sobota, 4 stycznia 2014

Upadły anioł – Daniel Silva

Tytuł: Upadły anioł
Autor: Daniel Silva
Wydawnictwo: Muza
ISBN: 9788377585016
Cena: 39,99 zł
Ilość stron: 352

Gabriel Allon, to już nie tyle as, ile joker izraelskiego wywiadu, od kilku lat próbujący osiąść na emeryturze, lecz skutecznie z niej wyciągany kolejnymi zadaniami do wykonania.
Nie tak dawno próbował zaszyć się wraz z żoną Chiarą w Kornwalii, niestety świat potrzebował go zupełnie gdzie indziej – zaczęło się morderstwem w Paryżu, a poprowadziło czytelników i szpiega od Argentyny do Szwajcarii pod kryptonimem Sprawy Rembrandta. Niewiele później Allon podjął kolejną próbę odpoczynku (w jego wypadku to już chyba syzyfowa praca), który zakłócony został przez wezwanie z Waszyngtonu. Naglące, bo dotyczące ataku terrorystycznego. Akcja ta utkwiła w pamięci odbiorców jako Portret Szpiega.
Teraz, Allon znajduje chwilę oddechu w bezpiecznych – zdawałoby się – murach Watykanu, gdzie oddaje się swojej wielkiej pasji – konserwuje wybitne dzieło Caravaggia, Złożenie do grobu. W czasie jego pobytu w Stolicy Apostolskiej, ułuda ochrony zostaje całkowicie zerwana, gdy w Kaplicy Sykstyńskiej odnalezione zostają zwłoki innej konserwatorki dzieł sztuki.
Kaplica Sykstyńska -źródło


Policja watykańska w śmierci kobiety upatruje udaną próbę samobójczą. Innego zdania są zaś Jego Świątobliwość i sam Allon. Sekretarz Pawła VII sugeruje, by poprowadzone zostały dwa śledztwa – publiczne i tajne, na którego czele stanąć ma emerytowany as izraelskiego wywiadu, zdolny do wyśledzenia najskrzętniej skrywanych sekretów. Poufność prawowitego dochodzenia ma zagwarantować uniknięcie kolejnego skandalu z udziałem Kościoła, które mogłoby zachwiać w fasadach i tak ledwie już trzymającą się siatkę zabezpieczającą go przed upadkiem.
Allon podejmuje się wyzwania, rychło odkrywając, że kobieta przed śmiercią wpadła na trop niepokojących braków w zbiorach Muzeów Watykańskich, w które zaangażowana jest najprawdopodobniej międzynarodowa szajka handlująca starożytnymi skarbami na masową skalę, mając przy tym doskonałą przykrywkę i sieć dojść.




Z trzech książek Silvy, które miałam przyjemność czytać, to właśnie Upadły anioł, ma, w mojej opinii, najbardziej dopracowaną linię fabularną.
Świetnie poprowadzone dialogi, misternie skonstruowana intryga, sieć politycznych powiązań, wiodących od pozornie błahego samobójstwa popełnionego w symbolicznym miejscu, aż do serca chrześcijańsko-muzułmańsko-żydowskich wojen religijnych i planowanych ataków terrorystycznych. Silva nie bez przyczyny zwykł uchodzić za jednego z najwybitniejszych współczesnych konstruktorów (nie sposób użyć tutaj innego, odpowiedniejszego słowa) powieści szpiegowskich. Choć zdarzały się w książce tej przestoje, w istocie akcja pędzi w zawrotnym tempie, rzucając nas z jednego miejsca na świecie w drugie, w myśl takijja.
Świątynia jerozolimska - źrodło

Śledząc efektowne pościgi, z domieszką archeologicznych odkryć (wisienka na torcie!), mamy poczucie współuczestniczenia w wyścigu z czasem, którego celem jest zapobieżenie zabójczemu atakowi terrorystycznemu, zdolnemu zniszczyć nie tylko cuda starożytnej sztuki, ale też pozory pokoju, dając pretekst do wszczęcia wojny – prawdopodobnie o zasięgu  światowym.
Z niesamowitą fertycznością prowadzi nas Silva zaułkami swojej wyobraźni, pozwalając na ponowne śledzenie losów tego odznaczającego się niezwykłym kurażem szpiega, któremu – mimo całej sympatii i słabości do jego poczynań – życzę zasłużonej emerytury. I mam nadzieję się jej doczekać – mam wrażenie, że śledzenie jego nieskazitelnych pociągnięć pędzlem może być równie frapujące:)

Polecam ogromnie!

