niedziela, 2 grudnia 2012

Dzień w muzeum, czyli opowieść Caiusa Probinusa o życiu w starożytnym Rzymie – Monika Rekowska-Ruszkowska

Tytuł: Dzień w muzeum, czyli
opowieść Caiusa Probinusa o życiu w starożytnym Rzymie
Autor: Monika Rekowska-Ruszkowska
Wydawnictwo: Novae Res - dziękuję!
ISBN: 978-83-7722-186-0
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 128


Książka Moniki Rekowskiej-Ruszkowskiej, to doskonale pomyślane połączenie nauki z przyjemnością. Publikacja ta nie tylko promuje wizyty w muzeach i przedstawia je jako niezwykle ciekawe, ale też uczy daleko więcej niż szkolne podręczniki o życiu w starożytnym Rzymie.
Przedstawienie historii z perspektywy dziecka stanowi doskonałe dopełnienie i wpływa na atrakcyjność snutej opowieści.
Rekowska-Ruszkowska zabiera młodego czytelnika na wycieczkę o muzeum, gdzie ten spotyka pełną zapału przewodniczkę, która w odróżnieniu do zrzędliwej nauczycielki, pozwala dzieciom dotykać eksponatów, cieszyć się z obecności w tym miejscu kultury i chłonąć wszystko, co ma do zaoferowania. Jej opowieść o starożytnym Rzymie jest przy tym na tyle interesująca, że zaciekawia nawet największych sceptyków i pierwszych wrogów tego typu wycieczek i lekcji edukacyjnych.
Równolegle do opowieści snutej w czasie rzeczywistym, autorka wprowadza w swojej książce elementy fantastyczne – jedna z dziewczynek po dotknięciu urny dziecka, zaczyna słyszeć głos pochowanego w niej chłopca – Caiusa. Chłopak ten staje przed nią niczym żyw, dopowiadając co ciekawsze historie o życiu w starożytnym Rzymie, uzupełniając tym samym wywody przewodniczki. Pokazuje jej on jak wyglądało życie przeciętnego dziecka, czym się zajmowało, w  co grało, jakie nosiło stroje, co go fascynowało, co było jego rozrywką, a co prawdziwą udręką. Opowieść snuta przez kogoś, kto był uczestnikiem wydarzeń, o których opowiada, była dla Zuzy niesłychanym przeżyciem. Chłopiec, którego poznała stał się jej prawdziwym przewodnikiem, którego słuchała z należytym zainteresowaniem.

Dzięki połączeniu tych dwu przestrzeni, książka ta nabiera całkiem innego kształtu. Jest pełnowymiarowa, uzupełniona zarówno o wiedzę podręcznikową, jak i tę spoza kanonu – dla dzieci ciekawych i bardziej zainteresowanych tematem. Snucie narracji z perspektywy dziecka, z całą pewnością ułatwi najmłodszym odbiór – o wiele łatwiej słucha się bowiem rówieśnika, którego słowa zawsze okazują się daleko bardziej interesujące i szczere niż słowa nawet najlepszego przewodnika czy nauczyciela.
Zapamiętaniu wszelkich informacji zawartych w tej książce służą dołączone do niej quizy, testy i innego typu zadania, które co rusz przeplatają narrację, by na bieżąco utrwalać zdobytą wiedzę. Książeczka kończy się testem z całości, a także zawiera grę planszową.

Nie sposób przecenić jej walorów edukacyjnych. Dla wielu uczniów lekcje o starożytności stanowią prawdziwą katorgę, z tą książką rzecz na pewno będzie się  miała inaczej. Caius zapewni im informacje  z pierwszej ręki, podane w sposób ciekawy i przystępny, a barwne ilustracje podziałają na wyobraźnię i pomogą unaocznić gros opisywanych kwestii. Wielu uczniów na pewno zdziwi się jak niewiele zmieniło się w sferze gier i rozrywek od czasów starożytnego Rzymu.
Polecam tę lekturę każdemu, kto pragnie przybliżyć najmłodszemu czytelnikowi historię starożytnego Rzymu. Książeczka ta może być przydatna zarówno rodzicom, jak i nauczycielom, a niewątpliwie stanowić będzie inspirację również dla przewodników.

sobota, 1 grudnia 2012

Czerwona Mgła – Tomasz Kołodziejczak


Tytuł: Czerwona Mgła
Autor: Tomasz Kołodziejczak
ISBN: 978-83-7574-873-4
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Udostępnienie: Sztukater - dziękuję!
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 400



