doświadczeń możecie spodziewać się przy tej książce i na nie musicie być gotowi.
Niezwykle katartyczna, niosąca konieczne oczyszczenie powieść. Trudna i przez to wartościowa.

Polecam ogromnie!

środa, 9 października 2013

Chustka - Joanna Sałyga

Tytuł: Chustka
Autor: Joanna Sałyga
Wydawnictwo: Znak
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788324021017
Ilość stron: 400
Cena: 34,90 zł

Mówienie o chorobie już dawno przestało być społecznym tabu. Piszemy oficjalnie, nie wstydzimy się swojej przypadłości, bo gdzieś głęboko w nas tkwi przeświadczenie o tym, że jeśli będziemy mówić, to ktoś inny, dzięki naszemu świadectwu może się zbadać albo ujrzeć u siebie symptomy choroby na takim etapie, w którym jest ona jeszcze do wyleczenia.
Nikogo nie przerażają już schorowani ludzie wyzierający z ekranów telewizora, który do tej pory hołdował jedynie takim wartościom jak piękno, zdrowie i młodość.
Coraz częściej mówi się i słyszy o ludzkich niedomaganiach, by szukać wsparcia i uczulać. Co rusz słyszymy o kampaniach, stawiających sobie za cel pozyskanie jak największej ilości dawców szpiku, krwi i in. A mimo to u wielu z nas mechanizm działa na podobnej zasadzie: dobrze, ze się o tym mówi, ale to przecież mnie nie dotyczy. Wypieramy ze swojej świadomości wszelkie sygnały ostrzegawcze w myśl zasady, że to co nienazwane i niewypowiedziane głośno – nie istnieje, a niepotrzebne rozmowy mogą kusić los. Przychodzi jednak taki moment, kiedy nie jesteśmy już w stanie ignorować pewnych objawów – i nieważne jest wówczas to czy mamy 70, czy 20 lat. Diagnoza zawsze przeraża tak samo, a to jak żyjemy po niej, pokazuje jakim tak naprawdę jesteśmy ludźmi i kim się otaczamy.

Joanna Sałyga żyła, zdawało by się, pełnią życia. Miała niezwykle rezolutnego Syna, ukochanego Niemęża, dobrą pracę. Wszystko jednak uległo przewartościowaniu, gdy usłyszała, że cierpi na raka żołądka. Jakby tych wiadomości było mało, osądem lekarza był to taki etap choroby, który kwalifikuje się już jedynie do leczenia paliatywnego. Świat trzysiestoczteroletniej kobiety zmienił się w mgnieniu oka. To, co miało być jedynie rutynowym badaniem, okazało się wizytą zapamiętaną do końca życia.
Joanna ze swoją chorobą walczyła ponad dwa lata. W tym czasie zaczęła pisać internetowy dziennik. Jej blog w bardzo krótkim czasie zyskał tysiące odwiedzających, którzy szukali w nim pocieszenia, rady, ale też sami dzielili się własnymi doświadczeniami czasu choroby. Witryna Joanny stała się miejscem, gromadzącym ludzi próbujących odnaleźć sens w swoim nowym życiu, osób pełnych ciepła, życzliwości, służących dobrą radą, ale też ludzi zgorzkniałych, zostawiających obelżywe komentarze, mające pokazać jak to bardzo nie lubią obnoszenia się ze swoją chorobą. A Joanna pisała.
Często złośliwie, zjadliwie, kąśliwie, atakowała swoją chorobę, a przy tym ciągle walczyła. Wraz z lekarzami mądrze wybierała najodpowiedniejszą dla siebie formę leczenia, jednocześnie przygotowując Syna na nieuniknione. To, co stanowi o wielkiej wartości jej bloga, przekazywanego dziś dalej dzięki jego wersji drukowanej, to ogromna szczerość, miłość i mądrość wypływające z kart książki. Joanna miała godną pozazdroszczenia relację z Synem i Niemężem. Ich rodzina została scementowana w obliczu choroby, gdy nie poddali się, lecz wciąż obdarowywali innych uśmiechem i wolą walki. Syn Joanny jawi się jako niebywale mądre dziecko, doskonale zdające sobie sprawę z tego, co się dzieje. A ona, jako osoba, która niczego nie ukrywa, nie tratuje dziecka jako kogoś mniej ważnego tylko dlatego, że jest mały i być może nie wszystko rozumie. Ich wypowiedzi są prawdziwym świadectwem zdrowych relacji matka-dziecko, w którym oba człony są równorzędne. Książka ta, to historia zaciętej walki o życie, ale też lekcja optymizmu oraz wielkiej pokory. Joanna doświadczyła ogromu dobra, którym także potrafiła się dzielić – nie straciła wiary w sens życia, na bieżąco kibicowała sobie – i myślę, że nam, czytelnikom, również – w dostrzeganiu każdej drobnostki, mającej moc nas uszczęśliwić. Jej ostatnie lata dały jej impuls do afirmowania życia i cieszenia się z błahostek. Joanna, wierzcie lub nie, była szczęśliwa.
Chustka, to nie tylko zapis jej zmagań z chorobą, ale nade wszystko świadectwo ogromnej miłości. I normalnego życia – mimo choroby. Książka ta jest nie tylko szczegółowym opisem kolejnych terapii, ale przede wszystkim pamiątką po minionym – Joanna opisuje w nim posiłki, cytuje wypowiedzi dorastającego syna, wypowiada się często kontrowersyjnie, niepokornie, ale zawsze szczerze. W swoje wypowiedzi wplata fragmenty wierszy czy też utworów muzycznych, których pełny spis znajduje się w aneksie do książki.

To historia, którą warto poznać. Choć czyta się ją ciężko – zwłaszcza, gdy ma się w pamięci podobne wydarzenia z własnego życia – jest lekturą niezwykle ważną. Uczy współodczuwania, pokazuje co myślą osoby chore i że wcale nie chcą być traktowane jako inne, tylko dlatego że cierpią na nowotwór. Chustka to opowieść o przemianie życia, mocowaniu się z chorobą i niebywałej woli walki o każdy kolejny dzień. Polecam.
Zarówno lekturę książki, jak i blogu, z którego pochodzą wszystkie teksty zawarte w książce, uzupełnione o wstęp i zakończenie Niemęża.

- mamo, obudź mnie jutro raniutko. jak tylko otworzysz oczy, od razu budź i mnie.
- ale po co, nie wolisz pospać?
- oj, nie. wiesz, ja mam tyle książek do przeczytania. nie chcę tracić czasu na spanie
. [1]


Zapraszam na blog: http://chustka.blogspot.com/
 _____________________
[1] cytat pochodzi z książki.


Jeśli chcecie zmierzyć się z tym tematem w innych tekstach, polecam:

Lewa, wspomnienie prawej – Krystyna Kofta
Tak sobie myślę... Dziennik czasu choroby – Jerzy Stuhr
Wygrać życie – Kamil Durczok, Piotr Mucharski
Polityka nowotworowa – Łukasz Andrzejewski