Recenzje poprzednich książek dostępne po kliknięciu w okładki.

http://shczooreczek.blogspot.com/2013/01/daniel-silva-portret-szpiega.htmlhttp://shczooreczek.blogspot.com/2012/05/jak-ma-sie-rembandt-do-bogactwa.html













Elf Wszechmogący – Marcin Pałasz


Tytuł: Elf wszechmogący
Autor: Marcin Pałasz
Wydawnictwo: Skrzat
Udostępnienie: Sztukater
ISBN:  9788374379397
Ilość stron:
256

Moja przygoda z Elfem zaczęła się dzięki pewnemu konkursowi, w którym do wygrania była pierwsza część cyklu, poświęconemu temu niezwykłemu psu. By zwyciężyć, należało wysłać zdjęcie ze swoim pupilem. Chodziło oczywiście o przedstawiciela konkretnego gatunku, ja jednak skusiłam się i stanęłam do rywalizacji z fotografią, ilustrującą mnie i mojego królika Stefana. I co – wygraliśmy! Wierszyk napisany na tę okazję przez autora do tej pory trzymam w specjalnym miejscu, a książki o Elfie gromadzę skrupulatnie. Jedną, wraz ze specjalną dedykacją dla mnie i zwierzaka, zdobyłam na krakowskich Targach Książki, gdzie miałam przyjemność osobiście podziękować Panu Marcinowi Pałaszowi za serdeczność.

Stefan - zwycięski KRÓLik.


Elfa śledzę na różne sposoby – pomaga mi w tym Facebook. I co tu kryć – nie sposób go nie uwielbiać! Zresztą sami pomyślcie, który pies jest tak mądry i ma TAKIE przygody?

W trzeciej części serii Elf wraz z Dużym i Młodym wyruszają na upragniony urlop. Marzą o beztrosce i chwile wytchnienia po niedawnych wydarzeniach ze swojego życia, które skutecznie wprowadziły w nie napięcie i ogromne zmęczenie.
Ich celem jest pensjonat w Dziwnówku, ale bardzo szybko okazuje się, że ten… został skradziony! Złodzieje pod osłoną nocy rozebrali budynek na części i niepostrzeżenie wywieźli w miejsce dla właściciela nieodgadnione, rujnując tym samym wczasowiczom urlop, a jemu samemu cały świat.
Nasi bohaterowie nie mogą mieć chyba wakacji bez przygód, bo jak się okazuje, zniknięcie ich wakacyjnego celu, to najmniejszy problem. Duży, Młody i Elf wplątali się w wir kryminalnych wydarzeń, zawsze znajdując w ich epicentrum, budząc tym samym podejrzenia władz…
Są tam gdzie ktoś kradnie pensjonat, rabuje Muzeum Bursztynu, grabi hotelowych gości. Czy to przypadek? I co ma do tego alergia Elfa?