Czerwona Mgła, to jedna z najbardziej dopieszczonych i najdłużej wyczekiwanych książek ostatnich lat wydanych nakładem Fabryki Słów.
Tomasz Kołodziejczak, znany i ceniony polski pisarz science-fiction praz fantasy, to autor mający w dorobku książki takie jak Wybierz swoją śmierć, Krew i kamień, Wrócę do ciebie kacie (zbiór opowiadań), Kolory Sztandarów, Przygody rycerza Darlana, Schwytany w światła, Czarny Horyzont i Głowobójcy (zbiór opowiadań).
Czerwona mgła stanowi kolejna książkę będącą zbiorem krótszych form wypowiedzi, jakimi są opowiadania. Są to kolejno:
Piękna i graf
Nie ma mocy na docenta
Czerwona Mgła
Klucz Przejścia

Nie sposób nie zauważyć, że osobą niejako patronującą wszystkim opowiadaniom i przenikającą przez nie, często w dość symboliczny sposób, jest wielokrotnie wspominany na kartach książki J.R.R. Tolkien. To o nim pisze Kołodziejczak jako o tym najbardziej poczytnym, którego teksty znane są lepiej niż Biblia, to jego kreuje jako niedościgniony wzór wszystkich twórców, nie tylko tych piszących literaturę fantastyczną. Czerwona Mgła, to poniekąd próba korespondencji i gry z tekstami Tolkiena. Elfowie jawią się tutaj zupełnie inaczej niż w pierwowzorze, a cała rzeczywistość magiczna przeplata się z realną, przenosząc akcję na tereny dawnej Rzeczypospolitej. Prócz Elfów, nie zabraknie także i Balrogów, którzy staną przeciwko nim do boju. Zagrożeniem dla Rzeczypospolitej okaże się wróg odwieczny – wschód, którego ucieleśnieniem jest tytułowa Czerwona Mgła.
Atutem powieści jest połączenie standardowych elementów nowoczesności należących do znanego nam świata, z elementami świata magii – są to walki prowadzone przy użyciu karabinów maszynowych , ale też magii. Modlitw oraz bomb, ale i mieczy połączonych w boju z najnowszymi zdobyczami technologii. Sceny batalistyczne o wiele silniej konotują wojny średniowieczne, niż współczesne. Mimo pierwiastków nowoczesności, w czytelniku pozostaje niegasnące wrażenie rozdzierającej przepaści wielu wieków między nim, a bohaterami.
Podkreśla to również i magia, jednoznacznie kojarzona z wiekami ciemnymi, daleka od nowoczesnych sprzętów. Na kartach tej książki wcale nie zdziwi jednak elf przechadzający się z karabinem maszynowym. Kołodziejczak wyraźnie gra z konwencją, budując zarówno opisy typowo postapokaliptyczne, ale też nawiązujące do czasów dawnych, dzięki czemu jego tekst czyta się z prawdziwym zaciekawieniem. Wciąż jednak miałam wrażenie, że daleko książce tej do standardowego fantasy – kilkakrotnie wspominany Tokien sugerowałby więcej magii w tradycyjnym rozumieniu, a  mniej bitew i efektów domina ujętych na wskroś nowocześnie.
Czerwona Mgła z całą pewnością stanowi ciekawe doświadczenie czytelnicze, jednak na miano bardzo dobrego opowiadania zasługuje w moim przekonaniu jedynie tekst tytułowy. Jak na tak ważny dla wielu zbiór – trochę mało.
Jeśli jednak ciekawi Was taki sposób ujęcia Tolkienowskich bohaterów oraz jego świata w wersji postapokaliptycznej, książka ta nie zawiedzie Waszych oczekiwań. Ważne, by nie nastawiać się na fantasy tradycyjne. To raczej intertekstualne i silnie synkretyczne przedstawienie pewnych znanych elementów. Przeformułowanie znanego, unowocześnienie i całkowite zmienienie atmosfery.
Dla jakiej grupy odbiorców? Nie jestem ich w stanie wskazać jednoznacznie. Każdy z Was musi zastanowić się nad tym czego oczekuje, jak się zapatruje na taką literaturę i czy to na pewno coś dla niego. Nie każdemu bowiem sprawi przyjemność czytanie o elfach stojących na czele Rzeczypospolitej, nie każdy też zrozumie czemu takie pokazanie rzeczywistości miałoby posłużyć. Decyzję pozostawiam Wam i Waszej czytelniczej intuicji.

