Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog o ksiązkach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog o ksiązkach. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 marca 2019

Dom na górze - Ali Standish



Yasmeen to dziewczynka, która uwielbia odkrywać nowe rzeczy i niczego się nie boi. Niestety, mieszkańcy jej wioski nie są tak pozytywnie nastawieni do świata. Gdy więc dziewczynka znajduje w dżungli małego niedźwiadka, wie, że nie nikt nie może się o nim dowiedzieć. Dopóki miś był mały, sprawa nie była kłopotliwa, jednak wraz z dorastaniem zwierzęcia, problem zaczął narastać. Yasmeen wiedziała, że ludzie przestraszą się jej przyjaciela i każą go zabić. Ich niechęć do wszystkiego co obce była bowiem jawna - zaczynają właśnie budowę mostu, który ma ich chronić od wszystkiego, czego nie znajdą. Dziewczynka wraz z Gwiazdkiem musi podjąć radykalną decyzję o opuszczeniu swoich bliskich, po to, by ratować zwierzę. 

Gdy się na to decyduje, nie wie, jaki los ją czeka i czy gdziekolwiek uda im się znaleźć schronienie.

Dom na górze to opowieść o sile odwagi, przywiązania i miłości. Pokazuje jak ograniczone mogą być horyzonty dorosłych, a jak wspaniale otwarte są dzieci - nie lękają się tego co obce, nieznane; nie skreślają kogoś / czegoś, bo jest inny niż to, co oswojone. To historia o spełnianiu marzeń, nawet jeśli mamy obawy, że nie wszystko może pójść po naszej myśli. 

Książka ta sugestywnie pokazuje, że dobro powraca, a co najciekawsze, może być ona odczytywana na wielu poziomach, w zależności od wieku czytelnika. Przy tym wszystkim podnosi ona ważkie we współczesnym temacie, takie jak ingerencja ludzi w środowisko naturalne, zabijanie zwierząt, szerzenie nienawiści dla tego, co obce, bez prób nazwania swego lęku i przezwyciężenia go, budowanie murów wszelkiego rodzaju.

O tym co ważne, o tym co w nas kuleje - smutna diagnoza dorosłych, dająca jednak nadzieję na zmiany - wszak nasz umysł jest plastyczny:) Piękna historia, którą warto poznać.

poniedziałek, 17 października 2016

Pierwsza przychodzi miłość - Emily Giffin


Emily Giffin po raz pierwszy zdobyła uznanie w moich oczach za sprawą powieści Sto dni po ślubie. Wówczas to stało się jasne, że każda kolejna jej książka będzie pozycją obowiązkową na mojej liście do przeczytania. Mam bowiem wrażenie, że jej sposób mówienia o emocjach, szczególnie tych, które na co dzień towarzyszą kobietom, jest mi szczególnie bliski.

Nie inaczej rzecz miała się z tekstem Pierwsza przychodzi miłość, opowieścią o dwu siostrach – Meredith oraz Josie, które na dwa głosy snują tę historię.

Bohaterki przed kilkunastu laty straciły swojego starszego, dwudziestopięcioletniego wówczas brata, Daniela, gdy ten zginął w wypadku samochodowym. Od tamtej pory żadna z nich nie potrafi uporządkować swojego życia, gubiąc po drodze szczęście. Meredith jest tą rozważną, Josie tą, która robi na co ma ochotę. Różni je w zasadzie wszystko, łączy żal po stracie, nie ułatwiając wcale trudnych relacji.

Każda z kobiet ma wrażenie, że ta druga jest spełniona; każda zazdrości drugiej tego jak tamta żyje; każdą także targają sprzeczne emocje. Ich życie dalekie jest od przejrzystości, obie bowiem zakładają maski, grają przyjęte role, udają same przed sobą i przed innymi, po to, by nie obnażyć przed światem swojego zagubienia i bólu. Pragną być widziane jako szczęśliwe i silne, nie zaś jako kruche, niezdolne do uporania się z dawną stratą. Nie sposób jednak ukryć, że śmierć brata bardzo je od siebie oddaliła.

Giffin utkała powieść, w której niezwykle czytelny staje się obraz uwypuklający wpływ przeszłości na teraźniejszość. Autorka poza zaznaczaniem trudnych siostrzanych i szerzej – rodzinnych – relacji, podkreśla co może z naszym życiem zrobić nieuporządkowanie i nieprzepracowanie tego, co minione. Powieściopisarka pozwala nam na poznanie obu kobiet – dzięki przyjrzeniu się każdej z nich, z łatwością wytworzy się między nami a bohaterkami więź i zrozumienie.
Pisarka po raz kolejny udowadnia jak ogromne znaczenie ma w naszym życiu miłość, mimo że przybiera ona bardzo różne, czasem niespodziewane, oblicza.

