Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Leon Wiśniewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Leon Wiśniewski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 grudnia 2017

Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie - Janusz Leon Wiśniewski



Wszystkie moje kobiety to w dużej mierze retrospektywna podróż śladem związków i quasi-związków głównego bohatera, budowanych przede wszystkim na jego egotycznym pragnieniu bycia pożądanym i docenianym przez płeć przeciwną – bez względu na konsekwencje, szczególnie te wiążące się ze sferą uczuciową.

Oto mężczyzna na skutek wylewu krwi do mózgu przez sześć miesięcy pozostawał w śpiączce pod opieką najlepszych holenderskich specjalistów. Podczas jego pobytu w szpitalu odwiedzało go sześć pań: Milena – femme fatale, Daria – jego studentka ,Ukrainka Ludmiła, Natalia, z  którą godzinami mógł toczyć filozoficzne dysputy, Justyna – „lekarstwo” na czas po rozstaniu z żoną oraz Ewa – nauczycielka, z którą obecnie związany jest bohater. Poza nimi opiekę nad ojcem sprawowała Cecylia, z drugiego końca świata koordynująca przebieg leczenia i wybudzania ojca. 

Wspomnienia mężczyzny sięgają jednak dużo dalej niż do czasów spędzonych z  wymienionymi kobietami – w początkowej fazie opowieści najczęściej powtarzającym się imieniem jest „Patrycja”. To ona, pierwsza żona bohatera, częściowo pokryła koszty związane z jego obecną sytuacją.

Wylew, a w jego następstwie także i afazja, to ogromna tragedia dla każdego człowieka, szczególnie zaś tego, którego praca opierała się właśnie na procesach myślowych. Poza dramatem jednak, jest to również ogromna szansa na zatrzymanie się, zrewidowanie własnego życia i odpowiedzenie sobie na pytanie: dlaczego te kobiety, które tak mocno skrzywdziłem, są przy mnie, gdy dzieje mi się źle?
Podobne kwestie roztrząsa bohater, zastanawiając się, jak wiele bólu zadał innym, jak wiele cierpienia zgotował tym, które wcale niczemu nie zawiniły, stając się jedynie ofiarami jego narcystycznego zapatrzenia w siebie. Podejmuje on próbę przyjrzenia się mężczyźnie, do którego po latach dociera poczucie winy, dotąd nie potrafiące znaleźć do niego drogi.

Motyw budzenia się ze śpiączki zdaje się tutaj podwójny – w warstwie naskórkowej dotyczy faktycznej sytuacji zdrowotnej, w której znalazła się postać, zaś w głębszych rejestrach staje się metaforą powtórnego przebudzenia do życia głównego bohatera – odzyskania zagubionych emocji, doznań i człowieczeństwa. To swoisty rachunek sumienia, memento i confiteor w jednym.

Choć spisana ręką mężczyzny, to bardzo kobieca powieść – bazująca na uczuciach, jednak miejscami bardzo przegadana i rozwlekła. Do książek Wiśniewskiego trzeba podchodzić w odpowiedniej kondycji psychofizycznej, inaczej lektura zakończyć może się fiaskiem – łatwo bowiem może irytować i drażnić, a to za sprawą zastosowania tych samych praktyk, które wciągają i poruszają.

Polecam zatem ja wówczas, gdy jesteście zrelaksowani. Nastroju rozdrażnienia niestety ona nie uleczy.


wtorek, 31 marca 2015

Wiśniewski w pigułce (Moje historie prawdziwe - Janusz Leon Wiśniewski)



Samotnością w  sieci się zachłysnęłam. Chyba każda kobieta przeżywa okres fascynacji Wiśniewskim – i w  mojej czytelniczej biografii miał on swój moment chwały. Po wspomnianej lekturze chętnie sięgałam po wcześniejsze tomy opowiadań – te upodobałam sobie szczególnie, znajdując w  nich niewyczerpane źródło miłosnych cytatów, które wówczas były dla mnie znakiem dobrej książki – czym więcej zaznaczonych sentencji, tym lepsza książka. 

