Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Wróbel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Wróbel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2015

Polacy rulez! [Historia Polski 2.0 Polak potrafi, Polka też - Jan Wróbel, Ewa Wróbel]


O tym, że Polacy to zdolne bestie nikomu nie trzeba chyba udowadniać.

Umiemy wiele i udowadnialiśmy to wielokrotnie. Znamy swoją wartość. Wiemy kto jest najlepszy.

Mamy w sobie jednak pewną wrodzoną wadę, ot, genetyczną aberrację, sprawiającą, że zamiast siebie chwalić, wolimy krytykować, wszelkie peany zachowując na rzecz zagranicznych kolegów.
Nieładnie, oj nieładnie. Tym bardziej, że chwalić mamy się czym.

Dowodów na to dostarczają Jan i Ewa Wróblowie w kolejnej części Historii Polski 2.0 biorącej pod lupę właśnie dokonania Polaków, za które świat powinien być nam (i często jest) wdzięczny.
Na kartach książki spotkacie tych, o których wiecie – Marię Skłodowską-Curie, Mikołaja Kopernika, Jana Heweliusza, Janusza Korczaka, Tomasza Bagińskiego, Jerzego Owsiaka, Irenę Sendler, Annę Dymną, Janinę Ochojską, ale także – o losie – nazwiska zupełnie obce!

Bo tak naprawdę – proszę się nie bać – ilu z Was potrafi bez sięgnięcia do wszechpotężnej Wikipedii powiedzieć kim zacz Kazimierz Funk był? Ilu z Was zna i sławi historię Maksymiliana Faktorowicza (a jest się czym chwalić!)? Kto pamięta dokonania Magdaleny Abakanowicz? Dla kogo działania Krystyny Skarbek są oczywistym skarbem narodowym? Kto kojarzy Narcyzę Żmichowską tudzież Stanisława Szczepanowskiego?

Otóż to. Po raz kolejny cudze chwalicie, swego nie znacie. Na szczęście są perspektywy na zmianę tego stanu rzeczy, możecie spokojnie sięgać po najnowszą książkę Wróbla i puchnąć z dumy.

Lekko, mądrze, ze swadą, z humorem, z pomysłem, nowocześnie – jest dobrze, czekam na więcej!



Recenzja poprzedniego tomu:

W przygotowaniu:
Historia Polski 2.0: Polacy - nic się nie stało!

piątek, 17 kwietnia 2015

Historia Polski 2.0: Polak, Rusek i Niemiec… czyli jak popsuliśmy plany naszym sąsiadom – Jan Wróbel



Jestem bardzo ukontentowana książkami wydawanymi ostatnio przez Znak Horyzont – zwłaszcza tymi, które ukazują historię z  nieco innej niż dotąd perspektywy – albo jako ciekawostki (patrz: Bardzo polska historia wszystkiego), albo jako unowocześniona lekcja, tak jak książka Jana Wróbla, którą właśnie mam przed sobą.

Co w niej takiego wyjątkowego? Muszę przyznać (nieco z  żalem), że prym nad treścią wiedzie sposób jej prezentacji i opracowanie graficzne. Genialne!

Słit focia carycy Katarzyny i Stanisława Poniatowskiego, wpisy na Twitterze, fragmenty forów internetowych, na których w  znanym nam tonie wypowiadają się znawcy historii i ci, którzy żyją w imię zasady „nie znam się, więc się wypowiem”, komiksy, fragmenty Messengera, profile na Facebooku (m.in. Poniatowskiego), prześmiewcze wpisy z Ratlerka,  memy, okładki czasopism, zwiastuny filmów, plakaty filmowe, screeny z  gier opisujące poziom trudności walk, liczebność wojsk etc.- fenomenalne! Jest tego tak dużo, że nie sposób wymienić wszystkiego. Myślę, że do młodego odbiorcy (ba, do nieco starszego też!) taka forma dotrze o wiele bardziej niż nudne podręczniki do historii.

Jan Wróbel coś o tym chyba wie, sam bowiem uczy tego przedmiotu i z  doświadczenia wie jaką miłością zazwyczaj pałają do niego uczniowie. Książka ta powinna być obowiązkową lekturą dodatkową dla gimnazjalistów, a już na pewno nauczyciele powinni z niej namiętnie korzystać, udostępniać, zachęcać do kupna, pokazywać. Niewątpliwie uatrakcyjni ona każdą lekcję, a przyjemność płynąca z  takiej nauki będzie nie do przecenienia. 

Ale czego właściwie można się z niej nauczyć? Historia Polski 2.0 ukazuje nam psujstwa jakich jako naród dopuściliśmy się przez lata. Mimo burzliwej historii, która mogłaby wskazywać, że nie do końca nam się wiodło, gdy tylko przyjrzeć się jej bliżej, zobaczymy, jak źle mogło być, a jak dobrze sobie poradziliśmy psując szyki sąsiadom.
Wróbel pokazuje od podszewki, jak to przez lata nie dawaliśmy wytchnienia graniczącym z  nami Państwom, jak to namiętnie obracaliśmy wniwecz ich plany i powolutku, krok po kroczku doprowadzaliśmy do fiaska ich misternie konstruowanych planów. Wiecie, że mogliśmy być Szwepolską/Polszwecją?:)

Jest co poczytać, jest z  czego się pośmiać, jest z  czego być dumnym.
I choć treściowo może nie jest aż tak atrakcyjnie jak wizualnie – tę książkę po prostu warto mieć w  rękach, warto traktować ją jako arcynowoczesny nośnik historii spisanej, korzystający z  nowych mediów na papierze – widział kto coś takiego?!

Tutaj zajrzycie do wirtualnej książki.