Nowa powieść Giffin jest bardzo równa – czyta się ją z zainteresowaniem,  tym bardziej, że wolna jest od większych przestojów czy dłużyzn. Lektura zapewni Wam przyjemne popołudnia, tym bardziej jeśli otulicie się kocem – wówczas atmosfera ciepła i miłości jedynie się pogłębi. Tym bardziej, że o inną niż damsko-męska relacja tym razem tutaj chodzi. Książki dla kobiet to specjalność autorki.

Polecam, zachęcam – rozgrzeje Was lepiej niż herbata z  imbirem.




czwartek, 21 lipca 2016

Wróżenie z wnętrzności - Wit Szostak


Z recenzją tej książki zwlekam już od ponad miesiąca – nie sposób ubrać w myśli tego, co towarzyszyło mojemu doświadczeniu lektury, skądinąd BARDZO dobremu. 

Wit Szostak, którego mogliście wcześniej poznać dzięki książkom takim jak Sto dni bez słońca, Oberki do końca świata czy Dumanowski tym razem rozprawia przede wszystkim o samotności i robi to – jak na niego przystało – w pięknie filozoficzny i jednocześnie poetycki sposób, niewolny od metafzyki. Przez piękno to przeziera wiele smutku i melancholii – wszystko to jednak ubrane jest w tak piękne zdania, że przez książkę płynie się, mając wrażenie wielkiego ukojenia, pomimo że tematyka przyjemna i kojąca bynajmniej nie jest. Oniryzm wciąż utrzymuje w nas wrażenie bycia poza narracją, a jednocześnie bardzo głębokiego w niej zanurzenia. W narracji i we wszechobecnym, podskórnym, a także tym widocznym smutkiem.

Wnętrzności nie są czymś nad czym się zastanawiamy. Przypominają o człowieczym brudzie, brzydocie, konotują raczej negatywne skojarzenia. Siatka unerwień, żył, tętnic, kości, rozkładającego się wewnątrz pokarmu, nie są przedmiotami codziennych rozmyślań, zbyt silnie przypominają bowiem o przemijaniu i dalej - rozkładzie. Bohater książki Szostaka, Mateusz, z narządów tak naprawdę żyje. Specjalizuje się bowiem w rzeźbie, której są one przedmiotem. To co jednych zabija, jemu zapewnia byt. 

Jednocześnie jednak, brat mężczyzny, Błażej, jest tym głupszym z braci, tym, który niespodziewanie utracił intelekt, zamknął się w swoim świecie, w swoich wnętrznościach, zamilkł i niczym dziecko snuje swoją opowieść – z typową dla najmłodszych prostotą oraz niespodziewaną przenikliwością. Widząc mniej, widzi więcej. Rezygnuje przy tym z uczestnictwa w świecie zewnętrznym. Ich „wnętrzności” symbolizują pewien dualizm, rozdwojenie, dwa skrajnie różne podejścia do tematu.

Mateusz wraz z żoną Martą żyje w Poświatowie, na terenie dworca, który zdaje się prowadzić donikąd. Ich wędrówka życia znacząco odbiega od tego, jakie przeżywanie codzienności wybrał Błażej. Dokądś jednak zmierzają, coś ich bezpieczna przystań symbolizuje. Mateusz oddaje się sztuce, jego wytwory są jednak wyrazem turpizmu, odzierają człowieczeństwo z piękna, ograniczając się do wykrzywienia pewnych form. Dlaczego?

Rzadko mi się to zdarza, ale… brakuje mi słów. Sięgnijcie, zrozumiecie. Znakomita lektura.

piątek, 24 czerwca 2016

Mniam! Canizales




Chcecie zerknąć pod okładkę jednej z najbardziej kapitalnych, jeśli nie najlepszej książce o łańcuchu pokarmowym?
Oto przed Wami Mniam! Prosta w formie i przekazie kartonowa książeczka dla najmłodszych, z której uraduje się również niejeden starszy (testowałam na grupie kilkunastu dorosłych – każdy był zachwycony! Jedynie tata miał uwagi natury merytorycznej).


Publikacja dedykowana jest przede wszystkim dzieciom do około 2 roku życia – grube kartki mają ułatwić im przerzucanie kolejnych stronic, a przyjazna forma rodzić uśmiech i chęć eksplorowania całości – paluszki można wkładać do buzi (nie swojej!) na każdej kolejnej stronie. O co jednak chodzi?

Rzecz w tym, by maluch dowiedział się na czym polega łańcuch pokarmowy, a przy tym się nie zląkł. 

Dokładnie zobaczy, kto kogo zjada, jednak sytuacja spożywania innych istot żywych została zaprezentowana w taki sposób, by dziecko się nie oburzyło, lecz uznało to za rzecz całkowicie naturalną. 

Wszystko za sprawą nie tylko kolorów i ilustracji oraz formy wizualnej, lecz także dzięki zakończeniu, które całość procesu przedstawia jako konsekwencję miłości. 