Mimo bardzo nerwowej atmosfery tego urlopu, bohaterom udaje się nawiązać wspaniałe znajomości, dzięki którym te wakacje z pewnością będą niezapomniane – także dla czytelników. Elfi odwaga powaliła mnie na łopatki, pokazując jak bardzo psy mogą być oddane swoim ludziom – niebywałe historie!
Pałasz pisze w taki sposób, że pomiędzy każdą z kolejnych przygód, będziecie się zaśmiewać do rozpuku. Dialogi prowadzone między Dużym a Młodym są obłędne, a świat opisywany z psiej perspektywy to prawdziwa gratka dla miłośników tych nieprawdopodobnie oddanych zwierząt. Komizm sytuacyjny, rozbrajające podejście Dużego do świata, święta cierpliwość, luz, a to wszystko otulone rodzicielską, synowską i psią miłością.
To takie kompendium psiego świata i potrzeb w ekstremalnych warunkach, w którym okaże się, że tak naprawdę wcale nie Bruce, wcale nie Evan, ale to Elf jest wszechmogący!

Polecam wszystkim serię poświęconą Elfowi – zacznijcie od Sposobu na Elfa, a sami zobaczycie, że nawet bez mojej specjalnie natrętnej namowy, z wielką chęcią sięgnięcie po dramatyczną Elfie, gdzie jesteś?  po to, by niemalże natychmiast zakosztować Elfa wszechmogącego i z napięciem oraz wytęsknieniem oczekiwać na to, co będzie dalej.
Ta seria to niebywała gratka dla psich miłośników, ale też dla wszystkich tych, którzy wiedzą, jak silne więzi mogą połączyć człowieka ze zwierzęciem i jak znacznie taka relacja zmienia życie i postrzeganie świata.
Wszak to zwierzęta nadają mu barw!
Ogromnie polecam tę przygodową serię, w której na plan pierwszy wysuwają się wartości takie jak oddanie, lojalność, odwaga i poświęcenie.

piątek, 3 stycznia 2014

Zaklinacz czasu – Mitch Albom


Tytuł: Zaklinacz czasu
Autor:
Mitch Albom
Wydawnictwo: Znak - w sprzedaży od 8 stycznia!
ISBN: 978-83-240-2479-7
Ilość stron: 288
Cena: 32,90 zł

Nikogo nie trzeba już przekonywać, że żyjemy w czasach natychmiastowości i pogoni za bliżej nieokreślonym celem. Pokolenie konsumpcjonizmu z niczego się nie cieszy, zdaje się wyznawać zmienioną zasadę – chodzi o to, by gonić króliczka, ale nie o to, by złapać go.
Ludzie (ja) żyją w nieustającym strachu przed tym, że zabraknie czasu.
A kto z nas potrafi się wyciszyć, wyłączyć, nie odliczać, nie spoglądać na wszechobecne zegary przez chociażby pół dnia, ba! przez kilka godzin (sic!).
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się kto konkretnie jako pierwszy zaczął mierzyć czas i jakie przyniosło to konsekwencje dla ludzkości?




Raz obudzone pragnienie już nie ustanie. Rozrośnie się w sposób, którego nie potrafisz sobie wyobrazić. Niebawem człowiek będzie liczyć wszystkie swoje dni, potem mniejsze cząstki dnia, a potem jeszcze mniejsze – aż wreszcie liczenie pochłonie go całkowicie i utraci ten cud, którym został obdarowany na początku czasów: świat.[1]



Mitch Albom, którego zapamiętałam z fenomenalnej ksiązki Pięć osób, które spotykamy w niebie, oddaje w ręce czytelników tekst, mający być próbą odpowiedzi na pytania o czas, których nigdy sobie nie zadajemy, bo tak bardzo jesteśmy zaślepieni gonitwą, że podobne refleksje nie mają już dla nas znaczenia.
Ciągle zmierzamy do wydłużenia doby, zmaksymalizowania wydajności, wykroczenia poza własne ograniczenia, zaoszczędzenia czasu – w imię czego? Na co tak naprawdę poświęcamy ukradzione chwile? Na kolejne odliczanie, na kolejne bicie rekordów i przekraczanie granic – nie zaś na odpoczynek i wsłuchanie się w siebie. Wciąż przedkładamy ilość nad jakość, pogoń nad spokój  wyciszenie.





