Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krystyna Kofta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krystyna Kofta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 listopada 2016

5 książek, których nigdy nie przeczytam



Każdy z nas ma pewnie książki, które chciał przeczytać, ale które już podczas wstępnej lektury okazały się rozczarowujące lub gorzej - niestrawne. 

Pozycje takie zdarzają się także pośród tytułów, które powinny zostać zrecenzowane lub omówione, bo ktoś zaufał nam na tyle, by przekazać je do zopiniowania. Niestety mam na swojej półce kilka takich, które okazały się dla mnie tak mocno niestrawne, że nigdy ich nie ukończyłam, a co za tym idzie - nie stworzyłam nawet bardzo krytycznej opinii. Rzecz bowiem nie w tym, że książki były złe, lecz w tym, że były złe dla mnie. Chcąc być jednak uczciwą, dam im należne 5 minut na blogu. Wiem  bowiem, że niektórych osławione tytuły podwójnie zachęcają do lektury. 

Oto 5 z nich.


Powrót - Izabela Sowa 

Umęczyłam się okrutnie. Niby lekka, niby spod pióra Sowy, którą lubię, a mimo to... Dwa podejścia do tej niewielkiej książeczki, a ja nadal tkwię w samym sercu historii bez nadziei na jej ukończenie. 
Co dokładnie poszło nie tak - nie wiem, nie potrafię rozgryźć.
Pewnie jednak nigdy nie dokończę opowieści o rozczarowującej wszystkich Dorotce.





Przewrotność dobra - Jolanta Kwiatkowska

Autorka na pierwszych katowickich Targach Książki poprosiła mnie, bym polubiła Dorotkę-wariatkę. Niestety, mimo chęci, nie udało się. Ocenę ma wysoką, a ja podczas czytania myślałam, że oszaleję z rozpaczy. Rzadko lektura wzbudza we mnie tak nieprzyjemne skojarzenia, jeszcze rzadziej jest tak, że nie potrafię powiedzieć czemu. Tutaj nie potrafię.



 Wykształciuchy z wioski Warszawa - Cezary Żbikowski

Nie jestem nawet do końca pewna jak ta książka znalazła się w moim domu. Być może kiedyś temat wydał mi się interesujący - dziś jednak zupełnie już nie. 
Wiem, że do tytułu nie wrócę, a już na pewno nie w najbliższej (i mówiąc to, mam na myśli najbliższe kilka lat) przyszłości. Musiała więc znaleźć się w zestawieniu.



Sergiusz, Czesław, Jadwiga - Maria Nurowska

Książka, która irytuje mnie samą swoją obecnością na mojej półce. Nigdy o nią nie poprosiłam, nigdy jej nie chciałam. Zwyczajnie kiedyś przyszła. Skąd, jak, po co, dlaczego? Nie wiem, ale czytać nie mam zamiaru, bo zwyczajnie budzi we mnie złe emocje, a tych staram się unikać.

Zatem - dziękuję bardzo, powędrujesz do biblioteki, gdzie z pewnością ktoś ucieszy się z Twojej obecności. 



Suki - Krystyna Kofta

Książka będąca wynikiem mojej chwilowej słabości do Kofty po lekturze Lewej, wspomnienia prawej. Teraz? Nie mam ochoty i nie wydaje mi się, żebym miała jej nabrać w przyszłych latach. Jej czas w mojej głowie już minął, a biblioteczka kusi zbyt wielką ilością fascynujących tytułów, bym miała skupiać się na tym, co straciło już datę ważności.

Podobnych tytułów mogłabym znaleźć jeszcze kilka, wciąż mam jednak nadzieję, że uda mi się na powrót  wkraść w moje łaski. Jeśli nie - prędzej czy później trafią pewnie do podobnego zestawienia.


A Wy? Macie podobne doświadczenia i tytuły na liście nieukończonych?




czwartek, 28 marca 2013

Co robię, a co robić powinnam...


Materiały do pracy licencjackiej

Przez ostatnie kilka miesięcy  i przez co najmniej kolejne trzy, moim życiem czytelniczym i pisarskim rządzą i rządzić będą książki monotematyczne, co widać na powyższym stosie. Wszystkie powyższe służą mi jako materiał badawczy do pracy licencjackiej, a co za tym idzie - już je przeczytałam, ale na recenzje raczej nie macie co liczyć - zbyt dużo o nich piszę, zbyt głęboko analizuję, żeby teraz mieć jeszcze ochotę podejść do nich podobnie jak do reszty czytanych przez siebie książek;)
Skupiam się na dziennikach choroby i to o nich czytam bez ustanku, co niestety nie niesie ze sobą efektów w postaci kolejnych napisanych rozdziałów…
Tworzenie pracy licencjackiej idzie mi bardzo, bardzo opornie, prawdopodobnie ze względu na niechęć do tematu i niemiłe wspomnienia z seminariów :D No i nie oszukujmy się – lenistwo.
Podczas gdy na półce czeka na mnie tyle fantastycznych książek, nie sposób skupić mi się na tym, co powinno być w chwili obecnej najistotniejsze.
Choć nie przeczę - powyższe książki są w większości bardzo dobre i przyjemność sprawia mi pracowanie na nich, ale... za długo już nad nimi siedzę, ciągnie mnie do powieści!



Na szczęście pisanie i czytanie w te, niestety, wciąż mroźne dni i wieczory umilają mi herbaty :)
Wśród nich dwie najsmaczniejsze to Pikantny romans [mój faworyt!] i Ice mint.


Obie są nieprawdopodobnie delikatne i subtelne, jednak to właśnie pierwsza wysuwa się na prowadzenie, bo…
Jest idealna na chłodne wieczory! Domieszka pieprzu powoduje, że z każdym kolejnym łykiem jesteśmy coraz bardziej rozgrzani. Ta herbata, to doskonały substytut grzańca dla osób stroniących od alkoholu:)  Rozgrzeje równie intensywnie, dostarczając przy tym niezwykłych doznań naszym kubkom smakowym.
Pierwszy łyk pozwala nam się rozkoszować wyjątkowym smakiem i delikatnością zielonej herbaty – z każdym następnym coraz mocniej wyczuwalny jest pieprz, który stanowi o niepowtarzalności tego napoju. Musicie spróbować!


  
Drugą ulubioną jest Ice mint – delikatna, miętowa herbata, która czyni coś odwrotnego – orzeźwia i delikatnie ochładza. Wydaje się być doskonałą propozycją herbaty do schłodzenia na cieplejsze dni. Póki co jednak – proponuję tradycyjną wersję na ciepło. Nie jest to zwykła herbata miętowa, którą możemy kupić w każdym zielarskim sklepie. Dodatek hibiskusa i skórki pomarańczowej nadaje jej charakterystycznego smaku i aromatu. Naprawdę smaczna;) Skutecznie studzi emocje po lekturze jakiejś niezwykle rozgrzewającej historii;)

Obie herbatki możecie kupić w sklepie Skworcu, do czego serdecznie zachęcam – nie pożałujecie!




Skład:
Pikantny romans:
- herbata zielona Sencha,
- kawałki truskawek i malin,
- czerwona porzeczka,
- czerwony i biały pieprz,
- kawałki kandyzowanego imbiru,
- aromat.

Ice mint:
- czarna herbata,
- hibiskus,
- mięta pieprzowa,
- skórka pomarańczy,
- płatki róży damasceńskiej,
- aromat.