niedziela, 27 lutego 2022
czwartek, 27 stycznia 2022
Idealne życie Molly - Valerie Keogh
Życie Molly Chatwell uchodzi za idealne - osiągnęła wszystko, czego chciała. Ma wspaniałe dzieci, które wyjechały niedawno na wymarzone studia; przystojnego męża i piękny dom w samym sercu Londynu. Życie zawodowe również jej się układa i wydaje się, że nic więcej do szczęścia jej nie potrzeba. To jednak tylko pozory, bowiem od momentu wyjazdu jej dzieci, bohaterka bardzo mocno odczuwa syndrom pustego gniazda. Spostrzega także, że jej relacje z mężem mocno się rozluźniły, a sam Jack dziwnie się zachowuje - zdaje się nieobecny, przepracowany, a Molly zaczyna podejrzewać, że ma jakieś problemy, o których jej nie mówi.
Gdy proponuje mu wspólny wyjazd z przyjaciółmi, ten odmawia, wymawiając się innymi zobowiązaniami. Kobieta wyjeżdża więc sama, nie podejrzewając nawet, jakie wydarzenia zapoczątkuje. Na miejscu spotyka bowiem pewnego młodego, przystojnego mężczyznę o turkusowych oczach, który przyciąga ją w zupełnie niezrozumiały dla niej sposób. Dla niego jest gotowa zdradzić męża. Gdy jednak są już blisko siebie, mężczyzna odrzuca ją, ona zaś w popłochu ucieka i skraca swój pobyt w kurorcie, czym prędzej wracając do domu i zaskakując tym Jacka.
Kobieta ma nadzieję, że uda jej się zapomnieć o feralnym weekendzie i przeżytym upokorzeniu, gdy jednak najpierw pod domem spostrzega mężczyznę poznanego w Wiltshire, któremu przecież nie podawała swojego adresu, a dzień później do jej drzwi puka policja, wie, że będzie to niemożliwe. Nie dość, że staje się ona podejrzaną w sprawie o morderstwo, to parę chwil później sama staje się niedoszłą ofiarą zabójstwa.
Idealne życie Molly to książka, którą czyta się z żywym zainteresowaniem, jednak rodzi się ono stosunkowo późno. Jej akcja rozwija się bowiem niespiesznie, po to, by przy końcówce nabrać rozpędu. Początkowe rozdziały są... nudne. Nużące i męczące tak samo, jak życie głównej bohaterki, w którym rutyna przysłoniła wszystko inne, każąc przywdziewać na twarz sztuczny uśmiech zadowolenia. Podejrzewam, że efekt ów nie jest dziełem przypadku (mam nadzieję!), lecz świadomym zagraniem pisarskim, tym bardziej, że późniejszy rozpęd jest naprawdę godny uwagi.
Przez stosunkowo niewielką objętość książki odnosi się jednak wrażenie, że część wątków nie została należycie rozwinięta, zaś innym (może mniej istotnym) poświęcono zbyt dużo czasu, potęgując wrażenie rozwlekłości pierwszych rozdziałów. Sam tytuł może być nieco zwodniczy, bo idealne życie znajdziecie tu tylko we wspomnieniach głównej bohaterki, zaś jej obecną sytuację można mienić jedynie katastrofą. To, co idealne, jest tu tylko maską, złudzeniem, iluzją, której uległa nawet sama bohaterka. Tam, gdzie pieniądze i bogactwo, o takie pozory jest bowiem niezwykle łatwo.
Mimo mnogości fatalnych wydarzeń zgromadzonych na kartach tej książki, nie staje się ona lekturą przytłaczającą - autorce udało się je wyważyć na tyle, że ma się nawet wrażenie pewnej lekkości. Osoby, które zaczytują się w gatunku, bardzo szybko zorientują się, kto odpowiedzialny jest za cały feralny splot wydarzeń i co stanowi jego motywację; nie uznałabym tego jednak za mankament, bo dzięki takiemu rozpisaniu historii, odbiorca może skonfrontować swoje wyobrażenia z autorską realizacją. Pisarka jednak nie podaje gotowych rozwiązań, bo co rusz zwodzi czytelnika, podając mu fałszywe tropy.
Polecam tę książkę uwadze szczególnie osób lubujących się w powieściach z wątkami psychologicznymi, bo tych tu nie brakuje. To właśnie na grze emocjonalnej z główną bohaterką zbudowana została intryga.
Jest zatem lekko, ciekawie, a taka rozrywka na jeden wieczór, to idealna propozycja dla wszystkich tych, których grube i zawiłe tomiszcza męczą. Będziecie ukontentowani.