Ze swojej strony mogę ją polecić tym, którzy próbują szukać w literaturze fantastycznej powiewu świeżości, być może staną się nim dla Was właśnie opowiadania Kołodziejczaka.


piątek, 30 listopada 2012

Wierszyki domowe. Sześć i pół tuzinka wierszyków Rusinka – Michał Rusinek


Tytuł: Wierszyki domowe
Autor: Michał Rusinek
Wydawnictwo: Znak emotikon
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 978-83-240-1974-8
Rok wydania: 2012




Michał Rusinek, znany jest z powodów wielu. Raz – wykłada na Uniwersytecie Jagiellońskim, dwa – tłumaczy utwory z języka angielskiego, trzy – pisze własne, rymowane, wierszowane, cztery – był sekretarzem Wisławy Szymborskiej. Nie wnikając w to, która z ról przyniosła i wciąż przynosi mu największą popularność, warto przyjrzeć się trzeciej z kolei.
Rusinek bowiem, nakładem wydawnictwa Znak emotkion, wydał kolejną, rewelacyjną książeczkę dla dzieci o wielce wymownym tytule Wierszyki domowe.  W jego wcześniejszym dorobku znajdują się: Mały Chopin, Jak przeklinać? Poradnik dla dzieci, Kopciuszek, Limeryki, Prowincjonalne zagadki kryminalne, Retoryka podręczna. Czyli jak wnikliwie słuchać i przekonująco mówić, Między retoryką a retorycznością.
Wierszyki domowe, to zbiór doskonałych tekstów odnoszących się do sprzętów i miejsc związanych z domem, konsekwentnie uporządkowanych. W książeczce tej znajdziemy utwory podzielone na takie oto rozdziały: Przedpokój, Łazienka, Kuchnia, Salon, Sypialnia, Piwnica, Strych, Garaż, Ogród, Balkon i, najlepsze, Biblioteka.
Każdy z nich obfituje w przezabawne utwory, przeznaczone zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych – wszyscy będą się tak samo świetnie bawić. Młodsi zachwycą się ich rytmiką i rymami, natomiast starsi czytelnicy dodatkowo docenią odwołania do innych tekstów kultury.
Rusinek stworzył teksty do pośmiania się, skrzące się inteligentnym dowcipem i doskonałymi komentarzami do każdego tekstu, które pełnią funkcję rymowanych dopowiedzeń. Często zdarzało się, że to one nadawały utworom nową jakość, zmieniały konteksty i wzbogacały ich wartość. To błyskotliwa książeczka dla każdego, przez jej karty przewijają się postaci takiej jak Freud, Kafka czy Proust, a ich odnajdywanie sprawi niewątpliwą intelektualną przyjemność odbiorcy bardziej doświadczonemu czytelniczo. Moim ulubionym tekstem, ze względów czysto sentymentalnych, stał się ten o Bibliotece, jednak najgłośniej zaśmiewałam się przy Łazience i Umywalce.
Przy recenzji nie sposób nie wspomnieć o arcypięknej szacie graficznej książki. Ilustracje Joanny Rusinek nadają publikacji niezwykły klimat. Barwne obrazki stają się tłem dla wierszy i dodatkowo stymulują dziecięcą wyobraźnię. Sama jestem nimi zachwycona, oglądam je raz po raz, pełna podziwu dla każdego szczegółu. Staranne wydanie to ogromny atut tej publikacji, wiele książek może pozazdrościć jej estetyki.
Najnowsza książka Rusinka to przyjemność dla oka i dla duszy.

czwartek, 29 listopada 2012

Chwalę się;)

Chwalę się, bo i mam czym:) Zdarzyło mi się skomentować post ze zdjęciami przepięknej zakładki na blogu Wytworki Edi. I ku memu zaskoczeniu, autorka poprosiła mnie o adres, po to, by wysłać mi rękodzieło, którym tak bardzo się zachwyciłam! Od dwóch dni, moje zakładkowe zbiory wzbogaca ta cudowna, ręcznie robiona zakładka, na którą nie mogę się napatrzyć. Edi jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję! To była największa niespodzianka od dłuższego czasu:)





sobota, 24 listopada 2012

Smaki życia – Stacey Ballis

Tytuł: Smaki życia
Autor: Stacey Ballis
Wydawnictwo: Prószyński- dziękuję!
ISBN: 978-83-7839-374-0
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 336