Wiśniewski doskonale wpisywał się w  ten projekt, co dziś budzi we mnie lekkie zawstydzenie. Lubiłam wachlarz emocji towarzyszących lekturze, dość szybko jednak się wypaliłam, nabierając dystansu – teksty zaczęły mi się wydawać wykalkulowane, obarczone chemią i fizyką w sposób dla mnie niestrawny. To co do tej pory stanowiło o wyjątkowości i było znakiem rozpoznawczym Wiśniewskiego, zaczęło mnie mierzić, zaczęło mi uwierać i przeszkadzać. Zarządziłam więc detoks, całkowite odcięcie, rezygnację z  lektury kolejnych  zbiorów opowiadań.
Przy okazji wydania  antologii jego tekstów, powróciłam na porzucone łono literatury kobiecej pisanej męską ręką. Tom ów łączy w  sobie tomy wczesne –  dla mnie lepsze – i tomy późniejsze – dla  mnie wtórne. Opowiadania są jednak pomieszane, tak by czytelnik nie mógł się spostrzec, które pochodzi z  jakiego zbioru i był niejako zmuszony do ponownej lektury całości, w  innej niż dotąd kolejności.
Krótkie formy prozatorskie ułożone są według schematu Ona, On, Oni. Jak łatwo się domyślić w  każdym z  nich znajdziemy teksty lub to pisane z  perspektywy konkretnej płci, lub to do niej bezpośrednio się odnoszące. Takie przemieszanie wszystkich wydanych dotąd opowiadań, każe spojrzeć na nie inaczej, przymusza do weryfikacji ich wartości i zmiany statusu – wyłączone z  mniejszej całości i wtłoczone w  większe ramy, nabierają one często nowego znaczenia, wymuszonego przez zmieniony kontekst.

Taki zabieg ma swoje plusy i minusy. Na korzyść niewątpliwie przemawia możliwość dokonania relektury, po której często okazuje się, że to co dotąd niedocenione odsłania nową wartość, wcześniej niezauważoną. Na niekorzyść jednak przemawia niemożność odnalezienia opowiadań należących do konkretnego zbioru opowiadań bez konieczności zwrócenia się bezpośrednio do źródła – brakuje chociażby aneksu z  odpowiednimi spisami, które przy takich antologiach często się pojawiają i wiele upraszczają.
Jak to u Wiśniewskiego – mamy całe konstelacje emocji. Od pożądania czysto fizycznego, przez metafizyczne, od obezwładniającego smutku do euforycznej radości, od podziwu do pogardy, od czułości do nienawiści: znamy to, cenimy, dlatego po autora sięgamy.
Trudno jednak o jednoznaczny osąd całości, składają się bowiem na nią zarówno teksty wyjątkowo dobre, jak i wyjątkowo złe. Moje historie prawdziwe to antologia z  prawdziwego zdarzenia, będąca przekrojowym przyjrzeniem się pisarskim dokonaniom Wiśniewskiego. Z  całą pewnością jest to gratka dla kolekcjonerów oraz dla tych, którzy dotąd nie mieli zbiorów opowiadań autora, a chcieliby zgromadzić je w  jednym miejscu, będącym spójną historią. Dla tych jest warta polecenia.

Podczas katowickiego spotkania autorskiego, Wiśniewski dowiadując się, że będę recenzowała jego książkę (chodziło wówczas o Miłość oraz inne dysonanse), z niejakim przerażeniem w oczach poprosił mnie o to, bym go oszczędziła. Pamiętam to jako żywo, bo przy każdej kolejnej książce staje mi przed oczami to spojrzenie i zastanawiam się: czy autor sam nie jest pewny wartości swoich książek? Czy podobnie jak części jego bohaterów brakuje mu pewności siebie?