środa, 26 stycznia 2022
Miłosny układ - Sarah Hogle
Miłosny układ to jedna z tych książek, z którymi początki nie są proste. Czytałam, brnęłam wręcz przez wstępne rozdziały, a w mojej głowie coraz głośniej odzywał się głos sugerujący, że powinnam ją czym prędzej porzucić, bo to kolejna ramota i totalna sztampa.
Coś jednak nie pozwalało mi przerwać, a ta - jak ją nazywam - czytelnicza intuicja pozwoliła mi pozostać przy, jak się później okazało, książce absolutnie fantastycznej!
Naomi i Nicholas uchodzą za parę idealną i taki też wizerunek bohaterka kreuje w swoich mediach społecznościowych. Tymczasem im bliżej daty ślubu, tym mocniej odczuwa, że ich związek to tylko fikcja, a ona o wiele bardziej nie znosi swojego narzeczonego, niż go kocha. Teoretycznie zaręczyny można jeszcze zerwać. Jest tylko jeden kłopot: nie czeka ich zwykłe wesele, lecz wystawne, eleganckie, całkowicie sponsorowane przez teściową wydarzenie, którego niebotyczne koszty w razie zerwania zobowiązań Naomi z pewnością musiałaby pokryć. Już jej przyszła teściowa by tego dopilnowała. Nic to, że przyszła panna młoda o niczym nie może decydować sama. Wszelkie kluczowe sprawy załatwia mama Nicholasa, ten zaś posłusznie jej przytakuje.
Bohaterka wiedziona coraz większą niechęcią, postanawia zrobić wszystko, by sprowokować Nicholasa, by to on zerwał zaręczyny. Podejrzewa jednak, że on próbuje dokonać czegoś identycznego. Zaczyna się zatem cicha wojna - na uszczypliwości, złośliwe żarty, sztuczki, podstępne prowokacje. Nie ma żadnych ograniczeń - można robić dosłownie wszystko, by uprzykrzyć drugiej stronie życie. A jako że można robić wszystko, można także w końcu być w pełni sobą - bez udawania i przywdziewania masek idealnych do towarzystwa.
Walka na złośliwości przynosi bohaterom tyle satysfakcji, że zaczyna w końcu przybierać niespodziewany obrót...
Kto pierwszy wywiesi białą flagę? Tego dowiecie się jedynie wówczas, gdy rozsiądziecie się wygodnie w fotelu i oddacie lekturze. Obiecuję, że warto!
Może zabrzmi to pompatycznie, jednak Miłosny układ to książka, dzięki której człowiek staje się choć odrobinę lepszy. Przygląda się relacjom bohaterów i niczym w zwierciadle widzi prawdę o swoich związkach z bliskimi. Widzi ją i ma potrzebę natychmiastowej reakcji, bo dostrzega, że nie jest idealnie. Choć w codziennym pędzie wydaje się nawet, że jest dobrze, to tak naprawdę jest źle. Bo gdzieś się mijamy, rozchodzimy, siedzimy blisko siebie, myślami będąc daleko. Bo nie pracujemy każdego jednego dnia nad swoim związkiem.
Sarah Hogle za sprawą swej dowcipnej powieści obyczajowej pozwala czytelnikowi przypomnieć sobie, jak istotna jest rozmowa, jak ważne jest komunikowanie swoich potrzeb, marzeń, trudności, jak szalenie potrzebne są drobne, codzienne gesty, jak niesamowicie mogą one zbliżać.
Drobnostki, które pozwalają drugiej osobie poczuć się D O S T R Z E Ż O N Ą. Ważną.
Spłakałam się na niej jak niemądra, chyba z potrzeby przebycia takiej uzdrawiającej drogi jak bohaterowie.
Szalenie była mi ta książka potrzebna i polecać będę ją każdemu. Jedynie okładka wydaje mi się nieco krzywdząca, bo do kupna specjalnie nie zachęca, zapowiadając romans jakich wiele [przynajmniej mnie by nie zachęciła].
piątek, 19 listopada 2021
I żyli długo i... świątecznie - Karen Schaler
Riley to powieściopisarka, która mimo wieloletnich prób przyjaciela mających na celu zmianę jej nastawienia, jawnie nie znosi świąt Bożego Narodzenia. Nie wzruszają jej świąteczne historie, nie bawi kupowanie prezentów, nie rozczula widok wszechobecnych lampek i ozdób. Nikomu by to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że kobieta zmuszona zostaje przez wydawcę do napisania powieści... bożonarodzeniowej. To ona ma być jej ostatnią deską ratunku w pisarskim świecie.
Jej agent wpada na pomysł zorganizowania jej udziału w gwiazdkowym obozie w hotelu Christmas Lake Lodge, do którego zaproszeni mają być ludzie wyselekcjonowani spośród jej fanów. To oni mają stać się jej inspiracją do stworzenia wyjątkowej opowieści, a atmosfera najbardziej świątecznego ze wszystkich hoteli ma tylko podsycić żar pomysłów pisarki.