Melanie Hoffman od lat miała tę samą słabość – lubiła sobie połasuchować, co doprowadziło jej ciało do stanu katastrofalnego. Przy niskim wzroście ważyła ponad 130 kilogramów, obciążając swój organizm niezwykle i narażając go na wszelkiego rodzaju choroby powodowane otyłością. Sprawy nie ułatwiała znienawidzona przez nią praca, każdy najmniejszy bowiem stres, zajadała ona tonami słodkości. W swoim prawniczym biurze, miała towarzysza zbrodni – koleżankę po fachu, o podobnej otyłości, z którą bez wyrzutów raczyły się ponadprogramowymi posiłkami pod blatem biurka.
Pewnego dnia, Mel, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, odciążyć organizm i na poważnie zająć się dietą. W niespełna dwa lata traci połowę swojej wagi, jest lżejsza, pewniejsza siebie, zdrowsza. Jej samoakceptacja i świadomość własnej wartości były tak silne, że postanowiła otworzyć własny lokal ze zdrowym i, co ważne, smacznym jedzeniem, po to, by pomóc osobom takim jaką ona była jeszcze niedawno. Wydawać by się mogło, że niczego więcej jej nie trzeba. Kochający mąż, idealna praca, wymarzony wygląd.
Okazuje się jednak, że dla jej towarzysza życia, zmiany, które zaszły przez owe dwa lata są nie do zaakceptowania: porzuca on ją bowiem dla kobiety dwa razy grubszej od niej, co gorsza – jej koleżanki.
Zbyt dumna Mel rezygnuje z alimentów, co w bardzo krótkim czasie odbija się na jej finansach. Firma zaczyna mieć kłopoty, na skutek czego kobieta wbrew własnym zasadom musi zatrudnić i wynająć pokój w swoim mieszkaniu Nadii – dziewczynie, która przyszła znikąd, o niezbadanej przeszłości, ale za to z głową pełną genialnych pomysłów.
Mel, otwiera się na nowe znajomości, poznaje Nate’a, z którym metodą malutkich kroczków zaczyna tworzyć związek. Niestety, jej pewność siebie po rozwodzie została na tyle zachwiana, że nie jest w stanie mu zaufać…
Kobieta nigdy nie spodziewałaby się, że decyzja sprzed dwóch lat, decyzja o zmianie życia, stanie się przyczyną tak kolosalnych zmian, a jednocześnie siłą napędową dla odmiany losów jej bliskich.

Stacey Ballis, napisała książkę lekką, przeplataną kulinarnymi historiami, zakończoną przepisami wartymi wypróbowania, tworząc tym samym subtelną opowieść o zaufaniu, zmianach i drodze do szczęścia.
Dla powieści, to chyba niezbyt wartościowe określenie, ale pozycji tej nie potrafię podsumować inaczej, jak mówiąc, że była „przyjemna”. Ot, tyle.
Prosty język, proste dialogi, prosta historia, wszystko to prowadzące do prostego rozwiązania akcji. Brak tu jakiejkolwiek ideologii, ukrytych znaczeń czy wielkich niewiadomych.
Język jest przezroczysty, fabuła jasna i klarowna. Mocno przeciętny tekst.
Warto czytać dla relaksu, dla zaostrzenia apetytu, konieczne z czymś smacznym pod ręką.

piątek, 23 listopada 2012

Wejście w zbrodnię – Jill Hathaway


Tytuł: Wejście w zbrodnię
Autor: Jill Hathaway
ISBN: 9788311123397
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 296
Wydawnictwo: Bellona
Udostępnienie: Sztukater - dziękuję!