Zabawna, barwna, pomysłowa, doskonale nadająca się do tego, by wyjaśnić proces biologiczny, który nie zawsze można dobrze i z  klasą dziecku wytłumaczyć, nie narażając się przy tym na to, że zacznie odmawiać spożywania niektórych pokarmów.

Książeczka nadaje się nie tylko dla najmłodszych, lecz także dla nieco starszych, na których bardziej niż sama forma, wrażenie zrobi już jej przekaz. 

Kapitalna, warta każdej wydanej na nią złotówki. Rodzice, musicie ją mieć! Będziecie zachwyceni.




czwartek, 31 grudnia 2015

Pyszne na słodko – Anna Starmach



Nie ma lepszego czasu na zachwycanie się publikacjami traktującymi o słodkościach niż okres świąteczny – brzuchy pełne, to i można racjonalnie podejść do tematu, nie narażając się na pragnienie zjedzenia wszystkiego, najlepiej natychmiast.

Czyż jednak rozsądek w ogóle istnieje jeśli chodzi o słodycze?

Przeglądając książkę Anny Starmach, co rusz trzeba oblizywać ślinkę, jakkolwiek chcielibyśmy się powstrzymywać. Bo a to jakieś pyszne ciasteczko wyskoczy ze stronic, a to placuszki z  bananami, a to obłędnie wyglądające malinowe tiramisu, a to trufle czekoladowe będą kusić swoim wyglądem. I jak tu się nie zachwycić, jak nie skorzystać z okoliczności i nie popędzić do kuchni, by uzupełnić świąteczne wypieki o jeszcze jeden element?


Jedynie Ci z naprawdę silną wolą, będą w  mocy się powstrzymać i poczekać. 
Na tych, którzy nie wytrzymają, poza przepisami czekają rady autorki dotyczące niektórych czynności towarzyszącym pichceniu oraz wydzielone miejsce na własne przepisy. Do utrwalenia, zebrania. Starmach zachęca do współtworzenia tej przepysznej książki kucharskiej.

Jeśli więc mimo świąt wciąż nie macie dość – to książka dla Was, prawdziwych łasuchów.
Z  pewnością osłodzi 

piątek, 20 listopada 2015

Bolek i Lolek. Szalony pościg



Bolek i Lolek nie mają łatwo.

Przebywając na wakacjach, sądzą, że wreszcie uda im się odpocząć. Niestety Lolek znalazł sobie koleżankę – Manię, więc jego starszy brat skazany jest na plażową nudę, która – nie oszukujmy się – prędzej czy później dotknie każdego, burząc nawet najbardziej wyczekiwane wakacje i labę.

Gdy dziewczynka postanawia zacząć rozmowę także z Bolkiem, wczasowe znudzenie mija w momencie. Oto dziewczynce bowiem zginęła lalka, którą chłopcy – chcąc się popisać swoją 
zaradnością – postanawiają odnaleźć. Jeśli myślicie, że poszukiwanie czegoś nad morzem to jedynie przeczesywanie kolejnych koców i kilometrów piachu, to jesteście w sporym błędzie.

Bolek i Lolek zawędrowali bowiem aż do… Australii. 
Jak to  możliwe? Co spotkało ich po drodze, z jakimi przeciwnościami musieli się zmierzyć, by odzyskać lalkę? I wreszcie – czy ostatecznie udało się to osiągnąć? Tego wszystkiego dowiecie się, czytając zabawną i pełną przygód i niespodziewanych zawirowań, w których bohaterowie wykażą się mnie tylko odwagą, ale też pomysłowością i ogromną umiejętnością szybkiego podejmowania decyzji w trudnych sytuacjach opowieść Rafała Witka, która jest nie tylko dobrą propozycją na dni nudy, ale także szansą na stanie się prawdziwym podróżnikiem i łowcą przygód.

Oprócz opowiedzianej historii bowiem, książka ta zawiera również przewodnik podróżnika, a w nim szereg zadań do samodzielnego wykonania, których poprawne rozwiązanie uhonorowane będzie dyplomem. 
To zatem doskonałe zestawienie nauki i zabawy, a przy tym forma zaspokajania potrzeb nawet najbardziej wymagających młodych odkrywców.


Gotowi na wielką  przygodę? Zapraszam w świat kultowych bohaterów – z nimi na pewno nie będziecie się nudzić.

wtorek, 17 listopada 2015

WYNIKI



.... Marcina Cichonia.

GRATULUJĘ!

Tradycyjnie proszę o kontakt mailowy do 3 dni (shczooreczek@interia.pl). Proszę o deklarację odnośnie okładek - miękkiej lub twardej do wyboru.


Zgłoszeń było BARDZO dużo (dziękuję!), dlatego postanowiłam zrobić nieco większy konkurs już niedługo i wyróżnić kolejnych z Was;) Będziecie mogli się wykazać i zdobyć dużą pakę nagród:) Zapraszam do śledzenia strony;)