Przed wyjazdem kobieta ma wystąpić w telewizyjnym talk-show, jednak sytuacja komplikuje się, gdy chwilę przed występem okazuje się, że zmienił się prowadzący, a nowy reporter postanawia wykorzystać czas na wizji, by zadać pisarce serię niewygodnych pytań. Spanikowana Riley wspomina o wielkiej miłości, która zainspirowała ją do napisania książki, co staje się początkiem serii nieprzewidzianych zdarzeń. Każdy bowiem z jej byłych chłopaków upatruje we wspomnianej Wielkiej Miłości siebie samego, a chcąc odzyskać jej względy, sili się na największe szaleństwa.
Riley, antyfanka świąt, znajduje się w sytuacji wprost absurdalnej - troje mężczyzn próbuje odzyskać jej serce w totalnie bożonarodzeniowej scenerii - przy zapalonym kominku, zabawach na śniegu, z rozbrzmiewającym zewsząd mikołajowym Ho, ho, ho! i przy romantycznych lampkach wyłaniających się zewsząd. Czy kobieta odnajdzie ducha świąt i pozwoli jeszcze raz otworzyć się swojemu sercu?
To moja pierwsza tegoroczna powieść gwiazdkowa, a dzięki niej już nabrałam ochoty na więcej.
Karen Schaler, scenarzystka filmu Świąteczny książę zdecydowanie wie, jak wypracować hit. W jej powieści jest wszystko to, czego czytelnik spragniony bożonarodzeniowego ciepła szukać będzie w powieści - masa słodyczy (gorąca czekolada, mniam!), masa śniegu, choinkowe zatrzęsienie, mikołajowe oblężenie, zapach ciasteczek unoszący się z każdego kąta, a przy tym ogrom miłości. Bardziej świątecznej przestrzeni niż Christmas Lake Lodge nie znajdziecie - tutaj jest świątecznie do kwadratu!
A bohaterowie - cóż. Jednych pokochacie, inni będą działać Wam na nerwy - jak to w życiu.
Polecam! Owińcie się ciepłym kocem, zróbcie gorące kakao (lub lepiej - czekoladę!), włączcie świąteczne światełka, a podczas lektury duch świąt sam do Was zawita.
wtorek, 9 listopada 2021
Życie jest zbyt krótkie - Abby Jimenez
Doprawdy, nie wiem, jak to się stało, że dopiero teraz poznałam twórczość Abby Jimenez, ale wiecie co? To mój największy prezent ostatnich dni. Bo jeszcze tyle dobra przede mną! Do rzeczy jednak.
Vanessa, to bardzo popularna youtuberka, która zupełnie niezamierzenie i z zaskoczenia... została matką.
Jej siostra, rodząc nieplanowaną córeczkę, nie poradziła sobie z macierzyństwem i podrzuciła maleństwo do naszej bohaterki, zostawiając je niby tylko na chwilę, a już po nie nie wracając. Kobieta poza trudnościami z zajmowaniem się małą, miała bowiem znacznie poważniejszy problem - nie potrafiła wyjść z nałogu narkotykowego. Ojciec obu bohaterek też nie był ideałem - od czasu śmierci jeszcze jednej córki, kompletnie się pogubił, oddając się w szpony zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych i gromadząc wokół siebie ocean niepotrzebnych rzeczy, tonąc w brudzie i smrodzie, a przy tym nijak dający sobie pomóc. Najważniejsze - tak dla niego, jak dla mamy Grace - było jednak to, by Vanessa nie zakręciła im kurka z pieniędzmi, to ona bowiem wciąż ich utrzymywała.
Gdy pewnej nocy maleńkie niemowlę płakało tak bardzo, że bohaterka za nic nie mogła go uspokoić, do jej drzwi zapukał Adrian Copeland - wzięty adwokat, turboprzystojny właściciel budynku, a przy tym - jak się zdaje - nieosiągalny ideał. On to, biorąc dziewczynkę na ręce znalazł przyczynę jej niepokoju, dając tym samym wytchnienie samej Vanessie, a sobie torując drogę do fantastycznej znajomości. Mimo że oboje deklarowali niechęć do wikłania się w romantyczny związek (on - świeżo po rozstaniu, ona - przekonana, że cierpi na stwardnienie zanikowe boczne i został jej rok życia), ich relacja szybko nabrała głębszego wymiaru, zaś oni nie potrafili spędzić bez siebie ani jednego dnia.
To, co miało być tylko przyjaźnią, na oczach czytelnika przeradza się w więź o zupełnie innym zabarwieniu. My zaś, trzymając za parę kciuki od samego początku, niecierpliwie obgryzamy paznokcie, nie mogąc doczekać się, aż sami bohaterowie zdecydują się na przekroczenie magicznej bariery.