Oznaczałeś minuty – odezwał się starzeć – lecz czy używałeś ich mądrze? Po to by być spokojnym? By się zachwycać? Być wdzięcznym? By podnosić i dawać się podźwignąć?[2]

Autor za sprawą swojej książki zdaje się przeraźliwie krzyczeć, bylebyśmy tylko się zbudzili i wyrwali się z sideł marazmu. Prezentuje swoją autorką wizję życia człowieka, który jako pierwszy zesłał na ludzi przekleństwo, starając się zmierzyć czas, by wiedzieć. Jego badania nie dość, że skradły go światu i rodzinie, to jeszcze zapoczątkowały samonapędzający się proces udoskonalania i doprecyzowywania pomiarów. Dor przy użyciu patyków liczył jedynie dni, godziny i minuty, nie spodziewając się jak na pozór błahe pragnienie wiedzy, opęta całą ludzkość, sprawiając, że zamiast prawdziwie żyć, goniła ona za tym, by nie uronić ani sekundy i zmaksymalizować własną wydajność.



Narzędzia tej epoki – telefony, komputery – pozwalały ludziom poruszać się w zawrotnym tempie. Niemniej pomimo wszystkich swoich dokonań ci ludzie zdawali się nigdy nie zaznawać spokoju. Nieustannie spoglądali na swe urządzenia, żeby sprawdzić, która jest godzina.[3]

Dor za swoje działania został ukarany sześciotysięcznoletnim życiem, podczas którego wysłuchiwał modlitw, pragnień, krzyków rozpaczy, licytacji ludzi, którzy raz po raz prosili Boga o jeszcze jeden dzień, miesiąc, rok.
Pewnego dnia jego misja zostaje ukierunkowana na dwójkę ludzi: umierającego na nowotwór miliardera, który śmierć pragnie przechytrzyć zamrażając się i wyprzedzając zgon oraz młodziutkiej Sary, która pragnęła przedwcześnie pozbawić się życia, gdy jej serce zostało po raz kolejny złamane, utwierdzając ją  przekonaniu, że nie jest nic warta.
Każde z nich chciało zapanować nad czasem i życiem – jedno skrócić swoją ziemską wędrówkę, drugie nienaturalnie ją wydłużając.

Po co? Zadaniem Dora będzie odnaleźć odpowiedź na to pytanie od lat zachwaszczające ludzkie umysły.





Wszystko to, co dzisiejszy człowiek robi, aby być wydajnym, t dobrze wykorzystać czas –powiedział Dor, nie przynosi mu to satysfakcji. Wywołuje tylko głód, by robić jeszcze więcej. Człowiek chce być panem własnej egzystencji. Ale nikt nie jest panem czasu. Kiedy odmierza się życie, nie żyje się nim.[4]

Choć książka Alboma nie jest dziełem monumentalnym, cechuje ją charakterystyczna dla autora wielka mądrość i subtelność w jej przekazywaniu czytelnikom zawarta na stronicach, tętniących wiarą w to, co się pisze. Nie ma nachalności, mentorskiego tonu ani też – mimo porównań do Alchemika – kotylionowych sentencji, które cechuje pustka semantyczna. Nie będziemy zżymać się na wieloznaczność kolejnych sformułowań, lecz cieszyć mnogością złotych myśli, ustawiających nas do pionu, choć dotyczących spraw najprostszych, lecz często przez nas zapomnianych. Cenię Alboma za jego prostotę wyrażania myśli, lekkość pióra i zdolność zachwytu nad codziennością. Jego teksty uderzają każdorazowo w najczulsze punkty, miejsca, których nie odwiedzamy, by nie naruszać swojej tak skrzętnie zbudowanej warstwy ochronnej, przez którą nie dopuszczamy do siebie refleksji nad własnym sensem.
Ogromnie polecam – wszystkim – bo nie wierzę, by był na świecie ktoś, kto potrafi o czasie nie myśleć. Świetna historia, w bardzo dobrym wydaniu, inspirująca do dialogu o sprawach fundamentalnych.