Bycie nastolatkiem nie należy do najprostszych wyzwań naszego życia. To okres burzliwy, pełen buzujących hormonów, popychających nas do niekontrolowanych zachowań, wybuchów złości, częstszego chorowania, popadania w paranoję i większej podatności na wszelkie choroby psychiczne i stres.
Sylvia Bell, to nastolatka zamieszkująca stan Iowa z ojcem i swoją młodszą siostrą. Jej wkraczaniu w dorosłość nie sprzyja wciąż niezagojona rana po utracie matki, która kilka lat wcześniej zmarła na raka. Dziewczyna została sama z tatą i Mattie, która wciąż wymaga wielkiej opieki – ma niezwykłe zdolności do wpadania w tarapaty, a Sylvia z kolei ma ogromne poczucie odpowiedzialności i chęć matkowania młodszej siostrze.
Jakby tego było mało, główna bohaterka cierpi na narkolepsję. W różnych okolicznościach, o przeróżnych porach dnia, bez względu na otoczenie czy warunki – zapada w niekontrolowany i niezwykle mocny sen. Jej choroba oraz różowe włosy sprawiają, że otoczenie patrzy na nią z pobłażaniem. Oparcie znajduje w przyjacielu Rollinsie, z którym połączyła ją nić sympatii po pewnych traumatycznych przeżyciach z przeszłości.
Sylvia, nie jest jednak narkoleptykiem standardowym – podczas jej nagłych zaśnięć, dzieją się rzeczy niezrozumiałe ani dla ojca dziewczyny, ani dla jej psychiatry, który chce „chronić ją” jedynie za pomocą medykamentów. Nastolatka, w czasie ataków wnika w umysły innych osób; osób, których rzeczy ma akurat na sobie, albo które w jakikolwiek sposób mają z nią w momencie utraty przytomności styczność. Może to być cokolwiek, co łączy silnymi emocjami daną rzecz z jej właścicielem. Sylvia, przez kilka niekontrolowanych chwil staje się mimowolnym świadkiem wydarzeń z życia ludzi, w których głowie nigdy nie chciałaby się znaleźć. Czasem widzi zdarzenia błahe, bez znaczenia; czasem zakłóca prywatność dowiadując się o sprawach, o których miała się nigdy nie dowiedzieć.
Nie to jest jednak najgorsze. Pewnego dnia, Sylvia, wnika w umysł mordercy, widząc jak z nożem w ręku stoi on nad martwym ciałem jednej z przyjaciółek Mattie.
Co gorsza, dziewczyna w chwili ataku znajduje się w swoim domu, jasne staje się więc, że zabójca wcześniej w nim był, pozostawiając naładowaną emocjonalnie rzecz.
Społeczność miejska i szkolna uznaje śmierć dziewczyny za samobójstwo, tylko główna bohaterka wie, jak było naprawdę. Problemem jest to, że o swojej przypadłości nie powiedziała nikomu, odkąd zerwanie tajemnicy zbudowało mur niezrozumienia między nią i ojcem. Sylvia nie może przyznać się prawdziwej natury swoich ataków, nie chcąc zostać kolejny raz nafaszerowana lekami psychotropowymi.
Postanawia wyjaśnić sprawę morderstwa na własną rękę.
Niestety, zaczynają psuć się jej relację z tatą i przyjacielem, poznaje nowego chłopaka, a w międzyczasie, ginie kolejna z przyjaciółek Mattie. Bohaterka myśli, że kolejną ofiarą zabójcy może stać się jej siostra. Rozpoczyna się wyścig z czasem i próba świadomego przenoszenia się w ciała innych osób, celem poznania natury i tożsamości mordercy.

Jill Hathaway stworzyła powieść kilku dobrych zwrotów akcji, zbudowaną na standardowej konwencji: wielu podejrzanych, w tym ludzie z najbliższego otoczenia bohaterki, rosnący niepokój, mylne poszlaki, dawno skrywana rodzinna tajemnica, morderstwo w akcie zemsty. Wszystkie te elementy oraz napięcie utrzymane na stałym poziomie, sprawiają, że warto poświęcić lekturze jeden z jesiennych wieczorów.
Książka o wiele bardziej przypadnie do gustu młodzieży, która to znacznie lepiej zrozumie główną bohaterkę, dzięki niewątpliwej wspólnocie wielu życiowych doświadczeń, niż dorosły oczekujący od lektury [nawet kryminału] troszeczkę czegoś innego. Prosty język, bliski potocznemu, ułatwi odbiór każdemu, kto czyta po to, by się zrelaksować i dostarczyć sobie chwili przyjemności. To dobra książka, która przede wszystkim skupia się na psychice bohaterów. Autorka rezygnuje z budowania klimatu grozy i niebezpieczeństwa, na rzecz badania meandrów psychiki bohaterów głównych i pobocznych. Na kartach tej książki sprawnie połączone zostały dwa wątki, które bardzo dobrze wypadają jako spójna i wiarygodna całość.

Polecam każdemu, kto nie boi się wejść w umysł mordercy i stać się świadkiem bezlitosnej zbrodni. W wersji dla nastolatków.