Nie jestem w stanie opisać, jak cudownie czyta się tę książkę, jakie ciepło odczuwa się podczas lektury. To nie jest zwykłe, tanie romansidło. To cudowna opowieść, (niczym najlepsze, wysokiej klasy komedie romantyczne) o dwójce ludzi, którzy są zarysowani tak realistycznie, że ma się wrażenie, jakby znało się ich od zawsze. Ich relacja jest tak niezwykła, tak piękna, że co chwila będziecie wzdychać do tekstu, nie mogąc dać wzruszeniom innego ujścia. Z Adrianem i Vanessą zżyłam się tak bardzo, że autentycznie będzie mi ich brakować.
To mądra, lekka, zabawna, a przy tym niezwykle poruszająca historia, dla której warto zarwać noc. Da Wam wypoczynek większy niż sen, ogrzeje Wasze serca, otuli poranione dusze. Da nadzieję. I przypomni, że życie jest zbyt krótkie, by z niego nie korzystać i zbyt cenne, by o nie nie dbać.
Koniecznie musicie przeczytać. Koniecznie.
środa, 27 października 2021
Jeden krok przed śmiercią - Mary Burton
Agentka FBI, Macy Crow, niejedno w życiu widziała i z niejednym się mierzyła. Odkąd rok temu nieomal straciła życie w wypadku, z jeszcze większą determinacją poluje na przestępców, by zagwarantować im karę godną winy. Choć doskwierają jej dolegliwości tak fizyczne, jak psychiczne, niestrudzenie gna do celu. Obecnie stara się o posadę w bardzo elitarnym zespole, a o jej ewentualnym dołączeniu do tegoż ma zdecydować przebieg śledztwa toczącego się w sprawie znalezionych niedawno zwłok Tobi Turner - nastolatki zaginionej piętnaście lat temu w Deep Run. Kobieta zostaje przydzielona do sprawy, zaś jej partnerem zostaje nowy miejscowy szeryf, Mike Nevada, z którym przed wypadkiem łączyły ją zażyłe stosunki. Kobieta będzie musiała usunąć na bok sprawy prywatne, by z czystą głową zająć się dochodzeniem i przesłuchaniami.
Macy z ogromną determinacją podchodzi do sprawy, szybko odkrywając, że łączy się ona z kilkoma gwałtami z tego samego okresu, o których wzmianki co rusz pojawiają się w aktach. Wszystko wskazuje na to, że ktoś próbował zatuszować te sprawy, prawdopodobnie kryjąc kogoś znajomego. Wiele dowodzi, że były szeryf poprowadził sprawę w sposób nieprawidłowy, na wiele kwestii przymykając oko. W tamtym czasie nie przebadano wielu próbek, co teraz - dzięki pozyskanemu grantowi - można nadrobić, a co może okazać się bardzo niewygodne.
Sprawca zdaje się osobą niepewną siebie, o niskim poczuciu własnej wartości i potrzebie udowodnienia innym, że jest kimś ważnym. Początkowo jedynie śledzi swoje potencjalne ofiary, rozrysowując ich przebieg dnia, później zaczyna je gwałcić i upajać się ich strachem, po to, by ostatecznie posunąć się do morderstw. W kręgu jego zainteresowania zawsze znajdują się kobiety bezbronne, o podobnym wyglądzie, zamieszkujące specyficzne lokalizacje, niespodziewające się ataku.
Mimo pozornych lat milczenia, zabójca powraca, zaś śledczy muszą go zindyntefikować, zanim ten posunie się do kolejnego porwania i morderstwa. Tym bardziej, że przez lata mocno się rozochocił i rozbisurmanił, a jedna ze śledczych stanowi jedną z jego niedokończonych spraw z przeszłości... Seryjny gwałciciel i morderca znów jest w grze.
Mary Burton utkała opowieść, po lekturze której sto razy sprawdzisz czy dobrze zamknąłeś drzwi, czy nie zostawiłeś uchylonych okien i czy pod łóżkiem nie czeka cię czerwony sznur. Autorka potrafi zmrozić krew w żyłach i uczyć przezorności. Czytelnik od początku ma rosnące uczucie niepokoju, które narasta wraz z rozwojem akcji - widzi bowiem jak sprawca ewoluuje, jak staje się bezwzględny, żyjąc w swoistym poczuciu nietykalności. Tutaj przysługa rodzi przysługę, jednak nie robi to wrażenia na Macy, która nie zważając na nic, odkrywa nowe tropy, odsłania to, co w przeszłości zostało zasłonięte i wreszcie dociera do świadków, którzy zaczynają przy niej mówić, rzucając na sprawę nowe światło i coraz bardziej zawężając krąg podejrzanych.
Czyta się jednym tchem!