Doskonała książka na nowy rok – pozwala ona bowiem na wszystko spojrzeć z dobrej perspektywy, uporządkować chaos panujący w życiu i zajrzeć w przyszłość – już tę bez nas, po naszych egoistycznych decyzjach.


W miarę jak ludzkość ogarniała obsesja godzin, żal nad straconym czasem stał się wieczną raną w sercu człowieka. Ludzie trapili się straconymi szansami, niewykorzystanymi dniami; bezustannie martwili się tym, jak długo będą żyli, liczenie chwil w życiu nieuchronnie prowadziło bowiem do odliczania ich do końca.
Wkrótce czas stał się – dla każdego narodu i w każdym języku – najcenniejszym artykułem. A pragnienie, by mieć go więcej, zaczęło rozbrzmiewać w jaskini Dora niemilknącym chórem.[5]


[1] Zaklinacz czasu, Mitch Albom, Kraków 2013, s. 61.
[2] Tamże, s.104.
[3] Tamże, s.188
[4] Tamże, s. 265.
[5] Tamże, s. 81.

czwartek, 2 stycznia 2014

Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem - Abigail Gibbs


Tytuł: Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem
Autor: Abigail Gibbs
Wydawnictwo: Muza
ISBN: 9788377584897
Ilość stron: 560
Cena: 39, 99 zł


Po raz kolejny trafiłam na książkę, o której ciężko pisać bez przyspieszonego tętna i wracania raz po raz do świata stworzonego przez autorkę – choć bardzo młodą, to niewyobrażalnie utalentowaną.

Do książki tej podeszłam po trosze na zasadzie doświadczenia – wiele było wokół niej szumu, wszak jej twórczyni początkowo publikowała ją w odcinkach na swoim blogu, zyskując niebagatela 17 milionów wejść, co uczyniło z niej niekwestionowane zjawisko na skalę światową, zwłaszcza że tekst ów stanowił kolejną, angielską odpowiedź na amerykańską sagę Zmierzch, zaś prawa do jego publikacji sprzedano do 19 krajów – a ja lubię być wobec szumnych powieści podejrzliwa, ale też – o, Matko Marketingu – ciekawska.

Nie jestem kompulsywną zbieraczką publikacji poświęconych wampirom – jako postaci literackie są one dla mnie zupełnie obojętne – akceptuję ich istnienie, lubię sobie o nich poczytać, ale nie stanowią też centrum moich czytelniczych upodobań ani też ośrodka badań.

Abigail Gibbs sprawiła jednak [zaraz po Sherrilyn Kenyon, choć u niej linia fabularna opierała się na czymś zgoła innym], że wampiry zaczęły mnie prawdziwie intrygować, a nawet toczyć ze mnie krew – bo ta niemalże lała się ze mnie wraz z potem podczas lektury – i to jest komplement.

Siedemnastoletnia Violet, to dziewczyna zadziorna i nieskrępowana w wyrażaniu swojego zdania, jakkolwiek niesprzyjające byłyby ku temu okoliczności. Nawet w obliczu zagrożenia życia, nic nie było wstanie stępić jej ciętego języka, co prawdopodobnie stało się z jednym elementów ważących nad tym, że, paradoksalnie, udało jej się uniknąć śmierci mimo bycia świadkiem masowego mordu na Trafalgar Square. Na skutek przypadkowego zdarzenia, wciągnięta została ona w świat, który dotąd pozostawał dla niej jedynie przestrzenią zarezerwowaną dla fikcyjności. Poznała bogatego arystokratę o wampirycznej proweniencji, co dalece skomplikowało ich wzajemne relacje. W praktyce została ona przez niego uprowadzona i przetrzymywana w nieprzyzwoicie luksusowej rezydencji, gdzie zatrzymał się czas, a w kieliszkach podawano krew zamiast szampana. Powinna stać się tym, kim reszta sprowadzanych kobiet – zabawką do gryzienia, upuszczania świeżej krwi, branką zaspokajającą wszelkie potrzeby, tak się jednak wcale nie dzieje. Oto Violet wtłoczona w mroczną (nawet nie wie jak bardzo!) rzeczywistość, powoli zaczyna w nią wnikać, coraz mniej pragnąć powrotu do domu, a coraz bardziej dając upust swoim żądzom.
Ucieleśnieniem jej wszystkich pragnień staje się niebezpieczny i równie nieokrzesany Kaspar – jej wybawca, a przy tym następca tronu, z którym zaczyna łączyć ją namiętność, na którą żadne z nich nie powinno sobie pozwolić. Stawką w tej grze jest bowiem coś więcej niż nieprzyzwoitość i społeczne wykluczenie płynące ze związku człowieka z wampirem, lecz pokój między wymiarami.

Gibbs skonstruowała fabułę godną największych weteranów literatury. Mimo że od początku akcja budowana była niezwykle precyzyjnie, raz po raz pogłębiając elektryzujące napięcie, to przez ostatnie sto stron wprost gotowałam się z emocji, gorączkowo kartkując książkę w poszukiwaniu rozstrzygnięcia, które – o ironio – nie nastąpiło, urywając akcję w momencie przełomowym.

Co ciekawe i dość wyjątkowe w gatunku – akcja wcale nie jest skoncentrowana na seksie, będącym główną osią, wokół której skoncentrowana została akcja ani na rozbuchanej erotyce – owszem, napięcie seksualne między bohaterami jest odczuwalne i nadaje narracji magnetyzmu, ale oni – w odróżnieniu od innych postaci literatury wampirycznej – potrafią je poskromić i w ten sposób zintensyfikować potencjał.
Seks nie jest dominantą, lecz jedynie wątkiem epizodycznym, koniecznym przy pisaniu o wampirach, będących ucieleśnieniem ideału kochanka, ale też przy konstruowaniu historii związków  w ogóle, którego ten element jest koniecznym dopełnieniem.
Tym, co jeszcze wpływa na jakość książki, jest dwutorowa narracja, prowadzona zarówno z perspektywy Violet jak i Kaspara, dzięki czemu możemy na bieżąco kontrolować przebieg zdarzeń z dwu odległych od siebie spojrzeń, w których niespodziewanie szybko zacznie zacierać się granica między tym co wampirze, a tym, co człowiecze.

Przy okazji mówienia o tej książce przychodzą mi do głowy same sformułowania dalekie od tradycyjnego komplementowania. Nic jednak nie poradzę na to, że podczas lektury było mi aż niedobrze od spotęgowania wrażeń i że jednocześnie chciałam ją pospiesznie czytać dalej, jak i odrzucać, bo wręcz omdlewałam z emocji. Napięcie z każdą stroną narastało, nawarstwiało się, intryga się zgęstniała, a ja nie mogłam złapać tchu – emocje te wciąż są żywe, a pisanie o nich powoduje wręcz ich eskalację!

Obłędna lektura!
Ale uwaga – to wampir czasowy!;)



PS Zaczynać rok takimi lekturami to wielka poprzeczka dla kolejnych :)

Seria niefortunnych zdarzeń. Ogromne okno – Lemony Snicket


Tytuł: Seria niefortunnych zdarzeń. Ogromne okno
Autor: Lemony Snicket
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-6124-2
Ilość stron: 223
Sieroty Baudelaire po stracie rodziców, tragedii u Hrabiego Olafa i niespodziewanej śmierci wuja, pukają właśnie do drzwi dalekiej ciotki Józefiny, której dom znajduje się na szczycie wzgórza, niebezpiecznie pochylającego się nad Jeziorem Łzawym, w którym przed laty zmarł jej mąż, zjedzony przez Pijawki Łzawe. Tego dnia kobieta straciła zarówno uwielbiane przez siebie dotąd jezioro, jak i współtowarzysza życia.
Od tamtej pory, panicznie boi się ona wszystkiego – telefonu, okna, kuchenki, książek, kaloryferów i wielu, wielu innych.
Jej irracjonalne strachy sprawiały, że jadła zimne jedzenie, nie miała znajomych i tym podobne.
Obecność dzieci była więc dla niej błogosławieństwem. Mogła na nie bowiem przelać swoją jedyną miłość – miłość do gramatyki.
Gdy już wydaje się, że życie trójki sierot może w końcu się ustabilizować, spotkają oni niejakiego Kapitana Szlama, a wkrótce potem ich ciocia ginie, zostawiając łzawy list przy wybitym oknie nad szczytem przepaści, przekazując w nim opiekę nad dziećmi nowo poznanemu mężczyźnie.

Jak się domyślacie nie jest on tym za kogo się podaje, a i śmierć cioci wiąże się z serią zagadek. Pierwsza z nich dotyczy ciągu gramatycznych pomyłek zawartym w liście tej językowej purystki, którą Baudelaire’owie starają się na własną rękę rozwikłać, znów nie mając poparcia w nikim z dorosłych.

Lemony Snicket nie uciekł daleko od swojego schematu fabularnego – książeczka ta utrzymana jest w identycznej formule jak dwie jej poprzedniczki.
Podobnie jak w nich, także i tutaj w narrację wplatany jest swoisty słowniczek, tłumaczący co trudniejsze słowa używane przesz kolejnych bohaterów.

Postaci dorosłych nadal są tak samo irytujące, choć Pan Poe wzniósł się już chyba na wyżyny swojej ignorancji i pobłażliwości: to wzór istoty, która nie uczy się na błędach, zaślepionego idioty, antyprzykład i zupełnie nieporozumienie.
O ile Hrabia Olaf od początku zarysowany został jako szwarccharakter konsekwentny w swych postępkach, o tyle Pan Poe jest niestrudzonym ślepcem, niezdolnym do brania pod uwagę zdania młodszych o siebie, notorycznie przerywający cudze wypowiedzi.
W moim odczuciu jest to najbardziej irytująca postać cyklu, raz po raz denerwująca swoją głupotą.
Nie wiem czy Snicket miał na celu zobrazować postać uosabiającą częste reakcje dorosłych na, ich zdaniem, przesadzone opinie dzieci, ale jeśli tak, to zrobił to aż nazbyt dosadnie. Az strach się bać, co będzie dalej.

Niemniej, jeśli spodobały Wam się dwa pierwsze tomy, warto sięgnąć także i po trzeci – utrzymane są na takim samym poziomie, nie ma zaskoczeń, które mogłyby zmienić podejście czytelnika do lektury. Jest za to dużo książek, wypełniających monumentalną biblioteczkę ciotki Józefiny. Skuszeni?:)



środa, 1 stycznia 2014

Carnivia. Bluźnierstwo. – Jonathan Holt


Tytuł: Carnivia. Bluźnierstwo
Autor: Jonathan Holt
Wydawnictwo: Akurat
ISBN: 978-83-7758-495-8
Cena: 39, 99 zł
Ilość stron: 400

Zapraszam Was do wejścia w Nowy Rok z prawdziwie mocną lekturą.
Oto przed Wami otwierają się drzwi do Carnivii – wirtualnej Wenecji, w której każdy może skryć swoje tajemnice bez obaw o odkrycie tożsamości. Anonimowość zapewnia twórca portalu – Daniele Barbo – mężczyzna żyjący z traumą porwania i okaleczenia w dzieciństwie, dziś jeden z najwybitniejszych znawców liczb, operujący nimi jak prawdziwy wirtuoz. Ten pochodzący z arystokratycznej dynastii człowiek, staje dziś przed sądem, oskarżony o umożliwianie przestępcom szerzenia pornografii, ułatwiania działań przestępczych i odmowy udzielenia władzom informacji o osobach zarejestrowanych w Carnivii, która to stała się dla Wenecjan przypomnieniem o dawnych karnawałach – nosząc maski, czują się oni bezkarni i z powodzeniem realizować mogą swoje, nawet najczarniejsze, scenariusze, tak jak kiedyś, gdy przybierając ten symbol miasta, ludzie, raz w roku mordowali i szerzyli przestępczość, mając gwarancję pozornej anonimowości. Z czasem w Wenecji zakazano noszenia masek po zmierzchu, w Carnivii zaś, zakazy takie nie mają racji bytu.
Jest ona udoskonaloną wersją świata, w której liczy się tylko to, kim chcesz być.


Gdy Barbo oczekuje na wyrok, w mieście ktoś popełnia brutalne przestępstwo. Na stopnie kościoła Santa Maria della Salute woda wyrzuca ciało kobiety, noszącej szaty katolickiego księdza. Czy to element przebrania, czy też ślad grupy, uznającej święcenia kobiece za prawomocne? Kapitan Kat Tapo wraz ze swoim przełożonym, stanie w obliczu zagadki na światową skalę – oto tatuaże na ciele ofiary odpowiadać będą zagadkowemu graffiti pozostawionemu w opuszczonym szpitalu dla umysłowo chorych. Podobne znaki będą też pojawiać się w innych miejscach, prowadząc śledczych wprost do Carnivii. Bohaterka szybko dostaje polecenie umorzenia śledztwa, co budzi jej wielkie podejrzenia.
Jako że wielu świadków unika udzielania odpowiedzi, Tapo będzie zmuszona nakłonić do współpracy Barbo, który nigdy na podobne ustępstwa się nie zgadza, a który jako jedyny ma dostęp do poufnych danych, mogących rzucić cień światła na jej sprawę, tak silnie odsuwaną na dalszy plan przez przełożonych.

Źródło


John Holt to zdecydowany debiut roku 2013!
Fenomenie poprowadzona narracja, doskonała konstrukcja bohaterów, fantastyczna kreacja świata przedstawionego i wreszcie – język, który nie pozwala się nudzić i zagadka, którą każdy pragnie rozwiązać.
Osadzenie akcji w Wenecji – mieście podtapianym regularnie przez acqua alta, będącym prekursorem anonimowego świata masek, niosącego złudzenie anonimowości i bezkarności, przestrzenią szerzenia się przestępczości z nadzieją na brak jego wykrycia – dodaje fabule smaczku, brakującego wielu kryminałom, dopełnia powieść, która zainaugurowana w innych realiach, nie miałaby takiej mocy sprawczej.
Subtelne splecenie wątków, na pozór niewidoczne nici powiązań, misterna intryga, uwikłanie w akcję Kościoła – elementy te charakterystyczne są dla prozy Browna, który na skandalu próbuje budować swoje kolejne bestsellery.
U Holta skandalu nie będzie – owszem, na światło dzienne wyciągane są brudy Kościoła, nie mają one jednak źródła w Watykanie, lecz u pojedynczych jednostek, sprzeciwiających się obowiązującym powszechnie regułom, ulegającym sfeminizowanym wizjom hierarchii i szerzącym bluźnierstwa. Nie służą one demistyfikacji, lecz wskazują na ludzką ułomność i grzeszność, a także skłonność do ulegania sugestiom.
Autor skonstruował thriller na miarę XXI wieku, nie boi się kontrowersji – to tekst z wyższej półki, który wywoła w czytelnikach głód kolejnych powieści autora.
Wątek sensacyjny stanowi tutaj nośnik dla treści sytuujących się w innym porządku rozważań – ukazuje mentalność Wenecjan, wprasza się we włoski system policyjny, bada sieć powiązań i oddaje hołd lojalności i gwarancji wolności.
Książka ta obfituje w mroczne, owiane aurą tajemniczości postępki, składające się wespół na ten fenomenalny debiut, od którego nie sposób się oderwać. Napisana z rozmachem powieść, dająca nadzieję na równie intrygującą kontynuację.

Musicie przeczytać!
A zanim to zrobicie... wejdźcie do Carnivii.
A tutaj dopiero jest klimat!